Anna Lutosławska – Współczesna Modrzejewska (część V)

Rozdział V monografii Anny Lutosławskiej pióra prof. Bożeny Frankowskiej:

POWRÓT DO KRAKOWA, DO TEATRU IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO I STAREGO TEATRU ZA DYREKCJI HENRYKA SZLETYŃSKIEGO I BRONISŁAWA DĄBROWSKIEGO

Henryk Szletyński odszedł z Państwowych Teatrów Dramatycznych we Wrocławiu do Państwowych Teatrów Dramatycznych w Krakowie (obejmowały Teatr im. Juliusza Słowackiego i Stary Teatr) i był tam dyrektorem przez trzy sezony (1950/1951, 1951/1952, 1952/1953). Za jego namową Anna Lutosławska powróciła do Krakowa i przez 6 sezonów (1951/1952-1956/1957) była tam zaangażowana w Teatrach Dramatycznych oraz (po odłączeniu Starego Teatru) w Teatrze im. Juliusza Słowackiego, którym po Henryku Szletyńskim kierował Bronisław Dąbrowski (od 1 IV 1955 – była to jego ponowna dyrekcja krakowska). Stąd przeniosła się na dalszych 8 sezonów do Teatru Ludowego w Nowej Hucie (1957/1958-1964/1965).

W wydawnictwie Teatru im. Juliusza Słowackiego …dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż… Wspomnienia w 100-lecie Teatru im. Juliusza Słowackiego (Kraków, 1993. Opracowanie i redakcja Krystyna Zbijewska) Anna Lutosławska opublikowała wspomnienie O Nestorkach, Gruszy i dziecku z Plant (s. 237-242). Pisała tam o swoich kontaktach z Teatrem im. Juliusza Słowackiego: „Ten Teatr usytuowany jest w miejscu, gdzie w sąsiedztwie szumią drzewa na Plantach, w kościele św. Krzyża grają organy, a nocą słychać śpiewy bywalców okolicznych knajpek. On stoi piękny i dostojny. Zadziwiał, gdy bywałam tu z rodzicami jako dziecko na widowni, onieśmielał początkującą aktorkę. Aż nagle właśnie w nim zostałam zaangażowana.

Zaczęłam pracę pod czujnym krytycznym okiem dawnych profesorów. Nie lubiłam, gdy o wysokim, siwym, poważnym Wacławie Nowakowskim mówiono „Wacio”. Dla mnie zarówno On, jak i profesor Władysław Woźnik czy Eugeniusz Fulde to żadne tam takie żarty w rodzaju „gruba Fulda”. Byłam nieśmiała, ale – jak to bywa w bardzo młodym wieku – całkowicie szczera w reakcjach i, co gorsza, w słowach. Hierarchię w zespole uznawałam tylko tę, którą wyznaczał talent. (…)

W tamtych czasach, gdy były prawdziwe autorytety w zespołach, na kilka dni przed premierą inspicjent podchodził z zeszytem w ręce do nestorek i nestorów i pytał konfidencjonalnie: „Z kim pani (pan) chce siedzieć w garderobie?” Po dwóch miesiącach prób panie zdążyły się nieco poznać, toteż starsza aktorka, przygotowana na takie pytanie, mówiła nazwisko młodej koleżanki. Rzadko dwie starsze damy siedziały razem. Zdarzało się to niekiedy, ale widać wołały wesołą młodość, bo zwykle w naszych niewielkich garderobach przeważały mieszane pokolenia. Miałam wielkie szczęście, powiem nawet – zaszczyt siedzieć w różnych sztukach z nestorkami. Cóż to za nestorki! Miały pewnie wówczas niewiele więcej lat niż ja teraz…” (s. 237).

A dalej wymieniała znakomite aktorki, od których uczyła się wiele, także z historii teatru i dawnych obyczajów teatralnych: Antonina Klońska, Jadwiga Zaklicka, Maria Gella, Zofia Jaroszewska, Zofia Tymowska, Bronisława Gerson-Dobrowolska, Janina Ordężanka.

