Alina Kietrys – dziennikarka: informator, nauczyciel, wychowawca

Dziennikarka i krytyk teatralny, wykładowca umiejętności i zasad dziennikarskich i krytycznych na pomorskich uniwersytetach, działaczka Klubu Krytyki Teatralnej. Od wielu lat organizatorka w imieniu Prezydenta Miasta Gdyni konkursu na recenzję teatralną, który dostarczył polskiej prasie co najmniej kilku już znanych i utalentowanych krytyków.

Prywatnie serdeczna i spokojna. W pracy zawodowej wymagająca, a gdy trzeba – ostra i stanowcza.

A prócz tego Autorka ważnej książki „Niespokojni” (2014 – PWN), zawierającej teksty o sześciu Polakach związanych z naszą historią i polityką oraz kulturą – literaturą, sztuką, teatrem. Byli to w kolejności alfabetycznej: Lech Bądkowski, Jan Karski, Stefan Kisielewski, Marian Kołodziej, Jacek Kuroń i Kazimierz Moczarski.

We wstępie „Od Autorki” – Alina Kietrys napisała o swojej drodze życiowej, w przerażającym skrócie ujmując dzieje naszego pokolenia: „Jestem powojenna – jak mówiło się w mojej rodzinie – ale z niepokojem wojennej traumy i i kresową mitologią przeniesiona zostałam z przypadku a nie z wyboru do Gdańska. Nie pamiętam walk i zmagań tuż po II wojnie światowej, ale Stalin jawił mi się w przedszkolu, Październik `56 w podstawówce, Marzec `68 na studiach. Grudzień `70 już w dziennikarskiej pracy. A potem historyczne miesiące od Czerwca `70 aż do Sierpnia `80 i dalej do Grudnia `81 nabierały gwałtownego przyspieszenia również dlatego, że mieszkałam i pracowałam w kolebce Solidarności. Do roku `89 – jak wielu moich rówieśników – dotarłam z niepokojem i nadzieją”.

Nadzieję diabli wzięli, niepokój nie tylko pozostał, ale urósł, rozwiewany wiatrami od morza z b kolebki Solidarności po całym Kraju. Taki los przypadł nam, nie od dziś. Co 50 lat – dramat, tragedia, upadek. I co 50 lat spod tej „skorupy”, co wokół nas „sucha i plugawa”, z głębi, o której wieszcz Adam Mickiewicz mówił, że „wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi” ukazują się siły odrodzenia: działacze Oświecenia hodują światłe i niezłomne pokolenie, którego potomkowie wreszcie w 1918 roku po 123 latach niewoli doprowadzą do Polski Odrodzonej. Ale wcześniej, po każdym nieudanym zrywie wolnościowym i każdej kolejnej klęsce będą zbierać siły, opracowując patriotyczno-pozytywistyczny plan wewnętrznego odrodzenia – nie tylko wojskowego, a kulturalnego, naukowego, oświatowego, gospodarczego.

Alina Kietrys w swoim słowie wstępnym napisała dalej: „Zawodowo kontaktowałam się z bardzo różnymi ludźmi, znaczącymi politycznie. Od rewolucjonistów do przegranych. Byłam w miejscach, o których dzisiaj tworzy się legendy, spotykałam ludzi, którzy dla mnie i dla moich rówieśników stanowili wzorzec zachowań i postaw. I właśnie o tych NIESPOKOJNYCH chciałam napisać. Poznałam ich osobiście albo przez kontakty z ich rodzinami. Każde spotkanie zostawiało trwały ślad. Te osobiste historie oddaję dzisiaj moim Czytelnikom z nadzieją, że też odnajdą w nich coś ważnego dla siebie.”

O postaciach, którym Alina Kietrys poświęciła swoją książkę napisano w Polsce, zwłaszcza po roku 1989, wiele tomów. Opublikowano ich dzieła, dzienniki, listy. Wydano monografie (czasem nie jedną a dwie, trzy lub kilka!) o ich działalności politycznej, społecznej czy kulturalnej – literackiej, plastycznej, muzycznej. Napisano wspomnienia – prawdziwe lub służące za alibi, paszport, portret wspominającego. Emitowano programy radiowe i telewizyjne. Nakręcono filmy. Ale Alina Kietrys wróciła do podstawowych zagadnień – rodowodu wyprowadzonego w tradycji i rodziny. Interesowały ją przy Jej bohaterach dwa zagadnienia – losy, znaczenie i ocena (aktualna za życia i pośmiertna) działań dla Kraju oraz osobowość i wizerunek pozostawiony w rodzinie – małżonkom, dzieciom, wnukom, przyjaciołom, sąsiadom, mieszkańcom z okolicy. Pointuje je swoimi opowiadaniami o dawnych spotkaniach i rozmowami, zachowanymi w formie dokumentów, notatek, nagrań , wywiadów.

Ale znaczenie jej książki jest o wiele szersze – w tle wszystkich rozdziałów wciąż powraca do czytelnika pytanie postawione kiedyś w wierszu Jana Lechonia pt. „Przypowieść”. Pytanie ale i odpowiedź, jak to u nas zawsze jednaka:

(…) Od dawna wszystko to wiedziałem,

Wiedziałem, że nikt twoich ran Ci nie odwdzięczy,

Bo niczym krew, co płynie, przy złocie, co brzęczy , (…)

Bo czym jest duch anielski, przy szatańskiej sile?

