Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska (1946-2019)

Mija już kolejny miesiąc bez Wali. Trudno to sobie uzmysłowić, szczególnie gdy najlepsza, bo bliska i serdeczna znajomość – przyjaźń trwały blisko pół wieku.

Spotkałyśmy się na podyplomowym studium dla krytyków sztuki artystycznej w Warszawie. Wala przyjechała z Koszalina z gazety, ja z Gdańska z radia. Pierwsza nasza dyskusja dotyczyła sposobów edukacji w dziedzinie kultury. Obie byłyśmy młode, w zawodzie dziennikarskim wręcz smarkate, pełne naiwnych marzeń i wyobrażeń. Obie byłyśmy teatromankami i namiętnymi czytelniczkami. Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska zadebiutowała opowiadaniem „Filip zbiera ulęgałki” w 1969 roku na antenie Radia Bydgoszcz – czytam w Jej dossier. A pracowała w Koszalinie, z którego trafiła do Warszawy. Była w kilku redakcjach, pisała i wydawała książki, także pod pseudonimem Ion Walon. Przeszła – jak całe nasze pokolenie – historyczne wydarzenia. Zmiany oceniała racjonalnie i ze sprawiedliwym osądem. Daleka była od taniej egzaltacji i spektakularnego „układania” się w zależności od tzw. okoliczności. A mogłaby… gdyby tylko chciała. Ale nie chciała. Była wierna sobie i swoim poglądom, a przy tym konsekwentna w realizacji własnego sposobu na życie.

Dziennikarstwo doraźne zamieniła na literaturę. Napisała kilka własnych książek, ale Jej największą pasją były tłumaczenia. Tak na serio poświęciła się temu zajęciu w latach 90. ubiegłego stulecia. Z języka rosyjskiego tłumaczyła współczesną literaturę. Uważała słusznie, że nasz rynek wydawniczy za mało interesuje się współczesną, wartościową literatura rosyjską. Śledziła to, co się ukazywało i z uporem tłumaczyła najnowsze pozycje rosyjskiego dramatu, literaturę faktu i publikacje historyczne. Z uporem też powtarzała, że tłumaczy to, co wartościowe i warte zauważenia. Żartowała, że nie boi się zaszufladkowania, że zajmuje się w czasach antyrosyjskich nastrojów po przełomie 1989 roku „literaturą wroga”.

Poważną decyzją translatorską Walentyny było przetłumaczenie książki Antoniny Mole-Bielutin – historyczki sztuki i pisarki o polskich korzeniach, opowieści o dziejach inteligencji polskiej na emigracji w Moskwie w XX wieku, to była 600 – stronicowa publikacja zatytułowana „Wiek XX widziany z Moskwy. A jednak – niech będzie pochwalony!”. Praca tłumaczki nad tą pozycją trwała kilka lat. Łącznie Wala przetłumaczyła blisko dwadzieścia poważnych pozycji literackich, dzięki Niej na rynku polskim pojawiła się proza Aleksieja Warłamowa, Władimira Kantora, Anatolija Kryma czy Edwarda Kaczergina. Jej ulubionym pisarzem był Zygmunt Krzyżanowski, Polak, który pisał po rosyjsku. Jego publikacje to znaczące osiągnięcie translatorskie Wali, tym bardziej że sami Rosjanie piszą o Krzyżanowskim, że był „pisarzem rosyjskim polskiego pochodzenia” i jest „odkryciem rosyjskiej literatury ubiegłego stulecia”.

Ostatnie dwie pozycje, które zostały przetłumaczone przez Walę Mikołajczyk-Trzcińską i wydane (każda zupełnie inna) mają szczególny charakter. Biografia Anny German „Sto wspomnień o wielkiej piosenkarce” Iwana Iliczewa-Wołkanowskiego znalazła czytelników i cieszy się dużym powodzeniem, a publikacja Dymitrija Mittiurina „Feldmarszałek Paskiewicz. Historia kariery idealnej” uznawana jest przez znawców historii Rosji za czasów Mikołaja I za pozycję wręcz wyjątkową. Warto pamiętać, że Paskiewicz był również Namiestnikiem Królestwa Polskiego.

Jakie są tłumaczenia Walentyny Mikołajczyk-Trzcińskiej? Rzetelne i bardzo dobrze osadzone w kulturze języka polskiego.

Wala pracowała cierpliwie i systematycznie. Miała swój dopołudniowy kilkugodzinny rytm. Czasami tylko narzekała, kiedy wydawcy zwlekali z terminem publikacji. Pracowała dużo, ale na rozmowy z przyjaciółmi o sprawach małych i dużych zawsze miała czas. Nie była wtedy znużona. Umiała słuchać uważnie, podpowiadała z rozwagą. Była (ciągle nie mogę się przyzwyczaić do czasu przeszłego) dla mnie jedną z ważniejszych osób w momentach nie tylko trudnych, ale również w rozmowach o banalnej, drażniącej rzeczywistości. Potrafiła rozładowywać sytuacje i potrafiła spokojnie od nowa układać świat nawet po wielkiej burzy.

Brakuje Jej bardzo do wielkich i małych rozmów, brakuje Jej zaangażowania iuczciwości w działaniu i wartościowaniu. Brakuje Jej w Związku Literatów Polskich – Oddziale Warszawskim, w Stowarzyszeniu Kultury Europejskiej (SEC), w Klubu Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, w gremiach jurorów oceniających dorobek literacki i teatralny. Będzie brakowało Jej publikacji w „Autografie”.

To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych. Wali z Jej radością i pogodą ducha, spokojem i nerwem, kiedy coś działo się w beznadziejny sposób, nie zastąpi nikt.

Żegnaj Przyjaciółko, mądry Człowieku i mój dobry Duchu!

Alina Kietrys

Tekst publikowany w „Autografie” 2019 nr 3

Dodaj komentarz