AKTORZY WAJDY

Łukasz Maciejewski o cyklu spotkań z aktorami Andrzeja Wajdy w Muzeum Narodowym w Krakowie:

To było, to jest, bardzo filmowe lato. Najgorętszy czas nie tylko w pogodzie, ale również w moim dziennikarskim kalendarzu. Mnogość imprez, spotkań, festiwali. Wędrowałem z miejsca na miejsce jak Polska długa i szeroka, z południa na północ, z Karlowych Warów do Sopotu, z Bydgoszczy do Zwierzyńca, w sumie pewnie kilkadziesiąt miejsc itd. Nie ma żadnej możliwości w krótkim felietonie na podsumowanie tego niezmiernie dla mnie bogatego sezonu, dlatego skupię się na jednym tylko cyklu – rozmowach towarzyszących wspaniałej wystawie „Wajda” w Muzeum Narodowym w Krakowie. Ten prowadzony przeze mnie cykl pod nazwą „Aktorzy Wajdy” zgromadził w Krakowie wielu wspaniałych artystów związanych z mistrzem. Latem odbyły się rozmowy między innymi z Andrzejem Sewerynem, Olgierdem Łukaszewiczem, Krystyną Jandą, Anną Seniuk, Mają Komorowską, wcześniej m.in. z Agnieszką Holland, Wojciechem Pszoniakiem, Anną Nehrebecką, Ewą Ziętek, Jerzym Radziwiłowiczem czy Bożeną Dykiel, we wrześniu czeka mnie jeszcze spotkanie z Januszem Gajosem (wystawa potrwa do 15 września). Niemal zawsze towarzyszyła nam niezmiernie zaangażowana w realizację projektu Krystyna Zachwatowicz.

Początkowo w gmachu głównym Muzeum Narodowego, następnie w plenerze, w Pawilonie Czapskiego, w najpiękniejszych słowach przywoływaliśmy ducha Wajdy. Jaki był? Jak tworzył? Jak rozmawiał z aktorami? Andrzej Wajda powtarzał wielokrotnie, że dobra obsada przesądza o sukcesie filmu. Jego ukochani aktorzy przywoływali często tę myśl. Miał wyborną intuicję. Wojciech Pszoniak mówił, że w „Ziemi obiecanej” pierwotnie miał grać Zuckera (ostatecznie rolę tę zagrał Jerzy Nowak), a Moryca Welta – uwaga – Jerzy Zelnik. Anna Nehrebecka dodawała, że twórca „Ziemi…” w nieodgadniony sposób czułm, jak powinien obsadzać, nawet jeżeli wydawało się to bardzo ryzykowne. Podczas niezapomnianych krakowskich wieczorów rozmawialiśmy oczywiście przede wszystkim o konkretnych tytułach: „Panu Tadeuszu”, „Brzezinie”, „Tataraku”, „Pannach z Wilka”, „Bez znieczulenia”, „Ziemi obiecanej”, „Człowieku z marmuru” czy „Zemście”, ale tło rozmów stanowiło wspominanie pracy reżysera, jego osobowości, stategii twórczej. Z opowieści „wajdowskich” wyłaniał się portret artysty niepodległego, świadomego i jednak bardzo zaskakującego. Były wspomienia wyjątkowe – jak wzruszająca historia Agnieszki Holland, której po wyrzuceniu ze względów politycznych z planu „Człowieka z marmuru” Andrzej Wajda zupełnie serio zaproponował adopcję. Z jego nazwiskiem, miałaby łatwiej. Andrzej Seweryn zapewniał, że to właśnie dzięki Wajdzie, który wystawił we Francji „Onych” Witkacego, rozpoczął się arcyważny, paryski okres wspaniałej kariery aktora. Zapamiętałem również niezwykle barwną relację Jerzego Radziwiłowicza z nielegalnego pokazu „Człowieka z marmuru” w Cannes. Wszystkim wspaniałym wspomnieniom towarzyszyła Krystyna Zachwatowicz Wajda, od czasu do czasu, taktownie, elegancko uzupełniająca wątki, wzbogacająca je o doświadczenie, nazwijmy je, domowe.

To było długie, wspaniałe lato z Wajdą, z filmami Wajdy, wreszcie z krakowską wystawą zrealizowaną pod wodzą Rafała Syski, przypominającą wielkość artysty. Kiedy rozmawialiśmy o „Panu Tadeuszu” i Mickiewiczu, ktoś z publiczności (zawsze były oczywiście komplety), powiedział, że Wajda to dla niego współczesny Mickiewicz, artysta tej samej miary i klasy. Trudno się z tym nie zgodzić. Dobrze, że był, pracował, tworzył tak intensywnie. Dobrze, że z nami jest. Że zostanie. „Aktorzy Wajdy” unaocznili mi coś jeszcze – wszyscy byliśmy jego aktorami. My, widzowie, również.

Łukasz Maciejewski

[pierwodruk: „Kalejdoskop. Magazyn Kulturalny” numer 9 / 2019; foto: Muzeum Narodowe w Krakowie]

Dodaj komentarz