Jak żal mi, że ci oczy nareszcie otwarto”.

A żołnierz milczał chwilę (,…)

(…) „Czy warto?”… Odpowiedział: „Ach! Śmieszne pytanie!”

Pierwsze miejsce, nie tylko z racji alfabetu, zajmuje Lech Bądkowski (1920-1984), dziennikarz, pisarz, działacz społeczny i polityczny. Pośród przedstawicieli inteligencji, którzy postanowili wykorzystać strajkowy zryw robotniczy dla swoich celów (Bronisław Geremek, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki) był jedynym człowiekiem z odpowiednim zawodowym przygotowaniem praktycznym i teoretycznym oraz doświadczeniem predestynującym do uprawiania nie kontestacji a konstruktywnej polityki.

O jego postawie Alina Kietrys napisała: „Ale równocześnie wszyscy (…) wiedzieli, że twardo stał na ziemi, był realistą, legalistą, regionalistą i państwowcem.” Po czym dodała, za Cezarym Prądzyńskim-Obrachtem, że postulowany przez niego przy każdej okazji regionalizm „nie kłócił się z ideą silnego państwa, a wręcz przeciwnie – był jego fundamentem. A na jakość państwa, jego struktury, sposób zarządzania, pozycję ekonomiczną, możliwości polityczne kładł zawsze bardzo silny nacisk. To było zresztą podstawowym elementem jego sporu z PRL-em” (s. 12).

Następny rozdział o Janie Karskim, a właściwie Janie Kozielewskim, przypomina jego wojenne misje i zasługi: raporty dotyczące działalności Polskiego Państwa Podziemnego, eksterminacji Żydów dokonywanej przez Niemców na ziemiach polskich, przedstawiane w 1942 roku w Wielkiej Brytanii i 1943 w Stanach Zjednoczonych – w rozmowach z brytyjskim ministrem Anthony Edenem i prezydentem Franklinem Rooseveltem.

Zestawia jego postać z innymi emisariuszami (Jerzy Lerski, Jan Nowak-Jeziorański) i działaczami emigracji. Zwraca uwagę na ważne funkcje pełnione w Stanach Zjednoczonych w CIA i FBI. Opowiada o życiu prywatnym Jana Karskiego i jego rodzimie. Cytuje cechy osobowościowe Jana Karskiego zestawione przez Macieja Wierzyńskiego: „Karski nie występował ani w Wolnej Europie, ani Głosie Ameryki. Nie pisywał też do „Kultury”. Pozbawiony był skłonności autoreklamiarskich. Miał bardzo silne poczucie własnej wartości, ale do pierwszych rzędów się nie pchał (…). ” (s. 61).

Rozdział o Kazimierzu Moczarskim przybliża postać autora głośnego tekstu drukowanego we wrocławskiej „Odrze” pt. „Rozmowy z katem”, a od premiery (1977), wyreżyserowanej przez Andrzeja Wajdę w Teatrze Powszechnym w Warszawie za dyrekcji Zygmunta Hubnera, granego na wielu scenach polskich. Wspomina jego pracę w Kierownictwie Walki Podziemnej w Warszawie oraz dramatyczne przejścia jego i jego małżonki w koszmarnych latach stalinowskich, gdy w więzieniach doświadczyli wyszukanych tortur i śledztwa z czasów Radkiewicza, Romkowskiego, Różańskiego.

W książce Aliny Kietrys po raz pierwszy obszernie od strony prywatnej została ukazana postać wybitnego scenografa Mariana Kołodzieja. W dniu 14 czerwca 1940 roku niemieccy zbrodniarze osadzili Mariana Kołodzieja w Wasserkomando w obozie koncentracyjnym Auschwitz (Oświęcim). Miał wówczas 18 lat. W 1944 został skazany na blok 11 – pewną śmierć. Uratował go więzień nr 20.034 Tadeusz Szymański pracujący w obozie w Politische Abteilung. Utożsamił go z zamordowanym wcześniej więźniem o tym samym imieniu i nazwisku. W kościele Franciszkanów w Harmężach eksponowane są rysunku Mariana Kołodzieja ukazujące koszmar życia w obozie pt. „Klisze pamięci. Labirynty Mariana Kołodzieja.” „Są to” – pisze Autorka : „Portrety bezimiennych, tysięcy w wędrówce, ciał w szaleństwie męki, konwulsyjnie skręconych ludzi–szkieletów, którzy szukali przeżycia, nie zwracając uwagi na innych (opowieść o kanibalizmie wydaje się nie do udźwignięcia)…” (…). „To przeżył Kołodziej.(…) w jego scenografiach było tyle zakamuflowanej rozpaczy” (s.153-154).

