100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (83)

28 marca 1980

PAMIĄTKI SOPLICY” HENRYKA RZEWUSKIEGO W TEATRZE IM. STEFANA JARACZA W ŁODZI W REŻYSERII MIKOŁAJA GRABOWSKIEGO – „ODKRYCIE REPERTUAROWE”, „REALIZACJA CIEKAWA I UDANA” WG BARBARY OSTERLOFF W DWUTYGODNIKU „TEATR” – „WYJĄTEK NAPRAWDĘ WYJĄTKOWY” WG JANA KONIECPOLSKIEGO W TYGODNIKU „POLITYKA”

Pamiątki Soplicy” należą do gatunku literackiego nazwanego gawędą staroszlachecką. Zostały napisane prozą w latach 1830-1832 w Rzymie (uzupełniane do 1844). Składają się z 25 opowiadań szlachcica Seweryna Soplicy. Wydano je po raz pierwszy w Paryżu (1839-1841, tom 1-4, gawęd 20) pt. „Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego”, z przedmową poety Stefana Witwickiego. Powstały prawdopodobnie za namową Adama Mickiewicza, którego Henryk Rzewuski spotkał w Rzymie, a znał z Odessy i wycieczki na Krym w 1825 (z tego roku pochodzi Mickiewiczowska powiastka wierszem „Popas w Upicie”, uchodząca za pierwowzór staroszlacheckiej gawędy). Adam Mickiewicz podobno nie tylko chętnie słuchał opowieści Henryka Rzewuskiego, ale często je czytywał, ujęty ich patriotycznymi i antyrosyjskimi treściami. Zaczerpnął z nich – jak wieść niesie – nie tylko nazwisko bohatera swego „Pana Tadeusza”, ale także niejeden szczegół obyczajowy. Faktem jest, że o Henryku Rzewuskim wiedziano wówczas, iż był synem zagorzałego przeciwnika Oświecenia i reform Wielkiego Sejmu Czteroletniego oraz bratankiem współtwórcy konfederacji targowickiej, ale nie był jeszcze znany jako najgłośniejszy reprezentant lojalizmu doby międzypowstaniowej, a w praktyce carski służalec i renegat, urzędnik do specjalnych poruczeń feldmarszałka Iwana F. Paskiewicza, znienawidzonego przez Polaków za krwawe stłumienie Powstania Listopadowego, a zarazem namiestnika Królestwa Polskiego stosującego terror, ucisk i prześladowanie wszelkich polskich objawów narodowych.

Pamiątki Soplicy” były wielokrotnie wydawane w XIX i XX wieku zarówno w Polsce jak za granicą oraz w przekładach – na język francuski (Paryż 1866), niemiecki (Lipsk 1876), serbo-chorwacki (1896) i rosyjski (Petersburg, ok. 1851). Po II wojnie światowej w Polsce zostały przypomniane trzykrotnie (Londyn 1955, Warszawa 1961 i 1978).

Mikołaj Grabowski wyreżyserował przedstawienie we własnej adaptacji, w scenografii Jerzego Uklei, z muzyką Józefa Rychlika i udziałem czternastu młodych aktorów. Po 150 latach od napisania, w czasach socjalistycznej propagandy i w latach podminowanych wydarzeniami politycznymi, nie jeden raz krwawymi i tragicznymi, postanowił przywołać na scenę „Pamiątki Soplicy”, a z nimi polskie tradycje i Polaków portret własny – wyidealizowany, ale i krytyczny, bo z jednej strony zwracający uwagę na szacunek dla polskiego obyczaju, patriotyczne poglądy, bohaterstwo w obronie ojczyzny, prawdziwe poczucie obywatelskiej praworządności wśród szlachty i magnaterii polskiej, a z drugiej – na błędy i wady nieuchronnie prowadzące do anarchii, państwowego bezrządu, niesprawiedliwości społecznej, upadku gospodarczego i utraty niepodległości. Idąc za opowiadaniami autora (m.in. „Kazanie konfederackie”, „Pan Rewieński”, „Trybunał Lubelski”, „Książę Radziwiłł Panie kochanku”) wprowadził na scenę postacie szlachty i magnaterii oraz postacie historyczne, jak „Tadeusz Rejtan” czy z król Polski Stanisław August Poniatowski, przywoływane przez narratora utworu i przedstawienia Seweryna Soplicę (w znakomitym wykonaniu aktora Stanisława Jaskułki, nagrodzonego za tę rolę na VII Ogólnopolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka Polska” w Opolu, 2128 III 1981) tak w jego opowieści, jak inscenizowane z udziałem osób biorących udział w relacjonowanych wydarzeniach.

