„Dźwięki Słów” czyli kulturalny Keks pełen Poczwórnych Bakalii Wszelakich!

Zbliża się – pisze Anna Rzepa-Wertmann – Czwarta edycja lubelskich Prezentacji Form Muzyczno-Teatralnych „Dźwięki Słów”, czyli ucztowanie dla oka, ucha, serca i duszy. Przez Lubelski Salon Artystyczny wymyślone. Poczwórnymi ścieżkami przez Teresę Drozdę i Piotra Wróblewskiego wyszperane i dopasowane. Cztery dni (8 do 11 czerwca 2017 r.) „ładowania akumulatorów” mądrą, wrażliwą i wartościową Sztuką w przeróżnych formach i postaciach!

Było, czyli „Ab ovo ad mala”…

Klisze pamięci mają to do siebie, że zazwyczaj nie blakną – choć często przechowują o wiele więcej szczegółów, niż byśmy podejrzewali. Slajdy pamięci, często „wywoływane przed szereg” zupełnym przypadkiem; często sami sobie nie zdajemy sprawy, jak dla nas istotne…

Slajd pierwszy: 3 lipca 2014

Było gdzieś w okolicach 16.00, wypadłam zdenerwowana z lubelskiego Centrum Kultury, myślami będąc przy Festiwalu Szekspirowskim. Pożegnałam się jak zwykle z portierami i ochroną, przytrzymałam drzwi matce z wózkiem i dwiema pociechami śpieszącej na jakieś warsztaty. Wtedy usłyszałam Ten Głos: niski, altowy, głęboki, o szerokiej skali, pełen pasji i dramaturgii.* Należał do zadziwiająco filigranowej kobiety o długich ciemnych włosach i spojrzeniu bliskim Ewie Demarczyk. Zwała się Justyna Panfilewicz, interpretowała „Gaj” Marka Grechuty; w chwilę później stała się paryską śpiewaczką uliczną, małym Wróbelkiem i … zawładnęła mną i innymi (często zupełnie przygodnymi; środek miasta, 4 po południu, nieopodal licowy plac zabaw tętniący życiem i rozgardiaszem!) słuchaczami bezpowrotnie! Takie były moje pierwsze „Dźwięki Słów”.

Slajd wtóry: 20-23 czerwca 2015

Los i Anioły z promocji i reklamy w lubelskim CK „podarowały” mi dwa festiwale teatralne tydzień po tygodniu ( no dobrze, prawie!). O ile Słodko Gorzkim dane mi było się cieszyć (nawet narobić słusznej i szczerze należnej zadymy krytyczno-teatralnej!), o tyle w wypadku drugich Dźwięków Słów niestety zadziała zasada „szwungszajby”. Bowiem Lubelski Salon Artystyczny dostał wsparcie medialne, któregoż to nawet się nie spodziewał. Niestety, mimo najszczerszych chęci, szalona krytyczka wylądowała na kardiologii PSK 2 przy Staszica! Miast recitalu Karoliny Cichej, uwielbianego Czyżyka, dźwięków Jerzego Satanowskiego, skrzypiec Ivy Bittovej czy Katarzyny Dendys – Koseckiej stającej się na około godzinę niejaką Édith Giovanną Gassion – dostała ból venflonu, zapach szpitala, posmak potasu i passiflory! Tak to nie dane mi było święto drugich Dźwięków Słów i do dziś ani trochę nie jest mi z tym „po drodze”.

Slajd trzeci: 20-23 czerwca 2016

Spodziewałam się świetnego festiwalu, ale to, co dostałam od Losu, znacznie przekraczało moje wyobrażenia! Dwie „sceniczne Bomby Energetyczne”, czyli Ewa Konstancja Bułhak i Ewa Błaszczyk (obie z kompanią znamienitych muzyków!). Prywatne odkrycie czyli niebywale umuzykalniona, obdarzona czarnym bluesowym vibrato, młodziusieńka Gabriela Kundziewicz. Urokliwy jazzowy głos Pawła Ruszkowskiego. Niekoniecznie do trzech razy sztuka, czyli…

Będzie – czyli na co czekam?

