21. Biennale Sztuki dla Dziecka, czyli dlaczego dobrze, kiedy jest do śmiechu

W weekend 7–8 października w Poznaniu podsumujemy 21. Biennale Sztuki dla Dziecka Hasło tegorocznego biennale brzmiało: Do śmiechu! Program imprezy został pomyślany tak, żeby pokazać, czym jest śmiech w sztuce dla dzieci, skąd się bierze, jakie są źródła komizmu w tekstach kultury kierowanych do dzieci, i co daje maluchom najwięcej radości. A także, żeby sprawdzić, czy śmiech jest niezbędnym elementem dziecięcego świata.

Nie ma wątpliwości, że wolimy roześmiane dzieci od smutnych (co zresztą w równym stopniu dotyczy dorosłych). Mówi się, że śmiech to zdrowie, a więc widząc uśmiech na twarzy dziecka, jesteśmy spokojni, że nie jest chore. Troszczymy się o dzieci, a jednym z przejawów tej troski jest lęk o ich zdrowie i bezpieczeństwo.

Uśmiech to pierwsze, czego wypatrujemy na buzi noworodka. Jesteśmy szczęśliwi na widok tego pierwszego bezzębnego grymasu, wierząc, że zrodził się w odpowiedzi na nasz uśmiech. Jesteśmy gotowi na rozmaite łaskotki-gilgotki, brzuszki-burczymuszki, koci, koci łapci, patataje, żeby tylko rozbawić malucha. A dzieciaki śmieją się pięknie – potrafią swoim niepohamowanym dźwięcznym śmiechem zarazić otoczenie. Uwielbiamy śmiejące się buzie. Nagrania rozbawionych pociech wrzucamy z dumą do sieci.

Dróg do śmiechu jest wiele

Śmiech dziecka może wywołać wszystko, co nie znaczy, że rozbawić dziecko jest łatwo. I że nie powinniśmy dokładać starań, żeby nasze dzieci nie śmiały się wyłącznie z rubasznych żartów zasłyszanych w telewizorze. Bo dróg do śmiechu i uśmiechu jest wiele. Organizatorzy 21. Biennale Sztuki dla Dziecka wytyczyli cztery główne: tradycji, muzykowania, radości i zabawy oraz wspólnego tworzenia.

Droga tradycji wiedzie z przeszłości, z wesołych ludowych przyśpiewek, plebejskich teatrów ulicznych, jarmarcznych przedstawień i zabaw karnawałowych. Z czasów, kiedy nie dzielono publiczności na dziecięcą i dorosłą, a żarty bywały sprośne i okrutne. Muzyka, wiadomo, wyzwala emocje. Wesoła daje radość, zachęca do tańca, skakania i wspólnego śpiewania. A wspólna zabawa to radość podwójna – że robi się coś przyjemnego, i że robi się to razem. Że słyszy się i widzi wokół śmiejące się buzie. A stąd już prosta droga do najwspanialszej rzeczy, która daje przyjemność, radość i szczęście: twórczego działania, czyli wykorzystywania swoich kreacyjnych mocy, umiejętności i zdolności do działania. Wspólne śpiewanie, rysowanie, gotowanie, wymyślanie wierszyków, zagadek, projektowanie zwariowanych zabawek to nie tylko rozwijanie własnego twórczego potencjału, lecz także cudowne, dające poczucie bezpieczeństwa i akceptacji bycie we wspólnocie. Bycie twórcą i widzem w jednej osobie.

Czy spektakl dla dzieci musi być śmieszny?

Recenzentkę teatralną zawsze ciekawią reakcje publiczności (i dziecięcej, i dorosłej) zgromadzonej na widowni. A także zestawienie założeń i oczekiwań twórców z odbiorem widzów. Czy spektakl dla dzieci musi być śmieszny? Czy śmiech dziecięcej widowni zawsze jest miarą skuteczności działań teatralnych? Jakimi środkami teatralnymi można budzić śmiech? I czy humor w przedstawieniu (obecny na różnych poziomach) musi wywoływać głośny śmiech, czy wystarczy, że wprawi publikę w dobry nastrój i choćby na krótko wytrąci widzów z rutyny codziennych zdarzeń? I jeszcze jedno: czym należy mierzyć (oceniać) oddziaływanie sztuki w przypadku dzieci?

