KILKA DZIEWCZYN

Bohater, nieźle prosperujący na rynku pisarz (Grzegorz Małecki), odbywa osobliwą podróż. Przed ślubem z wybranką (o której mówi z lekceważeniem) spotyka się z byłymi przyjaciółkami, z którymi w przeszłości niespodziewanie dla nich zerwał. Chce uzyskać od nich wybaczenie (?), błogosławieństwo (?), krzyżyk na drogę (?), nie jest to jasne. LaButte lubi się wykręcać – tak buduje dialogi, że to bardziej sugestie, niż stwierdzenia, i tak właśnie zachowuje się Mężczyzna. Jedno nie pozostawia wątpliwości – pisarz to krętacz, który ma na uwadze tylko własną korzyść. Jego spotkania z byłymi partnerkami kończą się katastrofą – żadna z nich nie jest gotowa mu wybaczyć, wszystkie czują się wykorzystane i poniżone. Na koniec wyjdzie na jaw, że i motyw podróży pisarza szlakiem dawnych miłości był drański. Świetnie zagrana sztuka – powstały tu pełnokrwiste postaci (kreacja Beaty Ścibakówny jako poniżonej, starszej wiekiem partnerki, która znajduje sposób, aby ośmieszyć byłego kochanka) – sprawia wrażenie przewrotnego komentarza do relacji męsko-damskich.

tm

KILKA DZIEWCZYN Neila LaButte’a, tłum. Jacek Kaduczak, reżyseria Bożena Suchocka, scenografia Agnieszka Zawadowska, muzyka Agnieszka Szczepaniak, Teatr Narodowy Scena Studio, premiera 24 listopada 2018

Dodaj komentarz