Moje olśnienia teatralne 2020: Śmierć w cadillacu

Tomasz Miłkowski poleca w „Przeglądzie” najciekawsze spektakle 2020 roku. Lista się przyda po otwarciu teatrów:

To nie jest ranking, ale noty o spektaklach mijającego roku, które wywarły na mnie największe wrażenie. Na szczęście teatr wciąż miał do zaoferowania takie olśnienia, mimo pandemii i kordonów sanitarnych paraliżujących działalność teatrów „na żywo”.

Nie ująłem w tym zestawieniu niemałej liczby arcyciekawych realizacji online, które jednak teatrem prawdziwym nie są, ale jego substytutem, czasem o wysokiej jakości, ale jednak należącym do produkcji z „etykietą zastępczą”, Nic nie może zastąpić bezpośredniego kontaktu widza i aktora, bez którego teatr zamienia się w techniczny zapis intencji.

Teatry wciąż zamknięte na kłódkę, ale może wkrótce zaczną się otwierać. A wtedy może ten krótki przewodnik okazać się użyteczny.

BURZA/ DER SZTUREM. CWISZYN Williama Shakespeare’a (reżyseria i dramaturgia Damian Josef Neć, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich, premiera 3 października 2020). Po raz pierwszy w powojennej Polsce Burza grana jest w języku jidysz. To już dość, aby uznać tę premierę za wydarzenie, ale na tym nie kończą się zalety tego wyjątkowego spektaklu. Reżyser rozegrał sceny na wyspie Prospera na wąskim podeście, ustawionym wzdłuż sali kameralnej, w której podczas pandemii mogło przebywać 19 widzów. Po bokach tak przeorganizowanej przestrzeni ulokował zasłony, dzielące salę od kulis, pełniące też funkcję ekranów, na których pojawią się obrazy ginącego, burzonego miasta. Tak wkracza tu koszmar Zagłady, najtragiczniejszej burzy, jakiej zaznała ludzkość. Zaskakująca okazała się obsada – reżyser zawiesił obowiązujące prawa biologi, para zakochanych, Miranda i Ferdynand, okaże się ucieleśnieniem marzenia o szczęściu, niezależnego od wieku i doświadczenia bohaterów. W roli Mirandy objawia się na scenie nestorka Teatru Żydowskiego Wanda Siemiaszko. Jej dziewczęce zauroczenie Ferdynandem, prostota zwierzeń i zdumiewająca lekkość ruchu wprawiają widzów w zachwyt. Ferdynand, wprawdzie młodszy, ale też nie młodzieniec – w tej roli pełen ciepła Jerzy Walczak, który wciela się jednocześnie w rolę eterycznego Ariela, także sprawia wrażenie istoty niematerialnej.

CZARNY KWADRAT wg Anny Świrszczyńskiej (reżyseria i kompozycja Wojtek Blecharz, Grupa Teraz Poliż, premiera w nowej siedzibie Komuny Warszawa, 11 lipca 2020). Jednoaktówka Czarny kwadrat nawiązuje do sławnego obrazu Kazimierza Malewicza Czarnego kwadratu na białym tle (1915), nazwanego przez artystę „punktem zero” w dziejach sztuki. Ten akt wolności twórczej poetka przełożyła na język dramatu. Grupa Teraz Poliż oswajała teatralnie Czarny kwadrat dwukrotnie, zapraszając do współpracy awangardowego kompozytora Wojtka Blecharza. Za pierwszym razem (2018) powstał performans w Domu Kultury KADR, za drugim spektakl-koncert Czarny kwadrat. Sonata for Keyboard and Tape. Jego absurdystyczna atmosfera, przełożenie napięć poetyckich na warstwę dźwięków, wciągnięcie widzów we współdziałanie z artystkami – wszystko to potwierdziło inspirującą siłę Czarnego kwadratu.

DOBROBYT (reżyseria Árpád Schilling, Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera, premiera 10 lipca 2020). Młoda para, Wera i Jakub, choć to nie jest ich podróż poślubna, ale wypad kochanków na weekend wygrany na loterii, zjeżdża z wielkimi nadziejami do położonego na odludziu luksusowego hotelu. Zapowiada się komfortowy wypoczynek, w dodatku bezpłatnie. „Dobrobyt”, nazwa hotelu wielu obiecuje. Ale zwycięzcy loterii przekonają się, że nie wszystko jest takie, jakie być miało. Nic nie zostanie im oszczędzone i nic nie zostanie oszczędzone widzom. Árpád Schilling sięga po terapię szokową, wykorzystując pomysły markiza de Sade’a i horrorów o wampirach. Za sukces trzeba w tym hotelu płacić poniżeniami i krwią. Żeby nie było żadnych wątpliwości: Obsługa, który doprowadza hotel do porządku po następujących po sobie gwałtownych spięciach, przy uprzątaniu śladów przemocy podśpiewuje pod nosem „Heili, Heilo, Heila”.

