ANNA LUSTOSŁAWSKA – WSPÓŁCZESNA MODRZEJEWSKA (część IX)

Rozdział IX monografii Anny Lutosławskiej pióra prof. Bożeny Frankowskiej:

INNE OBSZARY DZIAŁALNOŚCI ORAZ ODDALENIE OD ZAWODU I OD POLSKI

Obszarów działalności Anny Lutosławskiej było – i jest – wiele.

Teatr (od 1945 roku), film (od 1948), telewizja (od 1958), teatr małych form (od 1966), reżyserowanie (od 1966), praca pedagogiczna (od 1972) stanowiły rozmaite obszary działalności Anny Lutosławskiej do 1981 roku.

W teatrze – na prawdziwej scenie Anna Lutosławska zagrała po raz pierwszy 12 maja 1945 roku (studencka parodia Męża doskonałego Jerzego Zawieyskiego w Starym Teatrze).

Film Ostatni etap w reżyserii Wandy Jakubowskiej, w którym wcieliła się w Urszulę – więźniarkę Auschwitz (Oświęcimia) miał premierę 28 marca 1948 roku.

Telewizja Polska nadała pierwszy program z udziałem Anny Lutosławskiej 20 lub 27 października 1958 roku (Słowa Norwidowe w inscenizacji i reżyserii Adama Hanuszkiewicza, Estrada Poetycka, TVP Warszawa), a pierwszą telewizyjną rolę aktorską – pokazała pięć lat później 4 stycznia 1963 roku (Kokota w sztuce Sprawiedliwość w Kioto Władysława Orłowskiego w reżyserii Krystyny Skuszanki, TVP Kraków).

Teatr małych form Anny Lutosławskiej rozpoczął się w 1966 roku (Tum-bałałajka wg poezji Żydów polskich w tłumaczeniu Jerzego Ficowskiego – scenariusz, wykonanie i reżyseria Anny Lutosławskiej).

W tym też roku 1966 i właśnie z okazji teatru małych form zajęła się także reżyserią – najpierw w „swoim” teatrze jednego aktora (Tum-bałałajka), potem na Estradzie Poetyckiej TVP (Nietrwała i trwożna wg wierszy i listów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, premiera 22 XI 1970), w teatrze stacjonarnym (Cudzoziemka wg Marii Kuncewiczowej, Teatr Miniatura w Krakowie – mała scena Teatru im. Juliusza Słowackiego, premiera 14 X 1977). Przedstawienia małych form pokazywała z powodzeniem na wielu festiwalach, przeglądach, spotkaniach, zdobywając liczne nagrody oceniających jury lub Publiczności – główne, pierwsze, wielkie, jak za Cudzoziemkę wg Marii Kuncewiczowej podczas Ogólnopolskiego Przeglądu Zawodowych Teatrów Małych Form podczas Szczecińskiego Tygodnia Teatralnego.

Były entuzjastycznie oceniane przez widzów (o czym świadczą liczne nagrody publiczności i wyróżnienia w plebiscytach teatralnych Sama o Cudzoziemce pisałam: „Było to przedstawienie świetnie zagrane, w niektórych partiach wręcz kunsztownie, wyreżyserowane biegle i z imponującym wyczuciem nastroju” („Teatr” 1978 nr 10). A Maria Bojarska relacjonowała obszernie występ Anny Lutosławskiej w Szczecinie: „I wreszcie deszcz nagród, czyli Cudzoziemka. Spektakl krakowskiego Teatru Miniatura, a raczej spektakl Anny Lutosławskiej, która dokonała adaptacji powieści M. Kuncewiczowej (adaptacji bardzo jędrnej i zwartej), przedstawienie wyreżyserowała i zagrała w nim tytułową bohaterkę – Różę. I jak zagrała!

Anna Lutosławska zagrała tę osobowość niezwykle cienko, koncentrując się na sile psychicznej Róży, na jej despotyzmie, jakże często przeradzającym się w komiczne wręcz wybuchy złości – aby na tym tle delikatnie i niemal mimochodem poprowadzić widza do odkrycia jak słaba, nieszczęśliwa jest ta postać rozczarowanej matki, niedobrej żony, niedokończonej skrzypaczki, tej cudzoziemki, która przez miłość i dążenie wieczne do życia piękniejszego niż to, co przypadło jej w udziale, nigdy już i i nigdzie nie była u siebie.

Bardzo pięknie zagrała to Lutosławska. Pięknie i przejmująco. I jeszcze – profesjonalnie” (Wielki tydzień małych form, „Scena” 1978 nr 7).

Do występów i reżyserii w 1972 roku dołączyła praca pedagogiczna na Wydziale Aktorskim w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

Tym „teatralnym” obszarom działalności Anny Lutosławskiej towarzyszyły inne pasje:

Obowiązki podjęte dla dobra innych – praca społeczna – w Związku Artystów Scen Polskich ZASP, działalność charytatywna na rzecz dzieci niewidomych.

Podróżowanie.

Pracowite próżnowanie – pośród ludzi i ludzkich powinności – rodziny i bliskich, wśród przyrody, z przyjaciółmi i znajomymi.

„To nie zdrada teatru, lecz delikatny sygnał różnorodnych zainteresowań”, napisano w „Dzienniku Polskim” (Życie pani Anny. Rozmawiała Alina Budzyńska, „Dziennik Polski” 1996, 15 marca).

Różnorodne zatrudnienia były zawsze podporządkowane budującym działaniom dla dobra innych osób albo prawdy. Niemodne i wyśmiewane dziś słowa. Jak moherowe berety. I wyśmiewane nie przez chuliganów czy społeczny margines, ale przez przedstawicieli najwyższych władz – władz państwowych, wybranych w głosowaniu całego polskiego społeczeństwa. A przecież trzeba je powtórzyć – dla dobra innych i prawdy. Więc dla dobra polskiej kultury, dla uszanowania polskiego języka, literatury, tradycji, historii. Zatem dla misji (artystycznej, zawodowej, społecznej, patriotycznej, narodowej). Choć Anna Lutosławska nie nazywała swych zadań czy prac w sposób pompatyczny. I nie z powodu awantażowych głupców, których te słowa kłują jak rogi bestii, ale z poczucia skromności i taktu wobec oczywistej – własnej, aktorskiej – obywatelskiej powinności „głoszenia własnej prawdy”, jak zasygnalizowano w tytule jednego z wywiadów przeprowadzonego przez Annę Bugajską na temat odwołanej premiery przedstawienia „Bohiń” wg Tadeusza Konwickiego w Teatrze „Miniatura” w Krakowie.

Przekonanie o misji sztuki wyniosła Anna Lutosławska z domu rodzinnego, ze środowiska polskiej inteligencji pamiętającej czasy zaborów, z narodowej tradycji, oraz z nauk wielkich Mistrzów polskiego teatru okresu Dwudziestolecia między wojnami, z którymi zetknęła się w czasie nauki w Studiu Starego Teatru w Krakowie.