W Teatrze im. Juliusza Słowackiego rozpoczęła rolą Broni w Ciężkich czasach Michała Bałuckiego. Miała szczęście. Trafiła w ręce wspaniałego reżysera Władysława Krzemińskiego. W książce dokumentacyjno-wspomnieniowej Władysław Krzemiński, 1907-1966 (Kraków 1991), wydanej w 25 rocznicę śmierci artysty pod redakcją Emila Orzechowskiego a staraniem Zofii Niwińskiej-Krzemińskiej i licznego grona działających bezinteresownie historyków teatru (Krystyna Dziewańska, Piotr Horbatowski, Dariusz Kosiński, Jan Michalik, Kazimierz Nowacki, Emil Orzechowski, Józef Opalski) i jeszcze liczniejszego grona wspominających – aktorów, reżyserów, scenografów i pisarzy Anna Lutosławska wydrukowała wspomnienie o Władysławie Krzemińskim.

Nakreśliła w nim sugestywny portret Władysława Krzemińskiego jako człowieka, reżysera, pedagoga i kolegi (Równie sugestywny jak wspomnienie Niny Andrycz także drukowane w tej księdze, s. 161-162). Opisała próby do Ciężkich czasów Michała Bałuckiego, wieczór premierowy i popremierowe świętowanie. Wypowiedź swoją, przesłaną Zofii Niwińskiej w listopadzie 1987 roku, zatytułowała Arbiter elegantiarum:

„Znakomicie skrojone garnitury, wytwornie dobrane dodatki, wąskie, na miarę robione półbuty, często parasol, nienaganne maniery.

Czy zgadzacie się ze mną wszyscy, którzy znaliście Władysława Krzemińskiego, że to wierny portret zewnętrzny świetnego Reżysera i uroczego kolegi?

Nigdy nie mówiłam do niego – Władku, bo dzieli nas trochę lat, ale i On nie pozwalał sobie na poufałe tykanie młodych kolegów (może kolegów tak, koleżanek nigdy), co jest dość rozpowszechnione w środowisku teatralnym. Miałam okazję poznać Go bliżej w pracy. W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie weszła w próby zabawna ramotka Michała Bałuckiego „Ciężkie czasy”. Po pierwszym czytaniu nie spodziewałam się, że wyjdzie z tego aż tak dobra zabawa. Ale ogromne poczucie humoru, pomysłowość, wrodzony dowcip Pana Władysława uruchomiły najlepsze sprężynki komediowego talentu Antoniego Fertnera, Alicji Matusiakówny i innych.

Stworzył wiele zabawnych sytuacji, nie dopuszczając do farsowego grania – na to miał za dobry smak. Szło się z przyjemnością na każdą próbę. Byłam początkującą aktorką, a więc onieśmieloną towarzystwem gwiazd, z którymi przyszło mi grać. Ale atmosfera pracy była tak twórcza, pogodna, wręcz rodzinna, że dopiero wieczór premierowy ściął mnie lodowatą tremą.

Pan Władysław krążył przed spektaklem wśród nas z serdecznym słowem, ale i u Niego w kącikach ust błąkała się nerwowość.

Pierwsze przedstawienie to zawsze los. Wprawdzie recenzja strażaków siedzących za kulisami już na generalnej próbie zapowiada zwykle trafnie, jaki będzie odbiór, ale tak czy tak reakcja publiczności – to zagadka.

Premiera. Brawa przy otwartej kurtynie, salwy śmiechu. Co za ulga!

Po premierze, jak zawsze po zapadnięciu ostatniej kurtyny, podziękowania (czasem przeprosiny…), kwiaty, a tym razem zaproszenie do klubu na rozluźniającą kawkę, małe wino.

Zabijcie mnie, jaki to był klub? nie pamiętam. Stało tam na pewno pianino i na pewno siadł przy nim Pan Władek. Grał bardzo dobrze. Wszyscy zbliżaliśmy się do Niego, padały życzenia, każdy czegoś się dopraszał. Krzemiński z klawiszy wyciskał wspomnienia… niekiedy łatwe łzy… W pewnym momencie uśmiechnął się do starszyzny i wyłowił z pianina Tango Milonga. Ach, ci którzy tańczyli je w latach młodości rozrzewnili się, śpiewali i nagle Pan Włodek przerwał granie, położył ręce na kolanach, przyjrzał się bacznie Andrzejowi K. [Andrzej Kruczyński]. I zagadnął tonem egzaminatora: „A ty co się tak wzruszasz, przecież to nie twoja epoka”. A Andrzejek: „Tańczyliśmy to po maturze. Tak, tak, przed wojną, Panie Władku”. Pan Reżyser pokiwał smutno głową: ”Ja myślałem, że ty jesteś młody chłopak, a ty Tango Milonga! Wstydziłbyś się!” (s. 194-195).

