Karol Frycz w okładkach

Tomasza Miłkowskiego dedykacja w Międzynarodowym Dniu Teatru:

Koniec wieńczy dzieło. Ukazał się piąty tom cyklu poświęconego życiu i dziełu Karola Frycza, prawdziwego giganta polskiego teatru.

Tom nosi dyskretną nazwę „Teatralia”. Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zbioru rozmaitych drobiazgów teatralnych pisanych przez Frycza, a także udzielanych przez niego wypowiedzi przy różnych okazjach, przed premierami albo jubileuszami. Tak naprawdę to jednak rarytas wydawniczy, wysmakowana pod każdym względem książka, dająca wyobrażenie o skali talentu i dokonań artysty.

Karol Frycz (1877-1963), scenograf, malarz, karykaturzysta, reżyser teatralny, a także aktor, pisarz i dyrektor teatru był wyjątkowo starannie przygotowany do roli, jaką odegrał w polskim teatrze. Po dogłębnych studiach, jakie odebrał w Monachium, Wiedniu, Paryżu, Londynie i Krakowie, gdzie studia malarskie w Szkole Sztuk Pięknych zwieńczył złotym medalem, dość szybko – na zaproszenie Ludwika Solskiego – związał się z teatrem. Miał stać jednym z głównych reformatorów scenografii, autorem sugestywnych dekoracji trójwymiarowych i bajecznych kostiumów, popartych wiedzą o ilustrowanej epoce. Współpracował z najwybitniejszymi reżyserami, m.in. Leonem Schillerem, Juliuszem Osterwą i Arnoldem Szyfmanem – zasłynął scenografią do „Irydiona”, premiery otwarcia Teatru Polskiego w Warszawie (1913). Realizował z rozmachem widowiska plenerowe, m.in. „Mikołaja Kopernika” Ludwika Hieronima Morstina na dziedzińcu wawelskim (1937). Jedną z ostatnich jego prac były kostiumy zaprojektowane do „Pana Jowialskiego” Aleksandra Fredry w warszawskim Teatrze Klasycznym (1960). Z niebywałą swobodą czuł się w scenerii wielu epok, bliski mu był Molier, ale i Fredro czy romantycy, ale także Żeromski czy Szekspir. Zaczynał swoją drogę artystyczną w unikatowym kabarecie „Zielony Balonik”, gdzie wypróbowywał zdolności scenografa, karykaturzysty, a także autora i aktora. Jego droga wiodła przez wiele epok – od c.k. monarchii przez II Rzeczypospolitą aż do Polski Ludowej, w której nie zabrakło jego pamiętnych realizacji, jak zachwycająca scenografia do „Powrotu syna marnotrawnego” Romana Brandstaettera w reżyserii Janusza Warneckiego (Stary Teatr, 1947).

„Wybitne miejsce – pisze o Karolu Fryczu – Lidia Kuchtówna – zajął przede wszystkim w dziejach teatru polskiego jako twórca nowoczesnej scenografii, wprowadzając typ dekoracji trójwymiarowej zamiast malarskiej, a przede wszystkim tworząc kostium historyczny, szczególnie do komedii Moliera i Fredry. A był nie tylko dekoratorem i projektantem kostiumów oraz wychowawcą scenografów. Równocześnie działał jako reżyser, inscenizator, kierownik teatru, tłumacz i komentator sztuk dramatycznych, artysta kabaretowy. Spełniał więc warunki, jakie Wielka Reforma teatralna w ujęciu Craiga stawiała dla artysty teatru”.

Wszystko to zasługi niepoślednie, ale dodać trzeba do nich koniecznie jeszcze jedną znamienną zaletę, a mianowicie talent pisarski. Teksty zgromadzone w tym tomie przez edytorkę dowodzą tego aż z naddatkiem. Frycz nie tylko ze swobodą włada piórem, opowiada barwnie i sugestywnie, ale do tego trzyma się wytyczonej linii myślowej, ubarwiając swoje teksty lekkim nalotem archaizmów. Słowa już zapomniane albo odczuwane jako zabytki językowe pod jego piórem nabierają blasku i smaku. Nie tylko zdobią, ale i pogłębiają refleksje autora. Karol Frycz śmiało mógł iść w zawody z nielichym stylistą, jakim był jego przyjaciel z „Zielonego Balonika” i wysoko przezeń ceniony Tadeusz Boy-Żeleński.

Lidia Kuchtówna, inicjatorka cyklu „Fryczowego” Instytutu Sztuki PAN, autorka pierwszego obszernego tomu zawierającego jego biografię, zadbała o niebanalny kształt edytorski zbioru „Teatralia”, obficie ozdobionego ilustracjami autorstwa samego Karola Frycza bądź licznymi fotosami, przede wszystkich spektakli, które reżyserował albo którym nadawał oprawę plastyczną. Znaleźć tu można pełne urody karykatury luminarzy polskiej i krakowskiej sceny, jak na przykład karykaturę Kazimierza Kamińskiego po jego gościnnych występach w Krakowie (1904) i wiele, wiele innych skreślonych pewną ręką zamaszystych portrecików aktorskich sław (m.in. Aleksandra Zelwerowicza, Stanisławy Wysockiej). Na okładce widnieje rysunek satyryczny Karola Frycza opublikowany w „Liberum Veto” (1903), a zatytułowany „Melpomene” – uwieńczona Muza Teatru skrada się z butelką trucizny w jednej i sztyletem w drugiej dłoni. Nie wróży to najlepiej aktorom i widzom.