W jednym z programów Teatru Kameralnego TUR, z którym Anna Lutosławska była związana w pierwszych latach swojej pracy w teatrze, Jerzy Broszkiewicz pisał na ten temat wyjątkowo przekonująco: „Nigdy nie będzie za mało powtarzania takiej prawdy: siła i samodzielność danego narodu to także w wielkiej mierze siła i samodzielność jego kultury. (…) Zamożność narodów czy państw wyznacza najdokładniej tak zwana przeciętna stopa życiowa. Podobne pojęcie da się uformować także w dziedzinie kultury i byłby to rzeczowy wykładnik, >wewnętrznej zamożności danego narodu<.

Niestety, badając w Polsce przeciętną stopę kulturalną, nie można otrzymać wyników dających powód do zadowolenia – także i tu, jak w badaniu ekonomicznej stopy życiowej, okazuje się w końcu niewesoła prawda: jesteśmy biedni. Istotnie – jesteśmy biedni kulturalnie.

(…) jesteśmy narodem talentów, i to talentów godnych sławy i historii.

Tymczasem ogół? – bieduje. Powszechna kultura literacka, plastyczna czy muzyczna, to u nas na razie tylko cel, do którego należy dążyć – w każdym wypadku nie rzeczywistość. A zatem pomiędzy możliwościami a stanem faktycznym istnieją rozbieżności będące już nie kompromitacją wobec siebie i wobec świata, ale po prostu niebezpieczeństwem w Tak. Nigdy nie będzie za mało powtarzania takiej prawdy: siła i samodzielność danego narodu to także siła i samodzielność jego kultury.

Problemem, o którym mówi się dziś co dzień to jest odbudowa gospodarcza. Problem rozbudowy kultury jest na pewno nie mniej ważny, i dla dobra ogółu powinno się o nim nie tylko mówić. (…)

Obojętność czy lekceważenie spraw kultury może być tylko świadectwem ciemnoty – niczym innym – a ciemnota na pewno nie będzie powodem do dumy. I jeżeli dążymy dziś do odbudowy ekonomicznej, a tęsknotą wszystkich jest podniesienie się gospodarczej stopy życiowej – to w równie własnym i życiowym interesie powinniśmy dążyć do podniesienia stopy kulturalnej w Polsce. Tak. Nigdy nie będzie za mało powtarzania takiej prawdy: siła i samodzielność danego narodu to także w wielkiej mierze siła i samodzielność jego kultury”.

Twórcy, kierownicy i pracownicy Teatru Kameralnego TUR i jego drugiej sceny Teatru Objazdowego TUR, a wśród nich Anna Lutosławska, mieli pełną świadomość wagi i prawdziwości słów pisarza. Gdy się z oddalenia patrzy na Jej role to wyraźnie widać, że Anna Lutosławska wysokim poziomem swojej sztuki aktorskiej, logiką i czystością linii interpretacyjnej swoich postaci scenicznych, ładem i porządkiem środków aktorskich najwyraźniej realizowała takie zadania, o jakie upominał się Jerzy Broszkiewicz.

A dodać do tego trzeba, że zawsze pracowała w teatrach kierowanych przez artystów, którym społeczne obowiązki sztuki teatru nie były obce – od Marii Dulęby i Jana Ciecierskiego, po Henryka Szletyńskiego i Bronisława Dąbrowskiego do teatru Krystyny Skuszanki i Jerzego Krasowskiego. Wszyscy oni, razem z Nią, chcieli tworzyć teatr na dobrym poziomie artystycznym, reagujący na swój czas i mający żywy kontakt z widzami, trafiający we współczesną strefę wrażliwości swoich rodaków i wnoszący trwałe pierwiastki do rozwoju sztuki i kultury w Polsce.

Podobne zasady, choć nie wynoszone głośno i natrętnie w wypowiedziach i wywiadach, przyświecały innym dziedzinom działalności Anny Lutosławskiej – poza teatrem stacjonarnym i poza teatrem – jej recitalom poezji i teatrowi małych form, pracy pedagogicznej, reżyserii, pracy społecznej.

Od 1950 roku była członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmów (SPATIF–ZASP [Związek Artystów Scen Polskich]). Pełniła w Stowarzyszeniu różne funkcje: 1957-1971 była członkiem Zarządu Oddziału w Krakowie, 1960-1963 przewodniczącą Koła SPATiF-ZASP w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie.

W późniejszych latach (mniej więcej od roku 1977) zajmowała się także działalnością charytatywną na rzecz dzieci niewidomych. Grała dla nich i recytowała, odwiedzała Domy w Krakowie i na ich rzecz przeznaczała także zarobione pieniądze (jak dochód z nagrania na kasety Pamiętnika psa Aresa, przeznaczony na pomoc dla dzieci niewidomych z krakowskiego i niepołomickiego Domu Niewidomych przy ul. Tynieckiej i przy ul. Zabierzowskiej).

Od 1945 roku Anna Lutosławska pracowała w teatrze i z teatrem na stałe związała swoje losy. Ale występowała też w filmach i programach telewizyjnych oraz w filmowych serialach, łączących obie te sztuki.

Dnia 28 marca 1948 wszedł na ekrany Ostatni etap Wandy Jakubowskiej, w którym kreowała postać Urszuli. Do roku 2011 uzbierało się tych ról filmowych dziewięć – w filmach takich reżyserów, jak Wanda Jakubowska, Bohdan Poręba, Konrad Nałęcki, Roman Załuski.

Obok filmów szeroko czy wielkoekranowych grała w seryjnych filmach telewizyjnych Czterej pancerni i pies w reżyserii Konrada Nałęckiego wg powieści Janusza Przymanowskiego (Zespoły Realizatorów Filmowych „Syrena”, Wytwórnia Filmów Fabularnych we Wrocławiu dla TV, 1968), Klan (1997-2013), Lekarze (2011-2014).

W roku 1958 zadebiutowała na ekranie telewizyjnym w programie Estrady Poetyckiej TVP w prezentacji poezji Cypriana Kamila Norwida w reżyserii Adama Hanuszkiewicza Słowa Norwidowe (Program I, 20 X 1958).

Potem brała udział w przedstawieniach teatralnych nagrywanych na telewizyjne nośniki w studiach oraz w przedstawieniach przenoszonych bezpośrednio z teatrów na ekran telewizyjny. Przenoszonych najczęściej z Teatru Polskiego we Wrocławiu: Podstolina w Zemście Aleksandra Fredy w reżyserii Jerzego Krasowskiego (8 VII 1968), Laodamia w Protesilas i Laodamia Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Henryka Tomaszewskiego (3 X 1969), Caesonia w Caliguli Alberta Camusa w reżyserii Giovanniego Pampiglione (27 IX 1971) lub z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie – Roza Weneda w Lilli Wenedzie Juliusza Słowackiego w reżyserii Krystyny Skuszanki (30 VIII 1976, powtarzana 30 VIII 1976 i 6 VIII 1983).

Były wśród nich także recitale poezji i programy jej własnego teatru małych form, realizowane w Teatrze TV (m.in. scena nazwana „Estrada Poetycka”), w teatrach stacjonarnych, na koncertach i na estradzie.

Oprócz teatru, filmu i telewizji interesowała Annę Lutosławską poezja. „Od zawsze”. I na trzy sposoby: w czytaniu, recytacji w teatrze, radiu, telewizji, na estradzie oraz w postaci „teatru małych form” i jego odmiany: „teatru jednego aktora” czy inaczej: „monodramu” – wg przyjętej w Polsce terminologii, gdy ten teatr zawładnął wyobraźnią widzów i talentami wykonawców.