Po premierze w dwutygodniku „Teatr” (1980 nr 15) recenzowała przedstawienie Barbara Osterloff. Po informacjach o ocenie dzieła Henryka Rzewuskiego przez Marię Żmigrodzką we wstępie do ostatniego wydania „Pamiątek Soplicy” (Warszawa 1961, PIW) i po zrelacjonowaniu zawartości dzieła, szczegółowo opisywała przedstawienie i chwaliła jego wymowę:

osobliwości dzieła Rzewuskiego znalazły odbicie w polskiej prapremierze „Pamiątek” na Małej Scenie łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza. Z wielu względów i nie tylko dlatego, że przynosi odkrycie repertuarowe – jest to realizacja ciekawa i udana. Barwne gawędy prowincjonalnego palestranta przekształciły się tutaj w teatr żywy, dowcipny, inteligentny w przesłaniu myślowym i zabawny w pikantnych odniesieniach do współczesności. O powodzeniu tej realizacji zadecydował przede wszystkim trafny kształt teatralnego przekazu: kameralny, wręcz intymny, oparty na zasadzie bliskiego kontaktu z widzem. Zasada ta znalazła oparcie nie tylko w rozwiązaniu przestrzeni gry, ale i w środkach aktorskich, m.in. w bezpośrednich zwrotach do publiczności, którą jakby przywołuje się na świadków i sędziów narodowych pamiątek – obyczaju, polityki, historii… Narracyjna struktura oryginału w ten właśnie sposób znalazła sceniczny odpowiednik (a ponadto w osobie samego Seweryna Soplicy, którego gra Stanisław Jaskułka).

I tak, chociaż nikt nikogo w Teatrze im. Jaracza nie zmusza do współuczestnictwa, czy wspólnoty, jest z nich coś w atmosferze tego wieczoru. Bardzo polskich „Pamiątek”. Kiedy wchodzimy na salę, przedstawienie już trwa. W pobielonej izbie z niewielką ilością sprzętów – ławami, fisharmonią, krucyfiksem – znajdujemy rodzinę Soplicy w komplecie. Pan Seweryn, jego żona Magdusia (Ewa Worytkiewicz) i parka dzieci bawią się w grę zwaną „ciepło-zimno”. Nim akcja rozpocznie się na dobre, dzieci odśpiewają jeszcze patriotyczną piosenkę za co pochwalą je rodzice. A potem imć Soplica opowie o rodzinie i ożenieniu się swoim, o bohaterstwie Tadeusza Rejtana i wielu jeszcze innych wydarzeniach, by skończyć na triumfalnym przyjęciu króla Stanisława Augusta na Litwie.

Wszystkie te opowieści (zaznaczone w oryginale tytułami, m.in. „Kazanie konfederackie”, „Tadeusz Rejtan”, „Pan Rewieński”, „Trybunał lubelski”, „Książę Radziwiłł Panie Kochanku”, „Król Stanisław) są po części relacjonowane przez Soplicę, a jednocześnie inscenizowane z udziałem dramatis personae wydarzeń, o których mowa. Dość powiedzieć, że Rejtan pada na ziemię i rozdziera koszulę znanym z obrazu Matejki gestem, król Stanisław August (Andrzej Kierc), spływa do poddanych na ozdobnym fotelu, zaś książę Radziwiłł objeżdża scenę, siedząc na beczce wiezionej przez pijaną jego świtę. Do najzabawniejszych i najbłyskotliwszych aktorsko scen należą także zapusty u sąsiadów Sopliców; są świadectwem umiejętności gry zespołowej wykonawców.

Mikołaj Grabowski, reżyser i adaptator w jednej osobie ułożył wybrane teksty w logiczną, chronologicznie zamkniętą całość (oryginał, jak wiadomo, ma kompozycję luźną i nie przestrzega porządku następstwa wydarzeń), zgrabnie je przy tym rozpisując na głosy i dramatyzując. W tym układzie na plan pierwszy wysunęła się „historia domowa” Seweryna Soplicy, która stanowi osnowę i ramę całości, a wraz z nią postaci związane z księciem Radziwiłłem Panie kochanku (dobra rola Ireneusza Kaskiewicza). Trwałość więzi rodzinnych, dobrosąsiedzkie stosunki i przyjaźń, wierna służba magnatowi, Kościołowi i Ojczyźnie – oto naczelne cnoty, jakie cześnik parnawski rekomenduje pospołu z braćmi szlachtą. A że jest to rekomendacja pełna werwy i żartobliwego wdzięku do wtóru pięknych staropolskich pieśni i tańców, łacno przesłania wszystko, co w „Pamiątkach Soplicy” jest zapisem odstręczającego sarmackiego kołtuństwa, anarchii i obskurantyzmu” (s. 12 -13).