Wspomnienie zdradza nie tylko uznanie dla wybitnego reżysera. Zdradza także tajniki warsztatu aktorskiego Anny Lutosławskiej – dar subtelnej obserwacji, wrażliwość na szczegół, umiejętność uchwycenia jego podwójnego sensu – realnego i metaforycznego, zmysł kompozycji, żywą uwagę dla postaci – jej ubioru, manier, zachowania, odsłaniających charakter, kulturę, duszę. Zapewne tak samo obserwowała okoliczności Ciężkich czasów, wczytując się w tekst dramatyczny, tekst roli, czas akcji i epokę, ustalając wygląd, zachowanie i uzewnętrzniane przeżycia bohaterów, by stworzyć postać teatralną – słowem, sylwetką, postawą i pozą, gestem, błyskiem oka, załamaniem dłoni, sposobem noszenia ubioru, poruszania się w przestrzeni sceny… obmyślanymi właśnie… w szczegółach.

Do tego bardzo pomocna była praca pod kierunkiem reżyserskim Władysława Krzemińskiego.

I dziś nie ma większego znaczenia dawne zapewne rozgoryczenie, że Jerzy Zagórski w „Teatrze” relacjonując przedstawienie Ciężkich czasów rozwodził się nad grą (zapewne słusznie!) Antoniego Fertnera (Kwaskiewicz), Mariana Jabłońskiego (Bajkowski), Bolesława Loedla (Żuryła), Eugeniusza Solarskiego (Lechicki), Tadeusza Wesołowskiego (Gietkowski). Wspomniał niektóre role kobiece (Maria Bednarska – Aurora Gietkowska i Jadwiga Marso – Idalia Gietkowska, Alicja Matusiakówna – Natalka, Janina Zielińska – Kwaskiewiczowa), ale młodej aktorce nie poświęcił ani słowa oceny. Choć chyba zauważył oryginalność tej postaci, nawiązującej do wyobrażenia o Mickiewiczowskiej Zosi, bo charakteryzując pracę scenografa Andrzeja Stopki dodawał: „aż do zupełnie nie groteskowych ubiorów Karola i Broni, gdy konwenans, zaznaczenie mody ówczesnej wystarcza, aby wywołać już nie drwinę z naszej strony a uśmiech z ich dyskretnej zabawności. Skojarzenie w postaci Broni elementów Zosi Mickiewicza i … Mimi Murgera, samo przez się zabawne, zostało bardzo ułatwione przez kostium” (Jerzy Zagórski Teatry krakowskie w dniach Olimpiady, „Teatr” 1952 nr 15 s. 20). Może owo „skojarzenie” „ułatwione” „samo przez się” nie zrobiłoby się, gdyby młoda i urodziwa aktorka, grająca Bronię, nie zwracała uwagi na wskazania reżysera, nie miała talentu i podstawowych umiejętności zawodowych. Więc to była nie byle jaka pochwała dla nie wymienionej z nazwiska wykonawczyni roli Broni.

W Krakowie na scenach Teatrów Dramatycznych (Teatr im. Juliusza Słowackiego i Stary Teatr), a po usamodzielnieniu się Starego Teatru na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego, zagrała w sumie 8 ról – po Broni z Ciężkich czasów Michała Bałuckiego jeszcze 7 następujących:

Sezony 1952/1953, 1953/1954, 1954/1955 za dyrekcji Henryka Szletyńskiego:

  1. Panna Zofija Rożnówna – Polacy nie gęsi Ludwika Hieronima Morstina w reżyserii Romana Niewiarowicza (30 V 1953, scenografia Bolesława Kamykowskiego);

  2. Wiwia Warren – Profesja pani Warren George Bernarda Shawa w reżyserii Ireny Babel (31 X 1953 – Duża Sala Starego Teatru, scenografia Andrzeja Stopki);

  3. Grusza Wachnadze – Kaukaskie kredowe koło Bertolda Brechta w reżyserii Ireny Babel (31 XII 1954, scenografia Andrzeja Stopki, inscenizacja Ireny Babel i Andrzeja Stopki, Nagroda Państwowa, 1955);

  4. Monika – Dom na Twardej Kazimierza Korcellego w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego (26 VI 1955, scenografia Bolesława Kamykowskiego).