Najwcześniej swoje zainteresowanie poezją dane jej było ujawnić we wspomnianym programie Słowa Norwidowe w inscenizacji i reżyserii Adama Hanuszkiewicza na „Estradzie Poetyckiej” Telewizji Polskiej w Warszawie (20 X 1958).

Minęło kilka lat i Anna Lutosławska zagrała przedstawienie Tum-bałałajka (w późniejszych latach tytuł został zmieniony na Cymes czyli Rodzynki i migdały). Był to montaż poezji żydowskiej, opracowany na podstawie antologii wydanej przez Jerzego Ficowskiego: Poezja ludowa Żydów polskich i Mądrości żydowskie. Premiera odbyła się w Klubie Plastyków w Krakowie przy ul. Łobzowskiej, którym kierowała wówczas Lidia Żukowska.

O premierze tej pisano: „Samo nazwisko wykonawczyni – wybitnej krakowskiej (nowohuckiej) aktorki, rokowało niemałe przeżycia artystyczne. A jako że doskonałe aktorstwo połączone tu zostało z pomysłowo ujętym montażem tekstowym, z arcyciekawą inscenizacją (mnogość wieloramiennych świeczników, wypożyczonych z …Muzeum Judaistycznego plus wielki obraz W. Buczka „Aron” – z kolei eksponat Muzeum Narodowego), z rzewną muzyką skrzypiec (H. Komaniecki) i wreszcie ze stylowymi (stylizowanymi) akcentami stroju – nastrój wytworzył się niezapomniany, przejmujący. W tej scenerii zarówno oszczędne a pełne ekspresji zarazem ruchy aktorki, jak jej bogate modulowanie głosu, zabrzmiało z pełną siłą. A swoją drogą – wielka to satysfakcja móc niemal twarzą w twarz oglądać grającego aktora, czemu w tym wypadku szczególnie sprzyjała wieloplanowość gry scenicznej. Czy w tej bliskości obcowania z artystą, w tej swoistej intymności nie tkwi tajemnica powodzenia teatru jednego aktora?” (Lutosławska u plastyków, „Dziennik Polski” ).

W 1966 roku Józef Kelera, wrocławski recenzent i publicysta teatralny, jeden z najwybitniejszych krytyków teatralnych okresu powojennego, napisał: „Nie wiedzieć kiedy, wyrosło nam w skali społecznej takie zjawisko: „teatry jednego aktora”.

Temu zjawisku był poświęcony I Ogólnopolski Przegląd Teatrów Jednego Aktora” (pisano także: I Wrocławskie Spotkanie Teatrów Jednego Aktora), zorganizowany przez Związek Młodzieży Socjalistycznej (ZMS) i Prezydium Rady Narodowej Miasta Wrocławia – z inicjatywy Wiesława Gerasa. Odbywał się od 17 do 23 października 1966 roku. We Wrocławiu. W Klubie ZMS „Piwnica Świdnicka”. Trwał tydzień. Zaprezentował 16 przedstawień. „Dowodził swego znaczenia. Bliskiego obcowania z widzem i cennego, jeśli aktor należy do wybitnych. Poszerzenie społecznego oddziaływania teatru poprzez łatwość dotarcia do widza w tzw. „terenie”. Wzbogacenie współczesnej sztuki teatru. Popis sztuki aktorskiej i lekcja podstaw niemal alfabetycznych sztuki teatru i teatralności. Nieograniczone możliwości poszerzenia repertuaru”.

Na tym festiwalu Anna Lutosławska pokazała Tum-bałałajkę, o której jeden z recenzentów opowiadał następująco: „Przedstawienie prawdziwie poetyckie pokazała jednak dopiero Anna Lutosławska. W zbiorze folkloru żydowskiego (Tum-bałałajka), związanym raczej luźno z tekstów o rozmaitym profilu, odkryła wszystkie barwy, wszystkie tony. W tych swobodnie łączonych drobiazgach, w ludowej balladzie i w miłosnej piosence, w opowiastce o biednej dziewczynie wydanej za starca, był nie tylko wdzięk lirycznego prymitywu, ale i pełna skala uczuć, namiętność i spełnienie, rozpacz i urzeczenie, a wszystko bezbłędne w stylu, finezyjne i urokliwe w czystym lekkim rysunku” (Józef Kelera, tamże, s. 269). A inny notował: „ Z liryzmem, z interpretacyjną podmiotowością mieliśmy również do czynienia w innym montażu. Także znakomitym. Anna Lutosławska (aktorka Państwowych Teatrów Dramatycznych we Wrocławiu) w przedstawieniu „Tum-bałałajka” oczarowała wszystkich pięknem ludowej poezji żydowskiej. Wraz z Lutosławska „zagrała” architektura „Piwnicy Świdnickiej”. Na spektakl złożyły się ekspresywne, namiętne aktorstwo Lutosławskiej, i nastrój, objaśnionej chwiejnym płomieniem świec, łukowo sklepionej sali” (Festiwal Teatrów Jednego Aktora we Wrocławiu, 1966).

Tum-bałałajkę Anna Lutosławska wykonywała przez wiele lat w innych miejscach – Krakowa (w Klubie Literatów na ulicy Krupniczej, na Politechnice Krakowskiej, w Akademii Górniczo-Hutniczej, w Klubie Żydowskim na ulicy Sławkowskiej) i w Nowej Hucie (Dom Kultury), a jeszcze później (już pod tytułem zmienionym na Rodzynki i migdały) w różnych miastach w Polsce oraz poza granicami Kraju (m.in. w Londynie w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym POSK). Staraniem reżysera Tadeusza Ryłko i wspaniałego scenografa Kazimierza Wiśniaka program został nagrany przez Ośrodek TVP Katowice pod tą właśnie zmienioną już nazwą.

Od tej pory Anna Lutosławska coraz częściej pokazywała się w charakterze recytatorki poezji – na estradzie, w Polskim Radiu, w Telewizji Polskiej, a równocześnie występowała w teatrze jednego aktora (z monodramami) i w teatrze małych form – w różnych miastach Polski (Łańcut, Zakopanem) i za granicą (Budapeszt, Londyn, Wiedeń), w salach koncertowych, muzealnych, pałacowych (w Pałacu w Łańcucie, w Sali Senatorskiej na Wawelu, w willi „Atma” mieszczącej Muzeum Karola Szymanowskiego w Zakopanem), na scenach teatralnych (Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny POSK w Londynie), w rozmaitych instytucjach, domach kultury i klubach (Ambasada Polska w Londynie, Instytut Kultury Polskiej w Wiedniu, Klub Inteligencji Polskiej w Budapeszcie), kościołach (Bazylika Mariacka w Krakowie, Kościół na Skałce w Krakowie, Kaplica w Annabie i w Oranie w Algierii), a także na festiwalach – w Krakowie, Wrocławiu, Szczecinie.

