Syrena na rockowo

Tomasz Miłkowski pisze zachwycony w „Dzienniku Trybuna” po premierze ROCK OF AGES w reżyserii Jacka Mikołajczyka w Teatrze Syrena:

Historia jest tu pretekstowa. Walka o utrzymanie klubu „Bourbon Room” w Los Angeles, któremu zagrażają agresywni deweloperzy, i równolegle toczący się wątek miłosny. Miłość, oczywiście z perypetiami, która połączy świeżo zatrudnią w klubie Sherrie, która przybyła z prowincji i szuka swojego miejsca, i marzącego o karierze rockmana Drew. Ale to tylko zworniki serii scenek, prezentujących stare przeboje rockowe. Tak więc opowieść o niegdysiejszej kuźni muzycznych talentów, pod koniec lat 80. będącej już tylko cieniem dawnej świetności, to zaledwie tło. Wprawdzie barwne, bo nie obywa się bez narkotyków, obyczajowej swobody i zbyt mocnego języka dla nieopierzonej Sherrie (a pewnie i nadwrażliwych widzów), ale to tylko przyprawa. Danie główne to energetyczna muzyka wywołująca żywe wspomnienia wśród jej dawnych fanów albo sentyment nowych odbiorców, dla których nowe aranżacje, wykonania i układy choreograficzne okażą się atrakcyjne. A że Jacek Mikołajczyk potrafi zadbać o atrakcje, już wiadomo, i w tym spektaklu potwierdza to po raz kolejny.

Po poprzednich spektaklach musicalowych w Syrenie, ten jest pewną nowością, należy bowiem do musicali składankowych, tzw. jukeboxe’ów, złożonych z piosenek wielu autorów (niczym szafa grająca – stąd ta nazwa). Tradycja spektakli składankowych to stara tradycja Syreny i można by tu wyliczać dziesiątki tytułów opartych na tej zasadzie, choć nie nazywano ich wtedy musicalami. Tak czy owak, taki rodzaj widowiska muzycznego dobrze siedzi w tradycji teatru przy Litewskiej.

Wszystko zależy więc od wykonania, czyli odpowiednio dobranej obsady, która sprawdza się prawie w całości, co potwierdzają sceny zbiorowe z brawurowo przeprowadzonymi finałami pierwszego aktu i całego widowiska. Błyszczy zarówno prowadząca para młodych, Barbara Garstka (Sherrie) i Karol Drozd (Drew), marzący o karierze i miłości, jak i wykonawcy ról drugoplanowych: Natalia Kujawa jako zrewoltowana liderka protestu przeciw deweloperom, Damian Aleksander jako przegrany właściciel klubu czy Magdalena Placek-Boryń w roli szefowej klubu ze striptizem. Kilka tylko ról wydaje się przerysowanych – Grzegorz Wilk jako frontman kapeli rockowej czy Maciej Dybowski jako syn dewelopera za bardzo polują na aplauz widowni.

Prawdziwą gwiazdą wieczoru jest jednak Przemysław Glapiński, tym razem w roli charakterystycznej, jako Lonny, pracownik klubu i jednocześnie narrator spektaklu. Połowę sukcesu zawdzięcza tekstowi, który Mikołajczyk naszpikował przezabawnymi komentarzami, podwójną grą w teatr i odpowiednio dozowaną pikanterią. Glapiński łączy to wszystko bez trudu, ze swobodą „zaczepia” widzów, wszędzie go pełno i nigdy nie za dużo.

Widowisko toczy się w dobrym tempie, płynnie, bez zacięć. Pomaga w tym efektowna choreografia i zaskakująca scenografia (ważną rolę gra w niej toaleta męska), w której wykorzystany zostanie chwyt „deus ex machina”, a nawet przejażdżka starym fordem na zieloną trawkę. Spektakl spaja wystylizowany zespół muzyczny pod kierunkiem Tomasza Filipczaka. Słowem, ogląda się i słucha „Rock of Ages” z prawdziwą przyjemnością. Nawet polujący na tzw. smaczki dostaną coś dla siebie: kilka dowcipnych komentarzy środowiskowych o finansowaniu kultury w Warszawie, zarobkach aktorów, muzyków i podziałach na tych lepiej i gorzej widzianych.

Tomasz Miłkowski

ROCK OF AGES, scenariusz Chris D’Arienzo, aranżacje i orkiestracja Ethan Popp, tłumaczenie i reżyseria Jacek Mikołajczak, kierownictwo muzyczne i przygotowanie wokalne Tomasz Filipczak, choreografia i ruch sceniczny Jarosław Staniek, scenografia Mariusz Napierała, kostiumy Tomasz Jacyków, światło Artur Wytrykus, dźwięk Daniel Szyba, kierownik produkcji Monika Walecka, koproducent Ewa Małgorzata Flis, Teatr Syrena, premiera 14 września 2019

[fot. Klaudyna Schunbert/ Teatr Syrena]

Dodaj komentarz