Koniec imperium

Z archiwum przed premierą online: O „Uroczystości” w reżyserii Grzegorza Jarzyny pisał po premierze 19 lat temu Tomasz Miłkowski:

Począwszy od tej premiery nie będzie już można mówić o Rozmaitościach, że są teatrem formalnych poszukiwań, pokazywania języka akademikom albo prowokacji dla rozgłosu. Jeśli ktoś tak powie, będzie kłamcą.

Przedstawieniem Uroczystość Grzegorz Jarzyna dowiódł, że w swoim teatrze nie tylko chce mówić własnym językiem, ale mówić o sprawach, które nikogo nie powinny pozostawić obojętnym. Po raz pierwszy od lat zobaczyłem spektakl, który tak idealnie łączy pasję demaskatorską, bez mała publicystyczną, z wielką dyscypliną artystyczną.

Uroczystość jest opowieścią pars pro toto, tak to przynajmniej opowiada Jarzyna (inaczej niż w filmowej wersji Festen). Na poziomie podstawowym jest anegdotą o molestowaniu seksualnym własnych dzieci przez bezkarnego ojca. Na poziomie uogólnienia jest parabolą-protestem przeciwko wszelkiej bezkarności i złowieszczo dobremu samopoczuciu ludzi zdeprawowanych, a mających władzę. Jest opowieścią o końcu pewnego imperium, które potęgą swoich wpływów uniemożliwia mówienie na głos prawdy, które tę prawdę ignoruje nawet wówczas, kiedy została wypowiedziana.

O sukcesie tego spektaklu decyduje poetyckie naddanie. Jarzyna nie zatrzymał się na neonaturalistycznej relacji o wydarzeniach w pewnej rodzinie. Wydarzenia te, rzecz jasna, przedstawił, ale nadał im poetycki wymiar, zmetaforyzował. Niezapomniana scena, kiedy dwie dziewczyny podają do stołu bażanty, wbija w fotel: oto dowiedzione zostały niewybaczalne zbrodnie ojca, a tu, jakby nic się nie stało, trwa balet kunsztownie przyozdobionych półmisków, wzbijający się ponad rzeczywistość, trwa uroczystość. Jeśli rzeczywistość okazała się skalana, tym gorzej dla rzeczywistości – prawdą jest uroczystość. Do czasu jednak, bo wybuchowa mieszanka, której dodaje do potraw zbuntowany syn Christian (wstrząsająca kreacja Andrzeja Chyry), musi eksplodować.

W spektaklu wspaniale koegzystują aktorzy kilku pokoleń i rozmaitych szkół, dając wycieniowane portrety, a wśród nich w rolach babci i dziadka, Danuta Szaflarska i Bronisław Pawlik, w roli ojca Jan Peszek – rola wystudiowana w każdym szczególe, potwór wcielony, maszyna do władania, który próbuje reżyserować rzeczywistość aż do końca. Pamiętne postaci stworzyli również Ewa Dałkowska, Danuta Stenka, Marek Kalita i Magdalena Cielecka (pełna dziewczęcego uroku).

To jest ważne przedstawienie. Trzeba je koniecznie zobaczyć. To jest teatr, który chce być czyś więcej niż tylko miejscem do grania sztuk.

TOMASZ MIŁKOWSKI

_________________

Thomas Vinterberg, Mogens Rukov, adaptacja Bo hr. Hansen, reżyseria H7 [Grzegorz Jarzyna], scenografia Małgorzata Szczęśniak, kostiumy Magdalena Maciejewska, muzyka Paweł Mykietyn, Piotr Domiński, opr. muzyczne H7 [Grzegorz Jarzyna], choreografia Iwona Olszowska, światło Piotr Pawlik, 5 czerwca 2001

„Koniec imperium”
Tomasz Miłkowski
Trybuna nr 141
19-06-2001

Dodaj komentarz