
Krzysztofa Miklaszewskiego Distancia Witoldo!, czyli rzecz o Witoldzie Gombrowiczu. Tytuł książki to okrzyk Pani Giangrande, usiłującej wymusić dystans Gombrowicza do jego interpretacji rzeczywistości. Książka to owoc dwukrotnego pobytu Autora w Argentynie, gdzie przemierzał ścieżki i szlaki Gombrowicza, spotykał się z tymi, którzy go znali, pamiętają, z nim się przyjaźnili, słowem Miklaszewski wyruszył tropem pisarza, by odnaleźć to, co w nim było - poza jego pisarstwem - najprawdziwsze. Książka napisana z pasją i wnikliwością mówi przede wszystkim wiele o człowieku. Miklaszewski stworzył jego wielowymiarowy portret nie usiłując "odmalować" obiektywnego obrazu Gombrowicza, lecz stworzył jego własny, Miklaszewiczowski wizerunek. Niezwykle barwny, ciekawy i wiarygodny psychologicznie.
Jest to dialogowana opowieść o człowieku i twórcy. Próba dotarcia w głąb duszy, serca i myśli pisarza. Meandry "Dzienników" to trop, którym wyruszył Miklaszewski jakby na poszukiwanie zaginionej arki, której historia i krytyka od dawna przyprawili "gębę". Tę gębę, której tak nie znosił Gombrowicz. Spod tego gąszczu fałszów, półprawd, interpretacji, gąb wreszcie Autor, tropiąc i węsząc niczym sam Scherlock Holmes, wydobywa innego Gombrowicza niż ten, do którego nas przyzwyczajony czy z którym nas oswojono. Jest to portret znacznie bogatszy i bardziej wnikliwy, pisany ze ogromnym zrozumieniem losu i refleksji Gombrowicza. Miklaszewski rozmawiając przez wiele godzin z przyjaciółmi Gombrowicza uważnie ich słuchał. Nie siebie, nie tego, co już wie o tym pisarzu, co wszyscy o nim wiemy, lecz tego, co naprawdę Ci ludzie o nim i o sobie z nim mówili.
Nie brakuje w tej opowieści wątków, które dziś szczególnie chętnie są tropione i wychwytywane, a więc kobiet i miłości, tego, co między mężczyznami i kobietami. Są to nie plotki i sensacje żadne, lecz rozmowy z Wielkimi Przyjaciółkami pisarza, a więc z Marią Świeczewską, Alicją Giangrande, Haliną Grodzicką i Zofią Chądzyńską, inkrustowane fragmentami "Dziennika" i nieznaną korespondencją do małżeństwa Świeczewskich. Ta część zatytułowana "O wdzięcznej pamięci kobiet" rozpoczyna książkę. Część drugą stanowią "niewdzięczne wypominki mężczyzn", na które składają się nigdy dotąd nie publikowane zapisy rozmów z Mariano Betel, Alejandro Russovitchem, Juanem Carlosem Gomezem i Zygmuntem Grocholskim, uzupełnione nieznaną dotąd ikonografią.
Miklaszewski nie stworzył kolejnej typowej biografii wybitnego pisarza, chociaż z tej książki dowiadujemy się o Gombrowiczu więcej niż z jakiejkolwiek innej. Po raz pierwszy ktoś potrafił tak wyraziście i logicznie spiąć to, co w życiu Gombrowicza z tym, co w jego pisarstwie tworząc zeń jednorodny w swym wyrazie portret człowieka i artysty.
Zygmunt Krzyżanowski
Trzynasta kategoria rozsądku
tłum. Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska (2004)
Trudno przewidzieć, czy to spóźnione zainteresowanie, jakim cieszy się dzisiaj Zygmunt Krzyżanowski, rosyjski pisarz polskiego pochodzenia (1887-1950), okaże się trwałe. Jego opowiadania, chociaż oryginalne, oniryczne, odmienne od proklamowanego socrealizmu, ale przecież bliskie Bułhakowowi czy OBERIUTom, trącą nieco myszką. Zasługują na uwagę, ale czy mają szansę konkurować z dzisiejszą prozą postmodernistyczną? Tak czy owak dobrze, ze Walentyna Trzcińska trafiła na tę samoswoją twórczość, bez wątpienia powstała w opozycji do obowiązującego za twórczego życia autora modelu prozy realizmu socjalistycznego. Proza ta wykazuje zaskakujące parantele z Kafką, Witkacym a nawet Borgesem. Z tym ostatnim kojarzy się opowiadanie Itanieses, traktujące o stworach o wyjątkowo dużych i wrażliwych uszach, którzy zamieszkali na obrzeżach cywilizacji, z dala od zgiełku i tam - w krainie mrozów i zmarzlin - dokonali żywota. W duchu literatury fantastycznej (o aluzjach politycznych) utrzymane jest opowiadanie Kubaturat - tytułowa substancja, w której posiadanie wchodzi bohater, sprawia, ze jego klitka rozrasta się stopniowo do ogromnych rozmiarów, poszerzając przestrzeń życiową, ale jednocześnie powodując ostateczne wyobcowanie - oto poprawa warunków życia, która prowadzi do unicestwienia. W Zakładce do książki po9jawia się "łowca tematów" na każdym kroku tropiący tematy literackie. W Turnieju śpiewaków, jak w baśni Andersena, konkurują ze sobą śpiewające imbryki, Trzydzieści srebrników zaś przynosi nieznaną historie Judaszowych srebrników, które przynoszą nieszczęście wszystkim swym kolejnym posiadaczom. Krzyżanowski prowadzi w swojej niepodległej krainie wyobraźni - w Bocznej linii występuje nawet mniemany konduktor, który powiada: Proszę pokazać marzenia senne[TM1]. I rzeczywiście, pisarz roztacza przed czytelnikiem świat alternatywny, niepodobny do tego, który zna z doświadczenia, gdzie rosną palmy i panuje słonce albo taki, gdzie elfy wydobywają najpiękniejsze dźwięki z wiolonczeli (Śmierć elfa). Wszystkie te wyprawy jednak kończą się katastrofą albo ocknięciem - nie ma dobrego świata. Najbardziej dramatycznie (choć nie wprost) o obcym świecie, w którym nie ma miejsca dla jednostki niezależnej opowiada Krzyżanowski w opowiadaniu Szwy, bliskim w nastroju powieści Głód Hamsuna - tutaj tak jak u pisarza norweskiego bohater nie dojada, cierpi biedę, ale zachowuje wewnętrzną niepodległość: Ilu nas - przekreślonych i wyrzuconych poza linię[TM2]? To dramatyczne pytanie najściślej dotyczy życia pisarza skazanego na milczenie, upokorzenia, niedostatek. Może dlatego napisał Żółty węgiel, opowiadanie o energii zawiści, która napędza ludzkie życie - w wizji Krzyżanowskiego to właśnie "żółta energia" zasila gospodarkę i kulturę, a kiedy wyczerpuje się, świat ginie: Nawet pióra prasowe, bez domieszki krwi i żółci, niczym nie sfermentowane, umiały tworzyć tylko rozwodnione, głupie jak kleksy, fragmenty myśli..