KAPITAN ŻBIK I ŻÓŁTY SATURATOR (tekst, teksty piosenek i reżyseria Wojciech Kościelniak, muzyka Mariusz Obijalski, Teatr Syrena, premiera 29 lutego 2020) Wojciech Kościelniak wolny od ckliwych wspominków i szyderczych wypominków, zachował balans między dowcipem i nutą liryczną. Nie obyło się jednak bez przerysowania, w końcu to musical o komiksowym rodowodzie. Naiwna akcja jest jedynie pretekstem do wysmakowanej zabawy. Postaci są podmalowane wyrazistą kreską (dosłownie), już charakteryzacją nawiązują do stylistyki komiksu: Kapitan Żbik wygląda i gra jak żywcem z komiksu wyjęty (Łukasz Szczepanik w dublurze z Maciejem Maciejewskim). Zadbał przy tym autor o wiarygodność tła (na scenę wjeżdża prawdziwa warszawa), a choreografia Eweliny Adamskiej-Porczyk zachwyca. Podobnie jak energetyczna muzyka Mariusza Obijaskiego i piosenki z tekstami reżysera.

KOBIETA, KTÓRA UGOTOWAŁA MĘŻA Debbie Isitt (reż. Tomasz Obara, Teatr Kamienica, premiera 16 stycznia 2020). Komediodramat, ukazujący wyrafinowaną zemstę tytułowej bohaterki. Opuszczona przez męża po niemal dwudziestu latach wspólnego pożycia dla młodszej, potrafi się odpłacić z nawiązką. Świetnie napisany tekst, w reżyserii Tomasza Obary lekko odrealniony, poddany zdyscyplinowanemu rytmowi, w minimalistycznej dekoracji i bez rekwizytów, mimo że bohaterowie wielokrotnie symulują spożywanie smakowitych posiłków. Najsmaczniejszy będzie na koniec. W spektaklu króluje Dorota Chotecka, która stworzyła prawdziwą kreację na miarę Virginii Woolf ze sztuki Williamsa. Żongluje emocjami, zmienia nastroje, prowadząc wyrafinowaną grę na śmierć i życie ze swoim wiarołomnym partnerem. Kiedy się śmieje, strach się bać.

KWARTET Ronalda Harwooda (reżyseria Wojciech Adamczyk, Teatr Ateneum, Scena 20, premiera 3 października 2020). Na inaugurację nowej Sceny 20, a to już samo w sobie podczas pandemii podnoszące na duchu, Ateneum sięgnęło po Kwartet Ronalda Harwooda, sztukę dla czworga doświadczonych aktorów z myślą o związanych od wielu lat z teatrem na Powiślu artystach: Marzenie Trybale, mającej grać na zmianę z Sylwią Zmitrowicz, Magdalenie Zawadzkiej, Krzysztofie Gosztyle i Krzysztofie Tyńcu. Aktorzy wydobywają różnice charakterów, temperamentu, poczucia humoru, sposobu bycia swoich bohaterów, tworząc barwny korowód drobnych zdarzeń, napięć, emocji rozpiętych między wybuchami pretensji, złości po godną pozazdroszczenia harmonię i życzliwość. Ich postacie tchną prawdą i mimo że to „tylko” komedia można je polubić.

LUDOBÓJCY (scenariusz, reż. i wykonanie Pranay Pawlicki, teatr Druga Strefa w Warszawie, premiera 30 lipca 2020). Monodram Pawlickiego mógłby być opatrzony mottem z przemówienia Mariana Turskiego w Auschwitz: „Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny”. Idzie przecież o to, aby historia się nie powtórzyła. Aby nie wróciły czasy sprzyjające ludobójcom, gotowych na wszystko, aby okazać swoją pogardę innym. Wprawdzie Pawlicki nie uprawia prostej dydaktyki, nikogo nie poucza ani nie agituje do czynnej walki z antysemitami, rasistami, ksenofobami czy homofobami, ale wzywa do opamiętania, powołując się na mówiące same za siebie przykłady. Wystrzega się komentarzy, choć niekiedy nie może się od nich powstrzymać, choćby wtedy, kiedy przypomina antysemickie wypowiedzi i działania polskiego kleru przed drugą wojną światową czy zachwyty nad osiągnięciami polityki rasowej Hitlera.

