Drapieżna, barwna, autentyczna - takie epitety do Pani przylgnęły. Przygotowuje Pani nową premierę. Drapieżną?
Refleksyjną. To opowieść o losie najbogatszej i chyba najbardziej nieszczęśliwej kobiecie świata..
Uwikłana
w swój nieograniczony majątek nie potrafi odnaleźć zwykłego, ludzkiego
szczęścia, czyli miłości.... Miłości do niej jako człowieka i kobiety,
a nie miłości do jej fortuny i pozycji. Chciałabym, aby wymowa tej
sztuki stała się pewnym przesłaniem dla tych, których mamona oślepiła.
Ta sztuka mówi o ludzkim cierpieniu, zagubieniu człowieka. Interesują
mnie właśnie tacy zapętleni w swój los ludzie.
Tak.
Sztuka napisana jest właściwie jak scenariusz filmowy. Dlatego jest
bardzo trudna technicznie. Ale dlatego też jest tak fascynująca.
Drapieżność, barwność i autentyczność postaci jest fantastycznym
wyzwaniem dla mnie jako dla aktorki. Będąc w Stanach Zjednoczonych
spotkałam kilka takich kobiet - niezmiernie bogate, a jednak zagubione
i skrajnie nieszczęśliwe... Żyjące w jakimś nieautentycznym świecie
stworzonym przez pieniądze, koligacje, układy, interesy itp.
Przyjrzałam się im. Teraz mogę taką kobietę zagrać.
Zagrać
postać to... stworzyć postać. Stworzyć postać tak prawdziwą, żeby widz
śmiał się i płakał razem z nią, żeby zapomniał, że postać ta jest tylko
zagrana. Autentyzm granej postaci - to najtrudniejsze zadanie dla
aktora. I dopiero zderzenie postaci z widzem jest sprawdzianem tej
autentyczności.
Tak,
ale tym razem nie gram sama - nie jest to monodram. Gram z młodą,
bardzo utalentowaną, aktorką Joanną Koroniewską. Joasia gra Ligeę moją
pokojówką, powiernicą... i jak się okazuje w ostatecznym rozrachunku
jedyną osobę prawdziwie bliską, oddaną i wierną do końca. I też osobę
uwikłaną w swój los... Można powiedzieć, ze ta sztuka to wspaniały,
przejmujący portret psychologiczny dwóch kobiet splecionych ze sobą
nierozerwalnym węzłem wzajemnych relacji i zależności. Tytuł jest
oczywiście tytułem piosenki Elvisa Presleya, też człowieka
zapętlonego.... No, wystarczy. Nie mogę opowiedzieć przecież całej
sztuki.
Zapraszam od 30 maja do 2 czerwca na pierwszy, premierowy
blok przedstawień do Teatru Komedia w Warszawie. Notabene 1 czerwca są
moje urodziny i pełna widownia byłaby dla mnie najwspanialszym
prezentem. I dla mojej bohaterki też.
Moja bohaterka - Afrodyta - jest portretem Christiny Onassis. Sztuka opowiada
o prawdziwych wydarzeniach z jej życia.
Nieodwracalna
jest tylko śmierć. Inne rzeczy zawsze mogą się wydarzyć. A w przemianę
człowieka święcie wierzę! Wiem, jak się zmieniłam po wypadku, w którym
omal nie zginęłam a mój syn o mały włos nie został sierotą. Fundacja
„Nadzieja” pomagająca dzieciom - ofiarom wypadków drogowych to jest
rodzaj długu, który spłacam losowi za ocalenie.
Chcę
przypomnieć, że najważniejsze jest zwyczajne ludzkie szczęście. I
miłość. Nie bankiety, tłumy fałszywych przyjaciół i fałszywych
kochanków, nie sztuczne w gruncie rzeczy życie, jakie często kreuje
nadmiar pieniędzy. To jest ten straszny paradoks. Wydawać by się mogło,
ze ci ludzie powinni być bardzo szczęśliwi. Ale z jakiegoś powodu nie
są.
Nie rozczulam się nad swoją bohaterką. Próbuję ją zrozumieć.
Użalanie się jest obce mojej naturze. Żal odczuwam tylko za tymi,
którzy bezpowrotnie odeszli. I za miłościami, które bezpowrotnie
umarły. Żałować zdarzeń czy zwykłych rzeczy nie warto, ponieważ nie ma
co rozpamiętywać swoich klęsk jako klęsk. Może właśnie to, co nam w tej
chwili nie wyszło spowoduje, że wyjdzie nam to, co by nie wyszło,
gdybyśmy nie ponieśli tej porażki? Wszystko, co nas spotyka czemuś
służy. Może właśnie uczy nas, byśmy pamiętali o tym, co naprawdę ważne
i nie zagubili tego w pogoni za różnymi namiastkami i naskórkami życia?
Moje monodramy, sztuki, w których grałam zawsze miały jakieś przesłanie
czy cel dydaktyczny, jak Pani to określiła. To wynika z tej wspaniałej
sytuacji, że jestem w teatrze, że mam przed sobą żywych ludzi i mogę im
pewne rzeczy powiedzieć, zasygnalizować. Zawsze zależało - i zależy -
mi na tym, aby słowa, które mówię ze sceny do ludzi na widowni były
ważne. Ważne dla nich. W „Love mi tender...” pragnę, by widzowie
zobaczyli w mojej bohaterce zwyczajną kobietę. Człowieka - nie blichtr,
jaki dają pieniądze i związana z nimi pozycja społeczna. A gdy właśnie
tak na nią spojrzą, to - być może - niejeden człowiek goniący za
mamoną, karierą trochę przystopuje i spojrzy dokoła siebie, zastanowi
się nad swoim własnym życiem i swoim systemem wartości. Może zada sobie
pytanie, czy naprawdę jestem szczęśliwy, szczęśliwa? Może zrozumie na
przykład, że dzieci potrzebują od nas głównie naszej miłości, bliskości
i naszego dla nich czasu, a nie naszych pieniędzy i pięknych, drogich
prezentów. Krystyna Onassis to nie lalka, marionetka, którą niesie
bogaty los. To kobieta z krwi i kości, myśląca, czująca, żyjąca w
klatce, z której nie potrafi się wydostać, bo tak mocno jest uwikłana w
swój los... Los najbogatszej kobiety świata, która tak bardzo chciała
wierzyć, że ktoś pokocha ją dla niej samej a nie dla jej pieniędzy.
Nie,
zupełnie się tego nie boję. Zwłaszcza, że najczęściej sama piszę
scenariusze przedstawień, sama je reżyseruję i sama gram. "Zgagę" gram
już ósmy sezon przy bardzo dobrej frekwencji. Jeżdżę z nią po kraju i
po świecie- to napawa optymizmem..
Jestem teraz w najlepszym
swoim okresie twórczym i życiowym. Middle age women ... to świetny wiek
dla kobiety. Będę w nim przez najbliższe dziesięć - piętnaście lat.
Rozmawiała
Justyna Hofman-Wiśniewska