Inny recenzent – Jan Koniecpolski, również obszernie, szczegółowo i sugestywnie (co warto przeczytać) opisał przedstawienie. Ale na pochwale reżyserskiego i aktorskiego przedsięwzięcia nie poprzestał. Szczególną uwagę zwrócił na trzy istotne fakty interpretacyjne przedstawienia, nawiązujące do współczesności, a w roku 1981 brzmiące po prostu dramatycznie, a nawet proroczo:

W „Pamiątkach Soplicy”, wyreżyserowanych przez Mikołaja Grabowskiego w łódzkim teatrze im. Jaracza jest pewien zastanawiający zabieg teatralny. Oto grupa aktorów, których łączy przede wszystkim wiek (ok. 30 lat) i określona przez zawód sytuacja społeczna, poprzez swoje zaangażowanie osobiste i aktorskie (granie maksymalnej prawdy o sobie), próbuje za pomocą owej „jednej z książek najnieuchronniej polskich”, jaką są „Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego, dociec prawdy o sobie: Polakach żyjących na początku przedostatniej dekady XX wieku. Inaczej mówiąc grupa młodych aktorów z łódzkiego teatru postanowiła poszukać odpowiedzi na pytanie: „Skąd przychodzimy?”, „Kim jesteśmy?”, „Dokąd idziemy?” – i przy pomocy książki Rzewuskiego oraz, rzecz jasna reżyserii Grabowskiego urządziła coś w rodzaju psychodramy teatralnej, w której nie role są najważniejsze, ale – niekiedy chwilowe – utożsamienie się z pewnymi ideami, postawami czy też zachowaniami oraz sprawdzenie tych idei, postaw i zachowań na swoim ciele, i proszę mi wybaczyć to niemodne słowo, duszy. (…).

Pamiątki Soplicy” przeczytał Mikołaj Grabowski poprzez Gombrowicza. Wydobył z tekstu Rzewuskiego absurd, ironię i ów dziwny konglomerat sarmatyzmu, prowincjonalizmu, zaściankowości polskiej, która nieustannie w dziełach Gombrowicza prowokuje do refleksji nad istotą polskości. Nic więc dziwnego, że następną premierą Mikołaja Grabowskiego w łódzkim teatrze był po prostu „Trans-Atlantyk” Gombrowicza, który został z kolei odczytany przez reżysera jako w prostej linii kontynuacja literatury o tematyce sarmackiej. (…).

Pisanie o teatrze zajmującym się Polską, polskością i Polakami jest dziś w Polsce rzeczą niełatwą. W ciasnym przesmyku pomiędzy Scyllą uczuć i Charybdą rozsądku coraz trudniej podjąć rozmowę o Polsce, polskości i Polakach w sposób uczciwy. Mało kto bowiem ma odwagę wyzwolić się ze stereotypów myślenia, łatwości szyderstwa i konformizmu namiętności. Zamiast pytań i poszukiwań mamy:

1. Tantiemowy patriotyzm á la Pietrzak.

2. Narodowy onanizm á la towarzystwo wzajemnej adoracji „Grunwald”, „Rzeczywistość”, „Płomienie”, etc.

3. Polski sentymentalizm á la Wajda, któremu to genialnemu naszemu artyście w sposób zaiste genialny udało się połączyć sienkiewiczowskie „pokrzepiane serc” z Żeromskim „rozdrapywaniem narodowych ran”.

4. Niedobitki zdrowo-socjalistyczno-rozsądkowych szyderców á la Hanuszkiewicz, Krasowski czy też duet: Jasiński-Chudziński.

5. Koniunkturalizm á la Bryll.

6. Pryncypializm Dejmka.

7. „Romantyzm” i „nowa prywatność” prof. Janion , czyli wszystko, co się prof. Janion podoba.

8. Coraz dotkliwiej odczuwalny w kulturze polskiej brak dostępnych dla wszystkich: prozy Gombrowicza, eseistyki Stempowskiego, pełnego wydania pism Brzozowskiego…

Wszystko to sprawia, że sposób myślenia o tradycji i współczesności do złudzenia zdaje się przypominać to, co na ten temat myślano dwadzieścia pięć lat temu (…).

Oczywiście w tym błędnym kole, w jakim znalazła się kultura polska od roku zdarzają się wyjątki. O jednym z nich chciałbym dziś napisać, bo jest to wyjątek naprawdę wyjątkowy i w dodatku zasługujący na uwagę z tej prostej racji, iż dotyka spraw znacznie szerszych niż trudności teatru zajmującego się Polską, polskością i Polakami dzisiaj w Polsce”.