Po programie Tum–bałałajka w repertuarze Anny Lutosławskiej znalazł się Wykład niezwykły czyli rzecz o Marii Skłodowskiej-Curie wg scenariusza i w reżyserii bardzo utalentowanego i rychło straconego dla polskiego teatru Włodzimierza Hermana (1968), Dasz mi trzech synów Eugeniusza Śniegirowa (1968), Dusiołek i inni wg poezji Bolesława Leśmiana (1969), montaż poezji i listów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej Nietrwała i trwożna (1970), Nie ma ptaków połowicznych… wg Bolesława Leśmiana (1973), Czas nienawistnie zakochany wg poezji Mieczysława Jastruna (1974), Kim ona była… wg poezji Anny Achmatowej, Aleksandra Błoka, Marii Cwietajewej i Sergiusza Jesienina (1979), Dzień na wielkiej gałęzi (wg poezji amerykańskiej), Obmyślam świat Jarosława Szymkiewicza wg poezji Wisławy Szymborskiej… i inne.

W 1970 roku Jan Kurowski w „Wiadomościach Wrocławia” wysoko ocenił program o poezji Marii Jasnorzewskiej-Pawlikowskiej (Nietrwała i trwożna) w wykonaniu Anny Lutosławskiej, reżyserii J. Burskiego, a według wspólnego scenariusza. Program nadany „późnym popołudniem deszczowej niedzieli” należał zdaniem recenzenta „do udanych. Oczywiście duża w tym zasługa reżysera (J. Burskiego), scenografa (M. Jędrzejewskiego) i szczególnie z wielką umiejętnością operującego światłem – H. Rychtera. Nie mniej o walorach spektaklu zdecydowała gra aktorki. Stworzyła ona postać kobiety wrażliwej i nadwrażliwej, z zafascynowaniem podążającej za jednym tylko: miłością. Dobór wierszy a także listów poetki świadczy o nietrwałości i trwożliwości owego podniosłego, ale i zwiewnego „uczucia” (Jan Kurowski, „Wiadomości Wrocławia”, 29 XI 1970).

Recitalom poezji rychło zaczął towarzyszyć teatr dramatyczny małych form. W dwa lata później (9 kwietnia 1972 roku) odbyła się następna premiera teatru jednego aktora w wykonaniu Anny Lutosławskiej. Aktorka zagrała postać Sity w przedstawieniu Zamienione głowy wg Tomasza Manna. Sama opracowała scenariusz, reżyserię i wykonanie.

Sięgnęła po tekst na temat bardzo poważny (nieodwracalności losu), niezmiernie skomplikowany i trudny do adaptacji i zagrania. Ale nadmiar umiała uprościć, pokazując wszystkie poruszone przez Manna problemy z punktu widzenia Sity – osoby dziewczęcej i wrażliwej, wplątanej w dramatyczną walkę o jej miłość dwóch przyjaciół – bliskich sobie i wiernych sobie na śmierć i życie: jej męża Shridamana (z którym jest w ciąży) i jego przyjaciela Nandy. Wierni sobie i obaj zakochani w Sicie, postanawiają sprawę zakończyć samobójstwem – ostrym mieczem obcinają sobie głowy. Bogini pozwala Sicie ożywić obu mężczyzn. Ale ona przez pomyłkę zamienia im głowy: ukochanemu przez siebie i pięknemu pasterzowi Nandy Sita daje mądrą głowę swego męża kupca Shridamana, piękna głowa pasterza Nandy wieńczy otyłe ciało kupca Shridamana.

Mimo wstawiennictwa bogini czy dobrego losu ludzka pomyłka Sity nie daje szczęścia nikomu. Ona sama, nosząc płód Shridamana (brzydszego ciała kupca Shridamana teraz z piękniejszą głową pasterza Nandy) tęskni za pięknym ciałem pasterza Nandy z brzydką, choć mądrą, głową jej męża Skridamana.

Los jeszcze raz zaingeruje w losy trójki kochanków. Ciało Shridamana z głową jej ukochanego Nandy roztyje się i zbrzydnie, piękne ciało Nandy z głową jej niekochanego męża wypięknieje. Ale ten splot okoliczności nie da nic nikomu z tej trójki.

Pełnia szczęścia jest niemożliwa. Trzeba umieć zadowolić się tym, co się od losu otrzymało. Natura ludzka, a zwłaszcza kobieca, jest wiecznie niesyta i niezadowolona, wciąż chce czego innego. Sens tekstu Tomasza Manna i przedstawienia można wykładać na różne sposoby.

Janina Szymańska w „Ekranie” (Scena Monodram. Na przykładzie Manna, 1972 nr 17 z dnia 23 kwietnia) relacjonowała przygotowanie adaptacji tekstu Tomasza Manna przez Annę Lutosławską i jej wykonanie monodramu, pokazującego wszystko z punktu widzenia bohaterki: „Sita jest dziewczęca i niewinna, gdy po raz pierwszy pojawia się na mostku nad rzeką. I jest równie niewinna, gdy toczą o nią zabójczą walkę dwaj najbliżsi przyjaciele. Jest nosicielką życia, i na tym polega jej posłannictwo, którego nic nie zdoła zniszczyć.

Znakomita aktorka pięknie i wzruszająco przekazała myśl wielkiego pisarza, funkcjonalnie wykorzystała wszystkie elementy opowiadania, tworząc widowisko prawdziwie dramatyczne”.

Z monodramem Zamienione głowy wg Tomasza Manna Anna Lutosławska wzięła udział w V Wrocławskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora (9-16 XI 1970) i otrzymała nagrodę – jedną z czterech równorzędnych, obok Ireny Jun, Edwarda Lubaszenki i Tadeusza Malaka). W 1972 roku w Krakowie podczas trzeciego z kolei Przeglądu Teatrów Małych Form, zorganizowanego przez studentów Politechniki Krakowskiej w Klubie Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP) „Pod Przewiązką” zdobyła drugą nagrodę publiczności. Przedstawienie zostało także nagrane w Ośrodku Telewizji Polskiej we Wrocławiu i wyemitowane 9 kwietnia 1972 roku w reżyserii telewizyjnej Cezarego Łagiewskiego, scenografii Michała Jędrzejewskiego i w opracowaniu muzycznym Bogny Jaworskiej.

Władysław Orłowski w znanej rubryce „Tele Obiektyw” szczegółowo zrelacjonował sens i przebieg widowiska: „Tekst utrzymany w konwencji powiastki filozoficznej, stylizowanej na wzór mądrości wschodnich, pozwolił Lutosławskiej skonstruować na naszych oczach małe arcydziełko, pełne finezji i filozoficznej zadumy.

Widowisko zaczyna się od „make-up” aktorki przed lustrem, naklejania sobie czarnej gwiazdki między brwiami u nasady czoła – znaczek ten noszą kobiety z kasty braminów – i przywdziania sari. W ten sposób Lutosławska przeistacza się jakby na naszych oczach w bohaterkę opowiadania, młodą mężatkę indyjską, Sitę. Przeistacza się, albo raczej przybliża się do tej roli, gdyż jednocześnie nie przestaje być narratorem.

