CIERŃ

Ten spektakl boli, uwiera jak tkwiący pod skórą cierń. Stawia pytania, na które nie ma dobrych odpowiedzi, na które chyba w ogóle nie ma odpowiedzi.

Przedstawienie „… coś jeszcze musiało być”, reżyserująca je na scenie Teatru Żydowskiego, Izabella Cywińska utkała z prozy Hanny Krall. Ułożyła z tekstów dających świadectwo czasu Holokaustu, mówiących o zagładzie, o zbrodni, o najtragiczniejszych wyborach przed jakimi człowiek stawiał człowieka.

 

Akcję swojego spektaklu Cywińska umieściła w teatrze. Aktorzy schodzą się na próbę. Ktoś rozgrzewa mięśnie ćwicząc układy gimnastyczne, ktoś pracuje nad dykcją, ktoś powtarza tekst… Rozpoczyna się próba. By zagrać role, by stać się przekonywającymi w scenicznych kreacjach, aktorzy muszą zrozumieć swoich bohaterów, ich postępowanie, ich wybory, czas, w którym żyli. Zadają pytania prowadzącej próbę reżyserce (Ewa Greś). Chcą zrozumieć…

Ale jak zrozumieć lata, kiedy – jak pisał o sobie ocalony z rzezi poeta Tadeusz Różewicz – człowiek człowiekowi skakał do gardła. Jak zrozumieć, że ci, którzy byli przed wojną tzw. przyzwoitymi ludźmi zabijali kobiety, dzieci, starców, a po zbrodni wrócili do domów i znów byli przyzwoitymi ludźmi?

Jak zrozumieć zaniechanie, które dla Żydów oznaczało śmierć. „Coś jeszcze musiało być?” – dzieli się swoimi naiwnymi wątpliwościami jedna z bohaterek, nie mogąc zrozumieć decyzji dobrych katolików, którzy odmówili bycia rodzicami chrzestnymi żydowskiej dziewczynki, bo to nie byłoby zgodne z ich katolickim sumieniem, chociaż ten czyn uratowałby jej życie… To nie mógł być jedyny powód?! Coś jeszcze musiało być?! Coś skryli?! A jednak nie… Jaki los spotkał dziewczynkę? Można się domyślać… Jak nazwać to zaniechanie? Taki czyn – wyjaśnia reżyserka próby, którą oglądamy w spektaklu Cywińskiej – to wina niezarzucalna. „Nie można jej zarzucić, nie można za nią ukarać, w sobie ją się nosi, czasami przez całe życie”.

Czym jest stawianie wyboru żydowskiej matce i córce, by zdecydowały, która ma zostać przy życiu? Dlaczego Polce ratującej Żydów każe się wybierać między swoim życiem a swoich bliskich? Wina niezarzucalna…

W spektaklu Izabelli Cywińskiej te winy dodają się do siebie, rozrastają, sumują…

A przecież kiedyś na tej ziemi, w której w czasie II wojny światowej pogrzebano miliony istnień polskich i żydowskich, kiedyś pod tym samym niebem Polacy i Żydzi żyli obok siebie, bywało z nieufnością, ale i z ciekawością, bywało i z szacunkiem, bywało i z sympatią…

Zdaje się o tym przypominać duch cadyka z Kocka (Piotr Sierecki)), który zjawia się pośród młodych aktorów na ich próbie w XXI wieku zwabiony dźwiękami zabytkowego zegara… Zjawia się, by dać świadectwo…

Byliśmy razem od wieków. Dwie kultury, dwa narody. Zagłada Żydów, ich świata, kultury, obyczaju, była też częścią naszej zagłady…

Jak to możliwe, że zapominamy? Jak to możliwe, że po zbrodni Holokaustu, po bestialstwie, które nas także nie ominęło, był możliwy pogrom kielecki, marzec `68, hasła nienawiści wznoszone przez narodowców, spalenie kukły Żyda, a czynu tego nie potępił żaden z polskich rządzących obecnie polityków? Wina niezarzucalna?

Przedstawienie „…coś jeszcze musiało być…” kończy właśnie taki mocny akcent cytat z polskiej ulicy. Rosły mężczyzna ubrany na czarno, w ciężkich glanach wpada na scenę wymachując tlącą się kukłą Żyda…

Ten spektakl jest gorzki, prowokuje, stawia pytania, skłania do refleksji, do zastanowienia. Do rachunku sumienia? Ten spektakl boli, uwiera, jak tkwiący pod skórą cierń.

Grażyna Korzeniowska

_________________________

„…coś jeszcze musiało być…”
Scenariusz (na podstawie opowiadań Hanny Krall) i reżyseria Izabella Cywińska

Występują: Marcin Błaszak, Piotr Chomik, Monika Chrząstowska, Ewa Dąbrowska, Waldemar Gawlik, Ewa Greś, Małgorzata Majewska, Sylwia Najah/Ewa Tucholska, Joanna Przybyłowska, Izabella Rzeszowska, Rafał Rutowicz, Joanna Rzączyńska, Piotr Sierecki, Barbara Szeliga, Marek Węglarski.

Premiera 18 grudnia 2015 r.
Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Dodaj komentarz