Mazurkiewicz, bój się Boga!

Tomasz Miłkowski pisze po premierze „Żołnierza królowej Madagaskaru” w Teatrze Polskim w tygodniku „Przegląd”:

Sławny nasz reżyser i aktor Janusz Warnecki napisał przed laty, że „Żołnierza królowej Madagaskaru” Juliana Tuwima nie da się dobić. Bo historyjka o mecenasie Mazurkiewiczu przybywającym z Radomia do Warszawy, wygłodniałym wdowcu w poszukiwaniu narzeczonej, choć głupiutka na pierwszy rzut oka, uszyta jest z takim wdziękiem, że każdego w końcu pokona. Inaczej mówiąc, w swojej kategorii zwariowanej komediofarsy muzycznej nie ma sobie równej.

Tak czy owak, Krzysztof Jasiński nie miał takich intencji, aby ośmieszać tę poczciwą komedyję o Mazurkiewiczu, szefie krzewiącej dobre obyczaje Lilii Radomskiej, rozdartym między uczuciem do panny Mąckiej i adoracją pięknej aktoreczki. Przeciwnie, Jasiński wystawił „Żołnierza” z czułością. Dzięki temu powstał spektakl radosny, pełen wdzięku i staroświeckiego poloru. Wnętrze czcigodnego Teatru Polskiego zmieniło się w teatrzyk rewiowy. Na scenie grasowały girlsy, za kulisami kręcili się inspicjenci i podejrzani admiratorzy pięknych aktorek. Wśród nich królował mecenas Mazurkiewicz z Radomia (w tej roli w świetnej dyspozycji Zbigniew Zamachowski) i jego niesforny syn Kazio (Krzysztof Kwiatkowski). Na czoło zespołu wysuwały się prześmieszne figury sióstr Mąckich, pań z pretensjami do wyższych sfer (Joanna Trzepiecińska i Ewa Makomaska) i elektryzująca starzejąca się panna pozująca na kobietę fatalną, czyli Sabina Lidii Sadowej. Dla samej sceny niewydarzonych, a rozkosznych amorów Mazurkiewicza i Sabiny warto wydać wszystkie pieniądze na bilet.

Ze sceny buchało energią, której dodawał także Szymon Kuśmider w roli starego wyjadacza scenicznego, niejakiego Cabińskiego i panowie Mąccy, siostrzeniec Adriana Brząkały i stryjaszek Piotra Bajtlika, obaj usidleni przez ponętną Kamillę Joanny Pocicy.

Zabawa zatem przednia, z piosenkami, które wszyscy znamy, z powiedzonkami powtarzanymi przez teatromanów (jak choćby: „Mazurkiewicz, bój się Boga!”, „Kaziu, nie męcz ojca!”) i lekkim prześmiewaniem z obrońców moralności, którzy nie tak rzadko diabła mają za skórą, ale broni w walce o czystość nie składają. W szanownym Teatrze Polskim powiało niewymuszonym humorem w lekko pastiszowym odcieniu, a wszystkich połączyło brawurowe wykonanie piosenki „Ajajaj Madagaskar”, któremu z wigorem przewodził Krzysztof Kwiatkowski.

Tomasz Miłkowski

ŻOŁNIERZ KRÓLOWEJ MADAGASKARU Julian Tuwima, w opracowaniu i reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, opr. muz. Krzysztof Herdzin, scenografia Justyna Łagowska, choreografia Agnieszka Brańska, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana, premiera 25 października 2018

Dodaj komentarz