W archiwum Centrum Świętego Maksymiliana [Kolbe] znajduje się maszynopis Mariana Kołodzieja, cytowany przez Alinę Kietrys: „Umierałem tu (od 14 czerwca 1940 roku) między Sołą a Wisłą, w tej malarycznej okolicy, w ciągłym błocie, gniłem wykańczany biciem i pracą ponad siły, głodem, biegunką, tyfusem, zjadany przez wszy, poddawany eksperymentom pseudomedycznym, nieludzko poniżany, obdarty z odzienia, wykąpany w lizolu, pozbawiony imienia i nazwiska, już tylko numer 432…” (s. 153).

Po relacjach z czasów II wojny światowej, Alina Kietrys wspomina jego studia scenografii pod kierunkiem Karola Frycza w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, współpracę z Teatrem Teatrze Rapsodycznym, gdzie zaprojektował dekoracje do przedstawienia „Legendy złote i błękitne”, recenzowanego przez Karola Wojtyłę, dla którego jako Jana Pawła II – Papieża Polaka projektował ołtarze podczas wizyt w Polsce (1987, 1999) – na Zaspie w Gdańsku i w Sopocie. W Sopocie „To była „Droga kaszubska” (…) wśród niezliczonej ilości rzeźb, krucyfiksów wykonanych przez ludowych artystów” (s.152).

W wielkim skrócie Alina Kietrys opisuje dorobek scenograficzny Mariana Kołodzieja.

Plastycznie i nadzwyczaj trafnie charakteryzuje jego artyzm: „(…) był mistrzem detalu, ale także wizjonerem, którego wyobraźnia rozsadzała często przestrzeń pudełkowej sceny.: (s. 156), a kostiumy są „nieomylnym znakiem wartości moralnej bohaterów” (s. 156).

A potem przybliża nam prywatną sylwetkę Mariana Kołodzieja, związanego z wybitną gdańską aktorką Haliną Słojewską. Rozdział o Marianie Kołodzieju tworzy pasjonującą lekturę, zmuszając do zadumy i nad ludzkim życiem i nad losami Polaków.

Dwa pozostałe rozdziały zostały poświęcone Stefanowi Kisielewskiemu i Jackowi Kuroniowi. Nawiązując do wypowiedzi rodziny, bliskich, przyjaciół oraz do wcześniejszych publikacji została przypomniana ich twórczość, działalność i sylwetki psychologiczne.

W opowieści o Jacku Kuroniu zwracają uwagę rzeczowe informacje o dalszych losach jego rodziny, walczących dramatycznie o własne utrzymanie, o podtrzymanie rodzinnych zwyczajów i więzi oraz dobrej pamięci o działalności Jacka Kuronia, o co dziś bardzo trudno z uwagi na jego trzy incydenty biograficzne: utworzenie „czerwonego” – jak wówczas mówiono – harcerstwa (Jacek Kuroń pracował w stołecznym Wydziale Harcerskim Związku Młodzieży Polskiej), utonięcie na Przyczółku Czerniakowskim kilku zuchów harcerskich pozostawionych bez opieki, co w latach pięćdziesiątych zbulwersowało mieszkańców Warszawy (nie wiem jako prawda, czy plotka), zło wyrządzone wielu milionom szarych obywateli przez wprowadzenie reform Leszka Balcerowicza i posłuchanie doradcy Jeffreya Sachsa, gdy był ministrem pracy i polityki socjalnej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, choć przeciwko takimi posunięciami przestrzegał go przyjaciel prof. Karol Modzelewski.

Niezależnie od tego, co sobie kto pomyśli o życiu w PRL – szarych obywateli, robotników i opozycjonistów – książka Aliny Kietrys dobrze służy wybranym bohaterom i czytelnikom, zwracając uwagę nie tylko na dokonania i osobowości bohaterów, ale także na wagę w życiu społecznym i narodowym rodziny: przechowywanych w rodzinie tradycji i utrwalanych więzi pokoleniowych – pomocnych nie tylko w życiu indywidualnym, ale także we wszelkich podejmowanych działaniach dla dobra Kraju i współobywateli, a czasem – jak w przypadku Jana Karskiego – dla całego świata; mimo że świadectwa tego polskiego emisariusza i kuriera dotyczące działalności Polskiego Państwa Podziemnego, a zwłaszcza eksterminacji Żydów dokonywanej przez Niemców na ziemiach polskich, przedstawiane w rozmowach z brytyjskim ministrem Anthony Edenem (1942) i prezydentem Stanów Zjednoczonych Franklinem Rooseveltem, były przyjęte z powątpiewaniem.

A ponadto, co nie jest bez znaczenia, Alina Kietrys napisała i wydała „Niespokojnych” w czasach, gdy w podręcznikach szkolnych nie ma czytanek o narodowych bohaterach czy polskich działaczach niepodległościowych, dziś znanych już niewielu Polakom, a na pewno nieznanych większości młodzieży. I ukazała w niej nie tylko swoje przywiązanie do Kraju i jego historii, ale także znaczenie dla wychowania obywatelskiego – narodowego, patriotycznego, społecznego więzi rodzinnych i tradycji – tak wielką role pełniących w biografiach Jej bohaterów. Nie często to dziś spotykana celna pedagogika dziennikarska.

Bożena Frankowska (Warszawa, 29 IX 2019)

Dodaj komentarz