A ponadto w recenzji Jana Koniecpolskiego znalazł się (ukryty między wierszami i akapitami) aspekt trzeci – ten brzmiący „proroczo”. Bo Jan Koniecpolski pochwalił jeszcze – co wyjątkowe w jego krytyce – doniosłość zdarzenia, jakim stała się premiera „Pamiątek Soplicy” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego – na polskim firmamencie teatralnym tego czasu. Ale może nie tylko na firmamencie teatralnym, skoro aktorskie „utożsamianie się z pewnymi ideami, postawami czy też zachowaniami oraz sprawdzenie tych idei, postaw i zachowań na swoim ciele i (…) duszy” połączył z doświadczeniem Soplicy bardzo przypominającym współczesne: „I tak oto jeszcze jeden Polak, doceniony i uhonorowany, przestaje widzieć to, co złe, a zaczyna dostrzegać dobre strony władzy, ustroju, sytuacji społecznej… Podczas gdy Polska wolno chyli się ku upadkowi”. Gdy te zdania wprowadził do tekstu był rok 1981!

Mikołaj Grabowski, reżyser tak wielostronnie znaczącej inscenizacji, był w czasie jej przygotowywania niedawnym absolwentem (po Wydziale Aktorskim, który ukończył w 1969) Wydziału Reżyserii (1977) w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie, a miał za sobą, jak na młodego człowieka (ur. 1946), bogatą przeszłość teatralną.

Brał nie tylko udział w przedstawieniach związanych z programem nauki: Kuzyn w przedstawieniu pt. „Klatka czyli Zabawa Rodzinna” Bohdana Drozdowskiego (2 XII 1968), Dziad w „Sędziach” Stanisława Wyspiańskiego (marzec 1969), Czebutykin w „Trzech siostrach” Antoniego Czechowa (czerwiec 1969), ale także w pracach Koła Naukowego krakowskiej PWST jako aktor, reżyser i scenograf: w „Eugeniuszu Onieginie” Aleksandra Puszkina (1967 – rola Poety), „Domu na granicy” Sławomira Mrożka (kwiecień 1968 – reżyseria), „Wielkim Testamencie” Franciszka Villona (grudzień 1968 – rola Jagout de la Mer, grane także 17 I 1969), „Dozorcy” Harolda Pintera (marzec 1969 – reżyseria oraz rola Micka).

Po ukończeniu studiów aktorskich (1969) reżyserował jeszcze w PWST „Obłomowa” Iwana A. Gonczarowa (kwiecień 1970) i „Kurkę wodną” Stanisława Ignacego Witkiewicza (1973). Był już wówczas zatrudniony w krakowskiej PWST na stanowisku asystenta przedmiotu „gra aktorska” (od roku akademickiego 1969/1970) i jako aktor w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (1969-1977), gdzie debiutował w sztuce Bertolta Brechta „Człowiek jak człowiek” w reżyserii Lidii Zamkow (19 XII 1969 – Jony/Johny). Powrócił już wówczas do myślenia o reżyserii, bo 30 stycznia 1971 debiutował jako reżyser w teatrze zawodowym, reżyserując „Apetyt na czereśnie” Agnieszki Osieckiej w Teatrze Ziemi Krakowskiej im. Ludwika Solskiego w Tarnowie (scenografia – Milena Miechotek, muzyka – Maciej Małecki i Adam Sławiński, korepetytor muz. – Anna Mastalerz).

Od roku akademickiego 1973/1974 rozpoczął studia na wznowionym przez rektora Jerzego Krasowskiego Wydziale Reżyserii w PWST w Krakowie. Na IV roku studiów zrealizował warsztat reżyserski w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu („Wiśniowy sad” Antoniego Czechowa, 6 XI 1976) i przedstawienie dyplomowe „Z głębokiej otchłani wołam” Stanisława Grochowiaka (Scena Szkolna krakowskiej PWST, marzec 1977; przeniesione następnie na Scenę Studyjną do Teatru im. Cypriana Norwida w Jeleniej Górze, 12 XI 1977). Zaangażowany przez Alinę Obidniak na stanowisko reżysera tego teatru zrealizował „Grę miłości i śmierci” Pierre de Marivaux (8 II 1978), świetne przedstawienie „Iwony księżniczki Burgunda” Witolda Gombrowicza (16 XII 1978), „Szelmostwa lisa Witalisa” Jana Brzechwy (7 IX 1978, na Scenie Studyjnej). Następnie w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi dał serię przedstawień współczesnych autorów polskich: „Tato, tato, sprawa się rypła” Ryszarda Latko (24 VI 1978), „Tryptyk o lisie” Sławomira Mrożka („Serenada”, „Lis aspirant”, „Polowanie na lisa”, 9 VI 1979), „Dacza” Ireneusza Iredyńskiego (23 XI 1979), „Trans-Atlantyk” Witolda Gombrowicza, prapremiera 23 V 1981 – powtórzenie w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, 1983 – z Janem Peszkiem w wielce wychwalanej roli Gonzala oraz w Teatrze TVP, 1991). „Polowanie na zięciów” Eugene Labiche’a i Alfreda Delacoure’a (25 X 1980) było w repertuarze Mikołaja Grabowskiego wyjątkiem.

