100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (53)

26 listopada 1955

WYSTAWIENIE „DZIADÓW” BYŁO NAJWAŻNIEJSZĄ SPRAWĄ, JAKA ZDARZYŁA W POLSKIM TEATRZE W CIĄGU OSTATNICH DZIESIĘCIU LAT – JAN KOTT W RECENZJI NA ŁAMACH „PRZEGLĄDU KULTURALNEGO”

W któryś z listopadowych dni 1955 roku studenci seminarium teatralnego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego czekali na swego Profesora Jana Kotta w jednej z sal na pierwszym piętrze w gmachu polonistyki.

Nie pamiętam, czy wszyscy byli tego dnia. W seminarium uczestniczyli m.in. obok Stanisławy Olechowskiej, świetnej w przyszłości redaktorki wydawnictw książkowych; obok poety Ernesta Brylla(ur. 1935 w Warszawie), poeta, dramaturg, prozaik, scenarzys... More, już wówczas uważanego słusznie za następcę Gałczyńskiego i Tuwima, w przyszłości autora dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More „Rzecz listopadowa”, uznanego za dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More kontynuujący największe dokonania literackiej i teatralnej tradycji romantyzmu, po latach ambasadora polskiego w Irlandii i autora (wraz z Małgorzatą Goraj) książek popularyzujących poezję tego kraju: „Miodopój. Wybór wierszy irlandzkich VI – XIII w. (Warszawa, 1978), „Irlandzki tancerz. Wybór wierszy irlandzkich XIII – XIX w. (Warszawa 1981), „Celtycki splot”; obok Andrzeja Dobosza – entuzjasty Karola Irzykowskiego, a w niedalekiej przyszłości „Pustelnika z Krakowskiego Przedmieścia” (czyli znakomitego felietonisty „Współczesności”); obok Stefana Durr-Durskiego, wieloletniego później pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego; obok Jerzy Timoszewicza – przyszłego autora pracy magisterskiej o Schillerowskich „Dziadach”, potem książki na ten temat i zbiorowego wydania pism Leona Schillera…

Wszyscy obecni zastanawiali się: Przyjdzie? Nie przyjdzie? Skąd brały się te wątpliwości? Tego dnia zapowiedziano przedpremierowe przedstawienie „Dziadów” Adama Mickiewicza w nieodległym gmachu Teatru Polskiego na ulicy Karasia. Zaczynające się zanim ubiegnie czas seminarium.

Przyszedł. Powiedział – dziś zajęć nie będzie. Tu są dla was „wejściówki” na przedstawienie. Tylko żeby mi się nikt nie spóźnił albo nie zwiał! Muszę jeszcze wpaść do domu. I poszedł.

W ten sposób oszołomieni zdarzeniem oglądaliśmy z balkonu drugiego piętra „premierę” „Dziadów” w inscenizacji Aleksandra Bardiniego.

Śledziliśmy myśl inscenizacyjną Aleksandra Bardiniego, bo – wbrew późniejszym recenzjom – była wyraźna. W stosunku do wszystkich znanych nam z seminarium inscenizacji „Dziadów” najbardziej konsekwentnie potraktowała „Dziady” jako dramat biograficzny – opowieść o młodym bohaterze Gustawie-Konradzie i jego rówieśnikach z pierwszego pokolenia polskich romantyków, patriotów i rewolucjonistów walczących z przemocą caratu. Na tle dekoracji Jana Kosińskiego przedstawiającej Niebo jako bezmiar nieskończoności – zasnute groźnie skłębionymi chmurami lub rozświetlone gwiazdami, zjawiał się bohater: Gustaw – Konrad, romantycznie zakochany, marzący o wyzwoleniu ojczyzny spod carskiej tyranii, samotny (może w więzieniu, może w kibitce „lecącej ku północy” oglądanej przez Guślarza i Kobietę w żałobie z końcowej sceny dramatu pt. „Noc Dziadów”, może już na zesłaniu przepowiedzianym przez Księdza Piotra?) i wywoływał z pamięci minione zdarzenia oraz postacie przyjaciół i wrogów. Zjawiały się kolejno w miejscach akcji ustawianych na tle tego bezkresnego horyzontu Nieba.

