Podwyższoną płaszczyznę sceny zamkniętą ścianą z dwoma otworami przypominającymi luki, z których na lotniskach wyjeżdżają bagaże pasażerów okala żebrowa metalowa konstrukcja, jakby odwrócone do „góry nogami” dno łodzi.
Z luku bagażowego, ześlizgując się po pochylni, jak walizka, wypada mężczyzna. W pewnym sensie jest walizką. Los rzucił go jak przedmiot w świat, skazał na emigrancki los.
„Trans-Atlantyk”, spektakl, na podstawie powieści Witolda Gombrowicza pod tym samym tytułem, na dużej scenie Teatru Ateneum, zrealizował (adaptacja(łac. adaptare = przystosowywać), przystosowanie utworu li... More i reżyseria) Artur Tyszkiewicz.
Rozpiął swoją sceniczną opowieść pomiędzy społecznością argentyńskiej Polonii a tubylcem Gonzalo. Łącznikiem między tymi dwoma światami jest Gombrowicz (z pewnym dystansem odtwarzany przez Przemysława Bluszcza), narrator, prowadzący widzów przez tę historię.
Pasażer statku Chrobry, Gombrowicz, z zawodu pisarz, postanawia zostać w Buenos Aires. Z dalekiej Europy dochodzą złowrogie odgłosy nadciągającej wojny.
Samotny, bez znajomości i praktycznie środków do życia, próbuje utrzymać się na powierzchni. Mimo ostrzeżeń, przygodnie spotkanego dawnego znajomego, by nie wdawać się w żadne komeraże z osiadłymi tutaj rodakami, wpada w tę społeczność, strojącą miny, pozy i gesty, hołubiącą narodowo-bogoojczyźniane nadęcia, której przewodzi Poseł (Artur Barciś), mały watażka z zadęciem na dyktatora. A ci dumni potomkowie zwycięzców spod Wiednia, są już tylko śmiesznymi, groteskowymi zdeklasowanymi figurami. Husarskie skrzydła, obdarte z orlich piór, zmienili w obwoźne stojaki pod kiełbasy i pseudo-narodowe bazarowe pamiątki. Wciąż zwróceni w przeszłość, zaściankowy honor przedkładają ponad wszystko. Wierzą, że nadwerężoną dumę narodową, zmyć może tylko krew. Słabość zwalczają tępą siłą, tak jak przemocą chcą rozprawiać się z innością.
Tymczasem Gombrowicz spotyka Argentyńczyka Gonzalo, uwodziciela, wyzwolonego piewcę przyjemności, miłośnika życia…
To między tymi wspomnianymi wyżej dwoma obozami-światopoglądami będzie toczyć się gra o duszę (i nie tylko) Ignaca (Mateusz Łapka), polskiego chłopięcia, przeznaczonego przez ojca, dumnego Polaka Tomasza (Krzysztof Gosztyła), na kolejnego straceńca, ofiarę krwi w imię honoru i wolności ojczyzny. Chłopiec – tymczasem – uwodzony innymi pięknościami i wartościami jest coraz mniej chętny spełnić oczekiwania ojca.
O czym jest spektakl Tyszkiewicza? O Polsce? O Polakach? Na pewno. To ocena kondycji polskiej narodowej duszy, mentalności, postaw. I cóż z niej wynika? Że jesteśmy narodem śmiesznym i zaściankowym w swojej nieuzasadnionej pysze, że niczego nie nauczyła nas historia, że wciąż wywołujemy te same demony, domagając się szacunku, bośmy Chrystusem narodów, że jesteśmy ksenofobiczni, nieufni wobec innego, nieznanego, nowego, że wciąż oglądamy się za siebie miast myśleć o przyszłości? Tak, oczywiście. Ale to także obraz ścierana się kultur, życiowych światopoglądów. Opowieść o próbie wyzwolenia się od pseudo-patriotycznego spętania, narodowego cierpiętnictwa; opowieść o przekonaniu, że los jednostkowy jest wartością nadrzędną, a przynajmniej równie istotną jak zbiorowość; spojrzeniem w przyszłość, nie tylko wstecz, pochwałą wolności wyboru, indywidualizmu. Wszystko to zawarł w swojej kreacji Krzysztof Dracz. Jego rola, Gonzalo, wielbiciela chłopaków, lśni w spektaklu jak brylant. Gonzalo w jego interpretacji jest kimś więcej niż tylko perwersem. Jest personifikacją wolności, wyrafinowania, inteligencji, fantazji, wyzwolenia od zakazów i nakazów. Ma nieodpartą siłę i wdzięk, co tak pociąga narratora Gombrowicza, rozdartego pomiędzy lojalnością wobec rodaków a racjami Gonzalo, porzucenia zbiorowego obowiązku przeszłości czyli Ojczyzny na rzecz indywidualnej przyszłości czyli Synczyzny.
Nie ma co pisać, że premiera „Trans-atlantyku” AD 2018, w roku obchodów 100-lecia niepodległości państwa polskiego, włącza się w nurt realizacji scenicznych, podejmujących dyskusję o naszej narodowej kondycji, chociaż tak zapewne będzie, bo krytyka lubi takie odniesienia.
Lepiej powiedzieć po prostu, że spektakl Artura Tyszkiewicza jest wart polecenia, chociaż wymaga od widza pewnej erudycji w czytaniu scenicznych znaków-symboli, słuchu na zabawę językiem, a przede wszystkim namysłu i refleksji.
Grażyna Korzeniowska
*
Witold Gombrowicz Trans-atlantyk
Adaptacja i reżyseria Artur Tyszkiewicza
Scenografia Justyna Elminowska
Muzyka i opracowanie Jacek Grudzień
Ruch sceniczny Maćko Prusak
Światło Mateusz Wajda
Przygotowanie wokalne Magdalena Sobczak-Kotnarowska
Występują:
Przemysław Bluszcz, Tomasz Schuchardt, Artur Barciś, Rafał Fudalej, Tadeusz Borowski, Bartłomiej Nowosielski, Dariusz Wnuk, Artur Janusiak, Krzysztof Dracz, Krzysztof Gosztyła, Mateusz Łapka, Wojciech Michalak, Julia Konarska, Katarzyna Ucherska
Premiera 17 lutego 2018
Scena główna Teatr Ateneum, Warszawa
