100 × 100. ARTYŚCI I WYDARZENIA: 100 RAZY TEATR POLSKI NA STULECIE POLSKI ODRODZONEJ I NIEPODLEGŁEJ (39)

19 lutego 1945, 1 kwietnia 1945, 22 kwietnia 1945

POWOJENNE OTWARCIA TEATRÓW W KRAKOWIE: TEATRU MIEJSKIEGO IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO, STAREGO TEATRU, TEATRU RAPSODYCZNEGO

Pierwszym przedstawieniem teatralnym, które zobaczyłem po wojnie było

Wesele” Wyspiańskiego w Teatrze Słowackiego w Krakowie w wykonaniu Teatru Wojska Polskiego, w reżyserii Wł. Krasnowieckiego. Działo się to w parę tygodni po wyzwoleniu. Teatr był nie ogrzany, tak że siedzieć trzeba było w płaszczu i w czapce futrzanej.

Poszedłem za kulisy powitać znajomych aktorów, pytali mnie, jak mi się podoba przedstawienie, czy mnie nie gniewa nowa, bardziej realistyczna interpretacja dzieła poety. Nie wiedziałem, co im odpowiedzieć, nie byłem zdolny do zrobienia żadnej uwagi. Jak człowiek, który wraca z innego życia, powiedzmy z innej rzeczywistości, nie może od razu oprzytomnieć ani też uwierzyć, że znowu będzie żyć dawnym życiem, słuchać słowa polskiego mówionego ze sceny, dyskutować o poezji i sztuce. Słuchać jak serce polskie do życia z letargu przywrócone silniejszym odzywa się głosem niż haubice, co je chciały zabić.

W dwa miesiące po wyzwoleniu 30 marca 1945 roku na scenie Starego Teatru [próba generalna dla zaproszonych gości] odbyło się przedstawienie, które nas wszystkich do głębi wzruszyło. Był to Zawieyskiego „Maż doskonały” – poemat filozoficzno-dramatyczny. Jest to biblijna historia Hioba. Temat zaczerpnięty z księgi Pisma Świętego, sztuka pisana podczas tragicznych walk Powstania Warszawskiego jest krzykiem bólu i rozpaczy na widok spalonej ziemi, ale przede wszystkim walką o nadzieję. „Całą potęgą swego uczucia i woli życia przeciwstawił się Zawieyski w tej pozornie tak oderwanej sztuce pesymizmowi i zniechęceniu, jakie muszą do człowieka iść od ruin i zgliszcz”. Tak pisze Zofia Starowieyska-Morstinowa w swoim studium o Zawieyskim i dodaje bardzo słusznie, że dziś są to sprawy jasne i rzeczywiste. Dziś Warszawa blaskiem swych pałaców, swymi wspaniałymi perspektywami urbanistycznymi głosi siłę i zwycięstwo człowieka nad ruinami. Ale nie były to sprawy tak jasne wtedy, gdy cały kraj leżał w gruzach, gdy patrzyliśmy na „beznadziejną”, zdawałoby się, kupę zgliszcz Warszawy.

Moja ziemia Ur. jest czarna i nieżywa” – mówi Hiob, a pociesza go jego przyjaciel Sofar takimi słowy: „Naturalnie, Hiobie, twoja ziemia nie żyje i zdaje ci się, że świat przestał istnieć lub jeśli istnieje, to w jego naturze mieści się to samo zło, które zabiło dobro, i ten sam ból, który jest w tobie. Trudno ci zaprzeczyć, Hiobie, bo słowa twoje idą z dna cierpienia… Gdy patrzy się na nieżywą ziemię, na kraj w ruinach – mówi dalej mądry Sofar – ciężko jest nie myśleć, że zło jest wiecznie żywe i działające. Oko mówi mi dokładnie bezmiar nieszczęścia. Zdaje się, że wszystko wynika z rozpiętości skromnego na pozór przeciwieństwa: część czy całość? Jeżeli zapomnimy o części, całość zostanie ocalona. Całość jest dobra i całość jest doskonała nawet i wtedy, gdy jakąś ziemię Ur nawiedzi nieszczęście”. A Elohim pociesza słowami, które wtedy krzepiły zbolałe serca. Im głębsza otchłań niedoli, tym wyższy i potężniejszy krzyk nad otchłanią.

