Tego jeszcze nie było. Pierwszy raz polski teatr dał przegląd
twórczości jednego reżysera. Specjalnie na tę okazję odświeżone zostały
spektakle, które już schodziły lub zeszły z afisza. Odbyły się także
prapremiera nowego widowiska, pokaz filmu i panel. Wydarzenie bez
precedensu i bodaj zarezerwowane tylko na ten jedyny raz: Planeta
Grzegorzewski. Bo też jedyny, samoswój, odmienny, niepokojący i
tajemniczy jest teatr Jerzego Grzegorzewskiego, do którego - jak sam o
sobie mawia - stary reżyser dopisał nowe przedstawienie: Duszyczkę według Tadeusza Różewicza.
1. Lektura. Grzegorzewski czyta
na scenie. Właśnie: czyta, a nie - o czym rozprawiano bardzo głośno -
pisze. Często wyznaje, że woli czytać, niż reżyserować. Każdym niemal
przedstawieniem "ostatecznie" żegna się z teatrem, który coraz bardziej
mu nie wystarcza, który drażni go niedoskonałością, a zarazem ciągle
kusi. Ostatnie spektakle, ale i wiele wcześniejszych, to ucieczka od
klasycznego teatru dramatycznego, ucieczka od dramatu w stronę
interpretacji i czytania, w stronę eseju i rozbioru, w stronę
testamentu-wyznania: Morze i zwierciadło wg poematu Audena, Hamlet wg eseju Wyspiańskiego, teraz Duszyczka
wg poematów Rożewicza. Pożegnania i dopiski na marginesie, błyskotliwe
uwagi o świecie i sztuce, nieustanne badanie, czy sztuka może dzisiaj
coś znaczyć, przesłania artysty, rozrachunki inteligenckie. Taka też
jest Duszyczka, spektakl o ulotności, przemijaniu, o sile doznań zmysłowych i łaknieniu metafizyki.
2. Nocne czuwanie. Zbieramy się późnym wieczorem w holu Teatru Narodowego. Duszyczka
grana jest o 21.00, wtedy kiedy zazwyczaj teatry kończą przedstawienia.
W holu pustawo - na widowni w podziemiu Teatru Narodowego mieści się
zaledwie 40 osób, przestrzeń, w której rozegra się spektakl to
podziemny łącznik między Teatrem Narodowym a jego sceną na Wierzbowej.
Tędy przemieszcza się z magazynów kostiumy i dekoracje. Wśród widzów
atmosfera konspiracyjnego zebrania. Ta garstka widzów-wybrańców nie
czeka na dzwonek, ale na przewodnika. Okazuje się nim sam Mistrz.
Grzegorzewski prowadzi widzów bocznymi drzwiami z szatni na zaplecze,
którego używa zespół teatru. Z drugiego holu przy wejściu służbowym
schodzimy w dół, do łącznika. Mijamy po drodze dziwne przedmioty, na
wpół wbitą kulę, potem jakby dopiero odkryte stare freski, które
uniknęły zagłady, pomalowane w jaskrawe kolory ściany korytarza.
Siadamy wzdłuż ściany tunelu - widownia w Hadesie, zebrana na nocne
czuwanie. Bo tędy będą przepływać-przechodzić dusze potępione, a może
zbawione, bo za chwilę rozpocznie się wędrówka przez dzieje,
krajobrazy, wspomnienia - wielki, w klimacie bardzo joyce'owski monolog
wewnętrzny (choć na wiele głosów rozpisany) inteligenta, który
oglądając się za siebie szuka punktów oparcia.
3. Fragmenty. "Cała twórczość
Różewicza to dzieje współczesnej skarlałej, schorowanej, zbłąkanej
duszyczki" (Tadeusz Drewnowski). Parafrazując tę trafną uwagę krytyka,
można powiedzieć, że cała twórczość Grzegorzewskiego traktuje o
przedziwnych przygodach zbłąkanej duszyczki, animuli biduli. Artysta
próbuje odnaleźć w strzępach, fragmentach, odpadach, odrzuconych
przedmiotach (stąd bodaj jego upodobanie do "dziwnych", zapomnianych
przedmiotów, odnajdowanych na wysypiskach cywilizacji) prawdę o
świecie, wydrzeć z nich tajemnicę istnienia. Duchowa więź
Grzegorzewskiego z Różewiczem właśnie na tym polega - na odczuwaniu
fragmentaryczności świata i jednocześnie na ciągle podejmowanych prób
scalenia, ze świadomością bez mała syzyfowego charakteru tych usiłowań.