Warto by wreszcie rozszyfrować jedną z zagwozdek zawartych w tytule. Dlaczego kulturalny Keks? Ponieważ ekstrawertycznej empatyczce prawie wszystko łączy się i kojarzy z …kulinariami i teatrem; los pasjonatki ekscentryczki!

Skąd poczwórność? Ano z racji czterech nurtów i ścieżek artystycznych: spotkań i gawęd, teatru sensu stricto, music-hallu oraz recitali i koncertów. Chociaż program tej edycji jest przebogaty, to słusznie zakładam, że publikując ten tekst rozpętam małe tornado. Kogokolwiek bowiem nie spytać o najważniejszy, najjaśniejszy punkt programu tej edycji, odpowie bez wahania i chwili zająknięcia: „Jesus Christ Superstar” lub „Broadway Exclusive”: oba w reżyserii Jakuba Wociala, przywiezione z warszawskiego Teatru Rampa! Koncerty Mikromusic i Chłopców kontra Basia! Recital Piotra Machalicy „Piaskownica” z niewątpliwie pięknymi, poetyckimi, niesamowicie życiowo mądrymi tekstami Jana Wołka!

No to spodziewajcie się po mnie opowieści – rekontry; zamierzam zaprosić Was na parę perełeczek, które się pochowały w załomkach szpigla repertuarowego czwartej edycji Prezentacji Form Słowno Muzycznych „Dźwięki Słów”!

Pasy zapięte, usadowieni wygodnie? Zaczynamy kulturalno – smakołykową podróż!

Spotkanie, opowieść, rozmowa – czyli urok gawęd

Już tak mam, iż od zawsze jestem „Trójkowa”. Z czasem do tej miłości przysnuła się za sprawą piosenki aktorskiej i literackiej insza sympatia: do głosu, warsztatu, wiedzy i wrażliwości Teresy Drozdy. Lubię Jej radiowy ciepły tembr, ciekawe opowieści, zaraźliwą empatię i pasję do tego, co robi i o czym opowiada. Ponieważ w tej sympatii nie jestem bynajmniej odosobniona, więc czekam na dwie gawędy.

Pierwsza – Lubelskie początki wielkich karier” – zacznie Przegląd. Wiedzieliście, że Józef Małgorzewski – legendarny spiker Polskiego Radia – „debiutował” antenowo po wojnie akurat w Lublinie? Kto z Szanownej Publiki wie przypadkiem co łączyło z naszym miastem Stefanię Grodzieńską? Nie wiecie? Nie martwcie się, w czwartek 8 czerwca (o godz. 16,00) wszyscy się dowiemy.

Drugie ze spotkań tyczyło się będzie „ukrytej pasji” Teresy Drozdy. „Polskie ślady w czeskiej piosence” to nie tylko temat tej gawędy. Dzięki miłości do Czech polscy słuchacze znają: Jaromira Nohavicę, Karela Ryla, Raduzę. No i ostatnie z odkryć „Trójkowej Drożdżówki Bardzo Literacko Muzycznej” czyli dwie nadobne damy z wiolonczelami sygnujące swe dokonania TARA FUKI. Po więcej zapraszam w sobotę 10 czerwca o godz. 16.30 do Sali Czarnej lubelskiego Centrum Kultury.

Zaś pomiędzy będzie piątek 9 czerwca, a fotel gawędziarza zajmie Piotr Wróblewski. Wtóry z drugi z selekcjonerów „Dźwięków Słów”, na co dzień dziennikarz muzyczny Radio Lublin.