A całość akcji była ujęta jakby w ramy, w obrzędy Dziadów: na początku przedstawienia wg „Dziadów – Części I” i „Dziadów – Części II” (Gustaw pod oknem pokoju Dziewicy i w kniei, pochód na Dziady, obrzęd Dziadów w kaplicy), na końcu przedstawienia wg „Nocy Dziadów” (Guślarz. Kobieta w żałobie, obraz pokazujący, jak:

z zachodu,

Tam od Giedymina grodu,

Kilkadziesiąt wozów leci!

Wszystkie lecą ku północy,

Lecą, ile w koniach mocy.

(…) Jeden tam na przedzie

W czarnym stroju…

(…) Pierś miał zbroczoną posoką,

Bo w tej piersi jest ran wiele;

Straszne cierpi on katusze

Tysiąc mieczów miał on w ciele,

A wszystkie przeszły aż w duszę.

(…) „Któż weń wraził tyle mieczy?

Narodu nieprzyjaciele”.

Potem przejęci czytaliśmy recenzję Jana Kotta w „Przeglądzie Kulturalnym” pt. „Jak wam się podoba? „Czemu o tym pisać nie chcecie panowie” (1955 nr 49, przedruk: „Poskromienie złośników”, Warszawa 1957, s. 96-116):

Wystawienie „Dziadów” było najważniejszą sprawą, jaka zdarzyła się w polskim teatrze w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Tak odczuliśmy to wszyscy na warszawskiej premierze, tak odczuwają to, co wieczór widzowie w zapełnionej do ostatniego miejsca sali Teatru Polskiego. (…).

Są rocznice narzucane przez daty. Wiele takich rocznic obchodziliśmy. Bałem się, muszę szczerze przyznać, że Rok Mickiewiczowski będzie jedną z takich kalendarzowych rocznic. Nieprawda. Została ona przeżyta przez naród. I tym razem te słowa, tak nadużyte, odzyskują całą i pełną treść. (…).

Dziady” są (…) książką o Polsce, która istnieje naprawdę. O Polsce rzeczywistej, w całej jej wielkości i w całym tragizmie.

Na premierze „Dziadów” płakano w krzesłach i na galerii. Płakali ministrowie, maszynistom teatralnym latały ręce, szatniarki obcierały oczy chusteczką. „Dziady” wstrząsnęły. Włączyły się „w długie nocne rodaków rozmowy”. Od tego zacząć się musi recenzja. Reszta jest tylko literaturą i historią teatru.

Nie znam dramatu w całej literaturze światowej, który by po stu latach i ćwierć wieku tak potrafił wstrząsnąć, jak „Dziady”. „Dziady” przemówiły silniej niż wszystkie współczesne sztuki dziesięciolecia. Przemówiły historią i przemówiły współczesnością. Potwierdziły swoją obecność z całą gwałtownością. Gwałtownością na miarę Mickiewicza (…).

Dziady” są najbardziej współczesną książką polską pierwszej połowy XIX wieku. Po raz pierwszy staje w niej na scenie odarty z historycznego kostiumy bohater nowej epoki. Już zrzucił płaszcz bajronowski. Mówi swoją prawdę. Nie, on jej nie mówi. On ją krzyczy. Tak głośno, że krzyk ten przejmuje do dzisiaj. Czas nie wytrawił współczesności „Dziadów”. Ona nadal parzy. W „Dziadach” jest dynamit i ten dynamit wybuchł na premierze” (s. 97-98).

W dalszej części tekstu Profesor Jan Kott-recenzent wskazywał podstawowe tematy podjęte przez Adama Mickiewicza w dramacie: 1. dzieje generacji roku 1800 – biografia młodości szlacheckich rewolucjonistów i portrety romantyków – spotkanie tego pokolenia z ludem i przeżycie ludowości („kurna wieś i gminna pieśń, chłopska krzywda i stare podania”), 2. romantyczne przeżycia nieszczęśliwej miłości, 3. dramat polityczny – dzieje spisku przeciw carskiej tyranii i droga przez mękę pokolenia młodych patriotów.

