Nie lawiruj, płyń prosto pod wiatr

Tomasz Milkowski pisze w październikowej „Stolicy” po premierze DEPRAWATORA Macieja Wojtyszki w Teatrze Polskim w Warszawie w reżyserii Autora:

To ostatnie słowa Gombrowicza, jakie padają w sztuce Macieja Wojtyszki „Deprawator”. Niczym rodzaj przesłania, skierowanego do artystów (i nie tylko). Wojtyszko, reżyser, dramaturg, autor uwielbianych książek dla dzieci, lubi pisać o artystach, o pisarzach zwłaszcza, takich smakowitych dramatów, jak m.in.: Bułhakow, Chryje z Polską, czyli rzecz o Stanisławie Wyspiańskim, Kraina kłamczuchów (o Petrarce i Boccacio), Całe życie głupi (o Bałuckim). Napisał wcześniej inną sztukę, w której w roli głównej obsadził Gombrowicza – „Dowód na istnienie drugiego”, która przed trzema laty była wystawiana w Teatrze Narodowym. Notowałem wówczas w „Stolicy”: „Świetnie napisana sztuka, błyskotliwy zapis spotkań Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka, zakotwiczony w realiach, choć zrekonstruowany mocą wyobraźni”.

W „Deprawatorze” partnerem Gombrowicza jest Czesław Miłosz, a w tle pojawia się nadto Zbigniew Herbert. Rzecz zainspirowała Rita Gombrowicz opowieścią o spotkaniach tych dwóch gigantów literatury, a autora sztuki przypilnował Janusz Majcherek, wzbudzając jego zainteresowanie tematem. Wojtyszko, jak zawsze w swoich rekonstrukcjach prawdziwych lub fikcyjnych spotkań artystów (i tego, co z tego wynikło) korzysta z dostępnych dokumentów i wspomnień, ale ostateczny kształt wiedzionych rozmów podpowiada mu wyobraźnia i… próby z aktorami, podczas których tekst wzbogaca się o rozmaite detale. Tak było też i w tym wypadku, do tekstu sztuki weszło m.in. znane powiedzenie Magdy Zawadzkiej, która zwykła odpowiadać na komplementy: „Cóż winien kwiat, że pachnie”.

Trzeba niezwykłego talentu o umiejętności rozkładania akcentów, aby nie stroniąc od słabostek wielkich artystów, kabotyństwa Gombrowicza i skłonności do butelki Miłosza, ukazać ich zawiłą przyjaźń. Nie tylko dowcipnie, ale z należną wagą dla intelektualistów, którzy potrafili mierzyć się z prawdą o własnym narodzie, Na ich tle irytująco prezentuje się Herbert, wtedy jest poeta młody, ale już świetny, mający jednak problem z dystansem do narodowej tromtadracji.

Powstał nie tylko świetny tekst, mądry i błyskotliwy, ale i doskonale zagrane przedstawienie, w którym błyszczą Andrzej Seweryn (Gombrowicz jak żywy) i Wojciech Malajkat (jako Miłosz bez koturnów), mierzący się ze sobą na argumenty i ten trzeci dochodzący Paweł Krucz, (Herbert w walce na miny), który Gombrowicza odrzuca, ale pozostaje pod jego wpływem, jak wszyscy polscy artyści.

W obsadzie znakomite aktorki, Grażyna Barszczewska jako Janina Miłosz, Magdalena Zawadzka jako Iza de Neuman, Anna Cieślak jako Rita Labrosse oraz w roli, jak to powiada Gombrowicz „sługi”, Katarzyna Skarżanka. Bezbłędnemu rysunkowi postaci towarzyszy sugestywna ilustracja muzyczna Piotra Mossa i funkcjonalna scenografia Pawła Dobrzyckiego. Słowem spektakl nie do przechwalenia: dwie godziny z okładem pobudzające do śmiechu i myślenia na scenie kameralnej Teatru Polskiego w Warszawie.

Tomasz Miłkowski

DEPRAWATOR Macieja Wojtyszki w reżyserii autora, Scena Kameralna Teatru Polskiego w Warszawie, prapremiera 28 września 2018

Dodaj komentarz