O kim będzie tym razem? Ano o znanym Lublinianinie z wyboru, Kazimierzu Grześkowiaku. Jednej trzeciej legendarnej Silnej Grupy Pod Wezwaniem. Jedynym znanym mi studencie KUL-u, który został zmuszony do dosłownego (sensu stricte) potraktowania wyrażenia „zda(wa)ć egzamin śpiewająco” i przełożyć to na studencką rzeczywistość. Psychologu, który eksternistycznie aktorem został, choć każdy z jego koncertów był swoistym małym szalono- zakręconym spektaklem (niech się przy nim schowają komicy i aktorzy charakterystyczni całej Planety!).

Piosenka to taki mały teatr…” czyli cud recitalu

Antonina Krzysztoń czyli brzmienie Tajemnicy…

Piątkowe popołudnie 9 czerwca będzie pod każdym względem wyjątkowe. Przede wszystkim dzięki Tej, która obejmie we władanie scenę oraz serca i dusze widzów. Najpiękniej o niej powiedział niedawno Janusz Deblessem, zapowiadając w Wielko – Czwartkowy wieczór w studio im. Agnieszki Osieckiej koncert „Pieśni Wielkopostnych i Refleksyjnych”:

Zawsze, kiedy słucham głosu Antosi, mam wrażenie, że słyszę Osobę, która dotknęła Tajemnicy(….)”

Nie tylko Janusz Deblessem, nie tylko on… Ciepła, optymistyczna, pogodna, przy tym niespotykanie melancholijna i refleksyjna; taka jest i Antonina Krzysztoń, i jej piosenki.

W Dzień Matki – 26 maja 2017 r. – premierę będzie miała Jej najnowsza płyta „Skarb”. Dedykowana Matce – Barbarze Krzysztoń, będzie swoistą „podróżą do źródeł muzycznych”. Błękitną okładkę zdobi pięć nazwisk: Kelus, Kryll, Niemen, Demarczyk, Okudżawa. Choć srebrny krążek z muzyką kryje ich trzynaście; wszystkie łączy jedno i to samo:

Skarbem są artyści, których piosenki nuciłam, będąc nastolatką – moi nieświadomi nauczyciele śpiewu. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje Czesław Niemen, który nic o tym, oczywiście, nie wiedząc, pomógł mi przetrwać trudny czas dorastania.”*

Wszystkie 13 utworów, a może i jeszcze jakieś rodzynki muzyczno bonusowe wybrzmią właśnie w piątek 9 czerwca ze sceny Sali Widowiskowej Centrum Kultury. Taka letnia niezwykła uczta muzyczna.

Anashim, czyli Ludzie…

Najpierw będzie cytat, bo jakże by inaczej w wypadku tej piątki Ludzi być mogło…

(…)Anashim anashim
ohavim ledaber uledaber
Velo ichpat li ma omrim kulam
hem medabrim kulam, medabrim kulam
ani ve’at mul kol ha’olam
kol haolam, kol ha’olam
Anashim anashim
ohavim ledaber uledaber
Matai tavini
etzli ze lo meshaneh davar (…)”*

Ludzie od zawsze, wszędzie i o każdej porze doby: mówią, rozmawiają, opowiadają, przekazują, porozumiewają się. Z otaczającym ich światem, ze sobą nawzajem. Czasem miast mowy używają w tym samym celu (i to dużo skuteczniej!) dźwięku i muzyki.

Tak właśnie stało w Bielsku Białej w roku 2012. Czterech muzyków, jednocześnie absolwentów Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach, postanowiło ocalił od kurzu i niebytu przebogate: akordeonista Wojciech Golec, kontrabasista Eugeniusz Kubat, skrzypek Krzysztof Maciejowski oraz saksofonista Marcin Żupański. Związani muzycznie i prywatnie z Bielskiem, Cieszynem, Śląskiem Cieszyńskim; zafascynowani i przesiąknięci wielokulturową mozaiką tego regionu.

