100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (37.1)
29 listopada 1944
„Z PIEŚNIĄ DO KRAJU”, A Z „WESELEM” LUBELSKIM DO KRAKOWA, KATOWIC I SIEDZIBY W ŁODZI
1. WSPOMNIENIA JANA KRECZMARA I WŁADYSŁAWA KRASNOWIECKIEGO O „WESELU” W TEATRZE WOJSKA POLSKIEGO W LUBLINIE
Dnia 29 listopada 1944 na scenie Teatru Miejskiego w Lublinie odbyła się inauguracja Teatru Wojska Polskiego (TWP) – premierą „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Jacka Woszczerowicza, scenografii Stanisława Teisseyre, z muzyką Aleksandra Barchacza.
Wybitny aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More Jan Kreczmar tak wspominał to wydarzenie:
„Nie zapomnę nigdy pierwszego przedstawienia „Wesela” w listopadzie 1944 roku. Było ono dla nas wszystkich wielkim świętem teatralnym po tylu makabrycznych latach, kiedy nie wolno było wykonywać ukochanego zawodu. Znów jak przed wojną światła ramp, gorączka za kulisami i setki par oczu wpatrzonych w scenę. Publiczność chłonęła każde słowo, ani jeden szmer nie zakłócił spektaklu, a kiedy skończyło się przedstawienie – widzowie płakali wraz z nami” (…). „Następne przedstawienia stawały się powoli chlebem powszednim, choć każdy powrót z teatru różnił się tak bardzo od dawnych powrotów. Wracaliśmy całą grupą, wymieniając z patrolami wojskowymi, spotykanymi niemal na każdym rogu ulicy, hasło i odzew, które podawała nam codziennie komenda miasta” (Jan Kreczmar, „Ze wspomnień”, „Kurier Lubelski” 1959 nr 199/200; przedruk w programie Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie pt. „15 lat lubelskiego teatru dramatycznego”, 1959, s. 19 ).
Lubelskie „Wesele” z 1944 roku przypominał także Władysław Krasnowiecki w tekście „Notatki o teatrze wojska”: „A teraz Lublin. Przez zbity wokół nas tłum przeciska się parę osób to koledzy, którzy przetrwali okupację w Lublinie, Henryk Modrzewski, Józef Klejer… Witają, prowadzą za kulisy. Mijam korytarze, zakamarki, garderoby. Wiedziony nieomylnym instynktem aktora znajduję bez chwili wahania właściwe drzwi. I oto po latach jestem na scenie. Na prawdziwej scenie.
Wydaje mi się ogromna. Kurtyny nie ma. Po drugiej stronie rampy majaczą w mroku loże i krzesła parteru…
Nie ma czasu na kontemplację. Trzeba organizować pierwszy spektakl w wyzwolonym Lublinie. Na początek pójdzie nasza frontowa składanka. Niektóre numery powstały jeszcze w Sielcach nad Oką, gdzie formowała się I Kościuszkowska Dywizja. Nasz estradowy program nazywał się „Od Oki do Wisły” (…),
Po jakimś czasie zaczęli doszlusowywać do nas wybitni aktorzy, którzy przetrwali okupację i znalazłszy się na wyzwolonym skrawku Polski rwali się do jedynego w wówczas teatru. Po jakimś czasie człowiek zdążył otrzaskać się z tymi nieoczekiwanymi i radosnymi spotkaniami. Ale w pierwszym lubelskim okresie naszej pracy przyjmowaliśmy każdego kolegę sprzed wojny jak zmartwychwstałego. (…) Cóż dopiero, gdy był nim Aleksander Zelwerowicz! Gdy stanąłem na progu mieszkania, w którym się zatrzymał, zaciągnął mnie do swego zaciemnionego pokoju (chorował wówczas na oczy) i wyściskawszy, zaczął gorączkowo zapewniać, że nie umie już grać, że zapomniał, chyba już nie nadaje się do teatru… Że jeżeli mamy zamiar grać „Wesele” (…) to może ośmieliłby