Każda rocznica śmierci Tadeusza Łomnickiego to powrót do ostatniej roli – niezagranego króla Leara. Tego już nie sposób wymazać, choć w którą stronę pamięci by się nie zwrócić aż rojno od osiągnięć wciąż niedościgłych, wręcz monumentalnych. Łomnicki (ur. 18 lipca 1927 w Podhajcach, zm. 22 lutego 1992 w Poznaniu), aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More, reżyser, pedagog, założyciel Teatru na Woli, dramaturg1. autor dramatu (-tów); 2. w teatrze rosyjskim stanowisko ... More, nie bez powodu uznawany jest za jednego z najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku. Zagrał ponad 80 ról teatralnych, 50 filmowych, 26 w teatrze telewizji i bardzo wiele w radiowym. Do najważniejszych ról artysty należą: Arturo Ui w Karierze Artura Ui (1962), Łatka w Dożywociu Fredry w Teatrze Współczesnym (1963), Prysypkin w Pluskwie w Teatrze Narodowym (1975), Salieri w Amadeuszu w Teatrze na Woli (1981), a spośród ról w Teatrze TV: Bogusławski(1757-1829), aktor, reżyser, dramatopisarz, trzykrotny dyre... More w Szalbierzu (1991), Horodniczy w Rewizorze (1977) i Sager w Stalinie (1992). Serca milionów widzów podbił jako Michał Wołodyjowski w filmach Sienkiewiczowskich Jerzego Hoffmana (1969). W monodramie debiutował w Ostatniej taśma Krappa Samuela Becketta w Teatrze Studio w Warszawie (1984), wyróżniony za ten spektakl Nagrodą im. Aleksandra Zelwerowicza; wcześniej zrealizował radiowy monodram wg Gwiazdy Helmuta Kajzara w reż. Zdzisława Wardejna (1976). Ten właśnie monodram – w opisie Tomasza Miłkowskiego z książki „166 monodramów” (2016) przypominamy w rocznicę śmierci artysty:
OSTATNIA TAŚMA Samuela Becketta, tłum. Antoni Libera
reż. Antoni Libera, scenografia Ewa Starowieyska, Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie, premiera 17 marca 1985; premiera telewizyjna 26 stycznia 1989 (realizacja Dariusz Pawelec)
Nagroda im. Aleksandra Zelwerowicza za rolę Krappa (1983)
Siedzi za wielkim biurkiem bez ruchu w znoszonym czarnym tużurku, rozpiętej białej koszuli, przewiązany biało-szarawą, zrolowaną chustką na szyi. Tkwi tak jak zamarły. Potem z trudem wstaje, jakby podnosił niewyobrażalny ciężar, dźwigając się ciężko na rękach.
Zaczyna się od bananów. Tknięty gwałtownym impulsem skrada się drobnym, ale dość szybkim truchtem do bocznej szuflady biurka, otwiera ją energicznie i dobywa z wnętrza dorodnego banana. Obiera go sprawnie, aby pozbawić skórki, ale owoc zostawić w całości, skórkę odrzuca na podłogę, a sam połowę banana powolnie wsysa z lubością w usta. Potem delektuje się pożeraniem, tanecznymi kroczkami przechadza się tam i z powrotem. Kolejne kęsy znikają w jego ustach. Czasem zamiera, zamyśla się, błądzi myślami w przeszłości, potem znowu oddaje się przyjemności jedzenia. Kiedy cały banan już ginie w jego ustach, przewraca się na skórce od banana (u Becketta tylko o mały włos). Odrzuca skórkę z wściekłością i znowu skrada się do szuflady. Powtarza się ten sam rytuał. Ale tym razem zje tylko połówkę banana, drugą odrzuci ze złością. Teraz zabiegany znosi sprzęty, które ciska na biurko: ogromną księgę ze spisami nagrań z poprzednich wielu lat i ich zwięzłym streszczeniem, pudła z taśmami, szpulowy magnetofon. Ustawia to wszystko na biurku, bo za chwilę rozpocznie się doroczne święto. Tym razem ostatnie, ukończył właśnie 69 lat, to wygląda na kres życia. Wybiera na chybił trafił nagranie sprzed lat, by je przesłuchać, wyśmiać, a czasem się rozmarzyć. Oto stary człowiek u kresu podróży ze swoją przechowywaną pamięcią, przecież dziś już zmienioną i to jak dalece, skoro powie: „Wysłuchałem właśnie tego żałosnego kretyna, którego trzydzieści lat temu uważałem za siebie, trudno uwierzyć, że mogło być ze mną aż tak źle”.
Powrót do przeszłości okazuje się gorzki, a właściwie nie ma powrotu ani nawet chęci powrotu: „Już nie”, jak powie na koniec z niezachwianą pewnością stary Krapp.
W tym gęstym studium tożsamości, pamięci, przemijania i pożegnania można odnaleźć wiele znaczeń i symbolicznych figur ludzkiego losu. Łomnicki prześwietla w taśmach Krappa nie tylko swój los, ale los Każdego, osiąga uogólnienie charakterystyczne dla moralitetu i zarazem tę niezbędną proporcję realności, która nadaje bohaterowi indywidualny, oryginalny rys. Nawet jeśli to trochę przeciw Beckettowi, bo ocala artysta psychologiczny wymiar swojej kreacji, to wielkość tej roli hipnotyzowała widzów w Polsce i w wielu krajach, które odwiedzał z tym spektaklem. Wydawać by się mogło, że niewiele tu aktor ma do zrobienia poza odtworzeniem drobiazgowo zaplanowanych przez Becketta działań. A jednak Łomnicki znalazł dla siebie przestrzeń wolności i wyboru. Jego Krapp jest podobny, ale inny od wszystkich innych Krappów za sprawą swojej niepowtarzalności, która przejawia się w wielu detalach i spójnej koncepcji postaci. Jednym z takich detali jest słowo „szpula”, czterokrotnie wypowiadane przez Krappa – Łomnicki nadaje wymowie tego słowa szczególną pieczęć: wydłuża samogłoskę „u” i podwyższając zrazu jej ton, a potem obniżając nasuwa skojarzenie dźwiękowe z bombardowaniem. W innym momencie, kiedy odtwarza liryczne wspomnienie żeglugi z dziewczyną, obejmuje z czułością magnetofon. A i nagraniom nadaje szczególny wymiar dzięki technicznej rekonstrukcji dźwięku – zapisy na taśmie sprzed 30 lat brzmią młodzieńczo, pełen życia głos ostro kontrastuje ze skrzekliwym głosem starucha Krappa.
Prawdziwie mistrzowska robota, jedna z koron aktorstwa Tadeusza Łomnickiego.
