Podróż Krzysztofa Orzechowskiego

Urokliwie melancholijna wędrówka poprzez czasy, miejsca, sceny, epoki, osobowości, obyczaje. Podróż do kresu pamięci” Krzysztofa Orzechowskiego, wydana nakładem wydawnictwa Bosz. Ważna, mądra wspaniała koda życiowa, spisana przez ucznia wielkich Mistrzów Sceny, wnikliwego reżysera, wytrawnego obserwatora świata, życia, ludzi. W opowieści Anny Rzepa-Wertmann, krytyka, który dzięki scenie powrócił do pasji macierzystej: książek.

 

Otwierając kopertę wykrzyknęłam: „To nie jest książka, toż to dzieło sztuki!”. Zaiste, miałam ku temu widome powody. Dopracowana szata graficzna, wycyzelowane w punkt liternictwo i układ strony, jasny rozświetlony kerning. Czytelnik staje się mimowolnie widzem, w zasadzie są to bowiem dwie książki (Biała słów i Czarna obrazów) w jednej. Czerwona jedwabna tasiemka: drobiazg bez znaczenia, dzięki któremu pozornie banalne odnalezienie ostatnio czytanego fragmentu zajmuje chwileńkę (jakżeż urzekająca jest troska o przyszłego czytelnika). Zapomniałabym o przejrzystym indeksie oraz „prezencie” od autora: dokładnym, skrupulatnie chronologicznie opracowanym i rozpisanym drzewie genealogicznym (historycy zwaliby je ascendentariuszem). Sprawdziłam sama, usprawnia lekturę w razie chwilowego rozproszenia lub niejasności. Nie tylko autorowi należą się gratulacje i wyrazy uznania; tak samo kłaniam się redaktor Marii Płażewskiej oraz grafikowi Władysławowi Plucie – dzięki całej trójce dwoista książka nie tylko daje pokarm dla serc i umysłów, ale także (czy nie przede wszystkim?!) cieszy oczy. Jakżeż ja kocham takie wydawnicze cudeńka.

Przez strony „Podróży do kresu pamięci” Krzysztofa Orzechowskiego płynie się, cumując do kolejnych rozdziałowych portów. Z okładki spogląda zamyślona, skupiona, lekko zatroskana twarz autora. Losy jego rodu (po mieczu i po kądzieli) są żywą ilustracją starego chińskiego porzekadła: „Obyś żył w ciekawych czasach…!”.

Urodziłem się u schyłku pięknego lata, 6 wrzenia 1947 roku, pośród kwiatów, w drewnianym letnim domu na terenie ogrodów mojego dziadka. Idylla nie trwała długo. To, czego nie udało się Niemcom, dokonali komuniści. Dziadek umarł, babka została uwięziona przez reżim stalinowski (…). Firma została upaństwowiona, majątek skonfiskowany. Moje dzieciństwo nie było sielskie, zaczęło się od udziału w parotygodniowym „kotle”, założonym w naszym rodzinnym domu przez Urząd Bezpieczeństwa.*

Co jak co, ale rody Hozakowskich, Bortnowskich i Orzechowskich miały swoiste zezowate szczęście: Pani Historia pałała do nich zbyt wielką miłością, niestety nieodwzajemnioną. Wszelkie wojny, konflikty zbrojne, zawieruchy dziejowe odciskały na tych trzech rodzinach ślady, szramy, zadry. Hartując przy okazji charaktery, czyniąc je twardszymi i silniejszymi. Krzysztof Orzechowski jest z jednej strony Kresowiakiem, z drugiej Torunianinem. Warszawiakiem z wychowania i wykształcenia i szlifów scenicznych. Kraków stał się domem i siedliszczem przede wszystkim z racji Drugiej Połowy Pomarańczy: najbardziej niezwykłej z Ann o przydymiono tajemnym cieple w oczach i uśmiechu. Misji ratownika i budowniczego: trzy teatry, cztery gmachy, nieustanne ratowanie z tarapatów i „windowanie do chmur Parnasu” kolejnych scen. Inteligenta i intelektualisty żyjącego w trudnych, choć pełnych wartości, klasy i stylu czasach. Reżysera odkrywającego nowe aktorskie talenty i osobowości, dyrektora sekundującego reżyserskim debiutom Młodych Zdolnych. Wreszcie wykładowcy i autorytetu dla młodzi wybierającej sceniczną drogę w którejkolwiek z jej postaci.

Piękne, niebanalne życie: trudne, uwikłane w rzeczywistość i mechanizmy dziejowe, skomplikowane, ciekawe (czasem nawet aż za bardzo), niebanalne. Autor tego pięknego tomu miał sprawować właśnie ostatnią kadencję jako dyrektor Teatrudawniej (por.) anterprener, organizator pracy artystycznej z... im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Mimo, jak sam mawia, „niewychowania sobie następcy”, zostawił po sobie całe mnóstwo dowodów swojej pasji, talentu, pracy, miłości dożycia, teatru i ludzi. Jest twardy, niepokorny, bezkompromisowy, szczery, nie owija w bawełnę – „Podróż do kresu pamięci” jest na to dowodem. Nie toleruje w teatrze „przerostu formy nad treścią”, braku sensu, zalewu modernizmu w słowie i obrazie. Piętnuje otwarcie i nader ostro efekciarstwo, brak stylu, zalew brutalizmu, goliznę i wulgaryzmy mające tuszować braki warsztatowo – intelektualne większość polskich Młodych Kontentujących Dramaturgów i Reżyserów. Otwarcie pisze, co sądzi o stanie i kondycji polskiego teatru. Wszyscy wiemy, choć mało kto otwarcie i głośno o tym mówi, że jest ona od wielu lat co najmniej alarmująca. Książka Krzysztofa Orzechowskiego winna się stać lekturą obowiązkową dla wszystkich obecnych młodych twórców i większości krytyków teatralnych. Tylko mam takie jedno jedyne, niewinne, maleńkie pytanko:

Ilu z nich ma odwagę cywilną, by pozwolić sobie na luksus nonkonformizmu, indywidualizmu, samodzielnego myślenia i formułowania sądów? By tak jak autor tej książki, stać się sobą, być charakterną inteligentną osobowością, miast powielać schematy i sądy rodem spod błękitnego F?

Niestety, chyba niewielu. O ileż prostsze byłoby życie, piękniejsi ludzie, ciekawszy teatr.

Krzysztof Orzechowski, „Podróż do kresu pamięci”, wyd. Wydawnictwo Bosz Olszanica 2015

Oprawa: twarda, liczba stron: 360, liczba zdjęć: 259, format: 165 × 235 mm,

ISBN: 978-83-7576-258-7, EAN: 9788375762587

*Krzysztof Orzechowski, „Podróż do kresu pamięci”, Wydawnictwo Bosz Lesko 2015, ISBN: 978-83-7576-258-7, s.16

Dodaj komentarz