Głupiejemy…

Tomasz Miłkowski pisze na swoim blogu http://takinawyk.dziennikarzerp.org.pl/ o najnowszej książce Wiesława Łuki GŁUPIEJEMY:

Tak zatytułował swoją nową książkę Wiesław Łuka. Trudno o bardziej lapidarne, a trafne oddanie pewnego stadium zagubienia, jakie charakteryzuje współczesną mentalność polską, jeśli w ogóle można taki hipotetyczny byt powołać na użytek tych kilku zdań refleksji po lekturze tego zbioru.

Chodzi jednak o pewien wyczuwalny stan ducha, przejawiający się w rozmaitych dziwactwach, świadczących o przewadze postaw irracjonalnych nad racjonalnymi, żeby nie zagłębiać się zbyt subtelnie, dość wskazać na idiotyzm odchodzenia od szczepień obowiązkowych, którego skutki widać gołym okiem – gwałtownie rośnie zachorowalność na choroby, wydawałoby się, raz na zawsze zwalczone, takie jak odra.

Autor książki od razu przyznaje się, że tytuł podsunął mu jeden z jej bohaterów, z którym przeprowadza wnikliwą rozmowę o teatrze i współczesności, reżyser, aktor i dramaturg Maciej Kowalewski. To właśnie on miał tak oceniać rzeczywistość: „Świat rzeczywiście zmierza ku katastrofie w takim sensie, że głupiejemy. Zdecydowanie na naszych oczach dokonuje się dewaluacja wartości jeszcze do niedawna uważanych za najcenniejsze, czyli tego, co potrafimy: wykształcenia, inteligencji, uznania u innych naszej wybitnej specjalizacji w tej czy innej dziedzinie. Tymczasem teraz, w dobie eksplozji mediów, głównie obrazkowych, staje się ważne: jak często jesteśmy na szkle. Nie to, co sobą reprezentujemy, ale to, jak wyglądamy i jak często o nas mówią. Tak, mogę powtórzyć: zmierzamy ku katastrofie takiego ogłupienia, czyli bycia znanym z powodu tego, że jestem znany”.

Można tu natychmiast przytoczyć całą antologię podobnych diagnoz, stawianych światu niemal od zarania cywilizacji europejskiej. To wszak Seneka Młodszy już pisał: „Cóż za różnica, jaka kogo wada ogłupia? Głupota jednako patronuje wszystkim”. Po setkach lat Jen Cocteau ujął to bardziej boleśnie: „Dramatem naszej epoki jest to, że głupota zabrała się do myślenia”, a wcześniej dorzucał swoje trzy grosze jeszcze Goethe: „Nie ma nic gorszego aniżeli aktywna głupota”. Nie wspominam tutaj już o całej rozprawie Erazma z Rotterdamu, czyli „Pochwale głupoty”.

Tak czy owak, niezależnie od trwałości tej smutnej refleksji nad umysłową skłonnością człowieka do głupoty, nasilanie się jej przejawów Wiesław Łuka tropi i potwierdza w tekstach zgromadzonych w tej książce. Należą one do rozmaitych porządków formalnych, bo obok wywiadów, znajdujemy eseje, artykuły publicystyczne, obszerne rozprawy krytyczne i recenzje.

Znalazł się w tej książce także – niezwykle cenny – wywiad z autorem książki, z którym rozmawia Grzegorz Wysocki, wracający do sławnego reportażu Łuki o zbrodni między Połańcem a Zarębinem, która wydarzyła się w roku 1976. Łuka poświęcił temu książkę Nie oświadczam się (1981), a potem był jeszcze film Zmowa Janusza Petelskiego (1988, ze scenariuszem Łuki), spektakl teatralny – najpierw Świadkowie Janusza Wiśniewskiego w teatrze słupskim (1980), a całkiem niedawno Agaty Dudy-Gracz Będzie pani zadowolona, czyli o ostatnim weselu we wsi Kamyk w poznańskimi Teatrze Nowym (2017). Ta niesłychana zbrodnia, wypierana z pamięci morderców i świadków to przykład szaleństwa umysłu, ale przede wszystkim moralnego rozwibrowania, które pozwala długo sprawcom uchodzić kary. Dziwnie to się aktualizuje i dzisiaj, kiedy wszyscy jesteśmy świeżo po lekturze filmu braci Sekielskich Tylko nic nie mów nie nikomu. To przecież ta sama zasada omerty, mafijnej zmowy milczenia panowała wśród mieszkańców podpołanieckiej wsi, jak i w kręgach wysoko utytułowanych hierarchów kościoła katolickiego kryjących sprawców czynów pedofilskich. To już coś więcej niż „głupienie”, bardziej zdziczenie, moralne wykolejenie.

Wspomniałem o kościele, bo i Łuka w kilku tekstach poważnych i mniej zobowiązujących, bo odnoszących się do utworów literackich czy teatralnych, rozprawia o współczesnych dylematach jego włodarzy, m.in. Benedykta XVI i Franciszka. Autor chętnie porusza kwestie drażliwe, niezabliźnione i nie do końca rozpoznane. Stąd jego zainteresowanie dziełami literatury czy teatru, które wybiegają poza przyjęte kanony czy tradycję. Z wielką uwagą czyta Łuka Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, a także jej powieść Prowadź swój pług przez kości umarłych i powstały na jej podstawie film Agnieszki Holland Pokot. Rozmyśla nad spektaklem Strzępki i Demirskiego w warszawskim Teatrze Polskim, opartym na powieści Szymona Twardocha Król i o Weselu Jana Klaty w Starym Teatrze, poszukując w teatrze klucza do interpretacji zawikłanej współczesności. Albo też w rozmowie z Józefem Henem drąży stosunek wybitnego pisarza do ostatniego, a nieszczęśliwego polskiego króla, Stanisława Augusta, którego reformatorski zamysł spotkał się z oporem konserwatywnych i samolubnych możnych.

Mnóstwo w tej książce tematów do myślenia, propozycji do debat, do przewartościowań. Wynikałoby z tego, że „Nie wszyscy głupiejemy na szczęście!”, jak napisał autor w dedykacji, którą opatrzył mój egzemplarz jego książki.

Tomasz Miłkowski

GŁUPIEJEMY Wiesława Łuki, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2019

Dodaj komentarz