Rzeczy Istność – gorzej z ludźmi!

Adam Walny pisze po zorganizowanym przez siebie Festiwalu Teatru Przedmiotu:

W dniach 9-14.10.2018 roku odbył się w Gdańsku I Międzynarodowy Festiwal Teatru Przedmiotu – Rzeczy Istność. Inicjatorem, pomysłodawcą, współproducentem i uczestnikiem tego festiwalu był Adam Walny, czyli piszący te słowa. Nie była to jego pierwsza inicjatywa festiwalowa. Dziesięć edycji Święta Głupców, Walny-Festiwal, Alter Ego czy Kaskaderzy Teatru to wcześniejsze tytuły spotkań artystów pomijanych, wykluczanych przez systemy dotacji.

Figura, Przedmiot, Cień – to zagadnienia – klucze I Międzynarodowego Festiwalu Teatru Przedmiotu, które decydowały o doborze artystów. Był to bowiem pierwszy z wielu festiwali teatralnych, który akcentował nie kolektyw teatralny, ale osoby niezależnych twórców. Zobaczyliśmy dziesięć bardzo różnorodnych spektakli: teatr przedmiotów szklanych, teatr marionetek podwodnych, teatr figur instrumentów, nadmarionety klawiszowe, teatr cieni, teatr tańca z przedmiotem, teatr figur, teatr rzeźb wielofunkcyjnych. Byli artyści: Laura Bartolomei, Jagoda Możdżer, Ariel Doron, Dorota Dąbek, Krzysztof Zemło, Maciej Dużyński no i Adam Walny. Każdy artysta prócz wypowiedzi scenicznej przygotowany był na spotkanie zakulisowe z publicznością. Troje z nich poprowadziło warsztaty.

Rzecz miała miejsce w nowoczesnej i bogato wyposażonej Auli Neofilologii Uniwersytetu Gdańskiego, na tę okoliczność ozdobionej atrakcyjnymi fotogramami „Figura – mój aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More” autorstwa Adama Walnego. Miejsce festiwalu zostało przez organizatorów wybrane nieprzypadkowo. Uniwersytet Gdański, poza świetną lokalizacją, znakomitą aulą, posiadał atut widza i znany był jako mekka teatrologii. I tu, niestety organizator nie przewidział, że teatrolog może być absolutnie teatrem nie zainteresowany. Skoro zatem teatrolodzy teatrem nie są zainteresowani to dlaczego zainteresowani nim powinni być studenci filologii czy innych podobno humanistycznych przedmiotów? Podsumowując, średnia wieku na widowni Auli Uniwersytetu Gdańskiego podczas prezentacji festiwalowych była 50 plus. Dodam, że wstęp był wolny – być może to jest powód nieobecności studentów, którzy za piwo przecież płacą.

Z racji, że festiwal organizowany był, w okresie wyborów samorządowych, nie pojawili się również przedstawiciele mediów. Żaden z kandydatów o kulturze nie wspominał. Nie było nikogo z prasy, telewizji ani radia – prawdopodobnie ich wizyty są w Gdańsku płatne. Poza tym sukces! Publiczności z każdym kolejnym dniem festiwalu było coraz więcej, poczta pantoflowa jeszcze działa, co szczególnie cieszy. Poza ciekawymi formalnie prezentacjami były jeszcze nazwiska: Szekspir, Herbert, Kołakowski, ale okazuje się, że i one nie były magnesem ani dla przyszłych teatrologów ani filologów. Co ciekawe widziałem na Szekspirze sprzedawczynię z Żabki a na Herbercie szewca i panią z cukierni. Kolegów aktorów z branży nie spotkałem. I tu mnie olśniło: dlaczego spektakle festiwalowe, zdobywające kolejne nagrody i obecne w mediach są często grane poza festiwalami przy pustych salach lub w ogóle? To problem doboru jury owych festiwali. Jeżeli bowiem w jury siedzą koledzy z branży, których nie interesuje teatr, tym bardziej nie ich teatr, to werdykty są w stylu: im gorzej tym lepiej. Jeżeli w jury znaczących festiwali nie zasiądą szewcy, robotnicy budowlani czy rolnicy teatr będzie coraz bardziej zamkniętą, wyobcowaną i niekomunikatywną przestrzenią aktywności. Będzie patologią sztuki, która jest, jakby na nią nie patrzeć, komunikatem.

Adam Walny

Dodaj komentarz