Umberto Eco nie żyje

W piątek 19 lutego, w wieku 84 lat zmarł pisarz, eseista, mediewista, filozof i bibliofil, estetyk i publicysta, teoretyk postmodernizmu Umberto Eco (ur. 1932). Mimo ogromnego powodzenia jego dziel i powszechnego uznania nie został laureatem literackiej Nagrody Nobla.

Po ukończeniu studiów filozoficznych pracował w telewizji RAI (do roku 1958). Po uzyskaniu stopnia doktora wykładał estetykę w Turynie i Mediolanie – od roku 1971 związał się uniwersytetem w Bolonii, gdzie został kierownikiem pierwszej we Włoszech Katedry Semiotyki. Uznany za autorytet w tej dziedzinie, wykładał na czołowych uniwersytetach europejskich i amerykańskich. Wyniki swoich dociekań przedstawił m.in. w książkach: Dzieło otwarte (1962), Pejzaż semiotyczny (1972), a także w pracach z zakresu estetyki, m.in. Sztuka i piękno w średniowieczu (1987). Wielkim powodzeniem cieszą jego felietony ogłaszane od roku 1965 roku na łamach „L’Espresso”, drukowane potem w zbiorach, m.in. Zapiski na pudełku od zapałek (1993). Zaskoczeniem był jego błyskotliwy debiut powieściowy, Imię róży, a następnie kolejne misternie skonstruowane powieści, będące mistrzowskim połączeniem sensacyjnej akcji, obserwacji obyczajowej i rozprawy filozoficznej: Wahadło Foucaulta (1988) i Wyspa Dnia Poprzedniego (1994). Eco głosi obowiązek bawienia czytelnika: „powieść winna dawać rozrywkę również, i przede wszystkim, poprzez kontrukcję wątku fabularnego”.