LYLY Jacka Popplewella (reż. Krystyna Janda, Och-Teatr, premiera 23 lutego 2020). Ostatnia premiera z udziałem nieodżałowanego Piotra Machalicy. intryga rozwija się za sprawą sprzątaczki Lyly (Krystyna Janda), która o firmie jej pracodawcy Richarda Marshalla wie wszystko. To właśnie ona odnajduje ciało, a potem wezwawszy policję towarzyszy w śledztwie inspektorowi Baxterowi (Piotr Machalica), który – jak się okazuje – jest jej byłym kolegą szkolnym i niefortunnym adoratorem. Co więcej, ciało denata znika i zaczynają się komplikacje. Duet Janda-Machalica wypada znakomicie, wybornie śmieszy, reszta obsady wpisuje się w tę konwencję, choć, niestety, kto nie zdążył obejrzeć, już tego duetu nie obejrzy.

MATKA JOANNA OD ANIOŁÓW wg scenariusza filmowego Jerzego Kawalerowicza i Tadeusza Konwickiego (reżyseria, scenografia, światło Wojciech Faruga, Teatr Narodowy, scena przy Wierzbowej, premiera 5 września 2020.na zdj.). Adaptacja „Matki Joanny od Aniołów” na małej scenie Teatru Narodowego stoi aktorstwem, sugestywną scenografią i zdyscyplinowanym rytmem, w którym bohaterowie zmierzają do zguby. Bo nawet wyniesienie Joanny do niemal świętej za życia ma w obie posmak klęski. Na scenę wraca tu triumfalnie Małgorzata Kożuchowska w roli tytułowej jako ofiara obsesji bezgrzesznej Madonny (hipnotyczne partie choreograficzne), fascynuje postać rozbudzonej zmysłowo siostry Małgorzaty w koncertowym wykonaniu Edyty Olszówki, budzi niepokój obsesjonat Wołodkowicz w kreacji Jarosława Gajewskiego, współczucie oszalały z miłości egzorcysta Suryn Karola Pochecia i sympatię dobroduszny ksiądz Brym Krzysztofa Stelmaszyka. Wszystkie postacie naznaczone są silną, udzielającą się widzom emocjonalnością.

MYKWA Hadad Garlon (reż. Karolina Kirsz, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich, premiera 23 października 2020). Premiera Mykwy miała odbyć się w marcu, ale uniemożliwił to lockdown. Odłożona na kilka miesięcy, okazała się jeszcze bardziej współczesna niż pół roku temu – w końcowej scenie twórczynie spektaklu pokazały fragmenty filmowego zapisu protestu Czarnych Parasolek sprzed kilku lat. W dniu premiery, kilka kroków od siedziby teatru przemaszerowała pierwsza demonstracja przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego. Sztuka opowiadająca o uprzedmiotowieniu kobiet, wiernych tradycjom strzeżonym przez ortodoksów żydowskich, okazała się komentarzem do przemocy okazywanej kobietom w Polsce.

ONI Stanisława Ignacego Witkiewicza (reż. Piotr Ratajczak, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana, premiera 29 stycznia 2020). Spektakl-przestroga przez smutną przyszłością, w której jednostka nie ma już nic do gadania. Zblazowany Bałandaszek (Tomasza Drabek) to zadowolony z siebie konsument, pełen improduktywnej energii, na koniec zaskoczony własną bezmyślnością. Spika Hanny Skargi, prawdziwa aktorka, nie cofa się przed żadnym teatralnym wyzwaniem, świadoma, że przegrała walkę o prawdziwą miłość. Ale teatr ją zabije. Tefuan Adama Cywki, demonstruje swoje obrzydzenie sztuką i staje się ofiarą własnej konspiracji. Przegrywa też Rosika Kai Kozłowskiej, która jako czarna kobieta usiłowała zawładnąć Bałandaszkiem. Urzędowy optymizm krzesze jedynie Abłobuto Antoniego Ostroucha, ale i on granie tej komedii traktuje fatalistycznie. Tu nie ma wygranych. Oni, czyli My, wszyscy dostają w kość.