4. Do źródeł. Spektakl odwołuje się nie tylko do Duszyczki, ale także poematu Et Arcadia ego.
Nie przypadkiem. Grzegorzewski za Różewiczem wędruje do pępka
cywilizacji śródziemnomorskiej, do Italii, i jak on nicuje wielki mit,
pokpiwa z niepoliczonych frazesów, ukazuje drugą twarz mitycznych
miejsc, ich prozaiczny wygląd i płaską codzienność. Ale przecież, mimo
ogromnej ironii i humoru, z jakimi portretuje Włochy, unieważniając ich
chwałę i sławę, na koniec odzywa się z pokorą:
Nie wstydzę się
płakałem w tym kraju
piękno dotknęło mnie
Wielka siła wyrazu, z jaką wędrowiec - Jan Englert wypowiada te słowa
przywraca zachwianą hierachię świata. Choćby na moment, ale i to się
liczy. Tylko poezja i sztuka są zdolne dzisiaj stwarzać takie chwile
osobliwe.
4. Humor. Nie ma Różewicza bez
jego poczucia humoru, nie ma Grzegorzewskiego bez jego przewrotnego
humoru. Czasem postępuje jak psotnik, który chce rozdrażnić
publiczność: wprowadza wysoki ton, aby po chwili rozbić w pył taką
wydmuszkę chwili. Nienawidzi patosu, fałszu, wielkich słów. Tropi
udanie, ale lubi udawać, przebierać się w operetkowe, szmirowate
fatałaszki, aby za moment to udawanie zdekonspirować i skompromitować.
Wtedy popatruje po widzach, czy wywarł odpowiednie wrażenie. Takich
chwil w Duszyczce jest wiele. Aktorzy, pracujący z nim od lat, ale
także ci od niedawna poznający jego teatr, mają doskonały słuch na jego
typ humoru, potrafią pokazać dwuznaczność sytuacji, wywrócić na nice
całą scenę, aby ukazać jej drugie dno:
pan też udaje don Kichota
te wiatraki bez skrzydeł
to zwykłe szalety...
Ironia spektaklu sięga apogeum, kiedy aktorzy śpiewnie melorecytują fragment Arcadii:
a jeśli tego miasta nie ma za ścianą
jeśli go tam nie ma
Genialnie wydobyty motyw z poematu Różewicza buduje klimat metafizycznej trwogi i komediowej podszewki codzienności.
5. Pożegnanie. Żegnanie się
artysty ze światem. Obol wypłacany Charonowi na ostatnią drogę.
Grzegorzewski zapowiada rozstanie z teatrem. Nie chcę w to wierzyć. Ale
jeśli nawet to pożegnanie, to bez grobowych fanfar i przemówień.
Zwiewne i pełne humoru, łagodnej melancholii. Nie chcę jednak wierzyć,
że już w żadnym nowym przedstawieniu Grzegorzewskiego nie zobaczę Anny
Chodakowskiej, mówiącej jak w natchnieniu, z przejmującym akcentem, z
odrobiną szaleństwa wsysającą widza w świat pytań głównych: kim jestem,
gdzie jestem, co za mną, co przede mną? Z tymi pytaniami zmaga się Jan
Englert jako R., a towarzyszą mu w tym (oprócz Chodakowskiej) Beata
Fudalej, Magdalena Warzecha, Anna Gryszkówna, Anna Ułas i Waldemar
Kownacki. Razem tworzą wielogłosowy monolog o biednej duszyczce, o
czymś niepochwytnym, a jednak tak bardzo wyrazistym, co stanowi o
człowieku. Tworzą wielkie skromne przedstawienie:
to przecież moja ręka dłoń czy nie czujesz jaka ona jest wdzięczna za to że jesteś
TOMASZ MIŁKOWSKI
___________________
Tadeusz Różewicz, Duszyczka,
adaptacja sceniczna, reżyseria, scenografia - Jerzy Grzegorzewski,
kostiumy Barbara Hanicka, muzyka Stanisław Radwan, światło Mirosław
Poznański, realizacja fresków Robert Sarlej, prapremiera w Teatrze
Narodowym, pod Wierzbową
Pierwodruk: Trybuna, 23 marca 2004