Hiob nie tylko powtarza nie ma, ale przyjmuje możliwość wszystkiego, co jest. „Czy widzisz, jak chodzi wśród ruin? Myśli. Osądza. Tworzy. Buduje. Odrzucił worek pokutny. Szuka!… Zacznie się dzień, gwiazdy zgasną i zbudzi się ziemia, nawet spalona ziemia Ur.”.

Nazwałem utwór Zawieyskiego poematem filozoficznym, bo od czasów „Jedermanna” Hofmannsthala, którego entuzjaści porównują z „Faustem” Goethego, nie słyszałem takiego dialogu filozoficznego w tak doskonałej formie dramatycznej. Nawet córka Hioba kłóci się z narzeczonym o filozoficzne pojęcie słowa „wydaje się”. A mimo to sztuka od początku do końca przykuwa uwagę widza, ani chwilę nie jest nudna i ma doskonałe role. Jeżeli dodamy do tego świetną oprawę Andrzeja Pronaszki (nie zapomnę nigdy kostiumów córek Hioba i tych wież, jakie nosiły na głowie), reżyserię Ronalda Bujańskiego, grę Janusza Warneckiego i Zofii Małynicz, to trzeba uznać, że to przedstawienie w dwa miesiące po zakończeniu wojny na naszej ziemi, to dzieło nieustępliwej nadziei, było zapowiedzią, że wszystko, co teraz będziemy czynić, przyniesie nam oczekiwany rezultat. Bo według słów Hioba jesteśmy nowymi ludźmi, których urodził ból! I cokolwiek taki człowiek uczyni, poszczęści mu się.

W tym czasie, gdy odbywała się premiera „Męża doskonałego”, wykładałem w studium dramatycznym Starego Teatru i moi uczniowie i uczennice brali udział w scenach zbiorowych tego widowiska.

Ponieważ z tą młodzieżą łączyły mnie bliskie i towarzyskie stosunki, wiem, jak reagowała na sztukę. Tak, jak o niej napisałem. Przejmowała ich serca otuchą i nadzieją i tym uczuciem, że nasza Ojczyzna jest jak drzewo nad strumieniem wód wsadzone, które burze targają, ale nie złamią i owoc swego czasu zawsze wyda. Cokolwiek teraz czynić będziemy w Niej i dla Niej, poszczęści się nam.

Gdybyśmy mieli w teatrze jakieś linie repertuaru, to „Mąż doskonały” zaliczałby się do tych sztuk, które od czasu do czasu bywają wznawiane i w nowej inscenizacji pojawiają się na scenie”.

Tak pisał o krakowskim wydarzeniu w Starym Teatrze pisarz, co w swoim Testamencie oświadczył, iż obok swej żony Niny „kochał najwięcej swój Naród” – Ludwik Hieronim Morstin w książce „Moje przygody teatralne” (Warszawa 1961 – Część trzecia, s. 165-168).

Reżyserem przedstawienia „Męża doskonałego” był wówczas Jerzy Ronard Bujański, mianowany już 26 stycznia 1945 roku – przez Jana Karola Wendego, przybyłego z Lublina pełnomocnika Tymczasowego Rządu Polskiego „potrójnym” dyrektorem teatru: Starego Teatru na Placu Szczepańskim w Krakowie, Studio Teatralnego przy Starym Teatrze i komisarzem gmachu Starego Teatru „z przyległościami”. Zatem słynnego krakowskiego teatru Adama Skorupki i Stanisława Koźmiana (1 X 1865-7 VII 1885) oraz Jakuba Gliksona (5 IX 1885 – 31 VIII 1893) na Placu Szczepańskim, który został zamknięty 31 VIII 1893 po wybudowaniu na Placu Świętego Ducha obecnego Teatru im. Juliusza Słowackiego. Wyremontowany potem (otwarcie 18 II 1906) nie służył już przedstawieniom teatralnym.

Dzieje swojej nominacji i pracy w Starym Teatrze Jerzy Ronard-Bujański opisał w tekście pt. „Pierwsze dni wolności w Starym Teatrze” (druk w: „Sto lat Starego Teatru w Krakowie”. Praca zbiorowa la uczczenia setnej rocznicy objęcia dyrekcji przez Adama Skorupkę i Stanisława Koźmiana”, Kraków 1965, s. 31-38).

