LETNICY

Po petersburskiej premierze (1904) łajano autora, że wystawił taki portret inteligencji, że niepotrzebnie ją zbeształ, a sam nie potrafił złożyć porządnego dramatu. Tylko gadają, gadają, gadają i czort wie, co z tego wynika.

Podobne opinie słychać i dzisiaj, a to najlepszy dowód, że 100 lat po premierze dramat Gorkiego wciąż trafia w sedno: inteligencja odkleiła się od rzeczywistości, straciła duchowe przywództwo, porzuciła dawne ideały i zajmuje się groszoróbstwem. Gorzkie to słowa, ale kto ma oczy do patrzenia a uszy do słuchania z łatwością znajdzie analogie. Toteż „letnicy”, czyli ludzie na wiecznym urlopie od odpowiedzialności, uwierają sami siebie. Nie potrafią znaleźć sobie miejsca albo odrobiny prywatnego szczęścia. Coś się w ich życiu rozkleja i nie składa, entuzjazm przygasł. To wszystko widać na scenie (choć nie zawsze słychać, najwyraźniej emisja głosu u części aktorek zawodzi) za sprawą najsilniejszych postaci, które przekonująco budują Beata Ścibakówna (to grana przez nią Maria Lwowna wypowiada kluczowe słowa sztuki; „Powinniśmy być inni”), Mateusz Rusin, Krzysztof Stelmaszyk i Mariusz Benoit.

W porażającej bieli (w scenografii to kolor dominujący obok zieleni) i niedookreślonej przestrzeni trwa dramat niespełnienia, nad którym zawsze warto się pochylić z uwagą. Tak jak to czyni Maciej Prus.

LETNICY Maksyma Gorkiego, tłum. Stanisław Brucz, reż. Maciej Prus, scenografia Jagna Janicka, kostiumy Martyna Kander, światło Maciej Igielski, oprac. muz. Małgorzata Małaszko, Teatr Narodowy, premiera 9 listopada

[tm]

Dodaj komentarz