Ukazywał zasięg terytorialny dramatu, w którym –„Cała Polska jest wielką sceną dramatu”: kaplicę cmentarną w noc Dziadów na Wileńszczyźnie, wiejski dom pod Lwowem, warszawski salon i kibitki rzędem długim lecące przez kraj na północ.

Przedstawiał aktorów dramatu: młodzież, podchorążowie i literaci, patrioci i zdrajcy – „Nowosilcow ze swoją zgrają oprawców i szpiegów i Bestużew z wyciągniętą dłonią”.

Potem notował dzieje literackiego i teatralnego odczytywania „Dziadów”: „Dziady” skupione na rewolucyjnym przeżyciu bohaterów epoki Mickiewicza, „Dziady” eksponujące ponad wszystko romantyczną miłość, potem „Dziady” jako dramat chrześcijański poprzez etapy rozumienia „Dziadów” widoczne w analizach uczonych od Wojciecha Cybulskiego [808-1867, profesor uniwersytetów w Berlinie i Wrocławiu], Piotra Chmielowskiego, Józefa Kallenbacha, Juliusza Kleinera, Wacława Borowego aż do analiz marksistowskich.

Wreszcie odsłona po odsłonie opisywał 7 części inscenizacji „Dziadów” w ujęciu Aleksandra Bardiniego. Analizował je scena po scenie, wygłaszając słowa aprobaty lub krytyki.

Na koniec oceniał grę aktorów – na ogół wysoko: Ignacego Gogolewskiego i Stanisława Jasiukiewicza w rolach Gustawa-Konrada, Księdza Piotra w ujęciu Mieczysława Mileckiego i Mariana Wyrzykowskiego, Senatora w wykonaniu Władysława Hańczy, postać Rollisonowej w ujęciu Seweryny Broniszówny i Zofii Małynicz. I dalej „dwór” Senatora: Gustawa Buszyńskiego w roli Doktora, Franciszka Dominiaka w roli Bajkowa. Potem Augusta Kowalczyka mówiącego kwestie Adolfa, a Adama Hanuszkiewicza i Józefa Parę – opowiadanie Sobolewskiego, Zofię Komorowską grającą Dziewicę i Kobietę w żałobie. Krytycznie oceniał Guślarza Wojciecha Brydzińskiego i Księdza w wykonaniu Stanisława Żeleńskiego.

I kończył: „Warszawska premiera pokazała, że Mickiewicz potrzebny jest naszym scenom jak powietrze. To nie tylko w porządku teatralnym. Również w porządku moralnym” (s. 116).

Jan Kott nie był odosobniony w swoich opiniach. August Grodzicki w codziennej gazecie „Życie Warszawy” relacjonował zdarzenie w dwóch odcinkach („Arcypoemat na scenie”, 1955 nr 284 z 26 XI i „Ludzie i duchy”, nr 289 z 4 XII). W drugim donosił: „Niejedno można zarzucić przedstawieniu „Dziadów” w Teatrze Polskim. Ale nie było jeszcze inscenizacji tego arcydramatu, która nie budziłaby jakichś zastrzeżeń. Jedno jest niewątpliwe. Wychodzimy z teatru głęboko wstrząśnięci. Poezja Mickiewiczowska uderza do głowy. Przez długi czas trudno uwolnić się spod jej oszałamiającego czaru. Jeżeli tak się dzieje, to znaczy, że wielki wysiłek teatru nie poszedł na marne, że przedstawienie jako całość na swój sposób podołało doniosłemu zadaniu pokazania dzisiejszemu widzowi arcydzieła Mickiewicza” (August Grodzicki pisał także w „Świecie” – „Pod urokiem wielkiej poezji”, 1955 nr 50-51 oraz we wspomnieniowej książce „W teatrze życia. Wspomnienia z lat 1920 – 1980”, Warszawa 1984 – rozdz. pt. „Trzy razy „Dziady”, s. 255 – 258).