Tak więc Lutosławska umieszcza się gdzieś w pół drogi między postacią uczestniczącą w opowiadanych wydarzeniach a obiektywnym obserwatorem relacjonującym ich przebieg. Pozwala jej to dowolnie modulować przekaz tekstu i łatwo przechodzić od beznamiętnej sprawozdawczości do pełnego zaangażowania i z powrotem. Daje możność skupić się na tekście bez przesłaniania go dosłownością inscenizacji. (…) Gdy w końcowej części monodramu rozcharakteryzowuje się i wraca jakby do codzienności, oddalając się do Sity, czujemy, że nic się właściwie nie zmienia. Opada kostium – pozostaje kobieta.

Piękny był wieczór spędzony z Lutosławską – Sitą” (Władysław Orłowski, Tele Obiektyw. Monodram Lutosławskiej).

Po Zamienionych głowach wg Tomasza Manna (1972) nastąpiły przedstawienia teatru małych form, które miały premiery w Teatrze Miniatura – na małej scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, jak Cudzoziemka wg Marii Kuncewiczowej i Greta wg Dulle Griet Stanisława Grochowiaka (1987), czy w Teatrze Stu w Krakowie (Putyfara wg powieści Tomasza Manna Józef i jego bracia, 1988 – wcześniej Anna Lutosławska grała Putyfarę w przedstawieniu Legenda o Putyfarze w reżyserii Konrada Nałęckiego, Teatr TVP 1976 ) oraz w Teatrze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego POSK w Londynie (Bohiń wg Tadeusza Konwickiego).

W rok później (1973) na trzecim Przeglądzie Teatrów Małych Form zorganizowanym przez studentów Politechniki Krakowskiej Anna Lutosławska, mimo ostrej konkurencji (występowali m.in.: Marta Stebnicka, Lidia Zamkow, Andrzej Borowiec, Leszek Herdegen, Tadeusz Malak) została ponownie zauważona i zajęła pierwsze miejsce za program Nietrwała i trwożna (powstał w 1969 roku) złożony z poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Po Przeglądzie chwaliła zainteresowania teatralne krakowskiej młodzieży, mówiąc: „Młodzież krakowska jest moim zdaniem bardzo wyrobiona teatralnie. Stwarza aktorowi taki klimat, że ten siłą rzeczy stara się zaprezentować przed nią w najpiękniejszej formie” (Rozmowa dnia. Laureatka festiwalu małych form. Rozmawiał W. Chądzyński, „Słowo Polskie”, 2 marca 1972).

Premiera Cudzoziemki wg Marii Kuncewiczowej z Anną Lutosławską w roli Róży odbyła się w Teatrze „Miniatura” w Krakowie 14 X 1977 roku (scenariusz i reżyseria Anny Lutosławskiej, scenografia Anny Sekuły). W 1978 roku została zagrana podczas Szczecińskiego Tygodnia Teatralnego na Ogólnopolskim Przeglądzie Zawodowych Teatrów Małych Form w Szczecinie. Otrzymała wówczas Główną Nagrodę Przeglądu ufundowaną przez Prezydenta Miasta Szczecina a przyznawaną w Plebiscycie Publiczności oraz Nagrodę Specjalną Ministra Kultury i Sztuki, przyznawaną przez Komisję Artystyczną (w tym roku pod przewodnictwem Jana Machulskiego w składzie: Jacek Błędowski, Bożena Frankowska, Edmund Kieszkowski, Jan Siekiera).

Przedstawienie grane było m.in. podczas Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu (21-24 I 1979), znacznie później w Klubie Inteligencji Katolickiej w Krakowie w ramach prezentacji „Teatr Podziemny” (3 XI 1988).

Anna Lutosławska z przedstawieniami jednego aktora lub małych form brała udział w wielu różnych festiwalach, przeglądach, spotkaniach teatrów poezji i małych form, jak Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora w „Piwnicy Świdnickiej” (od 1966 – Tum bałałajka, 1966; Dasz mi trzech synów, 1968; Zamienione głowy, 1970; Cudzoziemka, 1979; Dulle Griet, 1987), Ogólnopolski Przegląd Zawodowych Teatrów Małych Form w Szczecinie podczas Szczecińskiego Tygodnia Teatralnego (od 1968 – Wykład niezwykły, czyli rzecz o Marii Skłodowskiej-Curie, 1968; Cudzoziemka, 1979; Dulle Griet oraz Putyfara, 1989).

Prezentowała je w wielu miejscach w Polsce – czasem szczególnie znamienitych, jak w Krakowie Kościół na Skałce, Bazylika Mariacka, Sala Senatorska na Wawelu (trzykrotnie), Państwowa Filharmonia im. Karola Szymanowskiego (9 X 1978 – poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej), w Zakopanem w willi „Atma” w Zakopanem, w Łańcucie w Sali Koncertowej w Pałacu (dwukrotnie).

Wielokrotnie występowała też za granicą – w środowiskach przebywających tam Polaków oraz instytutach kultury polskiej i polskich ambasadach – w Londynie w Ambasadzie Polskiej, w Instytucie Kultury Polskiej i w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym (POSK). W Budapeszcie w ekskluzywnym Klubie Inteligencji Polskiej, w Wiedniu w Instytucie Kultury Polskiej. Miała recitale poetyckie w Algierii (m.in. w Kaplicach w Annabie i w Oranie).

Programy poetyckie, teatr małych form, teatr jednego aktora (monodramy) były nagrywane i emitowane przez Telewizję Polską (w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, Katowicach), jak Nietrwała i trwożna (22 XI 1970), Tumbałałajka pod zmienioną nazwą jako Rodzynki i migdały, Zamienione głowy (22 VIII 1971), Nie ma ptaków połowicznych (12 VIII 1973), Czas nienawistnie zakochany (25 III 1974), Cudzoziemka (14 X 1977), Obmyślam świat…

Od roku akademickiego 1975/1976 Anna Lutosławska została starszym wykładowcą, a od 1978 roku – docentem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Przez dziesięć lat (1972-1982) zajmowała się ze studentami I roku Wydziału Aktorskiego pracą nad prozą (obok Ireny Babel, Andrzeja Kruczyńskiego, Romany Próchnickiej). Uczyła też na roku II przedmiotu „wiersz i recytacja estradowa” (obok Ewy Lassek, Danuty Michałowskiej, Jerzego Merunowicza) oraz na roku III przedmiotu „recital poetycki”.