To bardzo trudne pytania. Próbowałam sobie na nie odpowiedzieć, uczestnicząc w wydarzeniach 21. Biennale Sztuki dla Dziecka i obserwując reakcje widowni (oraz swoje). Wśród wielu biennalowych wydarzeń były takie, jak stand-up dla dzieci prowadzony przez Szymona Jachimka czy koncert piosenek dla dzieci kabaretu Hrabi, w których twórcy wykorzystywali żarty i błaznowanie, żeby wywołać gromkie wybuchy śmiechu na widowni. I to się w dużej mierze udawało: zaskakujące skojarzenia, błyskotliwe puenty i zabawne gry słowne budziły salwy śmiechu zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. W tego typu widowiskach cisza na widowni niepokoi twórców, ponieważ sugeruje, że działania sceniczne czy estradowe nie trafiają do odbiorcy. Tu nie wystarcza uśmiech, który zresztą może wręcz sugerować dystans, tu potrzebne jest zrywanie boków ze śmiechu. Tu śmiech pełni funkcję braw, a dla widowni może być jeszcze jednym powodem do śmiechu, śmiechem ze śmiechu, czystą radością. Powiedzielibyśmy, że radością dziecięcą, umiejętnością cieszenia się z samego faktu istnienia.

Inny rodzaj radości zapewniały spektakle, koncerty i widowiska słowno-muzyczne, takie jak „Miłość nie boli, kolano boli”, „10 najśmieszniejszych wierszyków. Niepiosenki. Leszczyński, Zakrocki, Palmer, Mazliah”, koncert muzyki bałkańskiej „Ajde!” czy spektakl „Traktat o wykradaniu owoców”. Na niektórych koncertach-spektaklach na widowni panowała momentami uderzająca cisza, maluchy z ogromnym przejęciem słuchały muzyki czy słów. A czasem – czy z niemożności utrzymania emocji, czy z chęci wspólnego uczestniczenia w wydarzeniu – dzieciarnia wyskakiwała przed scenę lub między rzędy.

Mnie nie pytajcie, zapytajcie osła

Z radością patrzyłam na reakcję małych widzów podczas koncertu-spektaklu wymyślonego i wyreżyserowanego przez Jerzego Moszkowicza: na scenie skoczna i wesoła muzyka bałkańska z elementami jazzu w wykonaniu polskich muzyków z orkiestry Tsigunz Fanfara Avantura przeplatana scenkami-opowieściami o legendarnym mędrcu i filozofie Hodży Nasreddinie, duchowym bracie Dyla Sowizdrzała i dobrego wojaka Szwejka, bohaterze niezliczonych baśni i humorystycznych opowiastek znanych na całym Bliskim Wschodzie i Bałkanach, w wykonaniu aktorów Igora Fijałkowskiego i Radosława Elisa. A na widowni nie rozlegały się salwy śmiechu. Muzyka bałkańska porywa słuchaczy do tańca, ale uzupełniona nutami jazzowymi brzmiała szlachetniej, jak gdyby domagając się wsłuchania się i zatracenia w dźwiękach, a nie poderwania się z foteli… A i sceny z życia Hodży Nasreddina, pełne dobrodusznego humoru, w których główny bohater z życzliwością i zrozumieniem odnosi się do każdego stworzenia, akceptuje porządek świata i jego zagadki, nie miały chyba na celu wyłącznie rozbawienia widowni, ale raczej wprawienie publiczności w stan pogodnej życzliwości dla siebie nawzajem. Zaskakująca puenta zmuszała do myślenia, pogodne opowieści wprowadzały wszystkich w doskonały nastrój. Dzieci i dorośli wychodzili z sali widowiskowej Sceny Wspólnej z uśmiechami na twarzach, rozbawieni, rozpogodzeni i w świetnych humorach, przepowiadając sobie przygody Hodży Nasreddina: „Pewnego słonecznego dnia Hodża jechał na swym ośle. Nagle osioł przestraszył się węża leżącego na ścieżce i zaczął jak szalony galopować. Przechodzący wieśniacy, widząc, że Hodża nie panuje nad osłem, zaniepokojeni zawołali: – Hodżo! Dokąd tak pędzisz na ośle?. Hodża ledwie zdążył odkrzyknąć: – Mnie nie pytajcie, zapytajcie osła!”.

MARZENA DOBOSZ

1. Biennale Sztuki dla Dziecka: Do śmiechu! (29.05-4.06.2017) Poznań

Dodaj komentarz