Stąd nasze próby wspólnych od czasu do czasu działań z Klubem Krytyki Filmowej Fipresci, nieśmiałe gesty w stosunku do literatów, a także lekarzy, którzy ostatnimi miesiącami użyczają nam pięknej siedziby warszawskiego Klubu Lekarza na spotkania klubowe.
Cieszymy się, że nasze spotkania klubowe nawiedzają specjaliści z wielu branż, niekoniecznie klasycznie wiązanych z teatrem czy kulturą - może to droga do poszerzania formuły: już nie tylko klubu krytyków teatralnych, ale środowiska związanego przekonaniem, że kultura jest silnym spoiwem każdej wspólnoty i że bez uczestnictwa w kulturze grozi nam z czasem uwiąd umysłowy. Nie mam jednak zamiaru tworzyć tu szańców obronnych przed barbarzyńcami. Rzecz raczej w tym, aby rozkwitał naturalny ruch jednoczenia ludzi owładniętych chęcią rozmowy o kulturze (w tym o ukochanym teatrze w szczególności), którą to chęć, potraktujmy jako nieszkodliwą manię czy pasję, kto wie, może w przyszłości nie bez znaczenia dla pulsu kultury.
Yorick wydaje się dobrym patronem takich poczynań czy poszukiwań. Bo błaznowi wiele przystoi, a związki z Szekspirem nikomu nie wyszły na złe - zważmy, że nie ma bardziej polskiego autora od Szekspira właśnie.