POWRÓT TAMARY Michała Buszewicza (reż. Cezary Tomaszewski, Teatr Studio, premiera 15 sierpnia 2020), krytyczny powrót do Tamary po 30 latach od premiery, „pierwszego polskiego sprawdzianu prawdziwej komercji w teatrze”, oglądanego w potrójnej perspektywie, czasu akcji, czasu premiery i współczesności. Przedstawienie stoi aktorami, a jego niekwestionowanym królem jest Jan Peszek brawurowo portretujący ramolejącego rewolucjonistę, poetę i kabotyna, polującego nieskutecznie na wdzięki Tamary Łempickiej (Sonia Roszczyk). Nieposkromiony samozachwyt d’Anunzzia idzie w zawody z samochwalstwem erotycznym – stąd nieustanne parady z wystawionym z majtek kapucynem (sztucznym, sztucznym – uspokajam obrońców moralności). Najważniejsze jednak, że wiadomo, o czym to przedstawienie jest. Po pierwsze, o publiczności „Tamary”, o jej złudzeniach i rozczarowaniach. Po drugie, o naszym niepokoju, kiedy znowu zapanował przeciąg historii.

STRYJEŃSKA. LET’S DANCE, ZOFIA! (tekst Anna Duda, reżyserka Joanna Lewicka, prod. Stowarzyszenia Artystów Bliski Wschód, Centrum Spotkania Kultur oraz Teatr Muzyczny w Lublinie, premiera 30 listopada 2018). Jeden z najlepszych monodramów ostatniej dekady. Dorota Landowska maluje portret Stryjeńskiej z wielką siłą emocjonalna, która udziela się widowni. Choć nie jest to typowa opowieść biograficzna, a raczej fragmenty do samodzielnego złożenia przez widza znającego jej dorobek artystyczny, wywiera wielkie wrażenie wtedy, kiedy Zofia usiłuje namalować swój autoportret i cała wymazuje się farbą albo wtedy, gdy odkleja męskie wąsiki czy śpiewa piosnkę góralską „Krywań. Dwie tęsknoty”. Na zwierzenia bohaterki twórczynie spektaklu (nałożyły relację z podróży aktorki śladami jej bohaterki. Tworzy to podwójną perspektywę narracji.

TRZY WYSOKIE KOBIETY Edwarda Albee (reż. Maksymilian Rogacki, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie, premiera 14 października 2020). Dramat nagrodzony Pulitzerem (1994) grzęźnie niekiedy w wielosłowiu, ale trafne skróty i czytelne znaki teatralne sprawiają, że ogląda się ten spektakl w napięciu. Zamiast w zaplanowanym przez dramaturga łożu z koronkowymi poduszkami, w którym leży leciwa, licząca ponad dziewięćdziesiąt lat kobieta, w spektaklu Maksymiliana Rogackiego bohaterka znajdzie się w luksusowym różowym cadillacu, symbolu amerykańskiego sukcesu, majestatycznie płynącym przez środek teatru. To ironicznie ukazany sukces, skoro polega na oczekiwaniu końca. Nieznośna, marudząca, schorowana i zmagająca się z utratą pamięci, ale wciąż władcza staruszka terroryzuje otoczenie. Grażyna Barszczewska z nieomylnym teatralnym instynktem ustanawia równowagą między niesprawnością jej bohaterki i siłą, z jaką podporządkowuje sobie innych.

WOYZECK Georga Büchnera (opr. tekstu i reżyseria Piotr Cieplak, scenografia Andrzej Witkowski, Teatr Narodowy, premiera 15 lutego 2020). Niezwykły, poetycki spektakl. Aż wierzyć się nie chce, że historii tak tragicznej, bez mała mrocznemu kryminałowi Piotr Cieplak nadał formę przypowieści o daremnych ludzkich marzeniach. Cieplak działa obrazami i dźwiękami, w ścisłej współpracy z Andrzejem Witkowskim (scenografia) i twórcami muzyki tworząc emocjonalne sceny rozpięte między snem i brutalnością. Morderca Woyzeck (Cezary Kosiński) w tym świecie sprawia wrażenie kruchej, zaszczutej ofiary.

WRACAĆ WCIĄŻ DO KOMU wg Ursuli Le Guin (reż. Magda Szpecht, TR Warszawa, premiera 6 marca 2020). Premiera tego spektaklu idealnie trafiła w moment przesilenia. Teraz bowiem świat zamarł ze zdumienia, choć był tyle razy ostrzegany i upominany, aby natury nie lekceważyć. I choć nie wiemy jeszcze z całą pewnością, jak doszło do powstania paskudnego wirusa Covid-19 i jaki w tym był udział ludzkiej niefrasobliwości, to wiemy dość, aby przyznać, że był to udział niemały. Tak czy owak, twórcy spektaklu (reżyseria Magda Szpecht, scenariusz i tłumaczenie Łukasz Wojtysko) podjęli się ukazania utopijnego świata wedle Ursuli Le Guin, która 35 lat temu opublikowała powieść o skutkach katastrofy ekologicznej, w wyniku której nastąpiło zejście ze znanej ścieżki rozwojowej naszej cywilizacji.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz