Przejdź do treści

Yorick nr 43 (październik 2015)

Przegląd Teatralny i Literacki ISSN 2080-9980

Старая ссылка на Кракен не работает? Не бегите в Google! Именно этого ждут мошенники. Используйте надежный шлюз, который всегда ведет на актуальное зеркало. Добавьте в закладки kra45.at и забудьте о проблеме поиска ссылок навсегда.

„Jadwiga”, czyli heca na cztery serca

Otwarcie teatru na Stadionie Narodowym było sporym wydarzeniem. Zastanawiałam się, na ile zaplecze infrastrukturalne i marketingowe tego miejsca pomoże młodym, szalonym ludziom w realizacji ich pomysłu na teatr. Byłam ciekawa, czy arena sportowa jest miejscem dla świątyni sztuki. Czy ten jedyny w Europie teatr na stadionie okaże się strzałem w dziesiątkę. Choć na odpowiedź przyjdzie mi jeszcze poczekać, to pierwsze koty za płoty.

8 czerwca 2015 roku odbyła się pierwsza premiera Teatru XL w nowej lokalizacji. Sztuka „Jadwiga” Victorii Vascari w reżyserii Andre de la Cruz to ponowne spotkanie duetu Andre de la Cruz i Victoria Vascari. Poprzednia sztuka „Psychoterapia” okazała się sukcesem i nieustannie od dwóch lat zapewnia komplety na widowni. Pozostaje trzymać kciuki, że „Jadwiga” powtórzy jej sukces.

Dowiedz się więcej »„Jadwiga”, czyli heca na cztery serca

Taki azyl

XV Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Dzienniku Trybuna.

W całej Polsce po- i przedwyborcza wrzawa, ostre wymiany werbalnych ciosów, czasem nawet wyzwiska i stówa grube, a na warszawskiej Woli – milczenie. Ściślej na Scenie na Woli im. Tadeusza Łomnickiego, gdzie przez 10 dni (5-14 czerwca) odbywał się Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu, w dodatku jubileuszowy, bo piętnasty.

Dowiedz się więcej »Taki azyl

Włodzimierza Staniewskiego opus magnum

Laudacja Anny Leszkowskiej na cześć Włodzimierza Staniewskiego, laureata Nagrody im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego 2015:

W tradycji uroczystości nagradzania przez Klub Krytyki Teatralnej wyróżnionego artysty jest przedstawienie nie tylko jego życiorysu, ale głównie tych osiągnięć artystycznych i życiowych, które podziwiamy i pragniemy tą nagrodą podkreślić.

W przypadku Włodzimierza Staniewskiego jest to stworzenie autorskiego, nowatorskiego i unikatowego, „profesjonalnie alternatywnego” teatru o światowej sławie – mitycznych Gardzienic. Teatru, który od 35 lat zachwyca swoimi spektaklami, rozwija się, buduje się i edukuje młodzież. Teatru, w którym muzyka, zwłaszcza pieśń, pełni rolę szczególną, cementującą wspólnotę, ale i wznoszącą wykonawców i widzów na poziom ekstatycznych doznań. Teatru, który – jak żaden inny – scementował słowo z muzyką i gestem, oprawiając tę triadę w ramy malarstwa i rzeźby.

Dowiedz się więcej »Włodzimierza Staniewskiego opus magnum

RODOWÓD TEATRU LALEK DLA DOROSŁYCH

Od 17 do 23 czerwca 2015 roku w Białymstoku odbywa się Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek dla Dorosłych „Metamorfozy”. Już z samej nazwy wynika, że przedstawienia będą dziełem zespołów teatralnych z udziałem lalki lub form zastępujących lalkę, a repertuar będzie adresowany nie do dzieci, a do osób dorosłych. Praktyka pokaże, czy będzie to lalkowy teatr parawanowy czy teatr na żywym planie (estradzie) grany przez aktorów z lalką czy bez lalki. Można mieć nadzieję, że połączy lalkowy teatr zespołowy ściśle parawanowy (i jego różne formy klasyczne) z eksperymentami i grą aktora z lalką na żywym planie.

Z tej okazji warto przypomnieć pewne fakty z dziejów teatru lalek dla dorosłych – pierwsze przedstawienia dla dorosłych inscenizowane w zespołowych teatrach lalek (od 1945 roku) oraz występy solistów z lalką na estradzie (od 1955).

Po drugiej wojnie światowej (od 1945) powstawały w Polsce najpierw tradycyjne teatry lalek – z lalką i parawanem, nawiązujące do historii polskiego teatru lalek uprawiającego od XVI wieku właśnie takie klasyczne formy – najpierw teatr mechaniczny i teatr marionetek, zazwyczaj prezentowany przez zagranicznych lalkarzy, a od XVIII wieku teatr lalek wykorzystujący niemal wszystkie rodzaje lalek i form pokrewnych (maska, przedmioty, ręce aktora), ale zazwyczaj w przestrzeni wyznaczonej lalkarskim parawanem.

Dowiedz się więcej »RODOWÓD TEATRU LALEK DLA DOROSŁYCH

Z fotela Maciejewskiego: Prawo do buntu

Ingmar Villqist, reżyser „Lotu nad kukułczym gniazdem” w Teatrze Bagatela, nie miał łatwego zadania.

Musiał zmierzyć się nie tylko z jednym z najważniejszych dzieł literackich dla pokolenia kontrkultury, jak i z kongenialną wobec pierwowzoru, Oscarową adaptacją filmową Miloša Formana.

„Głównym źródłem inspiracji i prawdziwej fascynacji jest i będzie dla mnie człowiek, jego zagubienie, marzenia, strach, potrzeba szczęścia, samotność, którą tak desperacko każdy z nas chce zrozumieć, potrzeba bliskości drugiego, równie samotnego człowieka” – mówił Villqist.

Dowiedz się więcej »Z fotela Maciejewskiego: Prawo do buntu

Nagroda im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya dla Włodzimierza Staniewskiego

20 czerwca, podczas uroczystości Otwarcia Królewskiej Galerii Rzeźby w Starej Oranżerii, w Łazienkach Królewskich, twórczość Włodzimierza Staniewskiego zostanie uhonorowana doroczną Nagrodą im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego przyznawaną przez Klub Krytyki Teatralnej sekcję polską Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IATC).

Nagroda im. Boya, przyznawana od 1957 roku przez kapitułę Sekcji polskiej Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IATC), jest wyrazem uznania dla osiągnięć wybitnych twórców teatru. Pierwszym jej laureatem był Kazimierz Dejmek za inscenizację „Święta Winkelrieda” w Teatrze Nowym w Łodzi.

W gronie jej laureatów znaleźli się dotychczas między innymi: Gustaw Holoubek, Tadeusz Łomnicki, Adam Hanuszkiewicz, Tadeusz Kantor, Andrzej Wajda i Sławomir Mrożek. Nagrodę dla Włodzimierza Staniewskiego przyznano za wybitne osiągnięcia artystyczne, ze szczególnym uwzględnieniem dokonań jako twórcy Europejskiego Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”.

Dowiedz się więcej »Nagroda im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya dla Włodzimierza Staniewskiego

To już koniec

O próbie „aksamitnej” likwidacji Teatru Sceny Prezentacje przez stołeczny ratusz w „Dzienniku Trybuna” pisze Tomasz Miłkowski:

Na zaproszeniu, które otrzymałem na premierę „Pokrewieństwa dusz” w warszawskim Teatrze Scena Prezentacje, było napisane: „Pożegnalna premiera Teatru Scena Prezentacje w Norblinie”. A więc to tak, pomyślałem, najpierw developer, który wszedł w posiadanie tego atrakcyjnego terenu, twórca koncepcji Art Norblin, obiecywał złote góry, nowy teatr miał wystawić na tym miejscu i wpisać w koncepcję zagospodarowania całości, a teraz wyszło szydło z worka, będzie jak zawsze, czyli na obietnicach się skończyło.

Dowiedz się więcej »To już koniec

Szwedzkim okiem

Po powrocie ze szwedzkiego SCENKONST BIENNALEN w Malmö Tomasz Miłkowski pisze w „Dzienniku Trybuna”:

Po polskim tsunami wyborczym wyjechałem do Szwecji. Nie w popłochu czy w rozpaczy, jaka poczęła płynąć z licznych szpalt i fal radiowych, ale planowo, bo właśnie u braci lutrów rozpoczynało się Biennale Teatru Szwedzkiego, które, jak sama nazwa wskazuje, jest przeglądem dorobku teatru i sztuk pokrewnych u naszych północnych sąsiadów.

Impreza to solidna, obrosła tradycją i na mocnych fundamentach. Co dwa lata odbywa się w innym szwedzkim mieście, tym razem było to Malmö, stając się na równi lokalnym, co krajowym, skandynawskim, ale i europejskim wydarzeniem. Świadczą o tym wymownie liczby, które nie bez dumy przywołują organizatorzy, na których czele stoi szwedzki Ośrodek ITI (Międzynarodowy Instytut Teatralny). Przyjechać miało (i przyjechało) 5000 tysięcy gości z rozmaitych stron Skandynawii i świata, obyło się 170 wydarzeń. Nie tylko spektakli, ale i warsztatów, sympozjów, pokazów, dyskusji. Słowem: burza mózgów, wietrzenie wyobraźni, spotkanie potrzebne kulturze jak powietrze. Polskie festiwale to blade echo tak zakrojonego Biennale. I to niezależnie od tego, kto stoi u steru kultury w rządzie, kto ten rząd tworzy, u braci lutrów obowiązuje stabilne podejście do przyjętych programów, poczucie ciągłości i bezwzględne respektowanie idei, przyświecającej temu wielkiemu zgromadzeniu: skupiania sił, wspierania artystów w ich niezależnych, swobodnych poszukiwaniach.

Dowiedz się więcej »Szwedzkim okiem

Na miarę antycznej tragedii

O spektaklu „Ruchele wychodzi za mąż” Savyon Liebrecht w reżyserii Jacka Papisa w Teatrze Żydowskim pisze Grażyna Korzeniowska:

Oglądaliśmy ten spektakl w kilka miesięcy po premierze, z widzami, którzy w większości kupili bilety w kasie. Sala stołecznego Teatru Żydowskiego była wypełniona niemal do ostatniego miejsca.

Przedstawienie nagrodzono długimi i serdecznymi oklaskami. A przecież to spektakl bez formalnych fajerwerków.

Poprowadzony w sposób tradycyjny, linearny, idący za słowem autora – bez tak modnej obecnie dekompozycji tekstu, czy „doszlachetniania” go dopisywaniem sensów przez inscenizatora.

Jacek Papis, reżyser sztuki „Ruchele wychodzi za mąż”, zaufał jej autorce, Savyon Liebrecht, konfliktowi, który przedstawiła, aktorom i swojemu instynktowi inscenizatora, aby chwytami formalnymi nie odwracać uwagi od problematyki sztuki.

Słusznie, bo Liebrecht, umie opowiadać. Pokazuje zwykłych ludzi, których dramaty są na miarę antycznych tragedii.

Dowiedz się więcej »Na miarę antycznej tragedii

Spowiedź świadka

O monodramie Janusza Gajosa pisze Tomasz Miłkowski:

To sztuka dostępna tylko mistrzom: Janusz Gajos bez pomocy żadnego rekwizytu czy dźwięku, mając tylko do dyspozycji krzesło, na którym czasem przysiada, opowiada historię ksenofobicznej infekcji, która zawładnęła dobrym miastem Arras. Czyni to po raz wtóry, tyle tylko, że dwadzieścia lat temu (1994, Teatr Powszechny, reż. Krzysztof Zaleski) był ubrany w mnisie szaty, ucharakteryzowany „na starość” („strąki rzadkich, siwych włosów opadają mu na plecy, twarz pokrywa siatką zmarszczek, głos mamrotliwy, początkowo niewyraźny”, odnotowywała Ewa Zielińska w „Kurierze Polskim”), zasiadał w głębokim krześle – słowem w inscenizacji Krzysztofa Zaleskiego bohater monodramu został mocno podmalowany historycznie. Ale nie tym razem. Teraz przychodzi niemal prywatnie, tak jak ktoś umówiony ze znajomymi, ubrany starannie, ale bez szczególnego wykwintu, prawie roboczo. Nawet światło jest początkowo robocze. Wtedy, przed laty, aktor chronił się za charakteryzacją, peruką. Teraz i z tego rezygnuje. Jest jednym z nas, choć brzemię, które dźwiga, każe mu zrzucić ciężar ponad siły, zwierzyć się z doświadczeń, które przerastają każdego człowieka. Bo jak rozumem ogarnąć setki ofiar, morze krwi, przelanej niespodziewanie, z zaskoczenia. Wszystko przecież zaczęło się banalnie, niewinnie: „Jednemu z obywateli Arras padł koń”. Z tym nie sposób się uporać.

Dowiedz się więcej »Spowiedź świadka

POLSKA ZACZYNA SIĘ OD GDYNI

Śladami teatru w Gdyni – w związku z pracami jury konkursu dla młodych krytyków teatralnych – podąża Bożena Frankowska:

Wobec palących zagadnień w zakresie szkolnictwa, zdrowia publicznego i opieki społecznej gminie miasta Gdyni brakło środków na popieranie kultury i sztuki” (Franciszek Sokół, Komisarz Rządu Rzeczypospolitej Polskiej w Gdyni – wg „XV lat polskiej pracy na morzu”, s. 268)

1.

„Polska zaczyna się od Gdyni”. Tak zatytułował swoją książkę reportażową Michał Rusinek (Lwów 1938), autor opowiadań morskich („Kapitan „Czerwonego Widma”, Katowice 1927).

A że to tytuł spostrzegawczy i symboliczny wystarczy spojrzeć na mapę oraz przypomnieć sobie oszałamiającą karierę Gdyni w okresie Polski Odrodzonej w Dwudziestoleciu Międzywojennym.

Dowiedz się więcej »POLSKA ZACZYNA SIĘ OD GDYNI

Chcę się bawić

Rozszerzona wersja recenzji monodramu Zofii Wichłacz „Porozmawiajmy po niemiecku”, opublikowanej w tygodniku PRZEGLĄD ( nr 22/25.05, 28-05-2015):

Tak pisze i i tak próbuje żyć bohaterka monodramu opartego na autentycznym pamiętniku z czasów okupacji Hanny Zach, który trafił w ręce reżysera za pośrednictwem kolekcjonera varsavianisty Krzysztofa Jaszczyńskiego. Dostrzegł on w tym tekście unikatowy przekaz, samoswoją opowieść o wewnętrznej wolności, demonstrowanej niezależnie od okoliczności. Jak sama pisze: „kto ma szesnaście lat, to wszystko wypada”. Wypada objadać się słodyczami, pędzić na rowerze na oślep i oglądać się za chłopakami. Spisująca pamiętnik nastolatka notuje swoje fascynacje młodymi mężczyznami, przed wszystkim młodymi Niemcami w elegancko odprasowanych mundurach. Szczególnie gustuje w lotnikach, to z nimi podejmuje przelotne flirty, na ogół niewinne, choć zdarzają się głębsze zauroczenia. Takim młodzieńcem jest Günter, o którym ciągle myśli, ale którego po latach już nie będzie pamiętać. Pociąga ją także niemiecka kultura, z upodobaniem szlifuje język, często udaje Niemkę, choćby po to, by wygodnie przejechać się w wagonie tylko dla Niemców. Nie zamierza jednak wyrzekać się swojej polskości, to tylko taka gra, sztubacki psikus.

Dowiedz się więcej »Chcę się bawić

W sprawie… mima

Redakcja „Yoricka” otrzymała interesujący list od pana Marka Mietelskiego, który nawiązuje do polemicznego dialogu, jaki miał miejsce podczas panelu poświęconego twórczości dramatycznej Bogusława Schaeffera w Instytucie Teatralny 21 grudnia ubiegłego roku. Za zgodą autora publikujemy ten list:

„Witam –

po lekturze zamieszczonego na stronie portalu AICT fragmentu rozmowy (p.t. Teatr Bogusława Schaeffera – od „TIS-MW 2” do „Ostatniej Sztuki”) – przeprowadzonej dnia 21.12.2014 r. w Instytucie Teatralnym im. Zb. Raszewskiego podczas przeglądu „Era Schaeffera – Suplement” – jako „znalazca rarytasu” (zapisu filmowego fragmentu „TIS-MW 2”) chciałbym odnieść się do jednego epizodu tej rozmowy, a mianowicie do dywagacji pomiędzy p. Tomaszem Miłkowskim a Janem Peszkiem protestującym przeciwko określeniu jego partii w tym utworze jako mima.

Dowiedz się więcej »W sprawie… mima

Sztuczne ognie ojczyzny

O ZARĘCZYNACH Tomczyka w Teatrze TV pisze Miłkowski w Dzienniku Trybuna:

Lekcję wychowania patriotycznego w wersji dla opóźnionych zafundował nam Teatr TV, dając premierę Zaręczyn Wojciecha Tomczyka (emisja 18 maja), słabiutkiej komedyjki z pretensjami do spełniania społecznej misji. Temat jest błahy, na dobrą sprawę w sam raz na skecz estradowy – rzecz traktuje bowiem o zaręczynach i obawach młodych, czy ich rodzice, mający odmienne poglądy na świat, zdołają się jako tako zaprzyjaźnić, czy też ich pierwsze spotkanie skończy się fiaskiem. Wygląda to na tzw. opowieść z życia (albo z telenoweli) wziętą, ale z chwilą kiedy rzecz się rozdyma za sprawą porad, bez mała przewodnika po tematach, jakie wolno podczas takiego spotkania poruszać, który przekazuje młodym ich partnerka biznesowa, wszystko się rozłazi. Pewnie rozlazłoby się do końca, gdyby nie aktorzy obsadzeni w rolach rodziców (Gniewkowska, Stenka, Frycz i Zamachowski), którzy swoim talentem nadrabiają płycizny tekstu, jak się okaże lekcji poglądowej o różnicach dzielących środowiska zwolenników PO i PiS. Kamieniem probierczym jest tu sprawa „żołnierzy wyklętych”, która pojawia się w tej komedyjce z trudem przyfastrygowana, abyśmy od tej chwili współczuli i jednoczyli się w uczuciach a to podziwu, a to okolicznościowej powagi. Tak czy owak żarty się kończą.

Dowiedz się więcej »Sztuczne ognie ojczyzny

Strojenie do śmierci

Wciśnięta w kąt celi – wyje, zawodzi, złorzeczy swoim katom, siebie nazywa męczennicą i przyszłą świętą. Jej głowa, niemal łysa z kępkami siwych kosmyków, kołysze się na chudej szyi.

– Włosy nie utrzymają ciężaru głowy – rzeczowo stwierdza mężczyzna z obnażonym torsem, opasany długim, skórzanym fartuchem.

Bo ściętą głowę trzeba pokazać zgromadzonej gawiedzi. Ten mężczyzna w rzeźnickim fartuchu to kat. Czeka. To jego topór uderzy w wątły kark kobiety wijącej się w spazmie przerażenia w brudnej celi. Jej strach jest tak silny, że niemal czujemy jego odór…
Ta kobieta, to Mary Stuart, królowa Szkocji. Katoliczka. Umrze za kilka godzin, skaza na śmierć wyrokiem Elżbiety, królowej Anglii. Protestantki. Tę śmierć przyjdą obejrzeć tłumy…
O kilku ostatnich godzinach życia królowej opowiada dramat Wolfganga Hildesheimera „Mary Stuart”, który na scenie warszawskiego Teatru Ateneum wyreżyserowała Agata Duda-Gracz.

Dowiedz się więcej »Strojenie do śmierci

Nowy „Dybuk”

„Dybuk” Szymona An-skiego w reż. Mai Kleczewskiej w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w Stolicy.

Scena przedstawia salę prób Teatru Żydowskiego. Przez gigantyczne okna, zajmujące w głębi całą szerokość sceny, widać – dzięki wideo – plac Grzybowski, czasem Marymont i inne fragmenty warszawskiego getta. Teatr Żydowski jest tego terenu strażnikiem, znakiem pamięci, zwornikiem między dawnymi i nowymi czasy. Za szybą pojawia się co pewien czas sylwetka kantora śpiewającego religijne pieśni. Ten „Dybuk” będzie opowiadać znaną historię żydowskiego Romea i Julii, ale wchłonie też opowieść o fenomenie tego miejsca, o Teatrze Żydowskim i jego artystach, o pamięci Holocaustu, o głębokim sensie misji tej sceny, jednej z dwóch scen żydowskich grających w jidisz w Europie. Twórcy spektaklu znaleźli idealny sposób związania klasycznego dramatu żydowskiego z dziejami tego teatru, który obchodzi właśnie swoje 65-lecie.

Dowiedz się więcej »Nowy „Dybuk”

PAMFLET NA POLAKÓW I CARÓW XIX I XX WIEKU

1. Zawarł ten pamflet Juliusz Słowacki w dramacie pt. „Kordian”, a pokazał w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach inscenizator i reżyser Piotr Szczerski.

Pomagali mu znakomici współpracownicy. Mateusz Rzeźniczak, student czwartego roku Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, który gra tytułowego Kordiana. Zespół aktorów, których postaci Szatanów i Aniołów z „Przygotowania” czy tłumu z Placu Zamkowego zamkniętego „W szpitalu wariatów” na zawsze pozostaną w pamięci widzów tego przedstawienia. Muzyka Zygmunta Koniecznego i chóry, których pieśń „Ziemia to plama // Na nieskończoności błękicie” przypominać się będzie nie raz, gdy myśl pobiegnie do rozważań o naszych polskich losach narodowych – w historii i dzisiaj – wobec obrotów Ziemi i tajemnic Wszechświata.

Dowiedz się więcej »PAMFLET NA POLAKÓW I CARÓW XIX I XX WIEKU

„I ciągle widzę ich twarze”

Teatr Żydowski zapowiadał zmiany. I słowa dotrzymał. „Dybuk” w reżyserii Mai Kleczewskiej – słynnej z prowokacyjnych, ostrych i skandalizujących spektakli –rozpoczynający obchody 65-lecia Teatru Żydowskiego (tuż przed 72. rocznicą powstania w warszawskim getcie – co nie jest bez znaczenia) jest wyjątkowo udaną próbą zmierzenia się z klasyką jidyszowego dramatu.

Dramat Szymona An-skiego miał swoją prapremierę w 1920 roku. Od tego czasu sztukę interpretowali Andrzej Wajda, Agnieszka Holland, Krzysztof Warlikowski czy także w Teatrze Żydowskim – Szymon Szurmiej. Jedną z najsłynniejszych adaptacji Dybuka jest film Michała Waszyńskiego z 1937 roku, uważany za największe osiągnięcie przedwojennego kina.

Dowiedz się więcej »„I ciągle widzę ich twarze”

LETNIE OSY KĄSAJĄ NAS NAWET W LISTOPADZIE

Ostentacyjnie długi tytuł okazuje się refrenem dramatu, który zawiera swego rodzaju przestrogę: Nie ma ucieczki przed zapłatą, złe uczynki (jak kto woli: grzechy) zostaną policzone, nie jesteś bez winy, każda/każdy dokłada swoją cząstkę do zbliżającej się apokalipsy. Pozornie zabawny dramat, komedia (bo krew się nie leje), w której dochodzi do krótkiego spięcia między przyjaciółmi i w małżeństwie o solidnym już stażu, niesie ze sobą głębokie treści, staje się obrazem naszych czasów przesilenia i naszego świata wewnętrznego, demonstracyjnym pokazem osobności każdego człowieka i bez szans na porozumienie z tym drugim.

Wyrypajew jest pisarzem i reżyserem wyjątkowym, buduje swój obraz świata, operuje słowami jak lancentem, nie szuka łatwych rozwiązań. Ukazuje okrucieństwo świata, bezradność ludzi i daremność poszukiwania wyjścia z pułapki, jaką stanowi życie z nieuchronną przegraną na końcu. Mało to krzepiące, ale może dlatego tak silnie przestrzega przez życiem bezrefleksyjnym, z dnia na dzień, pozbawionym moralnej kotwicy.

Dowiedz się więcej »LETNIE OSY KĄSAJĄ NAS NAWET W LISTOPADZIE

Dyrektor konkursowy

Historia sporów o konkursy dyrektorskie jest długa. Najgłośniejszy był spór o brak konkursu, bez którego na szefa koncernu teatralnego w Warszawie (Teatr Dramatyczny – Na Woli – Laboratorium Dramatu) został powołany przez ratusz Tadeusz Słobodzianek. Został powołany, bo mógł być. Ustawa zawiera furtkę dla władzy, którą może zawsze uchylić i powołać dyrektora bez konkursu, podobnie jak z wyników konkursu nie musi korzystać. Po co więc ta cała zabawa w kotka i myszkę? – na marginesie „afery toruńskiej” pyta Tomasz Miłkowski w Trybunie.

W Toruniu zawrzało. Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego unieważnił konkurs na stanowisko dyrektora Teatru im. Wilama Horzycy, który wygrał Romuald Wicza-Pokojski.

Komisja konkursowa, w skład której wchodzili kompetentni przedstawiciele środowiska teatralnego (m.in. Jerzy Satanowski, Paweł Szkotak, Dorota Buchwald, szefowa Instytutu Teatralnego) zarekomendowała jego kandydaturę niemal jednogłośnie stosunkiem głosów 8:1. Wydawało się więc, że nominacja Pokojskiego będzie już tylko formalnością.

Dowiedz się więcej »Dyrektor konkursowy

AICT Polska
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.