Na czele tego niezwykłego muzycznego kolektywu (zafascynowanego na poły etno, jazzem, muzyką klezmerską, tęskną nutą ludowych skrzypków) stanęła Marta Gzowska- Sawicka, aktorka Teatru Polskiego w BielskuBiałej. Rodowita Gdańszczanka, absolwentka Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. W czerwcu 2000 Henryk Talar, jeszcze urzędujący dyrektor Teatru Polskiego, zaprosił ją do współpracy – z nowym sezonem witał ją już jego następca Tomasz Dutkiewicz.*

Dwanaście lat później powstał Anashim*, potem było kilka prestiżowych koncertów, wyróżnienie w konkursie Radiowej Dwójki „Nowa Tradycja 2014”. Wreszcie przyszedł czas na „muzyczne dziecko” – płytę „Sekretny Ogród”. Właściwie, gdyby nie pomoc ludzi dobrej woli i wielkiego serca, wsparcie medialno – lokalne oraz portal crowdfundingowy www.polakpotrafi.pl – płyta by „ się odleżała”… Profesjonalnie nagrany materiał „czekał” na fundusze pozwalające na wytłoczenie płyty, oprawienie jej graficznie, wypromowanie.* Przy okazji Marta Gzowska – Sawicka objawiła się w całkiem nowej roli, wespół z Magdaleną Kuchejda przetłumaczyły tradycyjne teksty z jidisz, hebrajskiego czy ladino. Zachowując cały ich rytm, dynamizm, energię i pasję – co przy tych językach wcale nie jest takie łatwe i proste, a często wręcz karkołomne! Tak to Aktorka i Singere stała się Tłumaczką; jak mawiał nieśmiertelny Elliot Blues:

God works in mysterious ways…”

Na Gwiazdkę 2014 r. cała piątka dostała niezwykły prezent w postaci funduszy, ludzkiej wiary, wsparcia i zaufania. 12 kwietnia 2015 roku w gdańskiej Nowej Synagodze* – dzięki Fundacja Kultury Zbliżenia – „narodziło się bielskie muzyczne dziecię”. Potem była majowa uroczysta premiera w niejako macierzystym Teatrze Polskim w Bielsku Białej*. Lubelski wrześniowy koncert Anashim* półtora roku temu gapowato przegapiłam; lecz przecież na tym świecie i w przyrodzie nic nie ginie – zmienia tylko czas i miejsce. Mam nadzieję, że nie tylko dla mnie późna czwartkowa noc 8 czerwca będzie jak piękna miseczka pełna pistacji, fig, migdałów, rodzynek, kostek makagigi smakowana w rytmie łyków dobrego wschodniego kordiału – słyszał ktoś by kiedykolwiek muzycznych specjałów było komukolwiek w przesycie? Dacie się zaprosić na tę teatralno-dźwiękową ucztę?

Lalka, czyli bardziej wysublimowana i skupiona forma Teatru…

Pewien niezwykle utalentowany Młody Człowiek i jego Opowieść o przygodzie zwanej Życiem

Prawie od zawsze stykam się z teatrem dramatycznym, muzycznym, baletowym. Jednak dopiero za sprawą Arkadiusza Klucznika (wonczas dyrektora Teatru im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie) i współpracy medialnej z „Andersenowcami” zrozumiałam swoje specyficzne „ograniczenie”. Dopiero „namacalne i naoczne” obcowanie z jawajką, marionetą, maską, jakąkolwiek inną formą plastyczną dało mi pojęcie, z czym tak naprawdę „się je” teatr lalek. Koszmarnie mylą się ludzie, którzy twierdzą, że „lalki to tylko dla dzieci…”; przecież zasadniczo teatr starogrecki bazował na maskach, a perski na kukłach!