Wojciech Natanson, za dyrekcji Jerzego Ronarda-Bujańskiego pełniący (wraz z Tadeuszem Brezą) obowiązki kierownika literackiego Starego Teatru, dorzucił tam swoje uwagi nie tylko o pracach nad premierą „Męża doskonałego”, ale także dziejach gmachu: „Od 1893 roku teatr, pamiętający czasy tam Koźmianowskie, prawie nie był wykorzystywany. W starym gmachu odbywały się koncerty, bale i odczyty. Aktorzy, jeśli do tego budynku zaglądali to tylko na doroczne „zabawy teatralne”. Ciekawe, że gdy po pierwszej wojnie światowej Kraków niespodziewanie z miasta „monoteatralnego” stał się wielozespołowym – grano poza teatrem Słowackiego: w „Ujeżdżalni” przy ulicy Rajskiej, w „Nowościach” przy Starowiślnej, w „Bagateli”, u „Plastyków” – ale nie w Starym Teatrze. Reteatralizację tego gmachu spowodował przypadek. W 1943 roku okupant próbował okazać większą „łaskawość” życiu teatralnemu w Krakowie. Postanowiono założyć „polski” teatr, stwarzając podobne absurdalne pozory, jak w Warszawie. Ale oczywiście mowy o tym nie było, by zwrócić Polakom zrabowany teatr Słowackiego. „Kompromisowo” odbudowano więc na cele sceniczne – budynek Teatru Starego. Jak wiadomo aktorzy krakowscy odpowiedzieli głuchym milczeniem. Publiczność się nie kwapiła, choć grano sztuki niepropagandowe. Impreza zbankrutowala (jak stwierdza w artykule z 1945 roku Krystyna Grzybowska [z Estreicherów]) – po trzech miesiącach.

Otóż pięknym zrządzeniem losu ten sam Stary Teatr miał obecnie służyć polskiej myśli teatralnej. Drugim zbiegiem okoliczności, właśnie „Stary” Teatr stał się – w różnych znaczeniach – młodym. Od pierwszej chwili postanowiono tu wystawiać sztuki współczesne. Pod względem aktorskim i reżyserskim niemal automatycznie ustalił się podział pracy. Teatr im. Słowackiego, mimo licznych (i świetnych) „uzupełnień”, służył dalszemu rozwojowi „stylu” krakowskiego, który interesująco definiowała Krystyna Grzybowska. Teatr Stary natomiast eksperymentował, próbował nowych metod i środków. Dyrekcja pomyślała też bardzo szybko o uzupełnieniu kadr aktorskich młodymi siłami” (s. 41-42: Wojciech Natanson – „Teatr czy wodociąg?, druk: tamże, s, 39 – 48).

Najwięcej wiadomo o dziejach Starego Teatru i jego pierwszej powojennej premiery „Męża doskonałego” Jerzego Zawieyskiego podaje Emil Orzechowski w swojej bezcennej książce „Stary Teatr i Studio” (Kraków 1974). W Części II. tej książki (s. 46 – 51) opisuje prace przygotowawcze i próby, wygląd scenografii zaprojektowanej i wykonanej przez Andrzeja Pronaszkę oraz kształt inscenizacyjny i aktorski przedstawienia. Mówi o wymowie przedstawienia i reakcji widzów. Charakteryzuje spory krytyków. Sam autor Jerzy Zawieyski we wspomnieniu o Andrzeju Pronaszce dorzuca szczegóły o jego pracy przy dekoracjach i kostiumach oraz trafnych sugestiach dotyczących zakończenia sztuki: „Ja jestem nowy człowiek, którego zrodził ból” (Jerzy Zawieyski „O Andrzeju Pronaszce”, „Pamiętnik Teatralny” 1964 z. 1-2, s. 196 – 110 oraz ilustracje; rozszerzony tekst z wydawnictwa: „Listy z Teatru Polskiego”, nr 46, sezon 1960/1961).

Przedstawienie „Męża doskonałego” Jerzego Zawieyskiego wzbudziło powszechne zachwyty nad wykonaniem, a równocześnie zasadnicze zastrzeżenia, a nawet sprzeciwy o charakterze ideowym, zapowiadając dalsze trudne losy polskiego teatru w najbliższym dziesięcioleciu.