Emil Orzechowski, nieoceniony autor dwóch podstawowych książek o krakowskim szkolnictwie teatralnym – Stary Teatr i Studio (Kraków 1974) i Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego – W trzydziestolecie istnienia (Kraków 1977), w tej ostatniej przypomniał tradycje teatralnego kształcenia w Krakowie, scharakteryzował powojenne inicjatywy w tym zakresie (działalność trzech powojennych studiów: Studio Stary Teatr – od 15 marca 1945; Studio Iwa Galla – od 25 kwietnia 1945, Studio przy Teatrze im. Juliusza Słowackiego – od maja 1945; powstanie Państwowej Szkoły Dramatycznej oraz jej kolejne przekształcenia prowadzące do ukonstytuowania się PWST im. Ludwika Solskiego, 1955), omówił program i zasady nauczania. Wiele uwagi poświęcił mistrzom, nauczycielom, pedagogom i studentom oraz problemom dydaktyki. A na zakończenie tych rozważań zacytował „fragment pięknej wypowiedzi”, jak się wyraził, Anny Lutosławskiej z wywiadu, który ukazał się na łamach miesięcznika „Scena” w 1976 roku. Rozmowę przeprowadził z Anną Lutosławską wybitny krytyk, pracownik krakowskiej telewizji i działacz teatru studenckiego Krzysztof Miklaszewski: „Uzmysłowiłam sobie, kim dla mnie byli moi profesorowie. (…) jeśli choć w części będę dla moich studentów tym, czym dla mnie była Maria Dulęba (…) Powiedział mi kiedyś mój były profesor, a obecnie kolega Eugeniusz Fulde: >> pamiętaj, że szkoła spala<<. Racja (…) jestem bardziej otwarta wobec moich studentów niż wobec kolegów w teatrze, niczego nie ukrywam z <<tajników>> warsztatu, po to tam przecież jestem, żeby im wszystko, jak to się mówi >>sprzedać<<. (…) Przyszłam do szkoły nie po to, by >>tresować<<, pokazywać. Cały mój wysiłek idzie w kierunku, aby uzmysłowić młodym ludziom istniejące w nich wartości, jak: siła uczucia, stopień inteligencji, granice wyobraźni, wrażliwość na piękno, uruchomić poczucie humoru, pragnienie równowagi, harmonii” („Scena” 1976 nr 5 – cytuję wg Emil Orzechowski, Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego – W trzydziestolecie istnienia, Kraków 1977, s. 44-45 i 97).

Krzysztof Miklaszewski w PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie wykładał (od 1972 roku) zagadnienia teatru współczesnego więc rozmowa była skupiona na fachowych zagadnieniach dydaktyki teatralnej. Ale na ogół dziennikarze w wywiadach wielokrotnie zadawali Annie Lutosławskiej trzy, rozmaicie formułowane, pytania:

„Co Pani daje praca z młodzieżą w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej?”,

„Kim Pani bardziej jest: docentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej czy znakomitą aktorką krakowskiego Teatru im. Słowackiego?”,

„Wykłada Pani w krakowskiej PWST. Czego konkretnie uczy Pani swoich studentów?”.

Odpowiadając na pierwsze pytanie Anna Lutosławska zdradzała swój stosunek do polskiej młodzieży i do misji aktorskiego zawodu: „Studenci – to sprawa serdeczna. Dają mi wiele przeżyć. Oni j e s z c z e b a r d z o c h c ą dokonać czegoś w życiu – a ja pomagam im w osiągnięciu tego” (Wywołać wzruszenie. Rozmawiała Alina Budzińska, „Panorama” 1978 nr 15).

Na drugie pytanie bez zniecierpliwienia z reguły powtarzała, że stara się łączyć obie funkcje i być pedagogiem nie kosztem teatru, a pracownikiem teatru nie kosztem szkoły, dodając: „Jestem z natury obowiązkowa. Staram się być sumienna wobec obu firm. Dzieje się to czasami kosztem mnie samej” (Dwa plany. Anna Lutosławska-Jaworska rozmawia z „Kobietą i Życiem”. Rozmawiała Barbara Pietkiewicz, „Kobieta i Życie” 1981 nr 13).

A na kolejne – trzecie pytanie wyjaśniała: „Moją największą troską jako pedagoga jest to, by studentów nauczyć zarówno rzemiosła, jak i tego, co to znaczy być w tym zawodzie twórczym artystą. Ośmielam ich do burzenia tego, co uznali za dobre, i budowania l e p s z e g o. Uczę ich też samodzielnego „przykrawania” tekstu. Ta umiejętność nie jest wcale konieczna dla aktora, ale dzięki niej aktor może stać się partnerem reżysera, również w zakresie opracowania tekstu. (… ) w moim przekonaniu większość reżyserów ceni sobie inicjatywę aktorską, partnerstwo intelektualne. Nieprawdą jest, że aktor bierny jest pożądany przez inteligentnego reżysera” (Zgodnie z rytmem biologicznym. Rozmowa z Anną Lutosławską. Rozmawiał Tomasz Raczek, „Kultura” 1979 nr 4). „Uzbrajam ich przeciw słabym reżyserom. Uczę bronić własnej koncepcji, uzasadniać ją, uczę samodzielności” (Dwa plany. Anna Lutosławska-Jaworska rozmawia z „Kobietą i Życiem. Rozmawiała: Barbara Pietkiewicz, „Kobieta i Życie”, 1981 nr 13).

Kontakt i spotkania z młodzieżą przy jednym warsztacie – najpierw w Teatrze Polskim we Wrocławiu, który współpracował z Państwową Wyższą Szkołą Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (za pośrednictwem Dziekana Wydziału Reżyserii prof. Bohdana Korzeniewskiego), a następnie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie zaowocowały częstym udziałem Anny Lutosławskiej w przedstawieniach reżyserowanych przez młodych reżyserów – najpierw we Wrocławiu, potem na małej scenie Miniatura w Krakowie we wspominanych już przedstawieniach Fedry Jean Racine‘a w reżyserii Romualda Szejda i w Ijonie Eurypidesa w reżyserii Marcela Kochańczyka (rola Kreuzy).

Recitale poezji i teatr małych form, a potem także praca pedagogiczna, zainspirowały Annę Lutosławską do uprawiania reżyserii. Zainspirowały do współpracy z innymi (poza sceną macierzystą) teatrami, jak Teatr TVP, Teatr Miniatura i Stu w Krakowie czy Teatr Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego POSK w Londynie (1990-1993). Może nieśmiało i niezbyt często, ale z dobrym skutkiem wyreżyserowała około dziesięciu przedstawień – cieszących się zainteresowaniem widzów i nagradzanych na festiwalach i przeglądach teatralnych.

Swoją karierę reżyserską rozpoczęła w telewizji programem Zamienione głowy wg Tomasza Manna (Teatr TVP, 22 VII 1971). Opracowała scenariusz, zagrała postać Sity i przedstawienie wyreżyserowała. Dla telewizji przygotowała jeszcze programy skomponowane z poezji Bolesława Leśmiana (Nie ma ptaków połowicznych, Teatr TV, 12 VIII 1973) i Mieczysława Jastruna (Czas nienawistnie zakochany, Teatr TV 25 III 1974) oraz poezji amerykańskiej (Dzień na wielkiej gałęzi).

Potem reżyserowała w teatrze na trzech scenach: na małej scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie nazwanej Miniatura, w Teatrze Stu w Krakowie i w teatrze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego (POSK) w Londynie.

W Teatrze Miniatura w Krakowie były to kolejno Cudzoziemka wg Marii Kuncewiczowej (14 X 1977) i Dulle Griet Stanisława Grochowiaka (13 V 1981). W Teatrze Stu w Krakowie Putyfara wg powieści Józef i jego bracia Tomasza Manna. W teatrze Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie: Dotknij twarzy człowieka wg Karola Wojtyły, Silniejsza Augusta Strindberga, Bohiń wg Tadeusza Konwickiego (po odwołaniu premiery w Teatrze Miniatura w Krakowie) i jej własna sztuka – z pogranicza prawdy historycznej i baśni, opowiadająca o fascynujących zdarzeniach podczas ucieczki dzieci z łagru i poszukiwaniu rodziców – Wędrówka.