Wydanie „Teatraliów” poprzedziły poza wspomnianą biografią artysty pióra Lidii Kuchtówny jeszcze trzy ważne tytuły, które wyszły spod jej redaktorskiej ręki: tom „Z podróży” (2012), zawierający szkice, felietony i wspomnienia z jego wędrówek po Dalekim i Bliskim Wschodzie i, oczywiście, po Europie, zbiór „Listy Karola Frycza” (2014), a także „Recenzje i szkice o sztuce” (2016), na które złożyły się felietony poświęcone sztuce, zamieszczane w tygodniku społeczno-kulturalnym „Świat” w latach 1925-1926 oraz wspomnienia o wybitnych artystach. Na koniec przyszedł czas na „Teatralia”, a więc dział szczególnie bliski artyście, tak silnie związanemu z polskim życiem teatralnym – dość przypomnieć, że w latach 1935–1939 był dyrektorem Słowackiego, czyli Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, a potem sprawował tę funkcję tuż po wojnie (1945-1946), aby otrzymać godność honorowego dyrektora tej zasłużonej sceny (1957).

Teksty zgromadzone w tym tomie podzieliła autorka opracowania na sześć działów: „W Krakowie”, „Artyści teatru” (m.in. szkic „Oko Solskiego” o fenomenalnym smaku plastycznym wielkiego aktora), „O dramacie” (m.in. porywającym erudycyjny szkic „Poczwórna premiera Tartuffe’a”), „O scenografii” (błyskotliwe uwagi w eseju „Mebel teatralny”), „Z podróży” (m.in. wędrówki po teatralnych Chinach) i „Rozmowy o sztuce scenicznej”, głównie wypowiedzi Frycza dla prasy. Dział pierwszy, „W Krakowie” obejmuje wspomnienia najdawniejsze, z początków jego bogatej drogi artystycznej. Najsmaczniejsze wśród nich jest wspomnienie o „Zielonym Baloniku”, niezwykłym kabarecie krakowskim zawiązanym w Jamie Michalikowej, twórczej choć niesformalizowanej nigdy kompanii artystów składających przez pięć lat kabaret siłą swych talentów, wyobraźni i bez nacisków cenzury. W tej doborowej kompanii Frycz grał jedną z najważniejszych ról jako autor, aktor, scenograf, karykaturzysta, pomysłodawca skeczów i projektant zaproszeń. Sam zresztą bywał bohaterem wierszyków i przyśpiewek, m.in. Boya, ale największą sławę zyskały piosenki Witolda Noskowskiego, wśród nich te dwie o Fryczu właśnie. W pierwszej Noskowski pytał dramatycznie: „Nie widział kto Karola Frycza gdzie?”. Zaniepokojenie wywołane tyn pytaniem puentował następnie kolejną piosnką z takimi słowy na początku: „Ciesz się Krakowie, wrzeszcz i krzycz. Bo już się znalazł… Karol Frycz”.

Wchodził Karol Frycz w świat sztuki jako modernista, czując się uczniem Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera i Leona Wyczółkowskiego. Dobiegał kresu swego życia jako mistrz nowoczesnej scenografii, pedagog, któremu nieobce były rozmaite nurty współczesnej sztuki. Całe życie przyświecała mu idea, zapisana w „Teatraliach” jako „Credo”, które ujawnił Frycz w programie Szyfmanowskiej inscenizacji „Irydiona”:

Każda sztuka ma swoją odrębną fizjonomię artystyczną i musi mieć zastosowaną do własnego charakteru wystawę. Rzeczą zasadniczą, u nas zaniedbaną, jest ustosunkowanie człowieka do dekoracji. Aktor na scenie, na tle dekoracji odpowiedniej, może się wydać mniejszym lub większym, może również do niej nie pasować zupełnie. Trzymam się zasady Wyspiańskiego, który w rozmowie ze mną wyraził pogląd, że „na scenie wszystko da się zrobić, byle nie tak, jak się dzieje w życiu”.

W Międzynarodowym Dniu Teatru, który jak zwykle przypada 27 marca – a w tym roku zbiega się z zamknięciem teatrów na cztery spusty – tę krzepiącą maksymę Karola Frycza polecam uwadze. A parafrazując Witolda Noskowskiego dodam: „Ciesz się Polaku, wrzeszcz i krzycz. Czytaj, co spisał Karol Frycz”.

Tomasz Miłkowski

TEATRALIA Karola Frycza, opracowanie i wstęp Lidia Kuchtówna, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2020, s. 277.

[Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna” 26 marca 2021]

Dodaj komentarz