„Lilka, cud miłości”, wg scenar. i w reż. Waldemara Śmigasiewicza w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.
Pawlikowska-Jasnorzewska nigdy nie została zapomniana, jej wiersze znikały i znikają z półek księgarskich, a ostatnio wielkie zainteresowanie wzbudził tom wspomnień „Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939-1945”, który posłużył za kanwę scenariusza. Fenomen tej artystki pobudzał już wyobraźnię niejednej artystki, także Joanny Żółkowskiej, która „wychodziła” ten spektakl. Jego pierwszy szkic zobaczyliśmy rok temu też na scenie kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie.
Waldemar Smigasiewicz, który ułożył scenariusz i wyreżyserował całość, zadbał o stworzenie atmosfery niedopowiedzenia i tajemnicy, a także zróżnicowanie odcieni portretu malowanego przez cztery aktorki. Dzięki ich temperamentowi i sztuce interpretacji poetka na scenie ożyła, budząc wzruszenie. Spektakl rozegrany na półtonach, czasami przerywanych mocniejszymi akcentami, roztacza szczególną aurę – skłania do zadumy, półuśmiechu, współczucia. To niemało.
„Lilka – portret poczwórny”
Tomasz Miłkowski
Przegląd nr 2/11.01
12-01-2016