Portrety krytyków: Teatr zamknięty Zygmunta Grenia

Trwa III edycja konkursu na recenzje teatralną im. Andrzeja Żurowskiego. To dobra okazja do przypomnienia wybitnych polskich krytyków piórem obecnych i niedawnych studentów Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej. O Zygmuncie Greniu pisze Helena Świegocka.

Tutaj leży Zygmunt Greń

Mały był pożytek zeń

Takiej treści epitafium napisał Maciej Słomczyński o krytyku z „Życia Literackiego” Zygmuncie Greniu. Ile w tym prawdy, a ile tylko zręcznej gry słów na użytek krótkiej i żartobliwej formy literackiej, nie wiadomo. A może i wiadomo, ale nie w tym rzecz. Rzecz ma być bowiem o Zygmuncie Greniu, krytyku teatralnym i literackim, eseiście i pisarzu. O człowieku wielce oddanym swojej pracy, ciekawym zmian zachodzących w świecie teatralnym, ale jednocześnie o bardzo mocno ugruntowanych poglądach na sztukę teatru, którym wierny był do końca.

 

Debiutował w 1950 roku na łamach tygodnika „Odrodzenie” (zamieszczał tam swoje recenzje teatralne i literackie). W tym samym roku został sekretarzem redakcji „Dziennika Literackiego”, a w rok później rozpoczął współpracę z „Życiem Literackim”. Był członkiem Związku Literatów Polskich i PEN Clubu. W 1969 roku został uhonorowany nagrodą ministra kultury i sztuki III stopnia za twórczość publicystyczną oraz krytykę teatralną i literacką, jednak to w 1984 roku otrzymał to najważniejsze dla krytyka wyróżnienie, jakim jest Nagroda im. Kazimierza Wyki (w uzasadnieniu czytamy „za całokształt wieloletniej twórczości eseistycznej i krytycznoliterackiej o wysokich walorach artystyczno-poznawczych i edukacyjnych, kontynuującej zwłaszcza w dziedzinie teatru dzieło Kazimierza Wyki.”). Choć właściwie o teatrze wtedy już nie pisał, a przynajmniej nie tyle, nie o przedstawieniach. W latach osiemdziesiątych zamknął bowiem swój związek z żywym teatrem i skupił się na recenzowaniu książek o teatrze, a także na pisaniu o literaturze. Później sam napisze powieść (Olśnienie, 1992).

Zygmunt Greń był felietonistą „Twórczości”, „Teatru”, „Życia Literackiego”, „Dziennika Polskiego”, pracował w TVP Kraków. Jego eseje wydawane były w zbiorach: Godzina przestrogi. Szkice z teatru: 1955-1963 (1964), Książka nienapisana (1966), Gdy nas nie ma. Szkice z podróży (1967), Teatr i absurdy. Szkice (1967), Wejście na scenę. Szkice z teatru: 1963-1967 (1968), Rok 1900. Szkice o dramacie zapomnianym (1969), Czwarta ściana (1972), Taki się nam snuje dramat… Szkice z teatru 1971-1976 (1978), Teatr zamknięty (1984).

Na ten ostatni zbiór składały się jego felietony o teatralnych książkach, które publikował w „Życiu Literackim” pod wspólnym tytułem Teatr zamknięty właśnie. Wtedy Greń już nie podróżował po Polsce „w poszukiwaniu” teatru. Bardziej zresztą już chyba ten teatr żył w jego wspomnieniach, które powracały do niego, gdy siedział w Krakowie w redakcji „Życia” przy swoim biurku i spoglądał na wchodzących ludzi zza papierosa.

W swoich tekstach odznaczał się wyjątkową erudycją, niezwykłą kulturą słowa (wpływ na to miał na pewno fakt, że był słuchaczem sławetnego magisterskiego seminarium polonistycznego prof. Wyki, razem m.in. z Flaszenem, Kijowskim, Błońskim, Puzyną). „Wypromował typ krytyka, który ścisłość naukową potrafił łączyć z artystyczną wyobraźnią”, jak powiedział o nim Krzysztof Miklaszewskim. Niewątpliwie miał bardzo jasno określony kodeks krytyka, który moglibyśmy streścić w tych słowach: pamięć, trzeźwość sądu, szerokie horyzonty, dystans, skrupulatność kronikarza i zwięzłość eseisty, a także intuicja gotowa penetrować wciąż nowe obszary.

„Bieżące życie, nie tylko teatralne, nie sprzyja poszanowaniu pamięci. (…) Dobre funkcjonowanie pamięci (…) Wprowadza ich [artystów] w organiczne procesy kulturowe: dobywając z ich dzieła sens czy bezsens, albo sens i bezsens na przemian, krytyk stwarza wizje pewnej rzeczywistości, której bohaterami są twórcy” (Godzina przestrogi).

Stanowczo sprzeciwiał się przeintelektualizowanym tekstom krytycznym, które w swej istocie nie były niczym więcej poza paradą rozdętych do granic uczoności sformułowań wewnętrznie jednak pustych.

„Zarówno esej, jak i powszednia recenzja teatralna muszą być napisane. Co to znaczy, że esej czy recenzja zostały napisane? To nie tylko sprawność stylistyczna albo ilość i rodzaj użytych słów. U podstaw napisania tkwi oryginalność pisarskiego spojrzenia i niekonwencjonalne, pozbawione zahamowań i przesądów myślenie. Rozbijanie struktur, które w świecie literatury narzucają nam nad wyraz zgodnie i tradycja, i współczesna nauka.” (Teatr zamknięty)

Zresztą recenzując na łamach „Życia Literackiego” książkę Ireny Sławińskiej pt. Współczesna refleksja o teatrze, pisał, że

„można zgrabnie i pochlebnie mówić o bardzo złych przedstawieniach. Wystarczy wyprowadzić je z opłotków kultury w obejścia nowej nauki, wystarczy zerwać ciągłość, nadszarpnąć świadomość tradycji, a w zamian zabłysnąć matematycznie ścisłą terminologią, pożonglować pojęciami znaki i znaczonego, stylistyce zaś nadać pozór uczonej hermetyczności. I niech się wtedy znajdzie śmiałek, który zlekceważy te wymyślne szatki i powie, że król jest nagi (…) Filozofia współczesna brnie wciąż przez swoje zagadnienia dotyczące rzeczywistości bytu, tu wszakże zatrzymała się na poziomie teatru, nie proponuje więc odkryć i nowych formuł, lecz tylko nową terminologię.”

Był zwolennikiem ścisłego oparcia teatru na literaturze. Uważał, że bez podłoża dramaturgicznego nie może powstać dobry teatr. Nieprzychylnie zatem patrzył na wszelkie przejawy sztuki teatralnej dążącej do pomniejszenia roli tekstu. Zauważał, i owszem, te zjawiska, widział w nich nowe metody działania, nowe środki ekspresji artystycznej, aktualizacje problemów, jakie były dokonywane, ale twierdził, że za mało w tym wszystkim podłoża teoretycznego, a to ono winno łączyć pisarza z inscenizatorem.

„Wszystko, co mówią dzisiaj nasi pseudonowocześni reżyserzy o niezależności swej sztuki od literatury (…) jest wynikiem nie tyle nowoczesności ich spojrzenia na teatr, ile zwykłą polską niechęcią do jakiejkolwiek kontroli intelektualnej, do dyscypliny, którą twórca teatralny musi się wykazać w dwójnasób, gdy własną wizję artystyczną kształtuje nie w próżni scenicznej, lecz posługuje się kryteriami, jakie proponuje mu tekst dramatyczny.” (Wejście na scenę)

Wzorem reżysera łączącego teorię z praktyką był dla Grenia Leon Schiller – Schiller jako kontynuator myśli Wyspiańskiego o teatrze ogromnym. Greń zresztą często zaznaczał, że w historii polskiego teatru, to właśnie modernizm był epoką, która najpełniej wyrażała to wszystko, co teatr wyrażać winien: kwestie społeczno-polityczne (Wyspiański), obyczajowe zakłamania (Zapolska, Rittner), konflikty między tym, co intelektualne, kulturowe, a pierwotne w człowieku (Przybyszewski, Miciński).

Nie zachwycał się Hanuszkiewiczem („Miara Hanuszkiewicza jest efektowna teatralnie, ale jest pusta.”), Brookiem(ur. 1925), wybitny angielski reżyser teatralny, inscenizat... (o jego inscenizacji Snu nocy letniej pisał, że jest „panoptikum współczesnego erotyzmu”, w którym pełno grubiańskich żartów). Cenił za to Swinarskiego (o jego Dziadach w Starym Teatrze pisał: „Swinarski zrozumiał Dziady jako wyzwanie wysokiej moralności ludzkiej, społecznej, narodowej. Jako takie właśnie potrójne zobowiązanie.”). Bronił Łomnickiego po tym, jak wybuchły protesty robotników z Zakładów Kasprzaka (po tych protestach zresztą Łomnicki odszedł ze stanowiska dyrektora Teatru na Woli). Greń pisał wtedy: „Wyskoczyli rozmaici obrońcy godności polskiego munduru i polskiej partyzantki. Już wtedy wiadomo było, że przy pierwszej lepszej (albo gorszej) okazji Łomnicki potknie się o podstawioną nogę.”

Pochlebnie pisał także na łamach „Życia Literackiego” o Bohdanie Korzeniewskim po premierze jego Nie-Boskiej komedii w 1959 roku: „Korzeniewski uczynił próbę interesującą i śmiałą (…) Wydaje się, że (…) pokrewieństwo bohaterów Krasińskiego z egzystencjalizmem wydobył Korzeniewski trafnie i celowo. Trzeba to było powiedzieć.” Cenił również dyrekcję Dejmka w Teatrze Narodowym w Warszawie: „Jest zjawiskiem cennym, że Dejmek objął Teatr Narodowy będąc w nowym i oryginalnym okresie rozwoju swoich koncepcji. (…) Jego myśl, odczytana przez pierwsze półrocze dyrekcji, jest słuszna: udowodnić, że Teatr może istnieć niezależnie od zainteresowań koniunkturalnych, zobowiązań kurtuazyjnych wobec publiczności i panującej mody. Że, przeciwnie, ma prawo te wszystkie trzy kategorie rzeczywistości narzucać. I więcej: że właśnie poprzez bezkompromisowość wobec współczesnych może dotrzeć do istoty stylu współczesnego. To, że Dejmek swój stosunek do rzeczywistości próbuje wyrazić poprzez teksty najtrudniejsze świadczy tylko o jego ambicji”.

Helena ŚWIEGOCKA

Zygmunt Greń urodził się 12 kwietnia 1930 roku w Siedlcach jako syn oficera Wojska Polskiego Stanisława Grenia i Marii z Marciniaków. Do 1939 roku mieszkał z rodzicami w Poznaniu. W czasie okupacji niemieckiej przebywał w Sterdyni (obecnie woj. mazowieckie). Po wojnie przeniósł się do Krakowa, gdzie zdał maturę w II Gimnazjum im. Króla Jana Sobieskiego, a następnie studiował polonistykę. Zygmunt Greń został odznaczony Krzyżem Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Do końca swoich dni pracował w redakcji TVP Kraków, gdzie poprawiał, korygował teksty młodych dziennikarzy. Zdaje się, że zmiany jakie nastąpiły w teatrze przełomu XX i XXI wieku, były dla niego zabójcze i bluźniercze dla sztuki, którą tak umiłował, dlatego w swoich pracach starał się przywrócić pamięć o spektaklach jego zdaniem rzetelnych, przemyślanych, umocowanych w intelekcie. Zmarł 17 sierpnia 2012 roku w Krakowie i tam też został pochowany na cmentarzu Rakowickim.

Dodaj komentarz