Dobór polskich autorów współczesnych (Witold Gombrowicz, Stanisław Grochowiak, Ireneusz Iredyński, Sławomir Mrożek, Bogusław Schaeffer) oraz tematyka przedstawień uwidaczniały jego własny przemyślany program teatralny. Uwagę krytyki i zainteresowanie widzów zwróciło zwłaszcza zagadnienie polskich cech narodowych i polskiej tradycji narodowej, wywodzonej przez Mikołaja Grabowskiego z życia i zwyczajów Sarmatów, a rozpatrywanej w jego przedstawieniach w dwóch aspektach: jako wartość, ale i jako przeszkoda – źródło błędów politycznych i klęsk historycznych a pokazywane jako sygnał do ich zwalczania we współczesności i budowaniu przyszłości.

Ważne dla programu teatralnego Mikołaja Grabowskiego było „zauroczenie” tekstami i muzyką Bogusława Schaeffera. Po inscenizacji „Scenariusza dla czterech aktorów” w Teatrze Stu w Krakowie (założony 1966 przy Radzie Okręgowej Zrzeszenia Studentów Polskich w Krakowie – przez grupę studentów i absolwentów krakowskiej PWST – m.in. Olgierda Łukaszewicza, Wojciecha Pszoniaka, Jerzego Stuhra, Jerzego Trelę – pod przewodnictwem Krzysztofa Jasińskiego) powtórzył tekst pt. „Kwartet” („Kwartet dla czterech aktorów”) w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi (24 II 1979), a następnie w Teatrze Polskim w Poznaniu (15 IX 1981 – z Janem Peszkiem w roli Wiolonczelisty) i Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (25 IX 1982).

Program Mikołaja Grabowskiego został nie tylko zauważony, ale także doceniony. W rok po prapremierze „Pamiątek Soplicy” w marcu 1981 roku Towarzystwo Przyjaciół Łodzi przyznało nagrodę „za najlepszy spektakl” czyli tzw. Srebrne Łódki” zespołowi Teatru im. Stefana Jaracza, wyróżniając „Pamiątki Soplicy” (było to znaczące wyróżnienie, bo równocześnie takie wyróżnienie otrzymał Teatr Nowy w Łodzi pod dyrekcją Kazimierza Dejmka za słynne „Uciechy staropolskie” w opracowaniu i reżyserii Kazimierza Dejmka). W sierpniu 1981 roku Mikołaj Grabowski otrzymał Nagrodę im. Konrada Swinarskiego „za samodzielne i oryginalne dokonania artystyczne w ostatnich dwóch latach, a zwłaszcza za zrealizowanie w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza przedstawienia „Kwartetu” Bogusława Schaffera, „Pamiątek Soplicy” wg Henryka Rzewuskiego i „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza” (Po raz pierwszy nagrodę tę przyznano reżyserowi, który nie ukończył 40 roku życia).

Pamiątki Soplicy” grano na XI Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych (19-28 IX 1980), VII Ogólnopolskich Konfrontacjach Teatralnych „Klasyka polska” w Opolu (21-28 III 1981), XXIV Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu (513 VI 1982), gdzie zostało zaproszone poza konkursem. Na Festiwalu Opolskim za „Pamiątki Soplicy” Mikołaj Grabowski otrzymał nagrodę za reżyserię, a aktor Stanisław Jaskułka nagrodę aktorską.

Do tematyki podobnej, jak w „Pamiątkach Soplicy” Mikołaj Grabowski powracał jeszcze wiele razy. W sezonie 1981/1982, gdy był dyrektorem i kierownikiem artystycznym Teatru Polskiego w Poznaniu – po powtórzeniu na otwarcie swojej dyrekcji wspomnianego „Kwartetu dla czterech aktorów” Bogusława Schaeffera oraz po wystawieniu „Wilków” Romain Rollanda (4 X 1981) i „Fantazego” Juliusza Słowackiego (5 VI 1982) powrócił do tekstów Henryka Rzewuskiego adaptacją „Listopada” – „Romansu historycznego z drugiej połowy XVIII wieku” (13 I 1982), przywołując na scenę postacie Stanisława Augusta Poniatowskiego, Generała Kazimierza Puławskiego (w swoim wykonaniu), Radziwiłła „Panie kochanku”, Stanisława Trembeckiego, Księdza Marka i postacie szlachty od najstarszych do najmłodszych może dwóch czy trzech pokoleń… „Listopad” inscenizował po raz drugi w Krakowie (18 III 1983), kierując Teatrem im. Juliusza Słowackiego (od lipca 1982 do końca sez. 1984/1985). W Krakowie także – po wyreżyserowaniu wielkich dzieł polskiej klasyki (m.in. głośny „Irydion” Zygmunta Krasińskiego, 12 XI 1983 i „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, 16 VI 1984) – znów zajął się tematyką obyczaju, ale adaptację Jędrzeja Kitowicza pt. „Opis obyczajów, czyli jak zwyczajnie wszędzie się miesza złe do dobrego” wystawił w swojej adaptacji, reżyserii i opracowaniu scenicznym, z muzyką Zygmunta Koniecznego w Teatrze Stu (1 III 1990).

Małgorzata Semil i Elżbieta Wysińska, nigdy nieszafujące pochwałami, z wyjątkowym dla nich entuzjazmem oceniły umiejętności i zasady pracy teatralnej Mikołaja Grabowskiego w „Słowniku współczesnego teatru” (Warszawa 1991, s. 123): „Na pierwszym planie Grabowski stawia w przedstawieniu tekst, ale dostrzegając współczesne odniesienia niczego nie aktualizuje. W tym stosunku do rodzimej klasyki i do słowa na scenie przypomina Kazimierza Dejmka. Dekoracje w spektaklach Grabowskiego bywały w okresie łódzkim ograniczane do minimum, elementy widowiskowe były jednak zawsze podporządkowane założeniom całości. Przykładem rozumnego połączenia widowiskowości z ascetycznością może być „Irydion” Krasińskiego, wystawiony na stulecie istnienia Teatru im. Słowackiego, w jego drugiej, skróconej i zmienionej po premierze, wersji. W sposób czysty i z punktu widzenia kompozycji i w sposób konsekwentny z punktu widzenia tekstu ukazała ona dramat jednostki w historii oraz historii wymiar metafizyczny” (s. 123).

***

Na zakończenie warto w czymś w rodzaju przypisu przypomnieć bliższe informacje o Henryku Rzewuskim i „Pamiątkach Soplicy”:

Pamiątki Soplicy” Henryka Rzewuskiego należą do gatunku literackiego nazwanego gawędą – anegdotycznych opowiadań (wierszowanych lub pisanych prozą), o luźnej kompozycji (z licznymi dygresjami i epizodami), pisanych językiem zbliżonym do potocznego, w nastroju najczęściej żartobliwym. Gatunek był charakterystyczny dla w polskiej literaturze krajowej okresu romantyzmu. Jego tematykę stanowiły obrazy szlachecko-sarmackiej obyczajowości przedstawiane z rubasznym humorem, czasem, ale niezbyt często, z intencja satyryczną. Za pierwszą gawędę staroszlachecką uznaje się Adama Mickiewicza powiastkę wierszem pt. „Popas w Upicie” (1825). Mistrzem tego gatunku był Wincenty Pol („Wieczór przy kominku” z „Pieśni Janusza”, 1833 i inne), Henryk Rzewuski doprowadził tej gatunek na wyżyny literackie.

Pamiątki J Pana Seweryna, cześnika parnawskiego” Soplicy”, znane częściej pt. „Pamiątki Soplicy”, cykl 25 gawęd szlacheckich, napisanych przez Henryka Rzewuskiego w większości w Rzymie (1830-1832, uzupełniane do 1844) były nową odmianą gatunkową gawędy szlacheckiej i stanowiły jej najwyższe osiągnięcie oraz jedyne dzieło tej miary w twórczości Henryka Rzewuskiego. Ujął on temat oryginalnie. Stworzył realistyczny obraz środowiska osiemnastowiecznej szlachty. Wprowadził postać narratora-gawędziarza (Seweryn Soplica) jako typowego przedstawiciela klasy szlacheckiej, wraz z jej ciasnotą horyzontów umysłowych, przesądami, specyficznym humorem i skłonnością do opowiadania o przewagach i zdarzeniach – o amorach, bitwach, konfliktach, pojedynkach, zajazdach. Znalazł licznych naśladowców (Władysław Syrokomla, Kazimierz Władysław Wójcicki, Ignacy Chodźko, Or-Ot, Piotr Choynowski). Zdobył wielką popularność i ogromne rzesze czytelników w Kraju i na emigracji.

Wydane po raz pierwszy w Paryżu (1839-1841), a następnie w Berlinie (1841-1844) były wielokrotnie wznawiane za granicą – w Paryżu (1841-1844, 1857, 1868), Berlinie (1857), Dreźnie (1868) i Lipsku (1868, 1900) oraz w Polsce, gdzie pierwodruk krajowy ukazał się 1844-1845 w Wilnie pt. „Pamiątki starego szlachcica litewskiego” (tom 1-2, uzupełniony 5 gawędami, ale okrojony przez cenzurę), a następne wydania we Lwowie (1852), Warszawie (1854, 1877, 1900, 1922, 1925), Poznaniu (1917, 1935), Złoczowie (1826) i Lwowie (1926). W sumie było kilkanaście wydań, które często różniły się od siebie – zwłaszcza jeszcze za życia autora – tekstem, ilością opowiadań, ich układem, nawet tytułem – przy pozostawieniu nazwiska Seweryna Soplicy.