Niezależnie od licznych innych – sprzecznych – opinii krytyków inscenizacja „Dziadów” w reżyserii Aleksandra Bardiniego stała się wielkim wydarzeniem – chyba największym wydarzeniem teatralnym po II wojnie światowej. Odbyły się 272 przedstawienia, przy widowni wypełnionej do ostatniego miejsca, także przez widzów przyjeżdżających z całej Polski.

Premierę zapowiadała prasa warszawska entuzjastycznymi tytułami. „Express Wieczorny” donosił: „Przed wielką premierą „Dziadów” (1955 nr 280), „Wydarzenie bez precedensu w historii teatru – powtórzenie uroczystej premiery „Dziadów” (1955 nr 283), „Oto obchodzimy „Dziady” (1955 nr 289 część I i nr 290 część II). „Życie Warszawy” pisało: „Największe dzieło polskiego romantyzmu, „Dziady” na scenie Teatru Polskiego” (1955 nr 281), „Uroczysta premiera „Dziadów” w Teatrze Polskim” (1955 nr 283), „Arcypoemat na scenie” (1955 nr 284), „Ludzie i duchy” (1955 nr 289).

Przedstawienie sygnalizowały pisma całego kraju ( 32 tytuły) – od gazet codziennych jak „Dziennik Zachodni”, „Gazeta Wielkopolska”, „Głos Wielkopolski”, „Ilustrowany Kurier Polski”, „Łódzki Express Ilustrowany” („Premiera „Dziadów” w Warszawie”, 1955 nr 283), „Ilustrowany Kurier Polski”, „Kurier Szczeciński” („Uroczysta premiera „Dziadów” w Teatrze Polskim w Warszawie”, 1955 nr 283), po tygodniki, jak „Tygodnik Demokratyczny czy „Tygodnik Powszechny”. O zdarzeniu donosiły pisma partyjne i katolickie, ludowe, młodzieżowe i pracownicze – „Trybuna Ludu”, „Trybuna Mazowiecka”, „Słowo Ludu”, „Słowo Powszechne”, „Głos Pracy”, „Sztandar Młodych”. A za nimi gazety wojskowe, jak „Żołnierz Polski” czy „Żołnierz Wolności”, prasa ilustrowana („Dookoła Świata”, Przekrój”, Świat”), literacka („Nowa Kultura”, „Przegląd Kulturalny”, „Twórczość”, „Życie Literackie”) i teatralna („Teatr”). W sumie wydrukowano 55 pozycji prasowych – recenzji i artykułów okolicznościowych. Odezwały się nawet „Szpilki” piórem zasłużonego w organizowaniu podziemnej pracy literackiej Zbigniewa Mitznera „7 dni” (1955 nr 51 pod pseud. Jan Szeląg)!

Tuszowali swoje dawniejsze opinie recenzenci prasy partyjnej. Pisali z entuzjazmem lub krytycznie znani recenzenci, dziennikarze, historycy literatury, ludzie teatru i pisarze: Karolina Beylin, Konrad Eberhardt, Jacek Fruhling, Zygmunt Kałużyński, Zofia KarczewskaMarkiewicz, Jan Kreczmar, Wacław Kubacki, Tadeusz Kudliński, Wojciech Natanson, Wanda Padwa, Stefan Polanica, Zofia Sieradzka, Józef Szczawiński, Stefan Treugutt, Jan Wiktor, Jerzy Żuławski.

Najbardziej krytyczne recenzje zamieścił Zygmunt Greń w „Życiu Literackim” – „Wielka

Improwizacja, „Dziady” w Teatrze Polskim” (1955 nr 50, przedruk w: „Godzina przestrogi. Szkice z teatru 1955-1963”, Kraków 1964, s. 9-16, w części pt. Godzina miłości”) i Krzysztof Teodor Toeplitz w „Teatrze” – „Bez książek zbójeckich” (1956 nr 7).

W „Żołnierzu Wolności”, pod pseudonimem J. Haba, opublikował tekst przyszły znawca wszystkich teatralnych „Dziadów” i autor monografii „Dziadów” Schillerowskich – Jerzy

Timoszewicz, wówczas uczestnik prócz seminarium magisterskiego Jana Kotta na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego także koła młodych krytyków zorganizowanego przy czasopiśmie „Teatr” przez Edwarda Csato.

