Mgnienie w kosmosie

Grażyna Korzeniowska pisze po 9 edycji Ery Schaeffera:

Wybrzmiała dziewiąta Era Schaeffera. Pozostawiła w widzach niezapomniane przeżycia muzyczne i przykrą refleksję dotyczącą kondycji człowieczej…

Tegoroczne zdarzenie multimedialne, organizowane jak zwykle przez Fundację Przyjaciół Sztuk Aurea Porta i – jak zwykle – na cześć (w tym roku obchodzi, m.in. 70-lecie (!) pracy twórczej) Bogusława Schaeffera, wybitnego kompozytora, muzykologa, dramaturga podobnie jak poprzednie odbyło się w wielkiej hali żoliborskiego Studia Tęcza w Warszawie.

Na białej materii rozciągniętej na podłodze, raz po raz podnoszonej w wielkie bąble podmuchami prądu powietrza, leżą ludzie w białych kombinezonach. Publiczność, otaczającą tę przestrzeń z czterech stron jak na ringu, owiewają zwieszające się od pułapu po posadzkę płachty białej lekkiej materii również poruszane ruchem powietrza. Kosmiczne tony muzyki – nieodłącznego elementu i atrybutu spektakli na cześć Schaeffera – i światło o błękitnej poświacie dają poczucie nadrealności. Znalezienia się poza światem, z którego przed chwilą wkroczyło się do tej sali… Tylko zgromadzone na białym stole budziki przypominają, że jednak czas wciąż płynie. Wśród leżących na podłodze krąży kobieta ubrana również w biały uniform. Kim jest? Znachorką? Fatum? Śmiercią? Co wydarzyło się w tej przestrzeni? Wielka katastrofa na Ziemi, czy nieudane lądowanie na innej planecie?

Ale oto słyszymy głos. W fotelu, także ubrany w biel, siedzi mężczyzna (Marek Frąckowiak). Towarzyszy mu asystentka. Przed nimi na stoliku – tradycyjna maszyna do pisania, na której ona wystukuje wygłaszane przez niego słowa. To ten mężczyzna sprawi, że leżący wstaną. To jego twarz, filmowana przez kilka kamer i wyświetlana na ścianach hali, góruje nad zgromadzonymi. Jawi się jak demiurg? Jest nim. Jest Autorem-Stwórcą. Stwarza postaci swoich sztuk, w które wcielają się aktorzy (Lidia Bogaczówna, Sean Palmer, Waldemar Obłoza), a zarazem przez nie stwarza aktorów. Uruchamia ich poprzez role, które odgrywają. A oni puszą się, licytują, który z nich lepszy, kłócą się, zarzucają sobie nawzajem obcość, wykluczają się, policzkują, by wreszcie stwierdzić, że najbardziej lubią grać postaci złe, negatywne. Prowokują publiczność do wzajemnego policzkowania. Wydaje im się, że wszystko od nich zależy, że sami kierują swoim losem i że mogą decydować, kto spośród nich jest lepszy, a kto gorszy. Lecz wystarczy, iż Autor-Stwórca zmieni tekst ich roli, by przestali być tym, kim są, by w ogóle zeszli ze sceny…

Zegary rozbite. Czas się zatrzymał. Postaci nieruchomieją na podłodze. Z wysoka patrzy na nich mężczyzna w bieli…

Spektakl wyreżyserowany przez Macieja Sobocińskiego nie jest tylko doraźną diagnozą kondycji współczesnego człowieka. Można i chyba należy czytać go jako przypowieść o egzystencji, o życiu, które jest mgnieniem w bezmiarze kosmosu, „jest – jak powiada celnie wielki Szekspir – cieniem ruchomym jedynie,/Nędznym aktorem, który przez godzinę/Pyszni i miota się po scenie, aby umilknąć później na zawsze./Jest bajką opowiedzianą przez głupca, pełnego/Furii i wrzasków, które nic nie znaczą”.

Sens istnieniu można nadać jedynie twórczość, z muzyką na czele. Obecna w każdym zdarzeniu Ery, bo przecież jest miłością i ciągłym wyzwaniem twórczym Bogusława Schaeffera, także i w tym roku popisy muzyczne artystów połączyły się w polifoniczny koncert. Dali go Padma Shankar (skrzypce) i wirtuoz glinianych instrumentów ghatam, perekusista, Giridhar Udupa z Indii, Irinel Anghel (Rumunia), jazzman, multiinstrumentalista Michał Urbaniak i jego zespół, świetne młode polskie trio: Hanna Piosik (wokal), Patryk Zakrocki (skrzypce), Paweł Szamburski (klarnet) i wreszcie Nathan Davis, który porwał widzów muzycznym poematem dźwięków wydobytych z… kamieni.

Grażyna Korzeniowska

IX Era Schaeffera, Studio Tęcza, Warszawa

Dodaj komentarz