W 1928 roku Zygmunt Szweykowski na podstawie rękopisów opracował nową wersję dla wydawnictwa „Biblioteka Narodowa” (Kraków – Warszawa 1928, Seria I, nr 112).

Niektóre gawędy wydawano osobno, jak „Ksiądz Marek”, „Sawa” czy „Tadeusz Rejtan” a bardzo często przedrukowywano w czasopismach (od „Przyjaciela Ludu, 1839-1840 po „Chłopa Polskiego”, od ok. 1907).

Po II wojnie wydano „Pamiątki” pt. „Pamiątki Imci Pana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego” ze wstępem profesora S. Strońskiego w Londynie (1955), w roku 1961 zostały wydane przez Państwowy Instytut Wydawniczy w Warszawie w opracowaniu Zofii Lewinówny, ze wstępem Marii Żmigrodzkiej pt. „Karmazyn, palestrant i wiek XVIII” i ilustracjami Antoniego Uniechowskiego (wznowienie 1978, z posłowiem Zofii Lewinówny).

Maria Żmigrodzka podkreślała w nim zalety książki: „Pamiątki Soplicy” będą zawsze czytane z zachwytem jako jedna z książek najnieuchronniej polskich, książka, na którą jesteśmy fatalnie skazani. Ani jej dawnej popularności, ani niewątpliwej atrakcyjności dla współczesnego czytelnika nie tłumaczy bogactwo materiału obyczajowego, walory stylizacji literackiej, oryginalność struktury formalnej itp., itp. Taką karierę robią tylko książki, którym udało się uchwycić jakiś niezmiernie istotny rys narodowej psychiki, ukazać choćby w krzywym zwierciadle portret Polaka”.

„Pamiątki Soplicy”, obok „Listopada” należą do najwybitniejszych utworów Henryka Rzewuskiego i były nie tylko wielokrotnie wydawane, ale cieszyły się wielkim zainteresowaniem czytelniczym. Mimo nie najlepszej sławy ich autora – służalca rosyjskiego cara i Paskiewicza, renegata i niemal zdrajcy.

Ale w okresie pisania „Pamiątek Soplicy” Henryk Rzewuski (ur. 3 maja 1791 w Sławucie, zm. 28 lutego 1866 w Cudnowie), pisarz, pochodzący z magnackiej rodziny osiadłej na Wołyniu, który przeszedł do polskiej literatury jako powieściopisarz i publicysta, nie miał jeszcze opinii renegata, carskiego służalca i zdrajcy. Po utworzeniu Księstwa Warszawskiego wszedł nawet do służby wojskowej i był uczestnikiem kampanii napoleońskiej 1809 roku. W latach 1818-1822 jako członek masonerii organizował m.in. w Petersburgu lożę „Orzeł Biały”. Wróciwszy do Polski po Powstaniu Listopadowym (18291832 przebywał we Włoszech) był w latach 1833-1836 marszałkiem powiatu żytomierskiego. Ale potem, gdy w latach 1845-1850 znalazł się znów w Petersburgu i jako członek grupy pisarzy skupionych przy „Tygodniku Petersburskim” (tzw. „koterii petersburskiej) stał się politykiem i ideologiem, stopniowo zaczął się przeobrażać w chwalcę caratu. W latach 1850-1856 w Warszawie pełnił funkcję urzędnika do specjalnych poruczeń feldmarszałka Iwana F. Paskiewicza, namiestnika Królestwa Polskiego. W Warszawie wydawał też „Dziennik Warszawski” (1851-1852), subsydiowany przez rząd carski, głosząc idee konserwatyzmu społecznego, ortodoksyjnego katolicyzmu oraz lojalności i podporządkowania się Rosji carskiej, co wywoływało ostre protesty ze strony nie tylko postępowych kół polskiego społeczeństwa; podobnie jak o dziesięć lat wcześniejsze wydanie – jego książki „Mieszaniny obyczajowe” (1841-1843, tom 1-2), podszytej głoszeniem podobnych poglądów.

