Na przełomie 2003 i 2004 w Teatrze Szkolnym im. Jana Wilkowskiego na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku, wchodzącym w skład Akademii Teatralnej im. Aleksandera Zelwrowicza w Warszawie, zagrano Żywoty, nagradzane frenetycznymi brawami.
ŻYWOTY RÓWNOLEGŁE: BOHATERÓW I ŚWIĘTYCH.
Były to dla odmiany Żywoty Świętych. Zagrano je w reżyserii Bohdana
Głuszczaka wg adaptacji Jana Wilkowskiego. Atorem oryginału był
Jędrzej Wowro (Wawra), jeden z najciekawszych w dwudziestoleciu
międzywojennym twórców ludowych, rzeżbiarz świątków, żyjący w nędzy,
lekceważony i wyśmiewany, ale uprawiający swą sztukę w modlitewnym
natchnieniu.
W roku 1923 Emil Zegadłowicz wydał ballady o wędrownych rzemieślnikach
i artystach ludowych pt. Powsinogi beskidzkie. W roku 1963 Tadeusz
Seweryn (1894-0000), artysta malarz, etnograf i historyk sztuki
ludowej, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, ogłosił studium pt.
Świątkarz Powsinoga o tym ludowym rzeżbiarzu i poecie. W pięćdziesiąt
lat po Zegadłowiczu a w dwadzieścia po Sewerynie Jan, Wilkowski
(1921-97) napisał scenariusz teatralny wg opowieści Jędrzeja
Woory, spisanych przez Tadeusza Seweryna.
Scenariusz Wilkowskiego obejmował dwie części: Spowiedż w drewnie i Żywoty świętych.
Pierwsza sztuka, obrazując sposób myślenia i los ludowego artysty,
stanowiła wprowadzenie do oryginalnej opowieści Wowry o świętych
pańskich i polskich bohaterach, których znał z tekstów czytanych przez
żonę lub słyszanych na kazaniach.
Jan Wilkowski uszanował urodę słowa Wowry, jego naiwny i dosadny
sposób obrazowania, pełen żarliwego podziwu dla bohaterskich czynów
i wiary czystej w Pana Boga i Jego Świętych, oglądanych przez
pryzmat wiejskiego życia i odczuwanych wedle mentalności
wiejskiej gromady. Wraz z Bohdanem Głuszczakiem wyreżyserował
tekst w Teatzre Lalek "Pleciuga", ze scenografią Adama Kiliana i
muzyką Jana Syzrockiego oraz zespołem swoich wychowanków z Wydziału
Lalkarskiego w Białymstoku (premeira 8 X 1984).
W dwadzieścia lat po prapremierze, a w pięć lat po śmierci
Wilkowskiego, Głuszczak powrócił do scenariusza Wilkowskiego, do Wowry,
do niesionej przez nich problematyki: sztuki, pracy, wiary,
historii Polski.
Uszeregowanie żywotów powtórzyło układ szczeciński: opowieść o Św.
Każmirku, o Św. Genowefie, Św. Magdalenie, Matce Boskiej z Siedmiu
Mieczami, Św. Weronice, Św. Jadwidze.
Jan Puget, jeden z najwybitniejszych autorów pisujących dla teatru
lalek i o teatrze lalek, w recenzji z przedstawienia
szczecińskiego napisał: "(...) od początku aż do finału linia napięcia
rośnie, tworząc ważną oś kompozycyjną łączącą tak różnorodne w swej
poetyce żywoty. Rolę kompozycyjną gra już uszeregiowanie żywotów",
powodując, że "(...) rośnie zaangażowanie w misterium." "Od opowieści
wdzięcznej i komicznej o Każmirku dającym ptaszkom śluby i od bawienia
się ludowością, przez wysmakowaną zabawę w baśniowe zło i dobro w
legendzie o św. Genowefie, przez nawrót do zabawy w ludowość w
pierwszej części Świętej Magdaleny, przechodzi szczecińskie
widowisko do zaskakująco nagłego wprowadzenia misterium w lamencie
Magdaleny pod krzyżem i do tonacji sacrum, które objawia się w
przepięknej opowieści O Matce Boskiej z Siedmi Miecami i osiąga
kulminację w znakomitej Świętej Weronice. Znakomitym chwytem było
umieszczenie żywotu Świętej Jadwigi na końcu. Wowrze pomieszały
się tu różne zasłyszane wątki, lecz z nieomylnym instynktem stworzył
przepiękną legendę. Złączył motyw królowej Jadwigi z obroną
przed Tatarami i - nieoczekiwanie - rozbiorami Polski. Otoczonych
rycerzy i Świętą chroni Bóg nakrywając górą, Babią Górą, jako wojsko,
które jeszcze kiedyś wywalczy niepodległość." ("Teatr Lalek" 1984 nr 5).
Bohdan Głuszczak w białostockiej replice szczecińskiej
inscenizacji uszanował tektowe i inscenizacyjne założenia, wypracowane
wówczas wspólnie z Janem Wilkowskim. Ale wprowadził także wiele zmian:
w kompozycji przestrzeni, reżyserii, poprowadzeniu aktorów. Nieco
inaczej, bardziej współcześnie rozłożył akcenty myślowe. Całości
nadał formę bardziej uklasycznioną i wyrafinowaną.
Zachowując naiwność opowieści oraz dosadność humoru, w grze
aktorskiej - sposobie wypowiadania tekstu i śpiewania indywidualnych
postaci i chóru, w ruchu, geście, tonie - nadał całości
szlachetną oszczędność i czystość, zbliżając ją ku formie, którą
określa się słowem: posągowość, hieratyczność, monumentalizm, a
która świetnie korespondowała z misteryjną tonacją
opowieści.
Przedstawienie białostockie było pracą dyplomową studentów Wydziału
sztuki lalkarskiej. Powstało jako wynik pracy reżyserskiej
Bohdana Głuszczaka, ale równocześnie jego pracy pedagogicznej ze
studentami. Wynik przeszedł wszelkie oczekiwania. Studenci wykazali
świetne przygotowanie zawodowe, zdyscyplinowanie w pracy, wiele
inwencji własnej, umiejętności i talentu. Trzeba ich wymienić szeregiem
niemal bez różnicy. Zostawiając jedynie osobną pochwałę dla wszystkich
za wspaniały śpiew i piękno gestu, a osobne wyróżnienia dla gry 0000
kreującej Świętą Jadwigę.
Jakaż wielka szkoda, że brak pieniędzy na dekoracje, kostiumy i
rekwizyty (wypożyczone je z Teatru Lalek "Pleciuga" w Szczecinie, dokąd
wróciły) i codzienna praca uczelni uniemożliwiają eksploatowanie tego
przedstawienia. W sumie widzieli je nieliczni widzowie Białegostoku,
oglądali studenci Akademii Teatralnej w Warszawie, podziwiali goście
podczas jubileuszu Teatru Lalek "Pleciuga" w Szczecinie (2004).
Było to przedstawienie mądre, wzruszające, piękne. Powinno być
pokazane większej ilości widzów. Szkoda, że nie ma u nas agencji,
które trudniłyby się kontraktowaniem i sprzedażą tego typu przedstawień
na krótkie okresy czasu (kilka wieczorów w rozmaitych miastach, za
granicą, gdzie - sądzę - zrobiłoby furorę!), by zareklamowały szkołę,
pokazały polską kulturę, zarobiły na fundusz studencki Akademii.
Bożena Frankowska