Leon Kruczkowski, znany pisarz i dramatopisarz, obok wielu uwag i zastrzeżeń krytycznych na temat ideowej wymowy utworu, wysoko ocenił realizację dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More: „Z całym uznaniem pragnę podkreślić formalno-teatralną realizację widowiska. Ktoś mówił mi po premierze, że „Mąż doskonały” jest raczej dramatem(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More książkowym, że znacznie zyskuje w czytaniu. Jestem wręcz przeciwnego zdania. Reżyser, dekorator i zespół wykonawców, ze znakomitą wręcz parą Warnecki – Małynicz na czele, raczej wsparli utwór Zawieyskiego, dając mu wyraz sceniczny szlachetnie skomponowany, pełny i czysty. Gdyby się dało szczelnie wyłączyć treściowo-znaczeniową apercepcję tekstu, można by z satysfakcją odbierać jego kształt i wydźwięk teatralny – prawie jak utwór muzyczny” (Leon Kruczkowski „Mesjanizm odgrzewany”, „Odrodzenie” 1945 nr 20).

W podobnym entuzjastycznym tonie dla wykonania teatralnego wypowiadał się Stanisław Witold Balicki: „bez przesady powiedzieć można, że tak wysokiego osiągnięcia artystycznego nie oglądał Kraków od wielu lat” („Czy – doskonały?”, „Dziennik Polski” 1945 nr 62).

Adam Włodek dodawał: „tak – to jest coś innego. Teatr doskonały” („Teatr doskonały”, Dodatek Literacki Młodych Pisarzy pt. „Walka” do „Dziennika Polski” 1945 nr 65).

Chwalili dramat(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... More i przedstawienie także inni recenzenci, głównie skupieni wokół pisma „Tygodnik Powszechny”, jak Tadeusz Kudliński („Człowiek nowy – z bólu zrodzony”, 1945 nr 3), K. Krobicki („Odrodzenie przez ból”, 1945 nr 10). J. M. Święcicki („Z problematyki Hioba”, 1945 nr 10).

Ale wymowę przedstawienia zaatakowano ostro. Zwłaszcza krytycy i publicyści skupieni wokół „Kuźnicy” – wśród nich poeta Adam Ważyk. A także pisarz Leon Kruczkowski, publicysta i krytyk teatralny Jacek [Bolesław Jan] Frühling („Handlarze mistycyzmu. Na marginesie „Męża doskonałego”, „Głos Pracy” 1945 nr 7) oraz krytyk literacki i teatralny Stanisław Witold Balicki („Czy – doskonały?”, „Dziennik Polski” 1945 nr 62). Nie brakło głosów krytycznych nie tylko w prasie, ale także podczas dyskusji w Klubie Związku Zawodowego Literatów Polskich w siedzibie na ulicy Krupniczej w Krakowie (18 kwietnia 1945).

Najostrzejszą krytykę przeprowadził – przy licznych pochwałach przedstawienia i wykonania – Leon Kruczkowski:

Zawieyski pragnął dać dramat o zburzeniu Warszawy, jak sam wyznaje: „to bolesne, tragiczne >>wszystko<< zamknąć w kształt artystyczny”. W rzeczywistości przegadał rzecz na niebotyczną metaforę, artystycznie chybioną i społecznie nieodpowiedzialna.

Nieodpowiedzialną i szkodliwą, zwłaszcza w swojej głównej tezie, drążącej przez cały utwór:

Prawdziwa historia świata jest historią zła”.

Nie przebierając w słowach, zaatakował Jerzego Zawieyskiego i wymowę przedstawienia Stanisław Witold Balicki:

Zawieyski (…) zabłądził obecnie poważnie. Zapomniał, że Hiob był – jeśli można się tak wyrazić – królikiem doświadczalnym w rękach Niewidzialnego i uczynił znak równania między Hiobem a Polską, a Warszawą. Dość już mamy tego przeanielania Polski, naszych dziejów, naszych codziennych czynów, które tworzą nieszczęsną historię”.

W ten sposób dramat Zawieyskiego zrealizowany przez Stary Teatr z wielkim pietyzmem i na wysokim inscenizacyjnym i aktorskim poziomie stał się jakby zarzewiem późniejszych sporów ideowych i zapowiedzią nieodpowiedzialnych decyzji administracyjnych w tzw. okresie stalinowskim, dotyczących teatrów Polsce, środowiska teatralnego oraz autora, który powrócił na scenę dopiero po ośmiu latach: „Prapremiera krakowska „Wysokiej ściany” Jerzego Zawieyskiego (w reżyserii H. [aliny] Gall, scenografii W [ładysława] Krakowskiego, z muzyką S.[tefana] Kisielewskiego) była wydarzeniem zarówno dla publiczności, jak i dla autora, gdyż spotkanie obustronne nastąpiło po ośmioletnim niewidzeniu. Serdecznie witano pisarza po długiej przymusowej rozłące i skazaniu na wieloletnie milczenie. A żyje w Krakowie pamięć, że Stary Teatr otworzył pierwszy po okupacji sezon w wyzwolonym mieście przedstawieniem „Męża doskonałego” Zawieyskiego, w którym biblijny wątek o Hiobie stał się kanwą poetyckiego dramatu o polskim losie. Premiera owa stała się wydarzeniem przez burzliwe przeżycie i powszechne wzruszenie widowni, była też odkryciem nowego naonczas talentu dramatopisarskiego” (Tadeusz Kudliński „Pod teatralną szminką”, Warszawa 1957, Rozdział X [o Jerzym Zawieyskim i jego dramatach] pt. „Współczesny teatr polski”, s. 221- 225).

W jakich to wszystko działo się warunkach i atmosferze? Polski i Krakowa? Powojennych, a jeszcze na trzy miesiące przed bezwarunkową kapitulacją Niemców 8 maja 1945 roku? [Przypis 3].

PRZYPISY

Przypis 1.

Przy okazji warto dodać, że do zakończenia II wojny światowej 8-9 maja 1945 – za Krakowem było dalszych 7 miast, czasem otwierających nie jeden teatr: Sosnowiec (18 II 1945), Kalisz (10 III 1945), Bydgoszcz (24 III 1945), Łódź (TWP 22 III 1945), Katowice (2 IV 1945), Kielce (8 IV 1944), Włocławek (8 IV 1945), Poznań (17 IV 1945 i 27 IV 1945).

Przypis 2.

O znaczeniu Krakowa dla dziejów teatru w Polsce pisał dwukrotnie Leon Schiller. Proroczo. Najpierw 20 października 1918 roku z okazji 25 rocznicy otwarcia Teatru Miejskiego w Krakowie w szkicu „Kraków jako miasto teatralne” („Teatr” 1918 z. 3, s. 36-41; przedruk w tomie „Pism” Leona Schillera w opracowaniu Jerzego Timoszewicza: „Na progu nowego teatru1908-1924”, Warszawa 1978, s. 311-316). W 35 lat później w artykule „Krakowskie rocznice teatralne. Kartki z raptularza” („Pamiętnik Teatralny” 1953 z. 4, s. 209 – 228).

Przypis 3.

Premiera „Męża doskonałego” powstawała w Starym Teatrze w Krakowie w pierwszych tygodniach po uwolnieniu miasta od Niemców (18 stycznia 1945 roku – w dzień po Warszawie Lewobrzeżnej – 17 stycznia 1945 roku).

Warszawa, uwolniona od Niemców częściowo jako tzw. Prawobrzeżna we wrześniu 1944 roku, miała już swój Teatr Miasta Stołecznego Warszawy od 23 listopada 1944 roku. Był dziesiątym teatrem polskim uruchomionym na ziemiach należących do Rzeczpospolitej Polskiej przed II wojną światową. Po Lublinie (12 VIII 1944), Lwowie (19 VIII 1944), Białymstoku (22 IX 1944), Rzeszowie (2 XI 1944), Stoczku (11 XI 1944), Wilnie (18 XI 1944).

Kraków był następnym miastem, w którym wraz z odradzającym się życiem powojennym – gospodarczym, politycznym, społecznym, kulturalnym, naukowym odradzała się działalność teatralna (pierwszy teatr otwarto 9 lutego 1945 roku, a w ciągu trzech miesięcy do zakończenia wojny – dalsze dwa).

