„AKTORKI” NA BIELANACH: KAROLINA GRUSZKA, 6 XI 2017

O aktorskiej drodze Karoliny Gruszki można by napisać rozdział pod tytułem „Jak wygrać z własną urodąˮ. Wiele aktorek w tej walce poległo. Krystyna Feldman opowiadała mi kiedyś: „Skolimów jest pełen eks-ślicznotek, całych, pół i ćwierćamantek. Przez dekady patrzyły na mnie z góry, jak nie wiadomo na co, takie ni to, ni śmo, a one wszystkie uperfumowane, w futerkach, w lakierkach. Od lat są nieczynne zawodowo, uroda poszła sobie. No a ja bez zmian, ja wywijam hołubceˮ.

Karolina miała wszelkie zadatki na urodziwą heroinę. Wygrała z ograniczeniami. Ponieważ w filmach występuje od dziecka, wydaje się, że znamy ją od zawsze: jako Gieniusię, uroczą dziewczynkę z kokardą z Bożej podszewki, Olę ze Sposobu na Alcybiadesa, Wandzię z Przedwiośnia. Fizycznie niewiele się zmieniła od tamtych czasów. To uroda, powiedziałbym, archanielska, prerafaelicka. Burza rudych włosów, klasyczne rysy. Zrobiła wiele, by udowodnić, że w jej przypadku wygląd, nawet tak niezwykły, to nie wszystko; konsekwentnie pracowała nad różnorodnością, marzyła o rolach skomplikowanych, odrzucała komercję, wybierała rzeczy ryzykowne, wbrew oczekiwaniom.

Pracowała z Cywińską, Englertem, Bajonem, Koterskim, Kutzem, Dejczerem, Krzyształowiczem, Majewskim, Kolskim, ma na koncie kilkanaście pierwszoplanowych ról w produkcjach europejskich, zwłaszcza rosyjskich. Występowała w filmach Iwana Wyrypajewa, Davida Lyncha, Giacoma Battiata, Władimira Ptaszuka, Maksima Panfiłowa, Aleksieja Popogrebskiego, Tomáša Mašína, Aleksandra Proszkina.

Dziwna jednak z niej gwiazda. Jest popularna, nie stroni od dziennikarzy, ale jakimś cudem udało się jej zachować prywatność, niemal anonimowość. Nie przeszkodziło temu małżeństwo z wybitnym rosyjskim dramaturgiem, reżyserem teatralnym i filmowym Iwanem Wyrypajewem. Wbrew podejrzeniom złośliwców ich związek trwa i ma się świetnie.

Dzięki tej artystycznej relacji odkryliśmy ‒ w ich wspólnych filmach, i przede wszystkim w spektaklach ‒ nową Karolinę Gruszkę. Już nie bezpretensjonalną, zmysłową i błyskotliwą dziewczynę, ale kobietę pełną rozterek, zadającą sobie i innym pytania, odkrywającą w sobie ‒ jak w znakomitym Lipcu ‒ pokłady zła, z którymi nie bardzo wie, co począć. To właśnie Wyrypajew ‒ obok Izabelli Cywińskiej, której Gruszka zawdzięcza najważniejszą rolę filmową: Olę w Kochankach z Marony ‒ dał aktorce nowy napęd. W Tańcu Delhi, Nieznośnie długich objęciach, w Lipcu i Ożenku stworzyła coś w rodzaju własnego języka. Zniknęła chyba definitywnie czechowowska krasawica w kostiumie z epoki, pojawiła się nowa, arcyciekawa aktorska twarz: kobieta zdziwiona tym, na co ją stać. Tembr głosu, gesty sprawiają, że jest kimś wręcz osobliwym. Gra tak, jakby rzeczywistość, również ta sceniczna, nie przestawała jej zdumiewać, a ściślej: własne reakcje na to, co ją otacza. Ta dziewczyna jest ostra, drapieżna, potrafi ugryźć. A potem znowu się uśmiecha. Melancholia Mony Lisy.

ŁUKASZ MACIEJEWSKI

„AKTORKI. ODKRYCIA”, wyd. Znak (fragment)

Dodaj komentarz