Lalkarstwo opiera się na formie, ale też i na swego rodzaju symbiozie: forma plastyczna – animator. Zawsze pierwsza i ważniejsza jest Forma, lecz to Animator ożywia ją, nadaje sens i treść. Forma niejako poprzez swoistą symbiozę przejmuje nastroje, motorykę i samopoczucie Animatora. Razem tworzą symbiotyczny duet dążący do tego, by „namalować farbkami wyobraźni’ coś na białym płótnie serc i dusz Widzów. Wyrazić, opowiedzieć, podzielić się emocjami, wrażeniami, jakąś historią, coś po sobie pozostawić. Jednak, by zaistniała chemia pomiędzy sceną a widownią, musi być spełniony kardynalny warunek. Animator musi stworzyć wespół z Formą jednolitą, zgraną, spoistą całość, u podstaw, której stoi jakaś wizja, pomysł, historia.

(…)Ale artysta nie może być pokorny, musi emanować, musi się dzielić, wychodzić przed szereg – nie się chować, trzeba znać swoją wartość, mieć coś do powiedzenia.(…)”* 

Dlaczego cytuję te słowa? Bowiem ich autor jest młody wiekiem, obdarzony dojrzałą duszą, wyobraźnią, empatią i chłonnym umysłem. Nazywa się Dominik Gostomski, pochodzi z Chojnic, jest teatralnym wychowankiem Grzegorza Szlangi i jego Chojnickiego Studia Rapsodycznego. W tej chwili kończy IV rok studiów na Wydziale Lalkarskim PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie, filii we Wrocławiu. Nim zaczął studia, miał już na koncie 11 spektakli zrealizowanych w pod banderą Chojnickiego Studia Rapsodycznego, porządną półkę nagród i wyróżnień. Przede wszystkim jednak warsztat, cel w życiu, głowę, serce i duszę pełne pomysłów. Jeden z nich przywiezie na „Dźwięki Słów” -owo cudeńko nosi tytuł „Śpij Kochana”. Prawie pusta scena, na niej On i czworo jego przyjaciół: Anna Gabrysz, Joanna Kowalska, Hubert Waljewski i Mateusz Barta. Z boku szóstka młodych ludzi tworząca zespół Pierwiastek z Trzech (odpowiedzialnych za malowanie muzyką i nastrojami): Adriana Lemańczyk (voc/ukulele), Paulina Szymlek (voc/uklele), Marcin Szymlek (piano), Marcin Stokowski (gitary), Piotr Dudek (perkusja) i Krzysztof Słomkowski (kontrabas/bas). Fibrowa waliza, kilka masek, no i ONA – szmaciana Majowa Muszka. Wykluła się z kokonu o świcie, bardzo chce dobrze i pięknie przeżyć swoje musze życie. Ono zaś trwa 24 godziny; dla Muszki aż tyle, dla nas tylko tyle. Na swej drodze spotkała Starego Lisa i Dzikiego Dzika, którzy postanowili coś dla niej zrobić. Przeżyć to jej króciuteńkie Życie, być z nią, nauczyć czegoś, pokazać świat, współistnieć Tu i Teraz. Prosty, a zarazem niebanalny zamysł na spotkanie z widzami, opowiedzenie jakiejś historii, współistnienie i antycypację. Na śmiech, łzy, wzruszenie, dyskusję…

Stworzyłem spektakl o pewnym momencie – ŻYCIU. O krótkiej przygodzie, która jednego dnia jest a następnego może go nie być”*

Tak prosty, że aż piękny; tyle że doczekać się sobotniego popołudnia 10 czerwca nie tylko ja nie jestem w stanie!

Przepraszam, czy ktoś wie gdzie jest Jabberwocky?!

Zasadniczo Lewis Carroll zabił niezłego ćwieka nie tyle tłumaczom* i reżyserom, co samym swoim czytelnikom… Od zawsze twierdziłam, Iż To Nie Jest Lektura Dla Dzieci i Nigdy Taką Nie Była!