Zanim zorganizowały się miejscowe krakowskie władze (Wydział Oświaty, Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego, Wydział Kultury i Sztuki MRN – z osobną Komisją Kultury i Sztuki, Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego – z Oddziałem Teatr), do Krakowa przyjechali z Lublina przedstawiciele Tymczasowego Rządu Polskiego (Jan Karol Wende) i Wojska Polskiego (Adam Ważyk) oraz Związku Literatów Polskich (prezes Julian Przyboś). W pierwszych dniach po wygnaniu Niemców z Krakowa poczynili pierwsze działania organizacyjne oraz określili możliwości pracy rozmaitych instytucji.

O bogactwie i zawrotnym tempie odradzającego się życia teatralnego w Krakowie świadczy kronika wydarzeń pierwszych miesięcy – od 18 stycznia do 9 maja 1945 roku.

Od 6 lutego 1945 roku na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego przy Placu Św. Ducha występował Teatr Wojska Polskiego, grając „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego.

Dnia 25 stycznia 1945 roku Arnold Szyfman, który przyjechał do Krakowa z dworu Morstinów w Pławowicach, gdzie z racji swego żydowskiego pochodzenia ukrywał się przed Niemcami pod fałszywym nazwiskiem, otrzymał nominację na p.o. dyrektora Departamentu Teatru w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Pod tą datą

zapisał w pamiętniku „Moja tułaczka wojenna” (Warszawa 1960 s. 349-350): „Z samego rana poleciałem do pp. Grzybowskich. Idąc ulica Basztową zauważyłem, że jakiś oficer zatrzymał swój samochód i biegnie na moje powitanie. Był to aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... More Władysław Krasnowiecki, obecnie major WP i dyrektor Teatrudawniej (por.) anterprener, organizator pracy artystycznej z... More Wojska Polskiego w Lublinie. Spotkanie i powitanie po wielu latach niewidzenia bardzo serdeczne. Powiedział mi, że już od dwóch dni szukają mego adresu, bo wiedzieli, że jestem gdzieś w pobliżu Krakowa, i zamierzali jechać po mnie. Więc zawrócił mnie z drogi i zawiózł do budynku Izby Handlowo-Przemysłowej na rogu Długiej, gdzie obecnie urzędują pełnomocnicy Rządu. Tam zaprowadził mnie do gabinetu, gdzie za biurkiem siedział w mundurze wojskowym poeta Adam Ważyk, który z kolei zaprowadził mnie do gabinetu wiceministra kultury i sztuki J. K. Wendego, jednego z trzech pełnomocników Rządu. Powitano mnie serdecznie i gdy wyraziłem chęć współpracy w dziedzinie teatru, przyjęto to życzliwie. Minister Wende wydał mi w ciągu kwadransa odpowiednią legitymację, bo żadnej innej prócz kenkarty z fałszywym nazwiskiem nie posiadałem i oddał mnie w ręce kapitana Ważyka, który miał mnie wprowadzić w urzędowanie. Za chwilę już urzędowałem z Ważykiem, który przygotowywał właśnie nominacje dla R. Bujańskiego i A. Pronaszki, mających objąć dyrekcję Starego Teatru w Krakowie (…).

Wieczorem miałem długą konferencję w Hotelu Europejskim z ministrem Wendem, który powierzył mi tymczasowo stanowisko Dyrektora Departamentu Teatru, zastrzegając sobie, że wymaga to zatwierdzenia ministra Rzymowskiego, z którym ma zamiar rozmówić się w tej sprawie telefonicznie lub osobiście, gdyż za kilka dni wybiera się do Lublina (…)”. Dalej (29 I 1945 i 1 II 1945) notował: „Jestem już w pełni urzędowania. Trwa ono prawie bez przerwy cały dzień. W nie opalanym budynku, bez poczekalni i bez sił pomocniczych. Papier, atrament i pióra kupuje się na razie za własne pieniądze. Przez moje biuro przewija się prawie cała teatralna Polska. Rozdajemy wiele zasiłków, lecz są to drobne sumy, bo takie mamy instrukcje i takie tylko możliwości. Powstającym teatrom wypłacamy za to sumy dość znaczne, czasami po kilka tysięcy. Robota posuwa się naprzód szybko i sprawnie, mimo wielkich trudności wszelkiego rodzaju. Dyrektorzy teatrów wykazują dużo dobrej woli i talentu organizacyjnego” (29 I 1945, s. 351).

