Miserere

W tygodniu premiera Dziadów w Teatrze Narodowym w reżyserii Eimuntasa Nekrošiusa. Przed tą oczekiwaną premierą Zofia Gustowska przypomina legendarny spektakl Nekrošiusa – jego Makbeta:

Dziewczynka jest chora. Boli ją głowa. Jej własne ciało ją pali. Próbuje zasnąć. Mama kładzie jej rękę na czole. Dotyk bliskiej osoby nie pomaga. Ciąży. Dziewczynka się męczy. Przewraca z boku na bok. Nie może spać. Leży. Leży. Leży. Czerń. Budzi ją ból. Nagle. Odczuwa przygniatający ciężar spadających na nią głazów. Strach. Czuje się mała i bezbronna. Nie może się poruszyć. Skąd spadają kamienie? Dlaczego? Nie wie. Nic nie widzi. Puste niebo, tylko.

 

Z Nieba Eimuntasa Nekrošiusa zamiast deszczu spadają kamienie. Makbet zostaje nimi obciążony. W rzeczywistości zbudowanej przez litewskiego reżysera nie ma miejsca na oczyszczenie. Na walkę. Bohater znajduje się w sytuacji fatalnej. Czy w takim świecie akt agresji wobec innego człowieka jest wyborem? Czy staje się wyłącznie nieuchronną konsekwencją wcześniejszego wydarzenia, wpadnięcia w pułapkę? Efektem domina. Jeśli tak, to pytanie, kim w takiej rzeczywistości byłby tajemniczy, niewidoczny poruszyciel, do którego wznosi się błagalne śpiewy? A jeśli słyszy, to czemu nie odpowiada.

Ciemna przestrzeń. Czarownice szykują pułapkę. Cała sytuacja jest swoistą zabawą, kreacją, bardzo mocno nacechowaną teatralnie. Aktorki nie wcielają się w postaci wiedźm, ale je prezentują. Ich gra rozgrywa się na dwóch poziomach – na scenie przyjmują formy, gesty, pozy wynikające z ugruntowanej tradycji przedstawiania czarownic-staruch w kulturze. To również one wprowadzają w tę magiczną rzeczywistość Makbeta, której atmosferę same wytwarzają, choćby za pomocą własnych głosów, wydając z siebie dźwięki imitujące sposób porozumiewania się leśnych zwierząt. Mężczyznę udało się wciągnąć w zabawę. Wpadł w pułapkę. Gra została rozpoczęta.

Jak udźwignąć tragedię Makbeta? Człowieka, który dążąc do pełni, pogrąża się w nicości. Zaciśnięte pięści stają się gestem psychologicznym aktora grającego rolę tytułowego bohatera. Jest w nich wyrażone zamknięcie, ale również agresja i okrucieństwo. Wykreowana rzeczywistość nie sprzyja wrażliwości czy empatii, w tym świecie nie ma na nią wręcz miejsca. Otwarcie dłoni, może spowodować tylko sytuacja zagrożenia, w której człowiek staje się zupełnie bezradny i bezbronny.

W liście do Jacques’a Copeau, Paul Claudel pisał, że teatr powinien być podłogą z desek rzuconą z dumną beztroską na dwa kozły, drżącą pod stopami porywczej młodości, która na nią wbiega. Odległość między myśleniem dwóch przywołanych francuskich artystów a litewskim, pozornie mogłaby wydawać się ogromna, jednakże pojęcie nagiej sceny używane przez twórcę teatru Vieux-Colombier, zdaje się dobrze opisywać i oddawać charakter scenografii spektaklu Nekrošiusa, która jest ciemną, pustą przestrzenią działań aktorskich. Przestrzenią, w której rzeczne kamienie stają się niesamowicie nośną metaforą. Niejeden współcześnie tworzący artysta teatru mógłby pójść na krótką lekcję ascetycznego monumentalizmu.

Muzyka w spektaklu litewskiego reżysera jest jednym z podstawowych elementów działających na tajemniczą atmosferę tworzonej rzeczywistości. Może być niepokojąca, straszna, ale również pozornie kojąca. Zadziwiający efekt został osiągnięty w finale. Błogi śpiew, związany z obrządkiem kościoła katolickiego, składający się wyłącznie z łacińskiej formuły miserere (tłum. „zmiłuj się”), skontrastowany został z problemem (nie)obecności Boga w świecie. Czy tajemnicze, jaskrawe światło, przywodzące na myśl to z obrazu Faustyny Miłosierdzia Bożego, jest jej potwierdzeniem? Dlaczego w takim razie, po jego rozbłyśnięciu, na nowo odzywa się błagalny śpiew? Eimuntas Nekrošius za pomocą bardzo prostych, oszczędnych środków, buduje niezwykle efektowne, ale jednocześnie minimalistycze rozwiązania, które w ten sposób stają się jeszcze bardziej przerażające, pozostawiając widza z nieznośnym uczuciem pustki.

Banko zostaje zamordowany. Zgadza się. Kwestia jak i za pomocą czego. Scena jego śmierci, pozornie przez swój formalizm dystansująca, jest niezwykle intensywna. Aktor odbiera ciosy za pomocą leżącej obok niego drewnianej kłody, w którą wbijane są siekiery przez podwładnych jego „przyjaciela”. Cudzysłów uzasadniony. W przedstawionym świecie nie istnieje to słowo, nie istnieje bliskość. Mord Banka, w efekcie, staje się skondensowaną formą ucieleśniającą i zawierającą w sobie wszystkie inne. Jest ich zapowiedzią, jednocześnie będąc pojedynczą tragedią jednostki odbierającej wyrok śmierci.

Swoistym zwierciadłem dla Makbeta jest Król Lear. Tematem obydwu stała się władza. O ile, w pierwszej z nich, tytułowy bohater, pod wpływem przepowiedni, zabiega o nią, o tyle w drugiej, dojrzały już władca zrzeka się jej na korzyść swoich córek. Paralela wydaje się oczywista. Lear jako wcielenie dawnego Makbeta? Również, poruszany przeze mnie, problem pustego nieba łączy obie te sztuki. Człowiek w szekspirowskiej rzeczywistości, pozbawionej boga, poczuł się panem życia. Makbet korzysta jednak wyłącznie z mocy destrukcyjnej. Nie tworzy istnienia, ale je niszczy.

Zarówno w spektaklu Nekrošiusa jak i w filmie Ran Akiro Kurosavy (na podstawie Króla Leara) człowiek zostaje zupełnie sam. Samotny niczym wędrowiec bez twarzy na obrazie Friedricha. Relacje nie mają podłoża, nie wytrzymują sytuacji walki o władzę. Każdy jest dla siebie. Drugi człowiek istnieje, dopóki jest do czegoś potrzebny. Niesamowicie ważną, pod tym względem, sceną z japońskiej adaptacji szekspirowskiej sztuki, jest moment opuszczenia przez Hiderotę-Leara fortecy podlegającej drugiemu synowi pod względem starszeństwa, u którego ojciec miał nadzieję znaleźć zrozumienie i szacunek. Zamykająca się za nim brama jest już tylko wizualnym podkreśleniem istniejącej prawidłowości. Po jej zatrzaśnięciu nie ma powrotu. Rzeczywistość została podzielona na „ja” i ten „inny”.

Pozwoliłam sobie na to zestawienie Makbeta Eimuntasa Nekrošiusa z Ranem Akiro Kurosavy, dlatego że w moim odczuciu, potęguje ono jeszcze, uzupełnia i pozwala mocniej wybrzmieć wszystkim gorzkim dźwiękom, na których zbudowana została, opisywana przeze mnie teatralna rzeczywistość. Świat litewskiego reżysera jest przepełniony samotną śmiercią. Do niej dąży całe istnienie i nią się zakończy spektakl.

Z niecierpliwością czekamy na Dziady.

Zofia Gustowska

Makbet William Shakespeare
Meno Fortas w Wilnie
reż. Eimuntas Nekrošius
premiera: 22 stycznia 1999

Dodaj komentarz