Ale na pytanie o zainteresowania reżyserskie Anna Lutosławska stwierdzała: „Reżyseria jako taka nigdy nie będzie mnie interesować. Natomiast nie mogę się oddać pod czyjąś kuratelę w momencie, kiedy robię dla siebie scenariusz, ponieważ dobierając tekst, przygotowując adaptację, widzę z góry sytuacje moje i partnerów. Reżyserię traktuję jako nieodzowną czynność twórczą pomiędzy scenariuszem a wykonaniem” (Wywołać wzruszenie. Rozmawiała: Alina Budzyńska, „Panorama”, 1978 nr 15).

Zapytana o kobiety w zawodzie reżyserii bez wahania odpowiadała, że o wynikach decyduje nie płeć a talent. Na pytanie: „Spotykam się z nieprzychylnymi zdaniami w środowisku aktorskim na temat kobiet-reżyserek. Co Pani o tym sądzi? – taka była odpowiedź Anny Lutosławskiej: „Może dlatego, że kobiet reżyserujących nie jest dużo. To podobnie jak z kierowcą samochodowym, kiedy mężczyzna zrobi błąd – wzruszy się ramionami, powie się: pacan! Jeśli ten błąd zrobi kobieta przy kierownicy, pada uwaga: po co baba się do tego bierze! Przecież mamy Skuszankę, Zamkow, Cywińską, Baduszkową – no, a dobrych reżyserów? Zapewne dwa razy tyle. Dla mnie płeć nie ma w tym wypadku znaczenia – tylko talent” (tamże, „Panorama”, 1978 nr 15).

Wyreżyserowane przez siebie przedstawienie Bohiń wg powieści Tadeusza Konwickiego pokazała w Krakowie w Teatrze Ludowym na scenie „Kanonicza 1”.

Magdalena Link zanotowała dla jednej z gazet krakowskich: „Po latach nieobecności w naszym mieście zjawiła się w Teatrze Ludowym na scenie „Kanonicza 1” Anna Lutosławska. Pani Anna to cała epoka teatralna. Gdy wyszła na maleńką scenę – publiczność zamarła. Bowiem dla tej kobiety, wspaniałej aktorki, czas zatrzymał się w miejscu” (Życie teatralno-salonowe Krakowa. Powrót Anny Lutosławskiej. Zanotowała: Magdalena Link, 22 II 1993). Anna Lutosławska pokazała kameralne przedstawienie, które na Kanoniczej „było jakby głośną lekturą w zaciszu damskiego saloniku pamiętnika Heleny, babki Tadeusza Konwickiego, córki właściciela majątku Bohiń. Wyczytane w kajeciku ze złoconymi brzegami słowa rozrastały się w bardzo ekspresyjne sceny, a potem jakby traciły na wyrazie i wracały skromnie na karty panieńskiego zeszyciku. Burzliwa historia romansu panienki Heleny z rudym Żydem Szyrą, który poszedł dla niej do powstania i cały świat objechał, nie potrzebowała prawie żadnej oprawy scenicznej. Czasem nawet fragmenty wygrane gestem raziły nad-ekspresją. Wystarczał głos aktorki, w którym były wszystkie rozterki Heleny, skromna stanowczość Szyry i nieokrzesana prostolinijność służącej” (Maria Wąs, Lutosławska znowu w Ludowym, 23 lutego 1993).

O kształcie scenicznym sztuki, w której wystąpiła i której scenariusz oraz reżyserię opracowała Anna Lutosławska, chcąc ją po premierze londyńskiej zaprezentować swojej wiernej publiczności – krakowskiej inna dziennikarka dodawała: „Na niewielkiej scenie przy ulicy Kanoniczej 1 skąpa dekoracja. Na ceglanej ścianie owalny obraz w złoconej ramie. Pod nim okrągły stolik nakryty nicianą białą serwetą i fotel. Obok drewniana ława, pnącza zielonych liści imitujących zaokienny krajobraz dalekiej ziemi nad Niemnem. Niedbale rzucona pluszowa, zielona, wyszywana złotymi kwiatami kapa, która w spektaklu na moment zamienia się w suknię Heleny, bohaterki monodramu.

Pani Anna to czyta tekst z książki, staje się narratorem opowiadającym historię z dalekich ziem wileńskich, to znów zamienia się w Helenę, dojrzałą trzydziestoletnią, piękną kobietę, jest babką Tadeusza Konwickiego, by na koniec sztuki stanąć z publicznością oko w oko, jako autor książki.

Pięćdziesięcioosobowa publiczność (tyle osób mieści się w piwnicznej sali teatralnej) z zapartym tchem przez 80 minut wsłuchiwała się w głos aktorki, podążającej za historią tragicznej miłości dwojga kochanków” (Życie teatralno-salonowe Krakowa. Powrót Anny Lutosławskiej. Zanotowała: Magdalena Link, 22 II 1993).

Teatr, film, telewizja, estrada, monodram, wykłady, reżyseria, praca pedagogiczna, prace literackie. I jakby tego było za mało także… malowanie.

Anna Lutosławska równie świetnie jak słowem i gestem włada też piórem i pędzlem.

Dowiodły tego adaptacje tekstów prozatorskich i poetyckich dla programów telewizyjnych i teatru małych. Także teksty pisane z różnych okazji. Wystarczy przeczytać jej wspomnienie O Nestorkach, Gruszy i dziecku z Plant wydrukowane w księdze pamiątkowej Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie z okazji setnej rocznicy wybudowania tego teatru, … dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż… Wspomnienia w 100-lecie Teatru im. Juliusza Słowackiego (opracowanie i redakcja Krystyna Zbijewska, Kraków 1993, s. 237-242).

Rozpoczyna wspomnienie zdaniami: „Ten Teatr usytuowany jest w miejscu, gdzie w sąsiedztwie szumią drzewa na Plantach, w kościele Św. Krzyża grają organy, a nocą słychać śpiewy bywalców okolicznych knajpek. On stoi piękny i dostojny. Zadziwiał, gdy bywałam tu z rodzicami jako dziecko na widowni, onieśmielał początkującą aktorkę. Aż nagle właśnie w nim zostałam zaangażowana”.

Wspomina siebie z tamtych lat: „Zaczęłam pracę pod czujnym, krytycznym i opiekuńczym okiem dawnych profesorów. (…) Hierarchię w zespole uznawałam tylko tę, którą wyznaczał talent”.

Opowiada o nestorkach sceny, z którymi na ich wniosek dzieliła garderoby.

Przypomina swoją rolę Gruszy w Kaukaskim kredowym kole Bertolta Brechta.

Opisuje „dziecko z Plant” – budyneczek pierwszej elektrowni teatralnej, potem magazynu dekoracji, malarni, ślusarni i zbrojowni teatralnej – teatr Miniatura, gdzie – jak napisała: „Graliśmy (…) wiele pięknych spektakli (…) Cudzoziemkę i Dulle Griet (…). Dulle Griet miała premierę w 1981 roku, w okresie „burzy i naporu”. Wszyscy na widowni kochali tę Gretę, pokrzywdzoną przez podejrzliwość ludzką, zaszczutą przez prawo. Żałowaliśmy bardzo, że nie mógł już obejrzeć autor – Stanisław Grochowiak. Do premiery prasowej nie doszło, a więc i recenzji nie napisano. Zapyta ktoś – dlaczego? (…). Grety nie lubiła władza, ani duża, ani mała. Publiczność za to bardzo. Miałam tego często dowody.