Dość szybko na temat utworów Adama Mickiewicza na scenie ukazały się dwie książki: w roku 1957 „Mickiewicz na scenie” Tadeusza Siverta (z zespołem studentów polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, w którym byli właśnie przyszli uczestnicy seminarium magisterskiego Jana Kotta), a w 1959 „Mickiewicz na scenach polskich” w opracowaniu Tadeusza Pacewicza (Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, pierwszy tom serii „Z dziejów inscenizacji w Polsce” pod redakcją Henryka Szletyńskiego).

Praca Tadeusza Pacewicza zgromadziła fotografie (119) oraz dokumentację teatralną i bibliograficzną 18 inscenizacji z lat 1848-1955: „Dziadów” (13 realizacji), „Konfederatów barskich” (3 wystawienia, 1872, 1915, 1929) oraz „Widm” Stanisława Moniuszki wg „Dziadów” (2 premiery, 1897 i 1900), pomijając przeróbki i adaptacje innych utworów Mickiewicza oraz przedstawienia na scenach amatorskich. Pomijając powtórzenie inscenizacji Leona Schillera w Sofii (1937) oraz – chyba z powodów cenzuralnych – inscenizacje Leopolda Pobóg-Kielanowskiego: w Toruniu (1934), Katowicach (1938) i Nowogródku (1938).

Rozpoczęła od inscenizacji fragmentu „Dziadów” z 13 sierpnia (wg Karola Estreichera) i 3 września 1848 roku w Teatrze Narodowym w Krakowie (Plac Szczepański) pod dyrekcją Antoniego Mączyńskiego (wykonanie „Dziadów IV Części” podczas kontraktów w Nowogródku w 1824 roku pominięto nie tylko jako przedstawienie amatorskie i studenckie, ale przede wszystkim z powodu braku materiałów). Zakończyła na „Dziadach” w Państwowym Teatrze Polskim w Warszawie pod dyrekcją Arnolda Szyfmana, w inscenizacji Aleksandra Bardiniego (26 XI 1955, scenografia – Jan Kosiński, kostiumy – Irena Nowicka, muzyka – Tadeusz Baird, kierownictwo muzyczne – Edward Wejman, choreografia(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... More – Jerzy Kapliński)

Zamieszczono reprodukcje 12 zdjęć oraz informacje o przedstawieniu i jego twórcach: I. Spis współpracowników teatru przy inscenizacji; II. Pełną obsadę przedstawienia; III. Spis 7 odsłon przedstawienia i kolejnych scen w każdej odsłonie: 1. Pokój Dziewicy, Pochód gromady na obrzęd Dziadów, Gustaw w kniei leśnej („Dziady – Część I”), 2. Obrzęd Dziadów („Dziady – Część II”), 3. Upiór i scena U księdza („Dziady – Upiór” i „Dziady – część IV”), 4. Prolog, Sceny więzienne, Improwizacja, Egzorcyzmy, Sen Konrada, Widzenie Ewy, Widzenie Senatora, Widzenie księdza Piotra („Dziady – część III”, prolog i sceny od pierwszej do szóstej), 5. Salon warszawski („Dziady – część III”, scena siódma), 6. Bal u Senatora („Dziady – Część III”, scena ósma), 7. Noc Dziadów („Dziady – Część III”, scena dziewiąta); IV. Chronologię przedstawień w sezonie 1955/1956 (od 26 XI 1955 do 29 VI 1956 – wieczornych, poranków, popołudniówek; z zaznaczeniem przedstawienia telewizyjnego z 28 XI 1955); V. Dokumentację teatralną (egzemplarztekst dramatu opracowany na użytek konkretnego wystawienia;... More teatralny, afisz, ikonografia – szkice dekoracji Jana Kosińskiego i kostiumów Ireny Nowickiej, miejsce reprodukowania zdjęć głównego fotografa Franciszka Myszkowskiego oraz innych, jak Stanisława Dziubińskiego czy zdjęcia prywatne, obrazy filmowe i telewizyjne); VI. Zawartość programu wydanego z okazji premiery: „Adam Mickiewicz” Zdzisława Libery, „O „Dziadach” Wyspiańskiego i Schillera” Stanisława Witolda Balickiego, „Głosy o „Dziadach” Ryszarda Górskiego, „Obsady „Dziadów” w inscenizacji Wyspiańskiego i Schillera” Stanisława Dąbrowskiego, „Dziady” na scenie Teatru Polskiego w Warszawie” Ireny Strzemińskiej – podpisane inicjałami I.S., „Polewoj – Bieliński – Wiaziemski: Mickiewicz we wspomnieniach i sądach wybitnych Rosjan XIX w.”, „Przekłady „Dziadów” na języki obce” Stanisława Stupkiewicza; VII. Dokumentację muzyki; VIII. Dokumentację bibliograficzną (książka Tadeusza Siverta „Mickiewicz na scenie”, 1957, s. 63-79 oraz spis recenzji, artykułów okolicznościowych, ważniejszych wzmianek prasowych); IX. Ważniejsze opracowania naukowe (podane jedno: Bohdana Korzeniewskiego „W obronie aniołów”, „Pamiętnik Teatralny” 1956 z. 1, s. 3-21).