W dzień po nominacji Arnolda Szyfmana – dnia 26 stycznia 1945 – w Teatrze im. Juliusza Słowackiego rozpoczęło pracę miejscowe koło Związku Artystów Scen Polskich, a przewodniczącym tymczasowego Zarządu i został wybrany Karol Adwentowicz. Dwa dni później – 27 stycznia 1945 – na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego odbyła się akademia ku czci bojowników o wolność.

Pięć dni potem – 31 stycznia 1945 w Starym Teatrze zorganizowano poranek literacki poświęcony omówieniu działalności polskich pisarzy podczas okupacji w Podziemiu. W poranku udział wzięło wielu pisarzy, poetów i krytyków. Byli m.in. Stanisław Witold Balicki, Tadeusz Breza, Kazimierz Czachowski, Stanisław Dygat, Jan Huszcza, Mieczysław Jastrun, Juliusz Kydryński, Jerzy Lau, Stanisław Lec, Czesław Miłosz, Stanisław Piętak, Julian Przyboś, Jerzy Putrament, Stanisław Szuman, Adam Ważyk, Jan Wiktor, Wiesław Zechenter, Wojciech Żukrowski. „Po przemówieniach pisarzy, recytacje wykonywali sami autorzy i wybitni aktorzy. Impreza miała ogromną frekwencję i wielkie zainteresowanie: „Wszystkie miejsca siedzące w dużej sali Starego Teatru i wszystkie przejścia między krzesłami – zatłoczone co do jednego milimetra kwadratowego. To samo w drzwiach, w foyer i na schodach – to samo w westybulu na parterze. Niektórzy stali jeszcze na ulicy (na mrozie) – nie wiadomo, czy dotarło do nich choć jedno słowo. Ale stali”. To wspomnienie naocznego świadka Adama Włodka („Nasz łup wojenny. Pamiętnikarski aneks do dziejów literackiego startu wojennego pokolenia pisarzy krakowskich”, Kraków 1970, s. 128).

Dnia 1 lutego 1945 roku kierownictwo artystyczne Teatru Słowackiego powierzono Karolowi Fryczowi jako dyrektorowi tej sceny przed wojną. Kierownictwo finansowo-gospodarcze E. Bujańskiemu, a dnia 19 lutego 1945 teatr ten jako Teatr Miejski im. Juliusza Słowackiego dał pierwszą premierę „Uciekła mi przepióreczka” Stefana Żeromskiego w reżyserii Juliusza Osterwy, z udziałem Pauliny Czechowskiej-Stomowej z Kwiecińskich i Jadwigi Zaklickiej, Tadeusza Białkowskiego, Józefa Karbowskiego, Zdzisława Mrożewskiego, Kazimierza Opalińskiego, Władysława Woźnika oraz Włodzimierza Macherskiego, Władysława Neubelta, Wojciecha Ruszkowskiego, Kazimierza Szuberta.

Dnia 4 marca 1945 roku – na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego odbył się – Wielki Poranek Artystów Scen Polskich.

Dnia 18 marca 1945 roku w Starym Teatrze Jerzy Zawieyski dał odczyt o współczesnym teatrze pt. „Niepokoje teatralne”.

W dniu 31 marca (próba generalna dla zaproszonych gości) i 1 kwietnia 1945 (premiera) inaugurował działalność Stary Teatr (Duża Scena i od 17 VI 1945 Mała Scena) pod dyrekcją Jerzego Ronarda-Bujańskiego i kierownictwem artystycznym Andrzeja Pronaszki, wystawiając „Męża doskonałego” Jerzego Zawieyskiego w reżyserii Jerzego Ronarda-Bujańskiego, scenografii Andrzeja Pronaszki, z muzyką Romana Palestra (i orkiestrą pod kierownictwem Andy Kitschmann), z Zofią Małynicz (Ruth) i Januszem Warneckim (Hiob) w rolach głównych, a w obsadzie m.in. Janem Ciecierskim (Enaim) i Eugeniuszem Fulde (Cudzoziemiec).

Dnia 22 kwietnia 1945 roku, niecały miesiąc później, w sali kina „Wolność” przy ulicy 18 Stycznia Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka, działający dotychczas w konspiracji, rozpoczął występy publiczne – przedstawieniem składanym z fragmentów „Grażyny” i „Konrada Wallenroda” Adama Mickiewicza oraz „Zawiszy Czarnego” Juliusza Słowackiego.