się zagrać Księdza… A ja wzruszony i onieśmielony udawałem, że mu wierzę. I rzeczywiście zagrał w Lublinie tego Księdza. Któżby śmiał sprzeciwić się „Zelwerowi”! (…) W parę dni potem przyszedł z Siedlec Jacek Woszczerowicz. Cześć drogi odbył na piechotę. Przespał jedną noc w tych skromnych, ale ludzkich warunkach, jakie mogłem mu zorganizować, a na drugi dzień rano zakasał – dosłownie – rękawy koszuli, włożył okulary i zaczęliśmy debatę na temat najbliższej naszej premiery, którą miał reżyserować. Stanęło na tym, że pokażemy parę scen z „Wesela”, bez dekoracji i kostiumów. Ale… zespół rósł ilościowo. Przyjechał Jan Kreczmar i Justyna Karpińska [-Kreczmarowa]. Marian Meller, zwerbowany na dyrektora teatru, przywiózł nam „w posagu” z Białegostoku prawie cały samolot młodych, zdolnych aktorów. Większość z nich (byli tam i absolwenci przedwojennego PIST) przeszła znakomitą szkołę Aleksandra Węgierki. Byli w tej grupie dwaj obiecujący niebieskoocy blondyni: niejaki Jan Świderski i niejaki Czesław Wołłejko. Zaczęliśmy przemyśliwać i dyskutować o spektaklu całego „Wesela”.
Nawet przy serdecznej opiece, jaką cieszyliśmy się ze strony wojska (…), było to śmiałe przedsięwzięcie. Każdy metr płótna na dekoracje był problemem. Kostiumy trzeba było zdobywać po jednym z bliska i z daleka. Hr. Artur Potocki, były pan na Łańcucie, zdziwiłby się mocno, gdyby mógł widzieć, że pyszne stroje, jakich nie raczył wywieźć, zawędrowały do kostiumerni pierwszego teatru Polski Ludowej. Doszły nas słuchy, że w okolicy Lublina zachowały się u jakiegoś księdza resztki ludowych kostiumów. Ruszyła do niego delegacja teatru i poczciwy proboszcz pożyczył nam kilka par bronowickich spodni, skarb niebywały.
Pewnego rana uszykował się na scenie zespół aktorów-żołnierzy w takim ordynku, w jakim stawał za naszych frontowych dni co rano do raportu. Na zielonym tle mundurów pojawił się
niewysoki człowiek w ciemnym ubraniu. Odebrał raport. Ledwie słyszalnym głosem pozdrowił stojących na baczność aktorów-żołnierzy. Spojrzałem na widownię i zobaczyłem surową twarz Jacka Woszczerowicza zalaną łzami…
Poprzedniego dnia po południu wysiadłem z auta na jednej z ulic. Uczułem na sobie czyjś wzrok. Przez jezdnię ktoś szedł powoli, jakby z trudnością i wpatrywał się we mnie. Czyżby to był? Czyż mógł tak bardzo posiwieć i zbiednieć? Człowiek idący wolniutko w moją stronę spotkał mój wzrok. Na jego wynędzniałej twarzy pojawił się nikły uśmiech. Nie, nie omyliłem się. To był Stefan Jaracz(1883-1945), wybitny polski aktor; debiutował w 1904 w krak... More. Zniszczony Oświęcimiem, już wówczas śmiertelnie chory. Znalazł jednak dość siły, żeby nas odwiedzić. Nobilitował niejako aktorów-żołnierzy, którzy swoją aktorską pracę zaczęli na klepisku stodoły i w ziemiankach na dalekiej Smoleńszczyżnie, a teraz spotkali się z Aleksandrem Zelwerowiczem, z aktorami tej miary, co Jan Kreczmar i Jacek Woszczerowicz…” (Władysław Krasnowiecki „Notatki o teatrze wojska”, druk w programie „15 lat lubelskiego teatru dramatycznego”, przedruk w programie teatralnym: „Teatr Lubelski 1944-1964. Materiały pamiątkowe pod redakcją Marii Bechczyc-Rudnickiej, Państwowy Teatr im. Juliusza Osterwy, Lublin 1964, s. 22-24).
Bożena Frankowska