A przecież w teatrze to jest najważniejsze – wzruszać, bawić, mieć oddźwięk u widzów, pozostać w pamięci. Ze sceny wypędził Gretę stan wojenny. Definitywnie. Podobnie jak mnie” (s. 237-242).

Wypędził daleko. Aż do Algierii, dokąd Anna Lutosławska wyjechała wraz z mężem inżynierem mechanikiem Zbigniewem (Michałem) Jaworskim. W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie był on zastępcą dyrektora do spraw technicznych (wcześniej w Teatrze Polskim we Wrocławiu). W Algierii otrzymał pracę inżyniera w hucie znajdującej się w miejscowości El Hadjar, niedaleko miasta Annaba. Odjechał 29 czerwca 1980 roku Anna Lutosławska dołączyła do niego. Byli tam przez pięć lat. Poznawała życie Północnej Afryki, Saharę, Tunezję i Maroko, liczne egzotyczne miasta Algierii (Annaba, Constantina, El Kali, Oran, Tizi Ouzou i Święte Miasta w dolinie M`Zabu – Beni Isguen, Bou Noura, El Atteuf, Ghardaia, Melika) i Tunezji (Naubel, Sfaks, Sousse, Tabarka) i urocze egzotyczne zakątki jak wyspa Kerkenna w Tunezji. Tam malowała i pisała, pisała i malowała, malowała i pisała – na przemian.

Pisała i pisze do dziś. W 2014 roku Wydawnictwo WAM w Krakowie wydało wspomnienia Anny Lutosławskiej Skojarzenia zapisane w brulionie. Jest to niewielka książka (192 strony), podzielona na części (46 małych rozdziałów), z dużą ilością zdjęć (42). Książka niewielkiego formatu, lekka, elegancko zaprojektowana graficznie – całkowite zaprzeczenie ciężkich niezdarnych albumów zagracających książkowy rynek o teatrze.

Mimo niewielkiej objętości jest pełna treści – ciekawych uwag o losach osobistych i zawodowych Autorki. O pracy aktorskiej i dydaktycznej. O spotkanych osobach – mistrzach młodości, niezapomnianych pedagogach, artystach, pisarzach, dyplomatach, widzach. O życiu i sztuce. Przemijaniu i trwałych śladach w życiu społeczeństwa i kulturze narodu.

A przecież nie wspomnienia pisane okazjonalnie stanowią jej pracę literacką, ale reportaże z podróży, impresje poetyckie (Kwiaty też zasypiają) oraz opowiadania i opowieści – dla dorosłych i dla dzieci, wspomnienia… Wśród nich Pamiętnik psa Aresa, Opowieści biblijne Dla Ciebie, Jak Dorotka i Bartek poznawali Ewangelię. I – co bardzo ważne – dramat Wędrówka, w którym jest historia, baśń, romantyczny polski dramat i wstrząsająca poezja – zaklęta w zdarzeniach i postaciach – ich postawach, działaniach, marzeniach.

Obok pisania malowała i maluje do dziś akwarelami. Jej obrazy były pokazywane na różnych wystawach – artystów amatorów i artystów zawodowych. A malowanie spotkało się z zainteresowaniem fachowej krytyki, z przychylnymi ocenami zwiedzających, a nawet wzruszającym uznaniem kupujących, o czym można przeczytać w jej wspomnieniach i wywiadach.

Zaprezentowała swoją akwarelę Pierwszy śnieg – barwną i tryskającą życiem – na wystawie zatytułowanej Jaka tam zima!. Była to III Wystawa Artystów Powiatu Krakowskiego, zainspirowana malowniczymi zmianami pór roku i czarami polskiej zimy, ukrytymi w jej krajobrazach i tradycji (zorganizowana przez Starostwo Powiatowe w Krakowie, Centrum Kultury i Sportu w Krzeszowicach oraz Hotel Galaxy Jordan Group, luty 2014).

Jerzy Madeyski, sztuce Anny Lutosławskiej poświęcił esej, zaczynający się od słów: „Nieugięta, dynamiczna, wręcz szalona – mawiają o aktorce, reżyserce, pisarce i dziennikarce – po prostu o Annie Lutosławskiej”. Opowiedział jej drogę przez teatr i dał oryginalną charakterystykę jej sztuki malowania akwarelą: „W 1980 roku wraz z mężem wyjechała do Algierii, gdzie została aż 5 lat. Zafascynowana pięknem tego kraju zaczęła malować akwarelki. W Afryce powstały również korespondencje do „Dziennika Polskiego” m.in. Wesele Ratiby czy Kerkana a także książka dla dzieci Pamiętnik psa Aresa. (…). Ostatnio napisała sztukę o odwadze i miłości Wędrówka (…).

Malarstwo nie jest trudne, kiedy się nic nie umie… Ale kiedy się umie… o! wtedy to całkiem co innego”, powiedział Degas i miał rację, bo wiedza jest wrogiem spontaniczności, a swoboda jest nieodłącznym atrybutem dobrego malarstwa, co już w XVI wieku ujął w słowa Francico de Hollanda – „z największym wysiłkiem i trudem należy w dziełach malarskich dążyć do tego, by to, co kosztowało wiele trudu wydawało się wbrew prawdzie jakby było prędko, bez wysiłku, z największą łatwością… (…)

Czymże jednak jest malarstwo? Ano jest, lub przynajmniej – powinno być sztuką, zaś sztuka jest w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek. Tym samym sztuka wszystkich dyscyplin tworzy jedność. Zmienia się tylko jej wokabularz.

Zapewne z tej właśnie przyczyny pani Hanka Lutosławska tak łatwo przekroczyła granicę dzieląca wypowiedź aktorską od malarskiej i tak łatwo oddziela w swych akwarelach elementy istotne od mniej ważnych. To zatem, co jest sensem dzieła i wypowiedzią od tego, co je dopełnia lub nawet tylko przyozdabia. Tym samym autorka tworzy hierarchię ważności, czyli porządek właśnie i zmienia formę swych obrazów w zależności od ich treści, oscylujących od barwnego, kontrastowego rysunku, po miękką plamę monochromu.

Jeden tylko rys pozostaje niezmiennie, a mianowicie emocjonalność jej sztuki. I rys ów chyba będzie towarzyszył artystce w dalszych etapach doskonalenia jej malarskiego kunsztu”.

Jak widać Jerzy Madeyski przy okazji dał nie trafne zdefiniowanie prawdziwej sztuki: „sztuka jest w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek. Tym samym sztuka wszystkich dyscyplin tworzy jedność. Zmienia się tylko jej wokabularz”. Rzucił też światło na sztukę aktorską Anny Lutosławskiej, będącą „w swej najgłębszej istocie porządkiem uczuć, myśli i form, służących do ich wyrażenia oraz sposobem pięknego porozumienia się na dodatek”.

Dodaj komentarz