Zdarzenia jeszcze zdarzeniowe
Nagrody rozdane, zespoły teatralne oraz wszyscy goście wyjeżdżają, organizatorzy oddychają z ulgą, a ulice Tczewa wracają do swej spokojnej codzienności - jubileuszowa edycja Międzynarodowego Festiwalu "Zdarzenia" im. Józefa Szajny dobiegła końca.
Trudno
oceniać mi ten Festiwal, bowiem nie mogę odnieść się do żadnego
z poprzednich jego wydań. Dlatego też tego nie zrobię, a dam wyraz
swemu zadowoleniu – nie skażonego niesmakiem, zdegustowaniem,
nostalgią. Może to i nawet lepiej, gdyż ten festiwal nie powinien
zostawiać po sobie negatywnych emocji. Przecież wszystkie
tegoroczne projekty artystyczne były zarówno stworzone, jak i
odebrane przez ludzi z pasją. To zatem nasz Festiwal – każdego,
kto się tam pojawił. Każdy z nas swoją obecnością nadał mu
status zdarzeń. I trzeba w to wierzyć, bo tylko w to warto.
Werdykt jury, poprzedzony ponoć zażartą dyskusją, wyłonił
laureatów z dwóch dziedzin konkursowych – teatru i sztuki
plastycznej. W kategorii sztuk plastycznych wygrała instalacja
„Rozmowy kontrolowane” Piotra Świątoniowskiego i Justyny Smoleń
z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Z kolei pierwsza nagroda
teatralna została przyznana trójce studentów z białostockiego
Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej za ich spektakl „Der
Kindershafe” prezentowany ostatniego dnia festiwalowego. Na
Nagrodzie Publiczności dla spektaklu „Najbrzydsza kobieta świata”
dla Przemysława Boska i Joanny Stelmaszuk (również absolwenci
wydziału lalkarstwa w Białymstoku) kończy się pochód polskich
laureatów. Nagrodę Grand Prix i 8 000 złotych zdobył zespół
„Spitfire Company” z Czech za swój spektakl „World of
condemned”. Przyznać trzeba, że werdykt był sprawiedliwy i
przewidywalny, ale brakuje mi zdecydowanie na liście nagrodzonych
zespołu „Squad Form” za spektakl „Trzy upadki panny Julie” w
wykonaniu tak często pojawiającego się na „Zdarzeniach”
środowiska artystycznego – Wydziału Sztuki Lalkarskiej Białystok.
Czy aby jurorami nie kierowało przeświadczenie, że trzy zespoły
na podium zwycięzców z tej samej uczelni to gruba przesada? Co
jednak zrobić, gdy przecież nie pierwszy raz uczelnia ta udowadnia,
że jest jedną z najlepszych w Polsce? Z drugiej strony -
nienagrodzenie „Świata potępionych” praskiego „Spitfire
Company” byłoby też wątpliwym krokiem. Przedstawienie było tak
wielkim popisem pomysłowości formalnej i choreograficznym
majstersztykiem, że nie mogło odjechać z Polski bez nagrody.
„Ktoś musiał przegrać, żeby kto inny mógł wygrać”
- zabrzmiały ze sceny na zakończenie festiwalu słowa Piotra
Tomaszuka, z którymi nie do końca się zgadzam. I nie powiem teraz
równie wyświechtanego zdania, że wszyscy artyści są wygrani, bo
wystąpili na Festiwalu. Dla mnie kłopot z wyróżnieniem jednego
wygranego i ciągłe wrażenie, że było za mało nagród, a za dużo
artystów na nie zasługujących są znakiem, że „Zdarzenia”
naprawdę dobrze prosperują. Wyrównany, wysoki, przyzwoity poziom
artystyczny projektów wszystkich prezentujących się w tym roku
zespołów, które przecież są dopiero na samym początku dróg
artystycznych, napełnił mnie zadowoleniem. Jeżeli nawet
„Zdarzenia” miałyby się w przyszłości przeobrazić w coś już
zupełnie odbiegającego od jego początkowych założeń, nie zginie
tradycja teatralna, pasja i chęci młodych artystów. Czas już
wyrzucić na śmietnik zdania o rzekomym wyparciu się tradycji przez
młodych artystów pokolenia lat ‘80. Z drugiej strony - trudno
walczyć z tymi ciągle odradzającymi się stereotypami, gdy
działania artystyczne młodych dalej mają status undergroundowy, a
„Zdarzenia”, które mogłyby to zmienić, w ich oczach tracą
swoją zdarzeniowość.
Małgorzata Bryl
Dziennik Teatralny
10 września 2009