W uruchomionych teatrach odbyły się jedna po drugiej następne premiery:

8 III 1945 – „Dam i huzarów” Aleksandra Fredry (w reżyserii Józefa Karbowskiego;

22 III 1945 – „Zemsty” Aleksandra Fredry, w reżyserii Teofila Trzcińskiego, z udziałem Ludwika Solskiego, Jerzego Leszczyńskiego, Józefa Karbowksiego;

6 IV 1945 – „Dziewczyny z lasu” Jerzego Szaniawskiego, w reżyserii Józefa Karbowskiego, z udziałem Barbary Ludwiżanki w roli głównej;

22 IV 1945 – „Akropolis” Stanisława Wyspiańskiego w wersji słuchowiskowej przygotowanej dla Polskiego Radia Kraków, w reż. Jerzego Ronarda-Bujańskiego, z muzyką Ludomira Różyckiego, z Wojciechem Brydzińskim w roli Harfiarza;

27 IV 1945 – „Teorii Einsteina” Antoniego Cwojdzińskiego, w reżyserii Juliusza Osterwy;

25 VII 1945 na dziedzińcu Collegium Maius – Biblioteki Jagiellońskiej – „Cyda” Pierre Corneille`a i Stanisława Wyspiańskiego, w reżyserii Jerzego Ronarda-Bujańskiego, scenografii Tadeusza Kantora, z muzyką Jana Maklakiewicza, z Januszem Warneckim w roli Don Rodryga…

Oprócz scen rozpoczęły pracę aż trzy szkoły teatralne: 12 marca 1945 Studio Teatralne pod kierunkiem Jerzego Ronalda-Bujańskiego i Wiesława Goreckiego na ul. Jagiellońskiej (ponad stu słuchaczy!), 25 kwietnia 1945 Studio Iwo Galla na ul. Warszawskiej nr 5, 7 maja 1945 Studio Aktorskie pod kierunkiem Karola Frycza przy Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

A przez cały czas niemal co dnia na scenach Teatru im. Juliusza Słowackiego i Starego Teatru oraz w innych salach Krakowa miały miejsce liczne imprezy teatralne: akademie, poranki, programy składane, wieczory poezji i recytacji, zebrania środowisk artystycznych.

Inicjatywy teatralne nie były odosobnione. Już od 24 stycznia (w tydzień po wyzwoleniu miasta!) miały w tle także inne wydarzenia kulturalne – artystyczne, literackie, muzyczne, naukowe, oświatowe, plastyczne, a nawet sportowe.

Od dnia 20 stycznia zaczęto otwierać szkoły (w ciągu tygodnia – do 26 stycznia – niemal wszystkie szkoły w Krakowie); do 1 lutego wszystkie szkoły okręgu krakowskiego.

Dnia 24 stycznia 1945 roku zebrał się krakowski Oddział Związku Literatów pod przewodnictwem Kazimierza Czachowskiego (na 29 stycznia ustalając wybory do tymczasowego zarządu).

Następnego dnia 25 stycznia w Domu Plastyków odbyło się zebranie, na którym wybrano prezesem Zarządu Czesława Rzepińskiego.

Od 25 stycznia zaczął się ukazywać dziennik krakowski pt. „Gazeta Krakowska” (4 lutego zastąpiona przez „Dziennik Polski” jako wydawnictwo Spółdzielni „Czytelnik”).

Dnia 28 stycznia 1945 odbyły się pierwsze zawody piłkarskie (Juvenia-Zwierzyniecki oraz Wisła – Cracovia).

Dnia 29 stycznia 1945 rozpoczęła pracę Poczta Polska, wydając pierwszy po okupacji polski znaczek pocztowy przedstawiający Pomnik Grunwaldzki.

Dnia 31 stycznia 1945 otwarto pierwsze krakowskie kina („Apollo” i „Scala”).

Od 1 lutego 1945 rozpoczęła pracę radiostacja Kraków.

Równocześnie organizowała się Filharmonia Krakowska pod dyrekcją Zygmunta Latoszewskiego, a w jej 117-osobowym zespole znaleźli się wybitni muzycy z całej Polski.

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz