Niewidoczne

Tomasz Miłkowski o spektaklu KOBIETY BEZ ZNACZENIA w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, brawurowych monodramach Haliny Łabonarskiej i Małgorzaty Niemirskiej w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza:

Prawie nikt ich nie dostrzega. Zabiegają więc o tę resztkę zainteresowania, wciąż zajęte sprawami, które same wynajdują, aby potwierdzić swoje istnienie. Dopóki są w ruchu, mogą nie zauważać, że zanikają. Ale to coraz trudniejsze. Samotne, starzejące się kobiety z cyklu monologów Alana Benetta „Gadające głowy” walczą o życie.

 

Na małej scenie Teatru Dramatycznego spotykamy ich dwie. Każda inna, każda inaczej skrojona. To właściwie dwa monodramy inteligentnie splecione przez reżysera Grzegorza Chrapkiewicza. Ten metaforyczny, wcale nie mechaniczny związek podkreśla kilka sytuacji spajających dwa monologi w całość, które biegną po torach równoległych, raz tylko dziwnym splotem okoliczności przecinających się. Na początku w rytmie zawadiacko brzmiącej muzyki wtańcowują się dwie kobiety, Irene Ruddock i Peggy Schofield (ich nazwisk próżno szukać w teatralnym programie, w końcu to kobiety bez znaczenia). Zataczają wokół sceny szybkie okrążenia, każda z nich po swojej trajektorii. Spieszą się, nie mają czasu, aby się zatrzymać. W końcu zostaje jedna z nich.

Peggy Schofield (Halina Łabonarska), zapracowana sekretarka, wita się z publicznością łagodnym uśmiechem i nieśmiało zaczyna opowiadać o swoim życiu bez zdarzeń, w którym każdy drobny detal staje się wydarzeniem: lunch w jej ulubionym kąciku, przelotne powitanie z kolegą, ukłon szefa, przygotowania odbitek ksero i rozmowa z koleżanką. O czym? Tego nie pamięta. Tak toczy się to zabiegane życie, mające poświadczać, że całe biuro na niej stoi, aż przychodzi ta nieszczęsna środa: miejsce na lunch przy jej ulubionym stoliku zajęte, nikt jej nie zauważa, nawet stek paskudny i jeszcze wizyta u lekarza, niezrozumiała diagnoza i nieodwołalna decyzja: idzie do szpitala na obserwację.

Jeszcze ciągle z uśmiechem, jeszcze w biegu, nawet w szpitalu, gdzie obowiązki biurowe zastępuje roznoszeniem gazet i listów leżących pacjentów, załatwianiem drobnych sprawunków, a nawet dbałością o to, aby leżącej niedaleko chorej obcięto paznokcie. „Jak myśmy sobie dawali radę bez pani”, pyta ironicznie jedna z pielęgniarek. Ale krążenie panny Schofield zaczyna się zacinać, Łabonarska pokazuje, jak jej bieg przez życie staje się coraz wolniejszy, nawet podczas wizyty koleżanki zasypia, wszystko zaczyna się wymykać z rąk i pewnego dnia zrozumie, że leży w tym szpitalu najdłużej ze wszystkich. Teraz już naprawdę znika.

Wtedy na scenę wkroczy energicznie Irene Ruddock (Małgorzata Niemirska) z pretensjami pod adresem dyrekcji krematorium. Ma swoje postulaty. Zresztą wciąż ma swoje postulaty. Bacznie obserwuje okolice Badford, lornetuje sąsiadów, reaguje na niedociągnięcia i żąda wprowadzenia zmian. Ma nawet pewne osiągnięcia, to jej zasługą jest budowa przejścia dl pieszych. Pisanie listów, będących mieszaniną troski obywatelskiej i donosu staje się jej pasją. Tym właściwie żyje – bez rodziny, bez pracy, na marginesie i niezauważana. Listy wydobywają ją z anonimowego niebytu. W swojej obywatelskiej czujności posunie się jednak za daleko, zacznie ze zbyt wielką troską obserwować pewną rodzinę. Sąd nakaże jej trzymać się od nich daleko. Ale nie wytrzyma, znowu napisze… Wtedy otwiera się przed nią nowy świat: więzienie. To paradoksalne, że w tym wyizolowanym świecie nareszcie się odnajduje, staje się kimś widocznym, tylko tutaj potrafi być szczęśliwa.

Świetne portrety kobiet, wycieniowane psychologicznie, pobudzające do myślenia. Halina Łabonarska buduje postać panny Schofield delikatnymi kreskami, sprawia, że widz się z nią zaprzyjaźnia, współczuje, razem z nią wzrusza i smuci. Małgorzata Niemirska rysuje ostrzejszą kreską, jej bohaterka bywa krzykliwa, nieznośna, nawet upiorna i budząca politowanie. A jednak na koniec ku swemu zawstydzeniu w jej odruchach obronnych dostrzeże widz kobietę usychającą w samotności, która dopiero wśród innych „wyrzutków” społecznych odnajdzie swoje miejsce.

 

Tomasz Miłkowski

 

KOBIETY BEZ ZNACZENIA Alana Bennetta, tłum. Małgorzata Wrzesińska, reż. Grzegorz Chrapkiewicz, scenografia Jan Kozikowski, reż. Światła Monika Sidor, projekcje Emilia Sadowska, muz. Piotr Łabonarski, ruch sceniczny Wiktor Korszla

 

Poszerzona wersja recenzji opublikowanej w tygodniku „Przegląd”, nr 9/ 2016

Dodaj komentarz