Z fotela Łukasza Maciejewskiego: „WSTYD” TO HIT

Premiera WSTYDU Marka Modzelewskiego w Teatrze Współczesnym w Warszawie w reżyserii Wojciecha Malajkata:

Narzekamy, najzupełniej słusznie, że rodzima dramaturgia od lat cierpi na deficyt dobrych sztuk, które mogłyby śmiało konkurować z zachodnimi – stąd w polskich teatrach wysyp dramatów angielskich, francuskich, amerykańskich. „Wstyd” Marka Modzelewskiego, którego prapremiera odbyła się w Teatrze Współczesnym, wypełnia tę lukę z nadwyżką. To dramat nie tylko świetnie skrojony, niezwykle dowcipny, ale także dotkliwie diagnozujący tak zwany polski charakter.

Jeżeli o Teatrze Współczesnym pisze się często, że jest sceną dla inteligenta, to sztuka Modzelewskiego idealnie wpasowuje się w ów model. Na scenie zaprojektowanej przez Wojciecha Stefaniaka oglądamy zaplecze domu weselnego. Kartony alkoholi, drewniane krzesełka, wypełnione kosze na śmieci. Zza lekko uchylonych brzmi dobiega rzępolenie disco polo. Impreza jest jednak kwaskowata, a miny biesiadników nietęgie. Ślub się nie udał, ślub się nie odbył, narzeczony zbiegł, narzeczona również. Straszny wstyd. Wstyd po raz pierwszy, drugi, trzeci, czwarty… Na placu boju pozostają rodzice młodych. To będzie opowieść o nich. To będzie nasza wspólna historia.

Dwie zwaśnione rodziny, dwie Polski, skonfliktowane ze sobą prywatnie, w ogóle żyjące konfliktem na co dzień. A ponieważ pierwszą parę grają gościnnie we Współczesnym Iza Kuna i Jacek Braciak, a drugą – Mariusz Jakus i Agnieszka Suchora, „weselna” przypowieść o polskiej rodzinie wypełnia się aktorską brawurą. Chwała Wojciechowi Malajkatowi, reżyserowi spektaklu, za to, że dokładnie wiedział, gdzie postawić pauzy, jak poprowadzić aktorów, aby to, co dostajemy było jednocześnie zabawne (dawno tak głośno nie śmiałem się w teatrze), jak i gorzkie, chwilami przejmujące. Iza Kuna daje tutaj swoją najlepszą teatralną rolę od lat. Jej Gosia – pełna wigoru, złości na siebie i innych, chwilami wulgarna, kontruje się z drobnomieszczańską Wandą Agnieszki Suchory – postaci trochę z Gogola, trochę z Mrożka, a najpełniej z Modzelewskiego. Znakomity jest również Mariusz Jakus grający męża Wandy. Stara się racjonalizować rzeczywistość, szuka rozwiązań, ale brakuje mu intelektulanego zaplecza do tego rodzaju konkluzji. Wreszcie Andrzej, grany przez Jacka Braciaka mąż Gosi. Poczciwy grzesznik, błyskotliwy i bezlitosny. Wszyscy, cały kwartet, uzyskują doskonałe sceniczne porozumienie. Wbrew pozorom, to zawsze jest widoczne. Aktorzy świetnie czują się ze sobą na scenie, pracując z dobrym reżyserem na znakomitym tekście. Nie tylko jestem spokojny o frekwencyjną przyszłość „Wstydu” na deskach Współczesnego, ale i o powodzenie kolejnych wystawień tej sztuki w naszych teatrach. Bez najmniejszych wątpliwości – „Wstyd” to jest hit.

Łukasz Maciejewski

[Pierwodruk: tygodnik „Wprost”]

Dodaj komentarz