Tomasz Miłkowski o CZASIE BARBARZYŃCÓW w warszawskim Teatrze Współczesnym:
Kiedy ćwierć wieku temu BBC nadało słuchowisko „When Barbarians Came” Dona Taylora (1938-2003), przyjęto je z uznaniem, witając jako thriller polityczny, w szczególności środowiskowy. Autor odsłaniał bowiem, w jaki sposób artyści, intelektualiści dostosowują się do życia w świecie, w którym władzę przejmują barbarzyńcy (kimkolwiek oni są). Utwór najwyraźniej nawiązywał do poetyki Friedricha Dürrenamatta, zwłaszcza w tropieniu paradoksów życia zbiorowego. Był też pośrednim komentarzem ówczesnej polityki kulturalnej brytyjskich konserwatystów.
Taylor wykazał, jak niezmierzone są pokłady oportunizmu i konformizmu. Narrator i główny bohater, pławiący się w bogactwie Marcus (Mikołaj Mikołajczak) i tajemniczy oficer służby bezpieczeństwa, kapitan Anthony (Andrzej Zieliński) odkrywają, że barbarzyńcy byli zawsze wśród nas, a być może, kto wie, to właśnie my jesteśmy barbarzyńcami. Dzisiaj to już nie brzmi zaskakująco, ale 25 lat temu zdumiewało.
Mimo że fakty, które opisuje Taylor, dziwnie się rymują z rzeczywistością, przedstawienie szeleści papierem. Brakuje w nim rysunku postaci. Rozmawiają ze sobą jedynie szkice, toczy się jakaś banalna, przewidywalna gra w sterylnych, anonimowych dekoracjach pośród dziesiątków butelek dobrego alkoholu. Reżyserowi nie udało się ożywić tekstu Taylora ani opowiedzieć wciągającej historii. Spektakl zatrzymał się na prezentacji mechanizmu ulegania powabom władzy. Trochę to za mało, aby wzbudzić emocje albo poruszyć wyobraźnię.
Towarzyszymy więc walce dyrektora teatru (Sławomir Orzechowski) i zatrudnionego przez niego menadżera finansowego (wspomniany już Marcus) o ocalenie egzystencji instytucji bez szczególnego zaangażowania. Walka kończy się podporządkowaniem sztuki prymitywnym oczekiwaniom barbarzyńców, którzy oczekują, by na scenie lała się prawdziwa krew. Równie daremne okazują się wysiłki kapitana Anthony’ego, aby zjednoczyć niemrawą opozycję. Całość staje się więc dość wątłym przejawem nostalgicznej tęsknoty za wolnością i demokracją.
Reżyser podpiera się agresywną ilustracją muzyczną, dzielącą poszczególne części przedstawienia, i pulsującymi na ścianach dekoracji strzępami próbnego obrazu telewizyjnego. Ale nie podnosi to wciąż spadającego napięcia. Znacznie więcej od migających obrazków mówią uniformy barbarzyńców, coraz chętniej przywdziewane przez rdzennych mieszkańców Imperium w miarę umacniania się władzy barbarzyńców. Także przez artystów. Kto wie, czy to nie najbardziej dramatyczna przestroga, w której odzywa się Witkacowski lęk przed kulturalnym zdziczeniem.
Tomasz Miłkowski
CZAS BARBARZYŃCÓW Dona Taylora, tłum. Andrzej Zieliński, reż. Jarosław Tumidajski, scenografia Mirek Kaczmarek, kostiumy Grupa Mixer, muz. Stefan Wesołowski, Teatr Współczesny w Warszawie, premiera 29 kwietnia 2017
