Pinkwart na czwartek: Akronimy i obelgi

Weszliśmy w przedostatnią fazę kampanii prezydenckiej, więc jak zwykle programy polityczne straciły znaczenie (i tak miały niewielkie!), a ich miejsce zastąpiły obelgi. Nie ukrywam, że na to czekałem, bo akurat nagromadziło mi się trochę prania, więc chciałem się poczuć jak w maglu, ale spodziewałem się czegoś lepszego, niż odgrzewany kotlet z poprzednich kampanii, upichcony bez przypraw na Nowogrodzkiej. Choć ówczesny kontrkandydat Trzaskowskiego, jakiś poseł, pieprzył i solił jak umiał, to nie zażarło i poległszy, odleciał do Brukseli. Ale nadal nawet PiS-owscy europosłowie (trochę to brzmi jak oksymoron) nie wiedzą, co to jest to LGBT, choć tego towaru w Brukseli zdaje się nie brakuje. Kiedy piso-poseł z Wiejskiej powiedział, że LGBT to nie ludzie, tylko ideologia, i w ogóle co to LGBT jest, to był przecież taki żarcik niewinny, posłowie PiS-u znani są z poczucia humoru, którego z poczuciem honoru stanowczo nie mieszają. I niepotrzebnie Katarzyna Kolenda-Zaleska go wywaliła z wizji: wystarczyło mu przecież wyłączyć fonię: niechby sobie tam był na ścianie w charakterze ładnego obrazka. Jak nie mówi, to da się go nawet wysłuchać.

Ale wziąłem to wszystko na serio – bo o tym, że LGBT to nie ludzie, tylko ideologia, w dodatku gorsza niż komunizm, powiedział też prezydent wszystkich popierających go Polaków, no a ten urząd wymaga szacunku. Jak obecny prezydent pokazuje się w telewizji, to zaraz wstaję. Baterie w pilocie mi się rozładowały, nie mam kiedy wymienić, więc żeby przełączyć kanał, muszę wstać. Oczywiście, jak napisał Witkacy, wielu nieporozumień można by uniknąć, gdyby najpierw zdefiniować pojęcia, którymi się ludzie posługują. Dodam nieskromnie od siebie: i gdyby ludzie rozumieli pojęcia, którymi się posługują. To, że panowie prawnicy (prezydent, poseł i pan Kaczyński, który przez technikę wyparcia wyciągnął tego diabła z pudełka) nie wiedzą co to jest LGBT – mogę zrozumieć: to skomplikowany akronim, wywodzący się z języka angielskiego, określający ludzi (ludzi!) o niestandardowych, ale istniejących w sposób naturalny preferencjach seksualnych. Co to ma wspólnego z jakąkolwiek ideologią? Widmo krąży ponad światem  – zapewne nigdy tego nie czytał doktor Duda, bo po ukończeniu podstawówki imienia komunistycznego działacza młodzieżowego, skądinąd też studenta prawa Janka Krasickiego z dziełami Marksa i Engelsa nie miał do czynienia, zwłaszcza jeśli uważa, że komunizm to mały pikuś w porównaniu z ideologią LGBT. Ale słowo ideologia nie powinno być niezrozumiałe dla działaczy PiS. Ideologia to uporządkowany zbiór poglądów  religijnych, politycznych, prawnych, przyrodniczych, artystycznych, filozoficznych, służący ludziom je wyznającym do objaśniania i zrozumienia otaczającego świata. W rozumieniu węższym – to nauka o ideach. Według prawicy owa mityczna ideologia LGBT służy seksualizacji dzieci w szkołach w celu zwiększenia ich podatności na wpływy LGBT. Już bardziej bzdurnego sięgania prawą ręką do lewego ucha trudno sobie wyobrazić. Jakie wspólne poglądy i idee mają geje i lesbijki? Osoby transpłciowe i biseksualne? Czy tłumaczenie dzieciom, że nie przyniósł ich bocian, tylko urodziły się, bo ich rodzice się kochali jest zbrodnią? A może LGBT-owcy chcą siłą przymuszać chłopczyków do bawienia się lalkami, zamiast bicia się i ciągnięcia koleżanek za mysie ogonki? A oglądanie się przez dziewczynki za samochodami będzie surowo zabronione i poskutkuje odebraniem deseru i obowiązkiem zrobienia w przedszkolu dodatkowej kupki?

Nieraz odnoszę wrażenie, że politycy prawicy uważają, że homoseksualizmem można się zarazić, albo z namowy jakiegoś działacza LGBT można stracić pociąg do osobników przeciwnej płci, a zapałać miłością do byka albo kota. Z bykiem to jeszcze wyszło (choć z opłakanym skutkiem) królowej Pazyfe na Krecie, no ale z kotem? Wykluczone.

Najgorsze jednak są te akronimy. LGBT, rozsławione przez PiS, jest skrótem międzynarodowym, choć tylko w Polsce ma charakter wyzwiska, bo łączy się z niezrozumiałym dla prawicy rzeczownikiem ideologia. Ale wyobraźcie sobie zagranicznego dziennikarza, który musiałby przetłumaczyć swoim czytelnikom depeszę PAP-u o tym, że według PiS politycy PO i ZSL mieli swoich ludzi nie tylko w NBP, ale i w PZU i dopiero IV RP wprowadziła odpowiednią kontrolę nad KGHM i PGNiG-e, umieszczając fachowców z PAN-u i PAU w GUS-ie, a nawet ZUS-ie, co zostało dobrze przyjęte przez obywateli, według badań OBOP-u i CBOS-u. Nie ma nadal jasności co do obsady stanowisk w PWPW i, oczywiście, w Polmosie.

W tej sytuacji męska, dziarska i jednoznaczna deklaracja Jarosława Kaczyńskiego o chamskiej hołocie w Sejmie brzmi jak odświeżający jednoznacznością powiew poranka, choć niektórzy uważają, że w jego ustach wygląda to jak nieoczekiwana samokrytyka. Dlatego z całą mocą należy odrzucić chamską i hołociarską wypowiedź działacza usytuowanej na prawo od PiS-u Konfederacji o tym, że na pewno nie będzie on głosował na PiS-owską żydokomunę. Niektórym się wszystko kojarzy z jednym…

Wracając do wątku: tak jak LGBT nie jest żadną ideologią, tak samo PiS nie jest stanem umysłu. I tu, i tu są ludzie. Ostatnio poseł – profesor katolickiego uniwersytetu i członek Komitetu Wyborczego Andrzeja Dudy stwierdził, że geje to nie są normalni ludzie, więc im się prawa człowieka nie należą. A prezydent tego nie potępił. Cóż… my – każdy pojedynczy człowiek – mamy prawo do wyboru swoich znajomych i swojego prezydenta. Natomiast my jako społeczeństwo musimy pogodzić się z tym, że ci żyjący obok nas ludzie są tacy sami jak my. No – może troszkę inni, i to właśnie stanowi o urodzie życia.

Maciej Pinkwart

18 czerwca 2020

Dodaj komentarz