Z fotela Maciejewskiego: MORDERCZA MUZYKALNOŚĆ

Pitawal – historie kryminalne Krakowa w piosenkach” Patrycji Babickiej w reż. Anny Rokity, Teatr Bagatela, Scena na Sarego

Okolice lubianej przeze mnie eksperymentalnej sceny Bagateli przy Sarego są mało przyjazne, zwłaszcza wieczorem, zwłaszcza zimą. Żeby dojść do ulicy Dietla albo na świętej Gertrudy trzeba przejść się kawałek ciemną, niemal nieoświetloną uliczką. A wychodząc akurat z „Pitawala – historii kryminalnych Krakowa w piosenkach”, można na moment poczuć się nieswojo. Seryjni mordercy, gwałciciele, szaleńcy mogą przechodzić obok – tonąć we mgle, lub w smogu. A sądząc z przedstawienia, Kraków urasta wręcz do kryminalnej (a nie tylko kulturalnej) stolicy Polski. Cóż jednak z tego, kiedy strach szybko ustępuje miejsca paradoksalnemu w tym kontekście poczuciu przyjemności. Nie boimy się, ponieważ się uśmiechamy. Muzyczny „Pitawal” w Bagateli dzięki inteligencji tekstu i frenezji wykonania Anny Rokity dostarcza przede wszystkim satysfakcji.

Patrycja Babicka, autorka „Historii kryminalnych Krakowa w piosenkach”, rozpisała na songi historie trzynastu krakowskich morderców i ich 578 ofiar, chociaż tych ofiar jest chyba jednak więcej – wszak bohaterem jednej z ballad jest słynny krakowski smog. Autorka wykonała kawał świetnej, archiwistycznej roboty, śledząc kroniki, wertując stare gazety w bibliotekach, docierając do wielu dokumentów. Ale praca nawet najlepszego archiwisty byłaby jednak niewystarczająca – należało przepisać kryminał na „criminal tango”. Historie ofiar sadystycznych zakonnic, zboczeńców, morderców i gwałcicieli rozpisać na zwrotki i refreny, doprawić pointą. Nadać im literacką, a następnie teatralną formę.

Nie byłoby jednak sukcesu przedstawienia bez Anny Rokity: spiritus movens, reżyserki i wykonawczyni morderczych piosenek. Rokita, którą nie tak dawno wychwalałem za kreację w „Tacie” Artura Pałygi w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej, w „Pitawalu” rządzi samodzielnie sceną. Owszem, ma obok siebie znakomitych muzyków (ensemble Piotra Krakowskiego) i utalentowanych tancerzy, ale to ona nasyca teksty Babickiej własną intuicją, niekiedy brawurą. Kim jest narratorka „Pitawala”? Wszystkim jednocześnie i każdym z osobna. Zarówno ofiarą, jak i katem, referentem sądowym i świadkiem na procesie. Spodobał mi się koncept, że Rokita nie wymusza współczucia, nie interpretuje tekstów wprost.

Podobnie działa muzyka Piotra Krakowskiego i Pawła Penarskiego. Skoczne piosenki o podcinaniu sobie żył, protest song o pedofilu? A właściwie, dlaczego by nie? Czy zawsze musimy być skazani na dosłowność? Rokita od tej dosłowności ucieka. Świetnie śpiewa, ale nie korzysta z okazji, żeby wokalnie przeinterpretować tekst, patrzy publiczności prosto w oczy, opowiada głosem i ruchem swoje historie, bez minoderii, bez formalnych wspomagaczy. Dla mnie jest pitavalem – chłodnym zapisem kryminału któremu na imię życie. Rozbraja lęk dźwiękiem. Mordercza muzykalność.

Łukasz Maciejewski

Dodaj komentarz