Sny, podświadomość, para-odbicia rzeczywistości, paralaksa, względność czasoprzestrzeni – normalne, przecież tą rzeczywistość wymyślił i opisał, jakby nie było, profesor matematyki. Dopiero całkiem niedawno zrozumiałam, że obie części „Alicji…” Lewisa Carrolla są „prawie pod wymiar krojone” na inscenizowanie ich w formach plastyczno – lalkowych. Utwierdził mnie w tym pewien eksperyment. Otóż sprawdziłam w bazie realizacji E- teatru ilość inscenizacji od 31 maja 1961 r.* 57 różnych; pełnych i skróconych, baletowych i lalkowych, dramatycznych i muzycznych – jednak w przewadze scen lalkowych…! Wliczając tę najnowszą, wrocławsko-dyplomową na podstawie kazuistycznego tłumaczenia Macieja Słomczyńskiego.

Jerzy Bielunas jest reżyserem nader zaprzyjaźnionym z widzami „Dźwięków Słów”, rokrocznie goszczącym w Lublinie. Nigdy z pustymi rękoma, zawsze z ciekawie pełną sceną i przy zapełnionej skupionej widowni. Tym razem (jako spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Lalkarskiego PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie, filii we Wrocławiu) „poszły na warsztat” fragmenty obu części: „Przygody Alicji w Krainie Czarów” oraz O Tym, Co Alicja Odkryła Po Drugiej Stronie Lustra” Lewisa Carrolla. Chwilami surrealistyczne, niesamowicie barwne, szalone do potęgi n-tej kostiumy projektu Elżbiety Terlikowskiej. Moimi faworytami (znając tylko zdjęcia!) są: Humpty Dumpty, Ażurowy Kapelusznik i szalony Motyl Gąsiennica na biegunowych szczudłach. Zresztą obfitość form plastycznych w tym spektaklu może lekko przyprawić o zawrót głowy. Dla małoletniego widza przepyszna i niebanalna dawka teatru lalek.

Muzyka skomponowana przez Szczepana Pospieszalskiego, którego od czasu słynnego już „Ony” Marty Guśniowskiej, zrealizowanego przez Czytelnię Dramatu(gr. drama), rodzaj literacki (obok epiki i liryki), obejmuj..., lubię i cenię. Jerzy Bielunas lubi współpracować z klanem Pospieszalskich, na czym niezwykle zyskują kolejne projekty teatralne, nie wspominając o wrażeniach słuchowych widzów.

Niemal dwa miesiące po premierze* – 11 czerwca 2017- Alicja, Pan Gąsiennica, Kapelusznik i reszta tej szalonej ferajny na jedno popołudnie zmaterializuje się na Wirydarzu lubelskiego Centrum Kultury. Co z tego wyniknie – sami sprawdźcie.

*http://salonartystyczny.blogspot.in/2014/05/

*http://www.fronda.pl/blogi/debiutant/dzien-matki-2017-plyta-skarb-od-antoniny-krzyszton,46504.html

*http://hebrewsongs.com/?song=anashimanashim

Dlaczego w oryginale?Chyba najbardziej dla piękna, niezwykłej melodyki i rytmu tego tekstu…

*http://www.encyklopediateatru.pl/artykuly/33210/mlodzi-ambitni-zakochani

* w języku hebrajskim słowo oznacza to LUDZI jako grupę, kolektyw, określoną zbiorowość…

*https://pl-pl.facebook.com/events/649749128459888/

*https://allevents.in/lublin/anashim-sekretny-ogród-premiera-w-lublinie-12-września-2015-koncert-na-rosz-haszana-5776/558246780983194#

*http://boticellodellasperientia.blogspot.in/2016/

*http://boticellodellasperientia.blogspot.in/2016/01/spij-kochana.html

*Kilku ich jednak było: Maciej Słomczyński, Robert Stiller, Jolanta Kozak, Grzegorz Wasowski i Wojciech Mann (tak, tak, nie przywidziało Wam się…!); http://lubimyczytac.pl/autor/25011/lewis-carroll

*http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/2909,sztuka.html

*http://www.pwst.wroc.pl/alicja-w-krainie-czarow, http://www.e-teatr.pl/pl/repertuar/47897,szczegoly.html

Dodaj komentarz