Sezony 1955/1956, 1956/1957 za dyrekcji (od 1 IV 1955) Bronisława Dąbrowskiego:

  1. Ajten – Pierwszy dzień święta Nazima Hikmera w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego (20 XI 1955, scenografia Bolesława Kamykowskiego);

  2. Panna Młoda (obok Marii Klejdysz i Katarzyny Meyer) – Wesele Stanisława Wyspiańskiego w inscenizacji i reżyserii Bronisława Dąbrowskiego (29 IX 1956, inscenizacja plastyczna Andrzeja Stopki, muzyka Markowskiego);

  3. Małgorzata – Pierwsza sztuka Fanny George Bernarda Shawa w reżyserii Wilama Horzycy (30 XI 1956, scenografia Bolesława Kamykowskiego).

Pracowała pod kierunkiem różnych reżyserów, różnych pokoleń i stylów inscenizacji, jak Irena Babel, Wilam Horzyca czy Władysław Krzemiński, Bronisław Dąbrowski, Roman Niewiarowicz, Henryk Szletyński.

Najsłynniejszą jej rolą z tego drugiego pobytu w teatrze krakowskim była Grusza Wachnadze w sztuce Bertolta Brechta Kaukaskie koło kredowe. Dzięki tej roli Anna Lutosławska znalazła się w 1955 roku wśród laureatów Nagrody Państwowej w Dziedzinie Teatru i Filmu. Było to wyróżnienie zespołowe za realizację sztuki Bertolta Brechta Kaukaskie kredowe koło w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Otrzymali je: Irena Babel – za reżyserię i inscenizację, Henryk Bąk – za rolę sędziego Azdaka, Anna Lutosławska – za rolę Gruszy, Andrzej Stopka – za inscenizację plastyczną.

I choć w werdykcie imię Anny przekręcono na Halina! (wg publikacji w piśmie „Teatr” 1955 nr 15) był to podwójny sukces – nagroda za rolę i nagroda dla młodego aktora. Anna Lutosławska miała wtedy 27 lat! Nie dziwi zatem, że jeszcze po latach niemal czterdziestu wspominała rolę z sentymentem w książce …dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż. Wspomnienia w 100-lecie Teatru im. Słowackiego (oprac. i red. Krystyna Zbijewska, Kraków, 1993).

O przedstawieniu i aktorach napisano wiele. Pisali o nim krytycy teatralni (Zofia Sieradzka, Jacek Frühling, Zygmunt Greń, Jaszcz, Tadeusz Kudliński, Adam Polewka, Adam Tarn, Henryk Vogler) i pisarze (Krystyna Berwińska, Władysław Orłowski, Witold Zechenter). Recenzje drukowała prasa codzienna i tygodniowa różnych orientacji światopoglądowych („Dziennik Polski”, „Dziś i Jutro”, „Głos pracy”, „Trybuna Ludu”, „Tygodnik Powszechny”), pisma teatralne („Teatr”) i literackie („Nowa Kultura”, „Przegląd Kulturalny”, „Świat” „Życie Literackie”), prasa miejscowa („Echo Krakowa”, „Gazeta Krakowska”) i zamiejscowa („Łódzki Express Ilustrowany”). „Teatr” przedrukował recenzję, jaka się ukazała w „Theater der Zeit” (1955 nr 8), napisana przez Katke Rulicke i A. Palitscha pt. Der Kaukasische Kreide Kreis in Krakau: „Inscenizacja Ireny Babel i Andrzeja Stopki jest śmiałym i pięknym osiągnięciem artystycznym. (…) Subtelna Grusza Anny Lutosławskiej ma cudowne liryczne momenty. Jej lęk przed utratą dziecka jest wstrząsający” (NRD. Recenzje z polskiego przedstawienia, „Teatr” 1955 nr 22, s. 26).

Następnie Anna Lutosławska w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie zagrała postać Ajten w sztuce Nazima Hikmeta Pierwszy dzień święta (20 XI 1955) w reżyserii dyrektora teatru Bronisława Dąbrowskiego.

