IRONBOUND. Za torami, za mostem

Ironbound to nazwa dzielnicy Newark, gdzie Daria (Ewa Konstancja Bułhak) dorabia jako sprzątaczka. Dawniej pracowała na obrzeżu miasta, w zamkniętej już fabryce papieru, tu wystawała na przystanku, gdzie prawie nigdy nie zatrzymywał się żaden autobus. Emigrantka z Polski musi sama sobie radzić, nie może liczyć na mężczyzn: ani na tego, z którym przyjechała do Stanów, bo Maks marzy o karierze muzyka (Marcin Przybylski), ani na innych, którzy jej nie potrafią docenić jak Tommy (Karol Pocheć). Twarda bezbronna kobieta, która za wszelką cenę próbuje chronić swego syna narkomana, targuje się z kandydatem na męża jak handlarka o dolary na ubezpieczenie dla syna. Ale trwa, choć dawno już przekonała się, że tzw. amerykańskie marzenie to zużyty mit.

Świetny tekst, rozegrany w napięciu, w sugestywnie skomponowanej przestrzeni, gęstej atmosferze. Poruszający jak dramaty brutalistów, ale wzmocniony silnym akcentem społecznego wykluczenia imigrantów. Młoda pisarka polskiego pochodzenia w tej sztuce oswaja dramat swojej matki, wzbudzając rosnący zachwyt Amerykanów (nagroda Pulitzera za dramat „Koszt życia”). Teraz otwiera sobie drogę na polskie sceny poruszającym spektaklem Grzegorza Chrapkiewicza.

IRONBOUND. Za torami, za mostem Martyny Majok, tłum. Szymon Wróblewski, reżyseria Grzegorz Chrapkiewicz, scenografia Anna Skupień, Katarzyna Szczurowska, muzyka Piotr Łabonarski, reżyseria światła Piotr Pawlik, obsada: Ewa Konstancja Bułhak (Daria), Karol Pocheć (Tommy). Marcin Przybylski (Maks), Henryk Simon (Vic), Paweł Paprocki (_), Teatr Narodowy, Scena Studio, premiera 30 marca 2019

[tm]

[fot. z próby, Krzysztof Bieliński/mat. teatru]

Dodaj komentarz