To jedno z „ważniejszych opracowań” podane przez Tadeusza Pacewicza okazało się, wśród głosów krytycznych o inscenizacji „Dziadów” w reżyserii Aleksandra Bardiniego, najbardziej dla niej druzgocące. I w oryginale drukowanym w „Pamiętniku Teatralnym” i w późniejszym skróconym przedruku: w książce „O wolność dla pioruna … w teatrze” (Warszawa 1972, s. 36-58). Już w tytule artykułu („W obronie aniołów”), a następnie w tytule książki („O wolność dla pioruna … w teatrze”) nawiązywało aluzyjnie do praktyki teatralnej Aleksandra Bardiniego, który przed laty usunął z inscenizacji piorun zabijający Balladynę w dramacie Juliusza Słowackiego, a teraz z „Dziadów” wszelkie duchy, które – zamiast zjawiać się na scenie widomie, jak u Mickiewicza, w „Części II” „wyświetlały” się na ścianie jak na telewizyjnym ekranie, a w scenie „Improwizacji” z „Części III” nie tylko diabły, ale także anioły „przemawiały z zaświatów” przez megafon.

Bohdan Korzeniewski w części swego artykułu prześledził „polityczną historię „Dziadów” oraz „pisany i sceniczny sąd o „Dziadach”:

Nikt dotąd nie napisał politycznej historii „Dziadów”. A mają historię niezwykłą. Jak żaden inny utwór u nas i jak żaden inny utwór na świecie złączyły się z losami narodu w czasach niewoli. Przez blisko sto lat sprawowały więcej niż „rząd dusz”. Poematem tym Mickiewicz zdobył nad narodem władzę, po jaką nie mógł sięgnąć żaden z trzech cesarzy razem ze swoim aparatem przemocy: policją, wojskiem, administracją, szkolnictwem, wiernopoddańczymi partiami politycznymi.

Byłoby niewątpliwie błędem sądzić, że to najprawdziwsze panowanie nad ludźmi uzyskał przez schlebianie ich słabości. „Dziady” nie apelują do uległych i zrozpaczonych, ale do nieprzejednanych i wierzących. Wystarczy przypomnieć sobie na świeżo relacje Sobolewskiego w więzieniu czy opowiadanie Adolfa w salonie warszawskim (…). Z tych fragmentów dramatu, pozornie najbardziej „martyrologicznych” aż bucha protest zwrócony do ludzi silnych. Jeśli wywołują one łzy, to takie łzy, za które oprawcom przychodziło drogo płacić. Na tych opowiadaniach – nie zapominajmy! – wyrastali polscy rewolucjoniści. Wiedział dobrze carski żandarm, czemu prawie przez cały wiek ścigał tomiki „Dziadów części III” przemycane przez granicę i czytane przy zasłoniętych oknach. Mało które dzieło sztuki na świecie dostąpiło tego niezwykłego wyróżnienia, że zwracało przeciw sobie na równi z walczącymi ludźmi całą potęgę organizacji państwowej. (…).