Przedstawienie sztuki Nazima Hikmeta, pisarza tureckiego, więzionego za swą twórczość poetycką i publicystyczną przez 17 lat, w Polsce znanego jako prawnuk polskiego powstańca Ksawerego Borzęckiego, miało liczne recenzje, ale oceny były skrajnie rozbieżne – od pochwalnych (Adam Polewka O „Pierwszym dniu święta” i pisarzu, który urzeka prawdą, „Gazeta Krakowska” 1955 nr 290) po miażdżąco krytyczne (Zygmunt Greń, Hikmet, Dąbrowski i Polewka, „Dziennik Polski” 1955 nr 299). Jednak wszyscy recenzenci podkreślali zalety przekładu („Język przekładu jest nie tylko poprawny, ale i żywy, barwny, i w wielu momentach prawie poetycki” – Adam Polewka) i świetną grę zespołu aktorskiego: „Na pełne uznanie zasługuje wykonanie wszystkich ról” (Adam Polewka), w tym także roli Anny Lutosławskiej, grającej Ajten.

Kolejną rolą była Panna Młoda w Weselu Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Bronisława Dąbrowskiego. W dniu premiery (29 IX 1956) reżyser objaśniał koncepcję przedstawienia (konsultowaną z profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego Kazimierzem Wyką) na łamach „Dziennika Polskiego”: „Nie chcieliśmy dawać inscenizacji szablonowo-tradycyjnej – misterium narodowego (…) nie chcieliśmy dawać inscenizacji eksperymentalnej – w sensie tylko formalnym. Chcieliśmy podkreślić w przedstawieniu myśl krytyczną Wyspiańskiego.

Konfrontując rzeczywistość z marzeniami poszczególnych osób dramatu, pragniemy wydobyć krytyczną ocenę, jakiej dokonał poeta w Weselu w stosunku do swego pokolenia i charakteru narodowego naszego społeczeństwa. Przez wprowadzenie do prologu postaci Wyspiańskiego i rozświetlanie w czasie akcji fantastycznej witraży dążymy do podkreślenia gry wyobraźni poetyckiej – konfrontacji halucynacji danych osób z nimi samymi – do wydobycia z Wesela dramatu pozorów” (Bronisław Dąbrowski, Dziś premiera Wesela, „Dziennik Polski” 1956 nr 233).

Premiera była bardzo uroczysta. Zostali na nią zaproszeni żyjący jeszcze wówczas uczestnicy bronowickiego wesela Lucjana Rydla i świadkowie prapremiery dramatu z 16 marca 1901 roku – synowie Jacka Mikołajczyka i Jadwigi z Czepców, a bracia Panny Młodej z Wesela czyli Jadwigi Mikołajczyk (1 III 1883-1 IV 1936): Jan Mikołajczyk (15 XI 1880-7 I 1957), pierwowzór Jaśka, i Jakub Mikołajczyk (2 IV 1889-9 IV 1979), pierwowzór Kuby. Następnie Kasper Czepiec (31 III 1879-27 X1961), syn bronowickiego wójta Macieja Czepca i Anny z Młynarczyków, pierwowzór drugiego drużby o imieniu Kasper. A także dwie Heleny – Helena Rydlówna, córka Lucjana Rydla i Jadwigi z Mikołajczyków (urodzona 13 X 1902) i Helena Chmurska, córka Stanisława Wyspiańskiego. Obecni byli także aktorzy prapremiery: Jadwiga Czechowska [GrekKorecka – 28 V 1883-29 X 1970] wykonawczyni postaci Haneczki (na afiszu skorygowanym przez Rydlów – Krzysia), Bronisława Janikowska-Lenk [1 V 1891 -21 IX 1966] grająca Isię i Ferdynand Sarnowski [19 I 1880-30 IV 1960] – Widmo.

W inscenizacji pięknie prezentowało się kolorowe tło witrażowe dla scen fantastycznych i gra całego zespołu złożonego z wybitnych aktorów starszego pokolenia i wielu utalentowanych młodych, jak Ludwika Castori, Maria Gella, Marta Stebnicka, Henryk Bąk, Marian Cebulski, Eugeniusz Fulde, Roman Niewiarowicz, Wacław Nowakowski, Ryszard Pietruski, Władysław Woźnik, Stanisław Zaczyk. Była wśród nich Anna Lutosławska grająca Pannę Młodą na zmianę z Maria Klejdysz i Katarzyną Meyer – wszystkie chwalone za realizm ich wiejskości i poetyczność.

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz