AICT Polska

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

GOMBROWICZ „ODGĘBOWIONY”

Email Drukuj
Po spotkaniu klubowym z autorem książki „Distancia, Witoldo”, Krzysztofem Miklaszewskim

Image
Krzysztof Miklaszewski jest archiwistą - rozpoczął Witold Filler w późne popołudnie, 25 października 2004, na spotkaniu Klubu Krytyki Teatralnej, które tradycyjnie już odbyło się w przesympatycznym i pięknym Klubie Lekarza łaskawie nam użyczonym na comiesięczne spotkania przez prof. Jerzego Woy-Wojciechowskiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. - Różni autorzy piszący o teatrze są różnie klasyfikowani: jako teoretycy, historycy, biografowie, bibliotekarze... A Miklaszewski jest archiwistą”. Myślę, że i autor tej wypowiedzi także jest w dużej mierze archiwistą. Archiwista ewidencjonuje, porządkuje, zabezpiecza i udostępnia zasoby znajdujące się w danym archiwum. Owym archiwum w przypadku Miklaszewskiego i Fillera jest, oczywiście, teatr.
Pan Witold przypomniał, jak to Miklaszewski, a i on sam, wędrowali po polskich teatrach nie tylko, by wyłowić „perły” teatralne, ale także, by poznać teatr w Lublinie, Gorzowie, Częstochowie, Gdyni, Sopocie, Zielonej Górze, Bydgoszczy, Bielsku Białej... Dziś takich recenzentów już nie ma. Któż z Warszawy czy Krakowa ruszy w polskie teatry, by je chociażby z wierzchu „obwąchać”? Pamiętam i swoje wyprawy teatralne, tłuczenie się godzinami jakimiś zapyziałymi autobusami i pociągami, żeby zobaczyć... No, np. Ninę Andrycz w roli Dulskiej w teatrze gorzowskim - to było wielkie święto tego teatru - ale i jego codzienność. Niekiedy wielce świetną, z reguły codzienność rzetelnej pracy, a bywało, że po prostu chałturę reżyserów, którzy wpadali tam z wielkich teatrów, by dorobić, sfrustrowanych aktorów, którzy utknęli na prowincji, gdzieś w tej Polsce C czy D i nigdy poza noszenie tamże halabardy nie wyszli.
Krzysztof Miklaszewski, kolekcjonuje wiedzę o ludziach, którzy grali nie tylko w teatrach warszawskich, krakowskich, poznańskich, wrocławskich, łódzkich, ale i w Zielonej Górze, Wałbrzychu, Legnicy, Gorzowie, Kaliszu, Białymstoku... Stworzył całą serię portretów w telewizyjnym cyklu „Twarze teatru” - 50 wizerunków tzw. aktorów prowincjonalnych, a w „Anatomii spektaklu” - obraz pracy najwybitniejszych polskich reżyserów, nie mówiąc już o licznych reportażach i dokumentach poświęconych kulturze.
Umawialiśmy się na wieczór dookoła książki o Gombrowiczu „Distancia, Witoldo!” (cóż znaczy owo tajemnicze hiszpańskie słowo „distancia”? Mało eleganckie powiedzenie w rodzaju „spadaj, babo”, „od... się”). Miklaszewski zrobił nam niespodziankę i do Gombrowicza powędrował wielce malowniczym i anegdotycznym szlakiem od Tadeusza Kantora („Kantor od kuchni”). Bo to Kantor spowodował, że Miklaszewski znalazł się tak blisko kręgu Gombrowicza. A było to tak. Kantor postanowił zrobić którąś ze sztuk Witolda Gombrowicza (nie wiadomo, czy „Ślub”, czy „Iwonę”), bo, jak twierdził, Gombrowicz docenił jego malarstwo i rysunki (Kantor na tym punkcie był szczególnie czuły). Podobno w jednym z listów zostało to napisane. Wybrał się więc do Argentyny i tam ślady Gombrowicza miał mu Miklaszewski niemal jak mapę marszruty do Raju sporządzić. W pewnym momencie mit o docenieniu sztuk plastycznych Kantora przez Wielkiego Gombra okazał się li tylko konfabulacją i tylko już Miklaszewski ku zaspokojeniu własnej ciekawości śladami pisarza podążył...
I tak poprzez wspominki, jak to drzewiej normalniej bywało, anegdoty, złośliwostki wkroczyliśmy w świat Gombrowicza i Kantora, świat dotąd nieznany zupełnie, bo ukazujący obu Wielkich w zupełnie innych niż te ubrązowione i „ugębowione” kostiumy. „Kantor od kuchni” i „Distancia, Witoldo!” mają perspektywę prawdziwego theatrum mundi.
Krzysztof Miklaszewski - pisarz, aktor, reżyser, tłumacz, wszystko w jednym. To tak teraz modne! Wybitny megaloman, który jest na ty z Kantorem, Gombrowiczem, wybitnymi „twarzami „teatru” (innymi również) i z samym sobą. Człowiek, który napisał więcej książek i artykułów niż Związek Literatów Polskich i Stowarzyszenie tychże razem wzięci. Uroczy gawędziarz i kronikarz życia, nie tylko artystycznego, całej prawie Polski. Oraz okolic. Dusza towarzystwa, typ niestety zanikającego człowieka. Wie, i zna się, na wszystkim. Kręci filmy o sztuce, pisze książki, bryluje i nigdy nie przestaje być sobą. (jh)

Poprawiony: czwartek, 30 grudnia 2004 19:16