Niestety, to nie rewolucjoniści podejmujący walkę z przemocą urabiali ostatecznie pisany i sceniczny sąd o „Dziadach”. Bardzo szybko zagarnęło je dla siebie mieszczaństwo i wypełniło po brzegi swoim przerażeniem i swoją niewiarą w możliwość zmiany odwiecznego porządku świata. W ich doświadczeniu historycznym zawsze w stosunkach między narodami panował gwałt, morderstwa i rabunek. Polska zdobyła pod tym względem wiedzę wyjątkowo bolesną. Nie były jej oszczędzone żadne z krzywd ani żadne z upokorzeń niewoli. Toteż w wykładzie mieszczańskim „Dziady” przeobraziły się nie do poznania. Groźne wybuchy gniewu zamieniły się w bezsilne skargi, namiętne wezwania do walki z tyranią – w prośby o zmiłowanie. W tej interpretacji „Dziady” zaczęły przypominać jakieś straszne i nawet odrażające Zaduszki polskie. Cały naród zasiadał u bram cmentarza z umarłą ojczyzną i obnażał spośród łachmanów swoje zaropiałe rany i kalectwa. Wszystko dla wyżebrania u wolnych narodów jałmużny litości.

Obie najwybitniejsze z dawnych inscenizacji „Dziadów” odwoływały się do tej żałobnej i męczeńskiej tradycji. Ale w inscenizacji Wyspiańskiego odżyły znowu tęsknoty do utraconej niepodległości, powracały wezwania do czynu zbrojnego. Nabierała przez to mocnej wymowy politycznej.

W inscenizacji Schillera rozbłysły w stopniu ani przedtem, ani dotychczas niedostępnym teatrowi polskiemu piękności artystyczne poematu. Nie tylko jednak na tym polegała niezwykłość tego przedstawienia. Jednocześnie zebrało się w nim mnóstwo gniewów i mnóstwo gorzkich rozczarowań Drugiej Niepodległości. Wyrządza się Schillerowi krzywdę, kiedy się odrywa jego dzieło, jak to przeważnie czynią jego pośmiertni chwalcy, od historycznego czasu. Schiller wprowadził „Dziady” na sceny Lwowa i Wilna, właśnie Lwowa i Wilna w latach pacyfikacji wsi ukraińskich, gwałtów nad chłopami białoruskimi, okrutnego dławienia ruchów narodowych. W „Dziadach” dokonywała się straszna konfrontacja. Stawały tam przeciw sobie twarzą w twarz dwie Polski: ta Polska wymarzona i ta Polska rzeczywista, ta Polska spragniona wolności i ta Polska narzucająca niewolę. I znowu jednym ze składników przedstawienia, decydującym w znacznej mierze o jego wewnętrznym ogniu i sile, stawała się żywa myśl polityczna.

Ostatnie ujęcie „Dziadów” nawraca do mieszczańskiej „martyrologii bez takich nawiązań do wielkich idei swego czasu. (…). Chwyta się zwierzchniej, oficjalnie uznanej za „realistyczna” warstwy dzieł nie usiłując zstąpić do głębi, gdzie wre ten ogień (…). Dlatego cofa się w czasie za inscenizację i nawet za inscenizację Wyspiańskiego. Środków, którymi się posługuje, trzeba by chyba szukać w staroświeckich przedstawieniach krakowskich z XIX w. (…).

Na „Dziadach” z roku 1955 legła całym ciężarem biurokratyzacja sztuki, wraz ze swoim zarozumialstwem, tchórzostwem i podejrzliwością wobec wszystkich spraw świata, które przerastają jej zdolności rozumienia albo gust artystyczny (…). (….) przybyła nam jeszcze jedna zmarnowana okazja.

Należy sobie jasno uświadomić, że ze względu na olbrzymie rozmiary dzieła i ze względu na wyjątkowe okoliczności była to okazja historyczna” („Pamiętnik Teatralny” 1956 z. 1, s. 1921).

Bożena Frankowska

[Na zdj. Ignacy Gogolewski jako Konrad-Gustaw, fot. Teatr Polski w Warszawie]

Dodaj komentarz