Zawsze Różewicz

Tomasz Miłkowski raz jeszcze wraca do 51. WROSTJA. Tym razem na łamach tygodnika „Przegląd”:

Historia Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora kołem się toczy. Zaczęło się od Tadeusza Różewicza i na Różewiczu kończy. 51.WROSTJA przechodzą do kronik festiwalowych jako ostatnie.

Zanosiło się na to od dawna. Wiesław Geras, twórca WROSTJA, pozostawiony sam sobie, bez wyraźnego wsparcia ze strony samorządu województwa dolnośląskiego, zbywany przez urzędy, postanowił swoją ponad półwieczną przygodę z tym festiwalem zakończyć.

Koniec nastąpił w wielkim stylu. Nadał mu bowiem charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i... szczególny. Poświęcił go jednemu autorowi, jednemu reżyserowi i jednej aktorce.

Autorem okazał się Tadeusz Różewicz, reżyserem Stanisław Miedziewski (spektakle Marcina Bortkiewicza, Alberta Osika i Caryl Swift), aktorką zaś mistrzyni teatru jednoosobowego Irena Jun (przedpremierowy pokaz „Matki Makryny”).

Wybór tekstów Różewicza jako osi festiwalu narzucał się sam. Musiały pojawić się na afiszu utwory poety tak silnie związanego z Wrocławiem i WROSTJA. Dość przypomnieć, że już podczas pierwszego festiwalu (1966) Wiesław Drzewicz w przytomności poety pokazał „Śmiesznego staruszka”, zaskakując widzów, że to monodram. Reżyserka Krystyna Meissner zrezygnowała bowiem z innych wykonawców (co w swoim dramacie przewidywał autor), tworząc spektakl wyłącznie dla jednego aktora. Po premierze, kiedy na scenę wyszedł owacyjnie oklaskiwany Różewicz, poeta miał powiedzieć: Proszę nie mylić mnie z bohaterem utworu ani też nie brać aktora za Śmiesznego staruszka. Potem jeszcze zwrócił się do Gerasa, aby tę uwagę przypominać, jeśli jeszcze kiedykolwiek „Śmieszny staruszek” znajdzie się na organizowanych przez niego przeglądach.

Tym razem we Wrocławiu były dwie okazje, aby prośbę poety spełn: pojawiło się bowiem dwóch „Śmiesznych staruszków”, Krzysztofa Gordona i Ary Asaturyana z Armenii. Oba spektakle powstały z inspiracji WROSTJA, czyli Gerasa. Na tym między innymi polegał fenomen tego przeglądu, promieniującego tak daleko poza miasto nad Odrą.

Choć premiera spektaklu Gordona odbyła się zaledwie dwa lata temu, monodram się zmienił. Na scenie nadal stoi tylko jedno krzesełko, ale Staruszek nie pojawia się tym razem w wyjściowym garniturze, bo ma zeznawać przed Wysokim Sądem. Teraz przychodzi w znoszonym ubranku, ma na sobie bluzkę w prążki, która uwydatnia otyłość. Wydaje się jeszcze bardziej bezradny niż wcześniej, choć do końca nie wiadomo, czy mamy do czynienia z niebezpiecznym dewiantem, czy tylko nieszczęśliwym, starym człowiekiem.

Rzecz zupełnie inaczej ma się z ormiańskim Staruszkiem. Grany przez młodego aktora (charakteryzacjanadawanie twarzy aktora wyglądu zgodnego z założeniami in... czyni cuda) jest nadpobudliwym człowiekiem o niebezpiecznych skłonnościach. Przypomina bohatera „Pamiętnika wariata” Gogola. Ara Asaturyan biega od ściany do ściany Laboratorium Grotowskiego i tańczy. Tworzy balet(łac. ballare = tańczyć), 1. widowisko taneczne, którego... ze stertami gazet. To oczywiste dla artysty, który jest tancerzem i choreografemautor układu tanecznego w spektaklu baletowym albo w innego....

Na tym nie koniec z pokazem Różewiczowskim, Wiesław Komasa przypomniał tu „Różewiczogranie” (nawet tytuł tego spektaklu wymyślił Geras), a koroną wszystkiego okazały się premiery. Na początku „Starej kobiety wysiaduje” Lidii Danylczuk, a na koniec „Głodomora” Bogusława Kierca. To już drugi ukraiński monodram na podstawie tego dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj... (parę lat temu tryumfowała w nim Larysa Kadyrowa). Danylczuk pokazuje kobietę witalną, walczącą o przetrwanie zarówno gatunku, jak i narodu. Takie odczytanie sugerują lwowskie piosenki i ukraińskie akcenty.

Na wielki finał święta Różewicza zobaczyliśmy „Głodomora” Kierca [na zdjęciu]. Aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... trzy razy wcielał się w bohatera „Odejścia Głodomora” w spektaklach Kajzara, Wardejna i Kruszczyńskiego. Tym razem dał zachwycającą wersję jednoosobową wiecznie głodnego inteligenta. Pokazał ją w nietypowym czasie i miejscu. Spektakl zagrał w filii biblioteki miejskiej na Dworcu Głównym o godzinie 12.57. To właśnie tu i o tej porze przybył pociągiem przed 51. laty Tadeusz Różewicz, o czym zawiadamiał wcześniej kierownika klubu „Piwnica Świdnicka” Wiesława Gerasa.

Czy to już naprawdę koniec? Trudno uwierzyć.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz