czwartek, 23 września 2004 18:59
Tomasz Miłkowski
Zapraszam do lektury drugiego numeru Yoricka. Na wstępie kilka słów o wolności.
Zszywanie, pozornie, to zajęcie nader proste. Okazuje się jednak, że
niekoniecznie. Anna Augustynowicz mianowicie wystawiła na wiosnę tego
roku rzeczone Zszywanie
Anthony’ego Neilsona w warszawskich Rozmaitościach w ramach projektu
Teren Warszawa. Janusz R. Kowalczyk w Rzeczpospolitej poczuł się wielce
urażony i dał temu wyraz. Radni m. st. Warszawy zszokowani wiadomością,
że o Panu Bogu nie mówi się w tej sztuce najlepiej (zacytujmy:
„Niedziela należy do boga. - No to chuj mu w dupę, kurwa”) zażądali
zdjęcia utworu z afisza. Anna Augustynowicz oświadczyła, że jest
katoliczką i nie będzie umierać za tekst – wedle Jacka Wakara
ocierający się o grafomanię. Dla dobra (?) sprawy zdjęła nieprzystojne
kwestie ze spektaklu. Aktorzy od tej pory opuszczali cytowany
fragmencik i zamiast tego poszeptywali „tratatatata”, a publiczność
pozostawała w zachwycie (?). Wszystko to raczej zakrawa na kabaret niż
poważny konflikt. Yorick się dziwi. Skoro bowiem Teatr Rozmaitości
zdecydował się tekst wystawić, zapewne ma o nim (tj. tekście)
niezgorsze mniemanie. Powinien przeto tekstu bronić. Jeśli nie broni,
nie do obrony jest teza, że na względzie ma jeno idee i
niekonwencjonalne podejście. Anna Augustynowicz i TR utracili twarz. Za
lada nieprzychylnym podmuchem ze stołecznego ratusza zrejterowali.
Yorick myśli, że może należało wcześniej tekst Neilsona wyrzucić za
okno. Ale skoro już się za to zabrano, przyzwoitość nakazywała
integralnego tekstu bronić. Bo jeśli nie broniono, to znaczy, że jest
cicha zgoda na powrót cenzury i że od początku wystawienie utworu miało
na widoku jedynie epatowanie PT Publiczności. Yorick daje żółtą kartkę
Rozmaitościom. O radnych szkoda gadać.
Poprawiony: poniedziałek, 17 listopada 2008 11:01