„Z niewytłumaczalnych przyczyn wszystkie recenzje teatralne w „Gazecie Wyborczej” wyglądają tak samo – drętwo i odstręczająco”.
Gdyby taką opinię opublikował którykolwiek z dyrektorów teatralnych, podniosłaby się wrzawa, że uderza w wolność prasy i dokonuje publicznego linczu. Miałby szczęście, gdyby nie został oskarżony o zniesławienie. Czołowej recenzentce „Gazety Wyborczej” uchodzą jednak na sucho takie opinie, publikowane przy okazji sprawozdania z premiery „Sztuki bez tytułu” Antona Czechowa:
„Magia tekstu zderzyła się tu może z magią (a raczej klątwą) Teatru Współczesnego w Warszawie, w którym z niewytłumaczalnych przyczyn wszystkie spektakle wyglądają tak samo - sztywno i odpychająco”.
Arogancja, ignorancja walczą tu (z niewytłumaczalnych przyczyn) o palmę pierwszeństwa z chamstwem. Czyżby wolność słowa oznaczać miała niezależność od myślenia i przyzwoitości?
Semła





