Ewa Konstancja Bułhak w Lublinie

Wolność jazzu, siła dynamiki, skala mezzosopranu. Słowa, które ofiarowują refleksję, piękno, szczery śmiech. Które są potrzebne.

 3. Prezentacje Form Muzyczno-Teatralnych „DŹWIĘKI Słów” 23-26 czerwca 2016 Dzień Pierwszy (aktorek śpiewających): „Niestety, to nie ty” recital Ewy Konstancji Bułhak oczami, uszami, wrażeniami i emocjami prze-szczęśliwej lubelskiej krytyczki.

Pierwsze skojarzenie na dźwięk Jej nazwiska? Artystka totalna, demonicznie dynamiczna, całkowicie oddana tworzonej przez siebie postaci. O Ewie Konstancji Bułhak mawiam i piszę per Artystka, bowiem ona jest już sceniczno – studyjnym Bytem Endemicznym. Aktorka, wokalistka, reżyser, dubbingerka; kocha z wzajemnością oba teatry specyficzne – Polskiego Radia i Telewizji. Dawnymi czasy o takich artystach jak ona mawiano Sceniczne Zwierzę – i do dzisiaj jest to jeden z największych komplementów, jaki można wystosować pod adresem kogokolwiek, kto służy Melpomenie i Tespisowi! Skupiona na grze, roli, postaci, jednocześnie perfekcyjna i ascetyczna, niesamowicie plastyczna i wyrazista, niezależnie od sytuacji sceniczno – filmowej.

W marcu 2009, przy okazji radiowego wywiadu udzielonego Pawłowi Sztompke, spytana została o swoje gusta muzyczne (faktycznie, wachlarz miłości dźwiękowych Ewy Konstancji Bułhak równy jest prawie skali jej szerokiego mocnego mezzosopranu!). Przepytana na okoliczność miłości do jazzu i swingu, przyznała, iż kocha słuchać, ale nie czuła by się zbyt silnie, by „zmierzyć się szerzej z tematem i bogactwem”. Na szczęście minęło od tamtej chwili siedem lat – „Siodło Pegaza”*, „Duch Pikadora”*, „Smuteczek czyli Ostatni Naiwni”* czy chociażby „ I love You”* pokazały, jak bardzo się myliła…! Ależ, ależ – zapomniałabym o pierwszym jej recitalu (który nota bene zawdzięcza nieomylnej intuicji swojej mentorki i uwielbianej pedagog- Annie Seniuk), czyli o „Ulepiły mnie zdolne anioły”. Oraz o najnowszym muzycznym dziecięciu, które wespół ze swoimi niesamowitymi muzykami przywiozła do Lubelskiego Salonu Artystycznego na trzecią edycję „Dźwięków Słów” – „Niestety to nie ty”.

23 czerwca 2016 r. zapamiętam jako najbardziej niecodzienny, żywiołowy i szalony wieczór kiedykolwiek spędzony na teatralnej widowni – och tak, bezsprzecznie, całkowicie i z całą pewnością! Bezsprzecznym bohaterem wieczoru był Dawid Lubowicz. Upał, duchota, immobiliser na nodze, ból przy przemieszczaniu się nie były dla niego żadną przeszkodą. Tak cudownych, szalonych, iście cygańskich pasaży jazzowych dawno nie słyszałam; niechże mi waćpan Dawid odpowie: a Stephane Grappelli i Zbigniew Seifert dłoni na Waści nie trzymali bądź smykiem nie kierowali…? Bowiem nad sceną Centrum Kultury to jakieś takie duchy się unosić musiały, nie ma przebacz…! Drugi z braci Lubowiczów – Jakub – ani trochę nie ustępował pola, o nie! Klawiatura fortepianu pod jego palcami szalała i pędziła do rytmu skrzypcowych arpeggio i szalonych kaskad kontrabasu Marcina Murawskiego, by chwilę potem szlochać i tęsknić cichutko jak smutna Giuletta w oknie, nudzić się jak samotna pasażerka pociągu w jedną stronę, cierpieć jak wieczna druhna ( która „dosyć ma już tych wszystkich w szafie szmat – bo każda z nich to ślub, który ktoś inny brał…”). Do tego wszystkiego jeszcze ten jazzowo- swingowo- rockabilly zakręcony rytm perkusji Fryderyka Młynarskiego; ależ tam się fluidy jazzowe unosiły, imaginujcie sobie Ludzieńkowie Kochani!

Było o Formie, będzie o Treści – ta w wypadku Ewy Konstancji Bułhak jest zawsze ważna i ważka. Bowiem wszystkie te teksty, rytmy, postaci stworzone przez Tego Drugiego pod dyktando dźwięków Kompozytora – to nic innego jak portret kobiecy. Szczery, wiarygodny, prawdziwy, malowany pełną paletą barw, skrajnych emocji, wybuchowych namiętności, ekspresji skąpanej „po kokardę!” we łzach i bólu. Każda z nas kiedyś na kogoś czekała, by się nie doczekać; pomyliła się i owoce tej pomyłki piła zaprawione solą i goryczą łez. Znam wiele takich, które kogoś ze swojego życia wyrzucały, chcąc odzyskać własne światło, mając dość codziennej modlitwy męsko – rodzinnej: „Bądź taka, nie bądź taka…” (akurat Kory to tu nie było; choć na „Boskie Buenos” zbudowane na dźwiękach strun Bohaterki Wieczoru – moje absolutne Tak!). Niech mi nikt nie mówi,że nie ma kobiety, która nie ma rzeczy, samych z siebie natychmiastowo przywołujących historie z nimi związane, czasem bardzo bolesnych. Nie umiemy ich wyrzucić, boimy się tego, jest to bowiem część naszego wnętrza – zasię „uciec od siebie jest nie sposób…”.

Niezwykłość tych songów polega na tym, iż Ewa Bułhak ich nie śpiewa; ona je opowiada, maluje słowami, tworzy ekspresją i emocjami. Pozostając sobą, staje się każdą z nas: tych tam w ciemności, siedzących na widowni, podróżujących z nią na magiczną wyspę Luzon, smakujących słodkiej kubańskiej pomarańczy, czekającej wciąż na Romea (bynajmniej nie tego z rodu Godotów…). Za ten dar mimikry duchowej plus za głos, który mnie rozsmarowuje po widowni jak pesto na gorącej grzance Ewę Konstancję uwielbiać należy.

NIESTETY TO NIE TY”; obsada: Ewa Konstancja Bułhak śpiew, Jakub Lubowicz fortepian (kierownictwo muzyczne), Dawid Lubowicz skrzypce, Marcin Murawski kontrabas, Fryderyk Młynarski perkusja; Lubelski Salon Artystyczny, Centrum Kultury , prapremiera 23 czerwca 2016 r.

*http://www.aict.art.pl/atlas-teatrow-stolicy/193-narodowy/2771-siodo-pegaza, http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/48888,szczegoly.html

*http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/59620,szczegoly.html

*http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/48044,szczegoly.html

*http://www.e-teatr.pl/pl/realizacje/47648,szczegoly.html

Dodaj komentarz