Henryk Rzewuski pisał także powieści historyczne, jak m.in. „Zamek krakowski” –„Romans historyczny z wieku XVI” (wyd. w trzech tomach Petersburg 1847-1848), „Adam Śmigielski, starosta gnieźnieński” (wyd. w Peterburgu 1851 – w „Pismach” Tom 1-7, Petersburg 1851 – w tomach 5-6 i w odbitce), „Rycerz Lizdejko” –„Powieść z czasów panowania Jana Kazimierza” Warszawa 1851-1853 (tom 1-3). Wyróżnił się wśród nich „Listopad” – „Romans historyczny z drugiej połowy XVIII wieku”, ukazujący barwną panoramę czasów Stanisławowskich i głoszący pochwałę przeszłości magnacko-szlacheckiej Polski w okresie feudalizmu (wyd. Petersburg 1845-1846, tom 1-3 oraz Wilno, 1848 i liczne inne wydania, m.in. w Poznaniu 1922 z przedmową Zygmunta Szweykowskiego i w „Bibliotece Narodowej”, Kraków 1923 – I, 61 w opracowaniu Konstantego Wojciechowskiego oraz przekłady na język angielski, czeski, niemiecki, rosyjski).

Wystawiając „Pamiątki Soplicy” Mikołaj Grabowski przypomniał zarazem udział Adama Mickiewicza w ich powstaniu.

Bożena Frankowska

BIBLIOGRAFIA

O przedstawieniu „Pamiątek Soplicy” (m.in.):

– Jerzy Bąbol, „Wielkie i małe sceny. W Teatrze im. Stefana Jaracza”, „Dziennik Popularny” 1980 nr 83 (12 -13 IV 1980);

– Jerzy M. Fiedosiejew, „Staropolski kabaret”, „Express Ilustrowany”, 1980 nr 80 (9 IV 1980);

– Małgorzata Karbowiak, „Łódzki teatr – dobry czy zły?. Rozmawiamy ze Stanisławem

Dyzbardisem”, „Głos Robotniczy” 1980 nr 37 (20-22 VI 1980);

– Jan Koniecpolski, „Pomiędzy Scylla a Charybda”, „Polityka” 1981 nr 42 (17 X 1981);

– Barbara Osterloff, „Bardzo polskie „Pamiątki”, „Teatr” 1980 nr 15 (20 VII 1980);

– Jerzy Panasewicz, „Premiera w Teatrze im. Stefana Jaracza – „Przedstawienie dla smakoszy”, „Głos Robotniczy” 1980 nr 75 (2 IV 1980).

O Mikołaju Grabowskim:

– „Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. L. Solskiego w Krakowie – W trzydziestolecie istnienia”, Opracował Emil Orzechowski (Kraków 1977 – Wydawnictwo Literackie, s. 80, 114, 128, 147, 148, 160-163);

Grabowski Mikołaj”, hasło w: Małgorzata Semil, Elżbieta Wysińska, „Słownik współczesnego Teatru. Twórcy, teatry, teorie” (Warszawa 1990, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, s.122-123);

– (bo) [Barbara Osterloff], „Grabowski Mikołaj” – hasło w: „Leksykon teatralny” Barbary Osterloff, Magdaleny Raszewskiej, Krzysztofa Sielickiego (Warszawa 1996 – Wydawnictwo Książkowe „Twój Styl”, s. 81);

– Bogusław Schaeffer – hasło w: „Szkolny słownik teatralny” Tomasza Miłkowskiego, (Warszawa [bez daty wydania] – Oficyna Wydawnicza „Delta W-Z”, s. 126).

O Henryku Rzewuskim:

– „Rzewuski Henryk (1791-1866)”, hasło w: „Nowy Korbut „Romantyzm”. Opracował zespół pod kierownictwem Irminy Śliwińskiej” i Stanisława Stupkiewicza. Hasła osobowe P – Ż, Warszawa MCMLXX II [1972] – Państwowy Instytut Wydawniczy, s. 108 -118;

– Wiktor Weintraub, „Między Plutarchem a Sowizdrzałem” (1968, przedruk w: „Od Reja do Boya”, Warszawa 1977);

– Zofia Lewinówna, „Gawęda szlachecka”, „Rzewuski Henryk”, „Pamiątki Soplicy”, w:„Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny”, tom I: A-M, Warszawa 1984, s. 289 i tom II: N-Ż, s. 129-130 i 329330, Warszawa 1985 – Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

*Tak dla ciekawości: 14 marca 1850 roku siostra Henryka Rzewuskiego została żoną Honoriusza Balzaka (w 1832 roku nawiązała, początkowo anonimową, korespondencję miłosną). Listy Balzaka do niej („Lettres a l’Etrangere”, tom 1-5, 1899-1960) zawierają wiele informacji o jego życiu i twórczości. O wpływie Eweliny Hańskiej na życie Balzaka (rozmaicie ocenianym) pisali m.in. Tadeusz Żeleński-Boy („Pani Hańska”, 1926) i Marcel Bouteron („La veritable image de Madame Hańska”, 1929).

Dodaj komentarz