Współczesna dramaturgia ukraińska od A do Ja

Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska o wyborze nowej dramaturgii ukraińskiej:

Właściwie powinno być: „..od A do Я», bo właśnie nieobecne w alfabecie łacińskim „Я» funkcjonuje jako ostatnia litera, wywodzącego się z cyrylicy i stanowiącego odmianę grażdanki, alfabetu przystosowanego do zapisu języka ukraińskiego. Pełny tytuł wydanego pod koniec ubiegłego roku przez Wydawnictwo ADiT (Agencja Dramatu i Teatru) w Warszawie powinien jednak mieć w sobie przymiotnik „młoda”, bo tom zawiera po jednym utworze ośmiorga stosunkowo młodych dramatopisarzy ukraińskich – wg mojej wiedzy wszyscy debiutowali w XXI wieku. Tak więc wszystko to, co działo się wcześniej, jeżeli ich w ogóle interesuje, to już jako historia. Takie jest prawo młodych i tylko od nich zależy, co z tą historią zrobią i czy w ogóle na coś im się ona przyda.

Jak z tym jest wydanym właśnie wyborze ukraińskich sztuk dramatycznych? Jak w życiu – różnie. Jest na przykład temat rozliczenia z jeszcze nieodległą przeszłością w sztuce Pawło Arije „Chwała bohaterom” (w jednej sali szpitalnej dwóch starców-byłych żołnierzy, z których jeden walczył w UPA, drugi w Armii Czerwonej) i jest korupcja w służbie zdrowia – „Białofartuszkowość” Tetiny Kycenko – zjawisko zakorzenione nie tylko za naszą wschodnią granicą od dawna a solidnie podtrzymana dzisiejszymi mocno tam zachwianymi stosunkami ekonomicznymi. Jest także „Studnia” Dimy Łewyckiego, którą autorka wyboru i przekładów Anna Korzeniowska-Bihun celnie określa mianem dramatu „mrocznego, wręcz brutalistycznego, ale niewątpliwie społecznie zaangażowanego”. Sam Dima Łewycki natomiast osobiście zastrzega, że: „Autor zabrania wystawiania sztuki lub jakiegokolwiek innego jej wykorzystania na terytorium Federacji Rosyjskiej” czemu akurat się nie dziwię. Za to dziwi mnie druga część wpisu: „Wyjątek stanowią te rosyjskie teatry i grupy artystyczne, które publicznie sprzeciwiają się polityce prezydenta Rosji Władimira Putina” – bo w moim odczuciu jakoś nie bardzo się ma ten „piernik” (czytaj: treść dramatu) do tamtego „wiatraka”. Oczywiście, wola autora rzecz święta, ale…

Z proponowanego wyboru najbardziej dojrzała i uwzględniająca wymogi sceny jest w moim przekonaniu sztuka „Gdzieś i około” Anny Jabłonskiej (właśc. Hanny Maszutiny), której autorka zginęła bezsensowną śmiercią podczas zamachu terrorystycznego na moskiewskim lotnisku, gdzie przyleciała po odbiór nagrody pisma „Iskusstwo kino” (24 stycznia 2011, port lotniczy Moskwa- Domodiedowo). Wprawdzie tłumaczka i autorka wyboru dramat Jabłonskiej określa jako „komedię – do bólu śmieszną, ale także do głębi tragiczną”, dla mnie jest to przede wszystkim poruszający, mądry dramat o niezgodzie na samotność – nie tylko na Ukrainie, bo w ogóle tę dzisiejszą, zrodzoną w warunkach marnej egzystencji w obojętnym świecie. Klasyczna kompozycja, czytelna narracja i mała, czteroosobowa obsada oraz ogólnoludzkie i ponadregionalne przesłanie tej sztuki może rokować jej międzynarodowe powodzenie.