Imię róży (Il nome della rosa, 1980, tłum. Adam Szymanowski, 1987), to powieść historyczna o średniowieczu i narodzinach nowoczesnej kultury europejskiej. Sięgając do tradycji powieści historycznej Eco posłużył się delikatnym pastiszem, autoironiczną stylizacją, wykorzystując środki charakterystyczne dla thrillera i powieści grozy, wplatając w akcję fragmenty dyskursu filozoficznego, a nawet pastisz Apokalipsy. Aby zapewnić jedność świata powieściowego powołał do życia narratora, sędziwego micha Adso, spisującego kronikę wydarzeń, których był świadkiem i uczestnikiem za młodu. Wprowadził więc pisarz podwójną optykę narracji, snutej oczyma starca i młodzieńca, jako całość traktowanej przez autora jako cytat z czternastowiecznego manuskryptu, opublikowanego w wieku XVIII, a następnie przełożonego przez Ojca Valleta (w roku 1842), i wykorzystanego przez właściwego narratora książki (rok 1968). Świat przedstawiony jest więc rzeczywistością opisywaną z czwartej ręki. Daje to poczucie dystansu wobec i wzmacnia zarazem wiarygodność przekazu, dzięki erudycyjnemu wstępowi.
Osnową akcji są przygotowania do debaty teologicznej między rzecznikami ubóstwa Kościoła i przeciwnikami tej radykalnej tezy o wyrzeczeniu się przez Kościół dóbr doczesnych. Debatę zaplanowano w roku 1327 w pewnym opactwie benedyktyńskich w północnych Włoszech. Na spotkanie przybywa rzecznik ubóstwa Chrystusa, angielski franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swym uczniem, nowicjuszem benedyktyńskim Adsem z Melk. Wkrótce mają przybyć przedstawiciele strony przeciwnej. Tymczasem Wilhelm zostaje wciągnięty w zagadkową sprawę kryminalną. W opactwie nad mnichami zawisło widmo śmierci – ktoś jest sprawcą tajemniczych zbrodni, morderstw i samobójstwa, ofiary noszą znamiona otrucia. Wilhelm na podstawie racjonalnego dochodzenia (prowadzonego „na wzór” Sherlocka Holmesa) uważa, że mroczne zabójstwa wiążą się z zasobami tutejszej biblioteki. Z czasem udaje mu się mu się przeniknąć do niedostępnego wnętrza biblioteki, gdzie odkrywa unikatowe dzieła i gdzie prawdopodobnie znajduje się druga księga Poetyki Arystotelesa. Przybyły do opactwa inkwizytor Bernard Gui winą za mordy obarcza nierozgarniętego mnicha i dziewczynę ze wsi, a także swego dawnego przeciwnika w sporach religijnych. Groźbą i wymuszaniem zeznań wydobywa z oskarżonych wyznanie winy i skazuje ich na śmierć – opata i Wilhelma bierze za świadków swej decyzji. Wilhelm jednak nie zgadza się z wyrokiem i nadal prowadzi swe śledztwo. Wprawdzie dochodzi w końcu do przyczyny wszystkich wypadków, ale jedynie przypadkiem odkrywa, że dostępu do dzieła  bronił nestor benedyktynów Jorge, przekonany o destrukcyjnej sile śmiechu. Okazuje się, że poszukiwania Wilhelma były labiryntem, w którym tylko wydawało mu się, że idzie tropem prawdy. Przeceniał siłę rozumu: Porządek, jaki nasz umysł wymyśla sobie, jest niby sieć albo drabina, którą buduje się, by czegoś dosięgnąć. Ale potem trzeba drabinę odrzucić, gdyż dostrzega się, że choć służyła, była pozbawiona sensu. Cóż zatem ma czynić człowiek poszukujący prawdy? Czekać na objawienie czy ufać znakom. Człowiek, który chce się w świecie rozumnie poruszać jest zdany na znaki. Ale paradoks semiologa, który rozsnuwa przed człowiekiem Eco, polega na tym, iż choć znaków nie można się wyrzec, nie należy im ślepo wierzyć, albowiem, jak powiada mędrzec Wilhelm nie ma ładu we wszechświecie. Dlatego Wilhelm ponosi ostatecznie klęskę, nie może zapobiec zniszczeniu upragnionej księgi: niewidomy fanatyczny minich Jorge z Burgos zjada dzieło Arystotelesa, wcześniej już nasączone trucizną, a przed śmiercią podpala bibliotekę. W jego obliczu spustoszonym przez nienawiść do filozofii Wilhelm dostrzega twarz Antychrysta. Lękaj się – poucza swego ucznia Wilhelm – proroków i tych, którzy gotowi są umrzeć za prawdę, gdyż zwykle pociągają za sobą śmierć licznych, często przed sobą, czasem zamiast siebie. Rzecz ciekawa, że negatywny bohater, zagradzający Wilhelnowi poznanie prawdy, odczytanie upragnionej księgi, nosi nazwisko bliźniaczo podobne do ociemniałego pod koniec życia, bibliotekarza z zawodu, Jorge Borgesa. Zresztą w powieści Eco znaleźć można wiele nawiązań do twórczości Borgesa, m.in. do jego opowiadań Wieża Babel oraz Śmierci i busoli.
Tajemnica sukcesu Imienia róży tkwi w Labiryncie. Wokół Labiryntu w sensie dosłownym (charakter labiryntowy noszą pomieszczenia Biblioteki w opactwie) i w sensie konstrukcyjnym (powieść nosi wszelkie znamiona labiryntu i to wielopoziomowego) ogniskuje się akcja i „nadakcja” powieści, Labiryntowość wskazuje zarazem na genialną prostotę pomysłu pisarza, tworzącego powieść, a właściwie kilka powieści naraz, adresowanych do rożnych kategorii odbiorców. Nie trzeba być wcale erudytą, aby poddać się urodzie średniowiecznej egzotyki, dąć się wciągnąć w emocjonujące śledztwo Wilhelma, poddać rytmowi życia w opactwie. Erudyta, czytelnik wykształcony obok przyjemności towarzyszenia akcji i rozwiązywania zagadki kryminalnej zazna satysfakcję ze śledzenia odblasków innych dzieł, cytatów (lub ich śladów) z wielu źródeł, które stanowiły materiał przetwarzany przez pisarza. Dla semiologa lub choćby nieco obznajomionego z semiologią odbiorcy powieść Eco jest przypowieścią o kulturze znaczeń. Spektakularny sukces tej powieści nasunął krytykom refleksję, iż Eco odwołał się do czytelnika nowego typu, który oczekuje od literatury wyrafinowanej rozrywki, płynącej z powiązania tradycyjnych walorów akcji z grą intelektualną.
A jednak nie od razu dostrzeżono w powieści nowe słowo literatury. Imię róży z trudem torowało sobie drogę do sukcesu. Wydawcy włoscy zrazu ociągali się z publikacją, doradzając autorowi skróty i pomawiając go o profesorskie nudziarstwo. Włosi spostrzegli się, że powstała powieść wybitna dopiero wówczas, kiedy promocja książki Eco na rynkach zachodnioeuropejskich i amerykańskim okazała się triumfem.

 

Dodaj komentarz