Cztery pozostałe teksty to monodram „Przez skórę” Natalii Błok, krótka i dwuosobowa impresja sceniczna M. Maszy Wakuły „Polarnicy”, z którą zresztą zdaje się w jakiś sposób korespondować formą, znacznie pełniejszy i rozbudowany rozpisaniem na role „Czas na pilates” Olgi Maciupy. Do klasycznej formy dramaturgicznej sięga z kolei Oleksandra Hromowa w swoich „Dźwiękach i głosach”.

Ośmioro młodych dramatopisarzy ukraińskich, osiem indywidualności i osiem spojrzeń na współczesność. Część z nich mieszka i tworzy w ojczystym kraju, część wędruje już po Europie i dalej, ktoś wraca do kraju, ktoś – jak urodzona w Kijowie M. Masza Wakuła – osiada w Kanadzie. W przeciwieństwie do ich starszych kolegów, dla tego pokolenia ukraińskich autorów świat stanął już otworem. I to – bardziej lub mniej – wyczuwa się w ich twórczości. Ciekawe, jak szeroko zechcą się przed nimi otworzyć polskie sceny i polska widownia.

Tłumaczenie i wydanie książki dofinansowano ze środków Ambasady Ukrainy w Polsce, ale – nie bardzo wiadomo, z jakiego języka poszczególne utwory zostały przetłumaczone: wszystkie z ukraińskiego, czy może część z rosyjskiego, angielskiego lub niemieckiego…? Niby w czytaniu w polskim przekładzie różnicy nie ma, ale język w jakim utwór powstał i z którego go tłumaczono to rzecz ważna także dla odbiorcy. Przy całym szacunku dla tłumaczki i autorki wstępu, Anny Korzeniowskiej-Bihun, której należy się ukłon z powodu wrażliwości na odrębności twórcze ośmiorga autorów, na takie niedopatrzenie wydawcy niepotrzebnie się zgodziła.

Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska

Współczesna dramaturgia ukraińska od A do Ja”; Wybór, przekład i wstęp – Anna Korzeniowska-Bihun, Agencja Dramatu i Teatru ADiT, Warszawa, 2018. s. 251. (Książka do nabycia m.in. w księgarniach internetowych)

4 myśli na temat “Współczesna dramaturgia ukraińska od A do Ja

  1. Szanowna Recenzentko,
    doceniam wnikliwą analizę antologii i jestem wdzięczną wydawczynią, dramaturgia ukraińska jak z samej nazwy wynika (a może nie?) jest tłumaczona z języka ukraińskiego, a ich tłumaczka jest znana z tego właśnie faktu, ale coś jest na rzeczy oczywiście, bo skądinąd niektórzy autorzy są dwujęzyczni… zbadajmy sprawę na spotkaniu w Domu Ukraińskim 31 stycznia. Serdecznie zapraszamy!

    1. I o to właśnie chodzi Szanowna Pani Elu, o to chodzi. Pozdrawiam pięknie i dziękuję za wpis. Polecam się na przyszłość daleką i bliską – WMT

  2. Szanowni Państwo,
    faktycznie teksty były tłumaczone z dwóch języków: ukraińskiego i rosyjskiego (dwa utwory). Przy każdym dramacie jest podany oryginalny tytuł. Mogę zgodzić się z zarzutem, że taka informacja jest niedostępna dla osób nieposługujących się tymi językami, ale nie z tym, że jej w ogóle nie ma.
    W podtytule zostało zastosowane JA, a nie Я, dlatego że – jak słusznie zaznaczyła Recenzentka – w języku polskim nie ma litery Я. W takich sytuacjach stosuje się transkrypcję zgodnie z zasadami ustalonymi przez Radę Języka Polskiego, czyli Я transkrybuje się na JA.
    Tytuł musiał brzmieć „Współczesna dramaturgia ukraińska”, bo to wynikało z wymagań, które postawił grantodawca.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Anna Korzeniowska-Bihun

Odpowiedz na „Elżbieta MantheyAnuluj pisanie odpowiedzi